Nasze projekty
Fot. Who is Danny/Freepik

„Zasięg ważniejszy od empatii”. Co sprawa Anastazji mówi nam o polskich mediach?

Media przedawkują każdą śmierć, zwłaszcza, gdy dotyczy atrakcyjnej kobiety. Nowy detal, pikantny szczegół, zdjęcie na plaży, ostre komentarze polityków i ekspertów. To niby nic nowego, ale skala chorego wręcz żerowania na śmierci Anastazji, każe postawić pytanie – czy polskie media jeszcze informują, czy – gdy chwycą gorący temat – zaczynają produkcję „pornografii emocji”?

Reklama

Nie ma w mediach bardziej wybuchowej mieszanki niż śmierć, seks, zbrodnia i nielegalni imigranci. Jeśli sprawa dotyczy naszego rodaka, a jest nim dodatkowo archetypiczna „atrakcyjna blondynka”, otrzymujemy przepis na trwające tygodniami perpetuum mobile sensacji. Tak było i nadal jest w przypadku zamordowanej na greckiej wyspie Kos 27-letniej Polki.  

„Znamy treść ostatniego SMS-a Anastazji”, „Nowy trop w sprawie morderstwa Anastazji”, „Anastazja pokłóciła się z chłopakiem”, „Matka rozpoznała ją po pierścionku”, „Brutalne szczegóły morderstwa Anastazji” – podobnymi nagłówkami prześcigają się właściwie wszystkie portale internetowe, niekiedy publikując po cztery materiały dotyczące Polki na samym szczycie strony głównej. Czy to powszechna praktyka? Tak. Czy mająca cokolwiek wspólnego z etyką dziennikarską? Misją tego zawodu? Być może tyle, ile krzesło z krzesłem elektrycznym.

CZYTAJ: „The social dilemma”. „Jeśli nie płacisz za produkt to ty jesteś produktem”

Reklama

Cyniczne “żerowanie na ruchu”

Owszem, morderstwo młodej dziewczyny jest informacją, która powinna pojawić się w przestrzeni publicznej. Zwłaszcza, gdy sama zbrodnia – jej przebieg i winni – nie są jednoznacznie ustaleni. Istnieje jednak cienka granica między odpowiedzialnym społecznie relacjonowaniem bulwersującego wydarzenia, a cynicznym żerowaniu na ruchu, który generuje. W czasach monitorowania nawet najmniejszej zmiennej w Internecie – ruchu mierzalnego w czasie rzeczywistym, wycenianego na cytaty oraz wpływy reklamowe. Zbyt wiele razy widziałem ten mechanizm od środka, aby udawać naiwnego. Media dokładnie wiedzą co robią, gdy przekraczają Rubikon, tak samo, jak swego czasu „Fakt” wiedział co robi, publikując w 2015 r. zdjęcie zakrwawionej dziewczynki, uderzonej siekierą w głowę przez szaleńca.

ZOBACZ: Media społecznościowe czy anty-społecznościowe? O budowaniu relacji w czasach social media

Chowanie się za sloganem „misji”

Chowanie się za sloganem: „misji”, albo „dostępu do informacji” to nic innego niż słabo skrywana hipokryzja. Wydawcom programów śniadaniowych oraz serwisów informacyjnych nie trzeba tłumaczyć, jak „cenny” jest kolejny, zakrwawiony skrawek informacji o morderstwie i gwałcie na pięknej dziewczynie. Dodatkowo – wszystko na to wskazuje – dokonany przez imigrantów.

Reklama

Raporty, które co rano otrzymują na swoje biurka mówią o gigantycznej i niesłabnącej skali zainteresowania tematem, liczonych w miliony zasięgach, pomieszania dyskusji o zbrodni na Kos z przyjmowaniem imigrantów przez Polskę czy wysokim natężeniu emocjonalnym, obserwowanym we wszystkich segmentach demograficznych i bańkach światopoglądowych.

CZYTAJ: System relacji między ludźmi. Czego uczy nas papież o współczesnych mediach?

W jakim momencie ginie empatia?

Skąd o tym wiem? Bo sam czytam na bieżąco podobne statystyki, dostarczane przez wyspecjalizowane w temacie agencje monitoringu treści.

Reklama

I właśnie w tym miejscu leży istota problemu – co z tymi danymi się robi? W jakim momencie ginie empatia wobec ofiary, jej rodzinny, bliskich? Czy ona w jakimkolwiek momencie zadziała jak hamulec samoograniczenia w środowisku, które zamieniło się w fabrykę „pornografii emocji”? Kolejny komentarz, polityka, analiza „eksperta”, wypowiedź pseudo-detektywa. I tak to się kręci, w zwalniającym od odpowiedzialności sosie o nazwie: „piszemy, bo wszyscy to robią”. 

Jeżeli morderstwo Anastazji cokolwiek mówi o polskich mediach, to tylko tyle, że zdecydowana większość z nich jest jak dziecko, które pomimo świadomości, że jedzenie słodyczy bez opamiętania będzie miało negatywne konsekwencje, z uśmiechem napycha usta żelkami. Zachęcając do tego wszystkich naokoło. Dlatego właśnie dziennikarstwo traci swój prestiż, a największe portale internetowe zamieniają się w gazetki reklamowe elektro-marketów. Bo nie ma ludzi, którzy potrafią powiedzieć: „stop”.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę