Nasze projekty

Bioetyk o sprawie Alfiego

Sąd apelacyjny w Londynie odrzucił 16 kwietnia prośbę rodziców Alfiego Evansa o zgodę na przewóz go do kliniki w Rzymie, argumentując, że "to byłoby bezcelowe". - Niewłaściwe jest w tej sprawie to, że ostateczne decyzje podejmuje sąd, a nie rodzice - uważa ks. dr hab Piotr Kieniewicz, teolog moralista i bioetyk, którego poprosiliśmy o opinię.

Reklama

Ks. Kieniewicz zauważa, że w tego typu sprawach zaangażowane są zwykle wielkie emocje, zarówno po stronie rodziców, jak i innych ludzi obserwujących wydarzenia. Najczęściej jednak opierane są one na niepełnych informacjach na temat rzeczywistego stanu chłopca, stosowanej terapii i rzeczywistych możliwości, jakie ma współczesna medycyna.

Dlatego, zdaniem ks. Kieniewicza, nie można na ich podstawie wydawać kategorycznych ocen moralnych czy bioetycznych, zwłaszcza w sprawie tego, czy terapia jest już uporczywa, czy nie.

– O uporczywej czy „zaciekłej” terapii mówimy wtedy, gdy wysiłki lekarzy i cierpienia pacjenta są nieproporcjonalne do możliwych do osiągnięcia czy zakładanych efektów . Podtrzymywanie chorego przy życiu zdaje się wówczas służyć jedynie wydłużeniu czasu oczekiwania na śmierć – powiedział. – Aby ocenić taką sytuację należałoby najpierw wiedzieć dokładnie, czy ten dodatkowy czas rzeczywiście jest potrzebny (komu i na co?), czy nie. Należałoby odpowiedzieć na liczne pytania: W imię czego rodzice chcą przedłużać życie dziecka w ten sposób? Co takiego – z medycznego punktu widzenia – oferuje Rzym, a czego nie są w stanie zaoferować lekarze w Wielkiej Brytanii? A może chodzi o to, że Rzym po prostu oferuje szacunek temu dziecku i jego rodzicom, co nie jest bez znaczenia. Trudno to rozstrzygnąć wyłącznie na podstawie doniesień medialnych – zauważa ks. Kieniewicz.

Reklama
Reklama

Przypomina również, że tu stronami nie są ani rodzice, ani sąd, lecz pacjent – czyli to chore dziecko. Podmiotowość pacjenta daje mu prawo ostatecznego głosu w sprawie poddania się terapii lub rezygnacji z niej. Gdy nie może się wypowiedzieć, głos należy do jego prawnych przedstawicieli, czyli w tym wypadku do rodziców. Rodzice zatem powinni występować w jego, a nie swoim imieniu, troszcząc się o prawdziwe dobro swojego dziecka. Dlatego niewłaściwe jest to, że sąd uzurpuje sobie prawo do podejmowania decyzji o terapii lub jej zaprzestaniu, jednocześnie odmawiając rodzicom – legalnym przedstawicielom dziecka – prawa do przetransportowania go do innego ośrodka, lepiej ich zdaniem troszczącego się o chorego – podsumowuje ks. Kieniewicz.

16 kwietnia sąd apelacyjny w Londynie kolejny raz zajmował się sprawą Alfiego Evansa z Liverpoolu. Podtrzymał wyroki poprzednich instancji oraz odrzucił prośbę rodziców o zgodę na przewóz chłopca do kliniki Dzieciątka Jezus w Rzymie, która jest gotowa przejąć opiekę nad nim.

 

Reklama
Reklama

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę