Nasze projekty
Reklama
fot. Langusta na palmie, youtube.com (print screen)

Ojciec Adam Szustak rozmawia z siostrami z Broniszewic o zmianach w ustawie o pomocy społecznej: „Wracamy do PRL-u”

"Chcemy być głosem rodzin, ponieważ ta ustawa zamyka zupełnie rodzicom możliwość wyboru". Z jakiego powodu ta ustawa zdaniem sióstr nie jest dobra dla podopiecznych?

Dominikanki, Eliza Myk OP i Tymoteusza Gil OP były gośćmi w podcaście o. Adama Szustaka „Bukłaki” na kanale Langusta na palmie. To między innymi one (wraz z 80 innymi pracownikami i wolontariuszami) stoją za dobrem w Domu Chłopaków w Broniszewicach: miejscem dla dzieci z niepełnosprawnością, które przeszło drogę od przeciekającego dachu i długów w piekarni do domu z prawdziwego zdarzenia.

W rozmowie z ojcem Szustakiem opowiadają między innymi o tym, jak się trafia do zakonu i co się zostawia po drodze. O budowaniu bez pieniędzy i o kweście pod kościołami czy o ustawie, która dziś realnie wisi nad takimi domami jak Broniszewice.

Dom Chłopaków i widmo zmian w ustawie

Kilka tygodni temu Siostry za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowały, że niestety Dom Chłopaków ma niepewną przyszłość. Zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, planowane reformy systemowe mogą doprowadzić do ograniczenia działalności tego typu ośrodków.

Reklama

O. Adam Szustak w rozmowie z siostrami z Broniszewic, które nazywa „Bronkami” podkreśla, że dziś Dom chłopaków robi ogromne wrażenie na odwiedzających – jest nowoczesne, dobrze zorganizowane i przepełnione atmosferą troski oraz miłości.

Od starego pałacu do prawdziwego domu

Jednak, jak zaznaczają siostry nie zawsze tak było. Przypominają, że pierwsze doświadczenia z tym miejscem nie zawsze były pozytywne. Jak wyglądał start ich pracy, zanim miejsce stało się tym, czym jest obecnie? To był Dom Pomocy Społecznej dla dzieci. Dzieci mieszkały w wieloosobowych pokojach. To był stary pałac, który nie spełniał już w ogóle standardów dla tak głęboko niepełnosprawnych dzieci. Łazienka jedna na kilkanaście osób i tak dalej – podkreślają siostry.

Jak dodają, pomimo starań sióstr miejsce to ciągle borykało się z problemami. Tam było włożone mnóstwo energii, pracy, poświęcenia, pieniędzy. Tylko siostry musiały zacząć od podstaw. Wielu rzeczy nie było widać – tłumaczą, dodając, że największym problemem były finanse i ciągle rosnące długi.

Reklama

Bardzo dużo miałyśmy do zrobienia wtedy, żeby troszeczkę ten pałac wyremontować – dodaje siostra Tymoteusza. Jednak chwilę później okazało się, że pałac nie spełnia w ogóle przepisów i trzeba wybudować nowy dom dla chłopaków.

To dzięki darczyńcom jest dobrze

Pomimo wielu trudności i nieustannego zderzania się z kolejnymi murami siostry się nie poddały. Z czasem udało im się zgromadzić potrzebne fundusze i stworzyć wymarzony dom. Czy od tego czasu jest już cały czas dobrze? – zapytał ojciec Szustak.

Mamy bardzo dużo darczyńców i tak naprawdę dzięki temu jest dobrze. Gdyby ich nie było, byłoby naprawdę kiepsko. Chociaż ciągle nam wszyscy wyliczają ile to pieniędzy otrzymujemy na dziecko, a nie do końca je otrzymujemy – mówią siostry.

Reklama

Żyjemy w rodzinie. Mamy rodzinowy system: pięć mieszkań oddzielnych, szkoła, przedszkole integracyjne, zajęcia indywidualne. Mamy zespół pracowników, który się nie zmienia, czyli na przykład w danym mieszkaniu jest osiem cioć i one się nie zmieniają – tłumaczą dalej.

W Domu chłopaków obecnie zatrudnionych jest 80 osób, dodatkowo pomaga 30 wolontariuszy.

Kontrowersje wokół nowych przepisów

Siostry w dalszej części rozmowy, pytane o planowane zmiany w ustawie, które realnie mogą zagrozić takim miejscom jak Dom chłopaków w Broniszewicach podkreśliły, że to „wyjście ze strefy komfortu”. Planowany jest taki zapis w nowej ustawie o pomocy społecznej, że do Domów Pomocy Społecznej będą przyjmowane tylko pełnoletnie osoby – tłumaczą. Niepełnoletnie osoby miałby trafiać do rodzin zastępczych.

Nasz nasłuch był zaraz wyostrzony, ponieważ my przyjmujemy tylko do 18 roku życia. Jednak ponad 30 lat temu byłyśmy w sytuacji, gdzie nasz dom tak funkcjonował, że chłopaków po skończonych 18 latach życia wywoziłyśmy w różne miejsca. To kończyło się traumami. Mniej więcej 30 lat temu ustawodawca dał taką możliwość przedłużenia pobytu temu dziecku aż do śmierci w tym domu. Pomimo, że jesteśmy domem dla dzieci i młodzieży, to najstarszy nasz mieszkaniec ma 73 lata. To wydawało nam się tak humanitarne, tak fajne podejście państwa do sprawy tego, że to jest dom, czyli nie opuszczają go, bo nie osiągną samodzielności – podkreślają siostry dodając, że „nagle wracamy do PRL, rozdzielamy placówki, już nie domy – nawet w nazwie nie ma domu”.

Jak mówią, unikając słowa „dom”, zapominamy o istocie tych miejsc, które powinny być dla tych osób jak najbardziej przyjazne i domowe. Teraz zamieniamy z powrotem na jakieś placówki, które służą tylko do 18. roku życia. Po 18. roku życia te dzieci najprawdopodobniej trafią z powrotem do Domów Pomocy Społecznej, ale dla dorosłych. Wyrwane z jednego środowiska znów w to drugie – podkreślają siostry.

„Chcemy być głosem rodzin”

Ich zdaniem instytucja nie jest jedyną słuszną drogą dla dzieci. Chciałyby, aby takie miejsca jak Dom Chłopaków nie musiały istnieć, ponieważ to rodzina jest dla dziecka najlepszym środowiskiem. Jednak jak przyznały, choćby bo historii Kamilka z Częstochowy czy historii chłopców z Broniszewic, że dom nie był najbezpieczniejszą przystanią. Chcemy być głosem rodzin, ponieważ ta ustawa zamyka zupełnie rodzicom możliwość wyboru – dodają, wspominając o rodzinach, które sobie nie radzą.

Siostry podkreślają, że proponowane rozwiązanie nie jest realną alternatywą. Teoretycznie placówka mogłaby zostać przekształcona w regionalną placówkę opiekuńczo-terapeutyczną, a później w dom pomocy społecznej, do którego trafialiby wychowankowie po ukończeniu 18 lat.

W praktyce jednak większości tych młodych osób nie uda się usamodzielnić, a lokalnie nie powstaną w najbliższych latach mieszkania wspomagane dla kilkudziesięciu osób. Dodatkowo nie ma gwarancji, że po osiągnięciu dorosłości wychowankowie będą mogli pozostać razem i trafić do prowadzonego przez siostry DPS-u, ponieważ o skierowaniu do domu pomocy społecznej decyduje sąd. Oznacza to, że miejsca nie mogą być „zarezerwowane” dla konkretnych osób, a do placówki trafiałyby różne osoby z niepełnosprawnością intelektualną.

Posłuchaj całej rozmowy:

pa/Stacja7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas