Nasze projekty
Fot. Alexander Kagan/Unsplash

„Model francuski do zrobienia, ale nie do kopiowania”. Paulina Guzik o raporcie nt. wykorzystywania seksualnego

Raport francuski jest świetnym pomysłem, ale fatalnie zrealizowanym na wielu polach, przez co efekt jest zupełnie odwrotny – zamiast przekłucia balonu bólu i wstydu, co powinno iść w parze z transparencją, jest wylewanie dziecka z kąpielą, epatowanie liczbami i znane nam towarzyszące temu argumenty, że z tej instytucji to już w ogóle nic nie będzie, najlepiej odwołać Episkopat i pozamykać Kościoły na cztery spusty.

Reklama

Niedawny raport na temat wykorzystywania seksualnego nieletnich w Kościele, zamówiony przez biskupów francuskich i opublikowany kilkanaście dni temu, wywołał falę tsunami w Kościele na całym świecie. Zgodnie z ustaleniami niezależnej komisji, w okresie 1950-2020 aż 330 000 dzieci padło ofiarą wykorzystywania i przemocy w imieniu członków duchowieństwa, zakonników i zakonnic oraz świeckich nauczycieli i pracowników w instytucjach katolickich: szkołach, uniwersytetach, szpitalach itp.

Komentatorzy w Polsce przyjęli raport z uznaniem i entuzjazmem, że taka komisja powinna powstać w Polsce. Zgadzam się, że powinna, lecz przed jej powstaniem należy przyjrzeć się uważnie francuskiemu raportowi. I wziąć pod uwagę nie tylko sam fakt, że raport powstał, ale to, jakie wnioski z niego płyną i to, jak został tworzony.

Tworząc taką komisję w Polsce trzeba wziąć pod uwagę to, że Francuzi popełnili rażące błędy metodologiczne i zaprezentowali wnioski oderwane od nauczania Kościoła, ale także to, że znalezienie osób kompetentnych, niezależnych, a jednocześnie rozumiejących Kościół, będzie graniczyło z cudem (podobnie zresztą było we Francji).

Reklama
Reklama

CZYTAJ: Ponad 200 tys. ofiar nadużyć. Opublikowano raport o pedofilii we francuskim Kościele

Odważny krok i medialna katastrofa

Powiedzmy od początku wyraźnie – niezaprzeczalna jest odwaga biskupów francuskich, aby dokonać tak silnej manifestacji odpowiedzialności, rozliczalności i przejrzystości, a te trzy punkty papież powtarza – słusznie zresztą – jak mantrę. Bez tych trzech elementów nie zajdzie prawdziwe oczyszczenie. Co zatem poszło nie tak, że reakcje na raport we Francji i na świecie były tak porażające?

Zacznijmy od tego, jakie to reakcje. Przewodniczący Episkopatu Francji został natychmiast wezwany przez francuskie ministerstwo spraw wewnętrznych „na dywanik” i surowo upomniany. Niektórzy komentatorzy domagali się dymisji wszystkich francuskich biskupów, jak to miało miejsce w Chile w 2018 r. (a liczby skrzywdzonych były tam znacznie mniejsze). Sam papież skomentował tę wiadomość, mówiąc, że „był to dzień wstydu dla Kościoła”. Jednym z wniosków zaś samego raportu jest – o zgrozo – wezwanie do złamania tajemnicy spowiedzi – czyli wg. prawa kanonicznego – delicta graviora – najcięższy grzech przeciwko sakramentowi pokuty.

Reklama
Reklama

Zanim Kościół w Polsce stworzy komisję na wzór francuskiej warto poznać odpowiedzi na pytanie, dlaczego zamiast kojącego balsamu transparencji, Kościołowi tak bardzo dostało się po głowie.

Po pierwsze, ze względu na metodologię. Nie jest ona zgodna z wcześniejszymi raportami wydanymi w tej sprawie przez biskupów amerykańskich, holenderskich czy niemieckich, ani z oficjalnymi dochodzeniami prowadzonymi przez Australijską Komisję Królewską. Francuzi nie czynili rozróżnienia między duchownymi (biskupami, kapłanami i diakonami), zakonnikami i świeckimi: wszyscy zostali „wrzuceni” do jednego worka. Teoretycznie nie możemy więc porównywać liczb francuskich z innymi tego typu słynnymi światowymi sprawozdaniami. Czy jednak przeciętny czytelnik, widzący liczbę 330 tysięcy,  będzie się nad tym zastanawiał? Bynajmniej nie. Być może więc lepiej byłoby tu iść przetartym amerykańskim czy australijskim szlakiem, wówczas liczby będą bardziej adekwatne.

W Stanach, Niemczech czy Australii raporty poznawały też zupełnie inne spektrum spraw – skalę wykorzystywania seksualnego wobec osób małoletnich, we Francji zaś oceniały skalę przemocy seksualnej (to znacznie szersze pojęcie) wobec małoletnich i bezbronnych dorosłych – co znacznie zwiększa liczbę podawanych przypadków, medialnie zaś, raporty te są zrównywane.

Reklama

Pozostając w kwestii metodologii – ankieta przeprowadzona wśród ogółu Francuzów, gdzie pada pytanie: “Czy doświadczyłeś przemocy seksualnej? Kto jej dokonał? Partner, nauczyciel czy ksiądz?” – nie ma żadnej naukowej walidacji. To tak, jakby zapytać w badaniu telefonicznym, „dzień dobry, czy został Pan okradziony przez imigranta? A skąd? Z Algierii czy Filipin?” Sprawę tę podczas dyskusji o raporcie podniósł ostatnio na uniwersytecie Santa Croce w Rzymie profesor Norberto Gonzalez Gaitano zajmujący się metodologią badań naukowych i badaniem opinii publicznej.

Po drugie, komisja chwalebnie była instytucją niezależną. Jednak przeprowadzając ankiety i badania na zlecenie instytucji kościelnej właśnie, należy liczyć się z wartościami wyznawanymi przez zlecającego. I najświętszymi doktrynami dla tejże instytucji. Wśród 45 zaleceń komisji znalazł się punkt najchętniej cytowany w mediach – czyli obowiązek donoszenia przestępstw usłyszanych podczas spowiedzi. Wystarczy porównać wnioski raportów – francuskiego i „dominikańskiego” w Polsce, aby zrozumieć, że raporty takie muszą być tworzone przez ludzi, którzy rozumieją istotę działania Kościoła. Raport dominikański bardzo dobrze tę optykę pokazuje – jest lekturą trudną i szokującą dla zlecających go dominikanów, ale w każdym akapicie rzetelną w wierności doktrynie Kościoła. Raportowi francuskiemu daleko w tej kwestii do ideału. I trudno oprzeć się wrażeniu, że jeśli dokumenty taki jak francuski, trafiłby do opinii kanonistów opiniujących raport dominikański w Polsce, jeśli nie kazaliby wyrzucić go do kosza, to co najmniej rozjechaliby go walcem.

Powodem tak daleko idącej kościelnej ignorancji we Francji (przypomnę raport powstał na zlecenie Kościoła), może być to, że oprócz szefa w komisji tej nie było wielu ekspertów. W raporcie komisja chwali się, że opierała swoją pracę głównie na wolontariuszach. Problem polega na tym, że przypadkowi ludzie nie mogą badać tak delikatnych spraw, i nie wykonają rzetelnie naukowego badania, jakim jest tak poważna statystyka. Tu trzeba zainwestować w ekspertów. Nie można żałować na nich środków finansowych.

Po trzecie– niestety dla komunikacji raportu – wyciekł on do mediów zanim biskupi zdążyli go przedstawić, klisze medialne zostały zatem utarte, a prezentacja raportu była już tylko próbą tłumaczenia, że to nie tak jak się wydaje, że we Francji nie ma rażąco więcej duchownych molestujących dzieci, a jedynie metodologię mieliśmy inną…

Raport francuski jest zatem świetnym pomysłem, ale fatalnie zrealizowanym na wielu polach, przez co efekt jest zupełnie odwrotny – zamiast przekłucia balonu bólu i wstydu, co powinno iść w parze z transparencją, jest wylewanie dziecka z kąpielą, epatowanie liczbami i znane nam towarzyszące temu argumenty, że z tej instytucji to już w ogóle nic nie będzie, najlepiej odwołać Episkopat i pozamykać Kościoły na cztery spusty (wystarczy przejrzeć pierwsze z brzegu francuskie tytuły prasowe po raporcie, aby przekonać się, że on jest właśnie dokładnie taki).

ZOBACZ: „To chwila wstydu!”. Franciszek odniósł się do raportu o pedofilii we francuskim Kościele

Aby „wyszło” lepiej             

Co zatem zrobić, aby w Polsce „wyszło” lepiej?

Po pierwsze, należy uzgodnić warunki powstania takiego raportu. Kościół nie potrzebuje do tego wcale  „przyjaciół”, ale renomowanych specjalistów (jakich? Wystarczy spojrzeć na listę zawodów komisji Tomasza Terlikowskiego) i jasnych warunków postępowania i komunikowania wyników. Dobrze wydane na raport pieniądze będą oznaczały, że więcej dowiemy się o realnej skali problemu w Polsce po to, aby uniknąć nowych przypadków wykorzystania w przyszłości.

Po drugie – katolicki oznacza powszechny, i kolejny taki raport, wpłynie na cały kościelny świat, co doskonale widać było po Francji. Francuscy biskupi nie uznali za słuszne, aby przygotować inne konferencje episkopatów do falę tsunami, jakie wywołali francuskim trzęsieniem ziemi. Komunikacja wewnętrzna jest w takich przypadkach kluczowa, ale wydaje się, że Kościół nie wie, jak z niej korzystać. Watykan powinien był skoordynować działania komunikacyjne związane z raportem we Francji. Jednak ani Francja ani Watykan nie wyszły z taką inicjatywą, a na pełen raport po angielsku raczej się długo nie doczekamy.

Po trzecie, w kryzysie wykorzystywania seksualnego Kościół musi zrozumieć, once and forever, że komunikacja jest częścią zarządzania. To absurd, że kiedy wiemy, że historia trafi na pierwsze strony gazet na całym świecie, nie ma w Kościele wspólnej strategii. Faktem jest, że nie ma nikogo odpowiedzialnego za komunikację Kościoła katolickiego: watykańskie biuro prasowe i dykasteria ds. komunikacji są rzecznikami papieża i kurii rzymskiej, ale nie zajmują proaktywnego stanowiska w takich globalnych kwestiach.

Watykan potrafi kontrolować biskupów w wielu kwestiach – finansowych, w sprawach dotyczących wykorzystywania należących do kompetencji Kongregacji Nauki Wiary, w wielu innych przypadkach. Ale jeśli chodzi o komunikację, mówi zawsze „to zależy od biskupów, nie możemy nic zrobić”. Może wizyta ad limina jest dobrą okazją, by o takie uniwersalne Kościelne strategie się w Watykanie upomnieć?

Jeśli zatem biskupi w Polsce zdecydują się pójść drogą Francji, co byłoby krokiem bardzo potrzebnym i oczekiwanym, musi być to strategia profesjonalna, przemyślana, a jej nieodłączną częścią powinna być komunikacja, która sprawi, że przesłanie raportu dotrze do głównych interesariuszy, czyli do wiernych. 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę