FELIETONY

System relacji między ludźmi. Czego uczy nas papież o współczesnych mediach?

Wykorzystując watykańskie media papież staje się głosem tych, którzy na co dzień tego głosu nie mają, których nie słychać. Ojciec Święty mówi nie tylko do nich ale także mówi o nich światu. Otwiera horyzonty, wzywa do dialogu podkreśla rolę wartości. Wskazuje na rzeczywiste wspólnoty, z ich rzeczywistymi problemami i rzeczywistym pięknem.

Michał Kłosowski
Michał
Kłosowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

System relacji między ludźmi. Czego uczy nas papież o współczesnych mediach?
Wykorzystując watykańskie media papież staje się głosem tych, którzy na co dzień tego głosu nie mają, których nie słychać. Ojciec Święty mówi nie tylko do nich ale także mówi o nich światu. Otwiera horyzonty, wzywa do dialogu podkreśla rolę wartości. Wskazuje na rzeczywiste wspólnoty, z ich rzeczywistymi problemami i rzeczywistym pięknem.

Kościół zawsze był blisko mediów. W różny sposób animował i współdziałał, zachęcał ludzi do wykorzystywania środków przekazu, by zdobywać wiedzę i informację, stawać się przez to lepszym człowiekiem. Prasa, radio czy telewizja – wraz ze swoim rozwojem – angażowały coraz więcej uwagi, stawały się coraz istotniejsze dla kolejnych pokoleń stąd Kościół musiał nauczyć się, jak z nich korzystać. Postawa otwartości wobec mediów zawsze była istotna a jest dziś tym ważniejsza, zwłaszcza kiedy Internet stał się kolejną przestrzenią w której istnieje człowiek – już nie tylko w czasie i przestrzeni ale także w świecie cyfrowym, w rzeczywistości wirtualnej. Kościół tym bardziej musi być w niej obecny – to już nie cyberprzestrzeń a cyber-rzeczywistość, kolejny wymiar ludzkiego życia. Kolejne wyzwanie.

Każdy w końcu chce mieć selfie z Papieżem. Franciszek jest dziś bowiem jednym z najbardziej rozpoznawalnych ludzi w Sieci. W dobie influencerów sam jest mega-inflencerem, obecnym w różnych sieciowych przestrzeniach. Nie może być inaczej. 

 

globalnation.inquirer.net

 

Internet jako miejsce stale uczące się i stale rozwijające stawia jednak wymagania większe, niż dotychczasowe media, angażując wiele z dotychczasowych narzędzi, agregując je ale – także poprzez swoją masowość – stawiając poprzeczkę wyżej: chcąc być dostrzeganym w Internecie trzeba prezentować najwyższy poziom.  Trzeba także być stale w niej obecnym, nieustannie przypominając o sobie. Co zaś jeszcze trudniejsze, pamiętać przy tym, że Sieć jest haczykiem, gdzie wiele się zaczyna ale niewiele kończy: prawdziwe spotkanie z drugim – z człowiekiem i z Bogiem – może mieć miejsce jedynie twarzą w twarz, w świecie rzeczywistym.

Siła Papieża zawsze polegała na jego zdolności do angażowania wiernych, zdolności do przyciągania uwagi. Tłumy pielgrzymów na placu Świętego Piotra, podczas papieskich podróży i w świecie wirtualnym są kręgosłupem publicznej i politycznej roli papiestwa. Stanowią podstawę władzy Stolicy Apostolskiej jako pełnoprawnego członka społeczności międzynarodowej i jako ważnego aktora w społeczeństwie światowym. Bez tych dwóch czynników słowa Papieża byłby znacznie słabiej słyszane. Dziś ważna jest także uwaga, jaką w Sieci agregują kolejne podróże Ojca Świętego.

Wykorzystując watykańskie media papież staje się bowiem głosem tych, którzy na co dzień tego głosu nie mają, których nie słychać. Ojciec Święty mówi nie tylko do nich ale także mówi o nich światu. Otwiera horyzonty, wzywa do dialogu podkreśla rolę wartości. Wskazuje na rzeczywiste wspólnoty, z ich rzeczywistymi problemami i rzeczywistym pięknem.

 


 

Wraz z rozwojem dzisiejszych mediów zmienił się nie tylko sposób komunikacji, zmienił się także język. To wielka zmiana. Podczas Światowych Dni Młodzieży w Panamie słyszeliśmy, jak Franciszek świetnie odnajduje się chociażby w świecie dzisiejszych internetowego języka, choćby nazywając Maryję „Boża influencerką”. To nowy język, przekaz trafiający do młodych, bo w końcu temu służy obecność w Internecie – cyfrowy ląd zamieszkują zwłaszcza młodzi, których Franciszek próbuje zachęcać do otwarcia się na Kościół i otwiera Kościół dla nich.

Trzecim aspektem papieskiego bycia w mediach jest dawanie świadectwa: postawie chrześcijańskiej, dobru i prawdzie. To niezwykle istotne zwłaszcza w dobie fake newsów. Często pisze o tym Papież na swoim Twitterze.

Media XXI wieku to grząski grunt. Dzisiejsze media, media cyfrowe, które w założeniu swoich twórców miały być otwarte, stają się coraz bardziej zamknięte. Przez polaryzację i bańki informacyjne ale także internetowy hejt czy, jak pisze Papież w Orędziu na 53. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu: niepohamowany indywidualizm, doprowadzający czasami do podżegania spirali nienawiści.

Pojawia się więc pytanie, jaką rolę dziś odkrywa komunikacja i ludzie mediów, w świecie katolickim? To pewnie temat na odrębny esej, ale Papież jakoś wskazuje nam drogę. Nikt przecież nie sądzi, że można zbawić świat mechanizmem reetweetu. Co więcej, można przez to sprawić – nawet nieświadomie – że więcej kłamstw ujrzy światło dzienne. Stąd rola dziennikarza, zwłaszcza dziś, jest tak ważna: jako tego, który jest stróżem prawdy a co za tym idzie, stróżem brata swego. Sieć bowiem – a dalej nawet, media – jest systemem połączonym, systemem relacji między ludźmi, między twórcami i odbiorcami. A w końcu o relacje, w świecie skrajnego indywidualizmu, chodzi najbardziej.

 

Kościół jest siecią utkaną przez komunię eucharystyczną!____Przeczytaj orędzie Franciszka na tegoroczny 53. Dzień Środków Społecznego Przekazu: http://bit.ly/2kL3VFf

Opublikowany przez Stacja7.pl Niedziela, 15 września 2019

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Michał Kłosowski

Michał Kłosowski

Dziennikarz, sekretarz redakcji „Wszystko Co Najważniejsze”, twórca programu „Studio Raban” w Telewizji Polskiej, współpracownik „Stacji 7”. Współtworzył strategię komunikacji m.in. Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 i Panama 2019.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Michał Kłosowski
Michał
Kłosowski
zobacz artykuly tego autora >

Jak rozmawiać z dziećmi o edukacji seksualnej?

Czasem myślę, że jako rodzice nie doceniamy naszego wpływu na dzieci. A tymczasem w pierwszych latach życia jesteśmy dla nich jakby soczewką przez którą patrzą na świat. Nie czekajmy na przysłowiowe „Mamo, a skąd się biorą dzieci?” - sami, na własnych warunkach podejmijmy temat.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak rozmawiać z dziećmi o edukacji seksualnej?
Czasem myślę, że jako rodzice nie doceniamy naszego wpływu na dzieci. A tymczasem w pierwszych latach życia jesteśmy dla nich jakby soczewką przez którą patrzą na świat. Nie czekajmy na przysłowiowe „Mamo, a skąd się biorą dzieci?” - sami, na własnych warunkach podejmijmy temat.

Jak co roku o tej porze, chrześcijański rodzic z lekkim niepokojem przygląda się mimozom. Ich głęboka żółć oznacza jedno: wracamy. Z naszych górskich wypraw, z naszych plaż, ze wspólnego oglądania gwiazd i zachwytu nad nowymi smakami lodów. Wracamy do tzw. normalnego życia; my do pracy, dzieciaki do szkoły. I jak co roku o tej porze chrześcijański rodzic doświadcza trudnych uczuć. Czuje się trochę jak Bóg Ojciec patrzący za oddalającymi się z raju Adamem i Ewą. Ci, których stworzył do życia w pokoju i harmonii, ci, których kochał dosłownie nad życie musieli opuścić bezpieczne schronienie i ruszyć w świat, który nie zawsze będzie im życzliwy.

Do wszystkich potencjalnych zagrożeń, jakie mogą czyhać na nasze dzieci tuż za rogiem, przyszło nam dopisać w tym roku również ideologię LGBT. Jak przygotować dzieciaki do treści, które prędzej czy później, kanałem szkolnym lub podwórkowym, dotrą do nich? Jak się z tym zmierzyć? Jakby powiedział mój flegmatyczny przyjaciel: „Przede wszystkim ze spokojem”. Spokój ma tu bowiem kluczowe znaczenie.

Nie pomożemy naszym dzieciakom budując wokół tematu LGBT histerię. I wcale nie dlatego, że temat nie wymaga naszego jasnego stanowiska, ale dlatego, że histeria świadczy o naszym lęku i niepewności. Kiedy rzucamy w ogień Harrego Pottera, przepędzamy nerwowo spod naszych drzwi Świadków Jehowy, kiedy obrzucamy błotem w rodzinnych rozmowach propagatorów LGBT, dajemy naszym dzieciom do zrozumienia, że nasza wiara jest słaba. Że może jej zagrozić mały czarodziej, pani ze Strażnicą w ręku czy pan z garnkiem na głowie i tęczowej spódnicy. Jeśli odnajdujesz w sobie fanatyczną nienawiść do wrogów Kościoła – jesteś człowiekiem pokroju Szawła. Twój Damaszek wciąż jeszcze przed tobą.

 

🔷PRZECZYTAJ: Edukacja seksualna w szkołach – co sądzą Polacy?

 

Kiedy zapytałam moich doświadczonych przyjaciół jak przygotowaliby dzieci na to, co może wydarzyć się w szkole, która będzie stosować się do zaleceń Karty LGBT+, odpowiedzieli bardzo krótko: „Tego tematu nie wygrasz z dzieckiem bez kontekstu wiary”. Nim zaczniemy z dziećmi rozmawiać o związkach jednopłciowych, nim opowiemy im o cudzie małżeńskiej bliskości przekażmy im naszą wiarę i miłość do Kościoła. Wiem, naprawdę wiem, że to bodaj najtrudniejsze zadanie, jakie stoi przed wierzącymi rodzicami. Wiem też, że czasem po ludzku zrobimy wszystko, a dzieci i tak wybiorą inaczej. Znam bardzo trudne historie rodziców, których dzieci jedno po drugim składają apostazję, żyją w związkach niesakramentalnych, angażują się w działalność LGBT. Ale mimo wszystko z pełną pokorą i nadzieją proszę: pokażmy naszym dzieciom Kościół, który kochamy. Miałam taki moment na tegorocznych letnich rekolekcjach: kolejka do Komunii św., w tle piosenka: „Lud Twój Panie, lud pielgrzymi prosi byś był światłem, byś na drodze do Królestwa wzmacniał wiernych Swoim Ciałem”, a ja patrzę na ludzi przede mną. Na Asię, którą stwardnienie rozsiane przykuło do wózka i na jej męża bez którego nie przeżyłaby doby, na Piotrka, ojca dwóch chłopaków, męża cudownej żony, który cudem przeżył wypadek i już nigdy nie stanie na nogi, na tabuny niedospanych rodziców dosłownie uginających się pod ciężarem dzieciaków. Patrzę jak idziemy wszyscy ku Niemu. Z godnością, nadzieją i często niepoprawnym luzem. Pokazaliśmy dzieciom taki Kościół? 

Celebrujmy z dzieciakami cud rodziny! Wielka, święta, ale też porządnie „zakręcona” rodzina ocali głowy naszych dzieci przed najdziwaczniejszymi wymysłami współczesności.

Ale to nie jedyny warunek wygranej batalii o światopogląd naszych dzieci. Ideologia LGBT uderza najmocniej w rodzinę. W jedyną instytucję powołaną przez Samego Boga, w najpiękniejszą rzecz, jaką stworzył na ziemi. Co, poza wiarą, uchroni nasze dzieci przed zwodniczymi hasłami? Nasza rodzina żyjąca „na pełnej petardzie”. Zdarza wam się zachwycać tym, co was spotkało? Tymi dzieciakami, niedzielnymi popołudniami w lesie, wspólnymi wieczorami filmowymi? Patrzycie tak na wasze rodziny? Umiecie dostrzec jak atrakcyjne i niesamowite jest wasze życie? Ten popcorn pod kanapą, wyścigi rowerowe, gofry na plaży? A te momenty, kiedy rodzinny sangwinik rzuca wszystkich na kolana i rozładowuje najbardziej wybuchowych choleryków? Te wszystkie chwile czułości wśród naszych dzieci, momenty, w których godzą się małżonkowie. Celebrujmy z dzieciakami cud rodziny! Adorujmy Boga, którego widzimy na twarzach naszych dzieci, a przede wszystkim we współmałżonku. Wielka, święta, ale też porządnie „zakręcona” rodzina ocali głowy naszych dzieci przed najdziwaczniejszymi wymysłami współczesności.

Czy to wystarczy? Absolutnie nie. Ideologia LBGT dotyka w swojej istocie seksu. I tu jest dla nas najważniejsze pole działania. Zamiast lękać się propagatorów LGBT w naszych szkołach, weźmy dzieci do parku i spokojnie opowiadajmy im o wielkim Bożym darze złożonym w ręce małżonków. Jak? Normalnie. Nie budując wokół tematu zbliżenia jakiejś przesadnej atmosfery. Mistrzynią pięknego mówienia o współżyciu jest dla mnie pani Jadwiga Pulikowska. Miałam przyjemność spotkać ją po latach na wspomnianych, tegorocznych rekolekcjach. Jako młoda dziewczyna słuchałam jej wykładów i dziś po ponad 20 latach zdałam sobie sprawę, że mówię do dzieci jej słowami. Pełnymi spokoju i zachwytu nad cudem życia.

 

🔷OBEJRZYJ: Popfiction: Netfliksowa moda na LGBT+

 

Stwórzmy naszym dzieciom fundament do dalszych, często już dużo trudniejszych rozmów. A nastolatkom, które być może za chwilę będą musiały stawić czoła poglądom kolegów, powiedzmy spokojnie, że są takie wartości za które trzeba umierać.

Czasem myślę, że jako rodzice nie doceniamy naszego wpływu na dzieci. A tymczasem w pierwszych latach życia jesteśmy dla nich jakby soczewką przez którą patrzą na świat. Jeżeli mówimy o władzy rodzicielskiej, jest ona najpotężniejsza właśnie w aspekcie nadawania narracji do otaczającej dziecko rzeczywistości. Jeżeli napracowaliśmy się i zbudowaliśmy z dzieckiem głęboką, opartą na zaufaniu więź, wówczas chłonie ono nasze poglądy jak gąbka wodę. Zadbaliśmy o to, żeby dziecko od nas pierwszych usłyszało o zbliżeniu? O tym jak wielkim jest cudem i jak bardzo jednoczy rodziców? Nie czekajmy na przysłowiowe „Mamo, a skąd się biorą dzieci?” – sami, na własnych warunkach podejmijmy temat. Stwórzmy naszym dzieciom fundament do dalszych, często już dużo trudniejszych rozmów. A nastolatkom, które być może za chwilę będą musiały stawić czoła poglądom kolegów, powiedzmy spokojnie, że są takie wartości za które trzeba umierać. Że chrześcijanin to nie człowiek fanatyczny, ale radykalny. I, że jeśli widzi wartość w rodzinie, jeśli kocha swoją rodzinę to niech o tym mówi otwarcie. Dowcipnie i bez zadęcia, z szacunkiem do myślących inaczej. Ale przede wszystkim niech się nie boi tego świata, bo ma w sobie wystarczająco dużo siły, żeby – kiedy trzeba – milczeć, kiedy indziej – wyjść z klasy, albo powiedzieć wprost, że się z czymś nie zgadza. I, że da radę to zrobić, bo Ten, który posłał go jak owcę między wilki zwyciężył już ten świat. 

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki - prawnik, z naprawionego błędu - dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa i autorka bloga budujemymosty.pl

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >