Nasze projekty
Marcin Makowski

Kraków to dzisiaj światowa stolica radości

„Viva la Pologne”, „Ogórek, ogórek”, Marsylianka, „USA! USA!” - niesie się Floriańską. Wchodzę na rynek, a tam tańce, śpiewy, tłumy roześmianych ludzi, z flagami i obowiązkowymi plecakami pielgrzyma. Światowe Dni Młodzieży jeszcze się na dobre nie zaczęły, a Kraków już żyję radością w skali, jakiej jeszcze nie widział.

Reklama

Na początek szczere wyznanie. Byłem wątpiący. Sądziłem, że ŚDM okaże się organizacyjną niedoróbką, która pochłonie ogromne pieniądze, rozczaruje niską frekwencją i na tydzień sparaliżuje miasto. Wiara przychodziła stopniowo. Najpierw dni diecezji, obserwowane przy okazji wyjazdu do Gdańska, później zamarły w oczekiwaniu Kraków, który z kolejnymi falami pielgrzymów nabierał życia. Idę do warzywniaka, a tam grupa Portugalek przypomina mi, że wygrali Euro. „Tak, wiem” – mówię. „Skoro byliście w stanie nas pokonać, należało wam się” – dodaję, a dziewczyny wybuchają śmiechem. Przychodzi wieczór, umawiam się ze znajomymi dziennikarzami, którzy przyjechali z Warszawy na Sławkowskiej. Już w okolicach Plant widać, że w mieście dzieje się coś niezwykłego. Grupa Kanadyjczyków z ogromną flagą, w koszulkach reprezentacji hokejowej defiluje na przeciwko Amerykanów. Przywitania i uściski. Z Floriańskiej powoli dochodzą głosy śpiewów, koncertu granego na Rynku i skandowanych haseł. Ludzie siedzą na chodnikach, dzieląc się jedzeniem i rozmawiając. Oczywiście ci, którzy są na tyle blisko, aby się słyszeć.

fot. Marcin Makowski

Miałem być u znajomych o 21:30 – ale spóźniłem się pół godziny. Obok pomnika Mickiewicza po prostu nie dało się przejść obojętnie. Takiego entuzjazmu i radości – a mówimy przecież o przedsmaku ŚDM – Kraków jeszcze nie widział. Grupy młodzieży wdrapały się na postument. Machając flagami jedni starali się przekrzyczeć drugich. Brazylia, Meksyk, Holandia, USA, Irak… Nawet w tak turystycznym mieście to po prostu robi wrażenie. Kończyła się piosenka i zaczynała następna. Wyjąłem telefon i zacząłem streamować na żywo. „Pakuje się i przyjeżdżam” – ktoś napisał oglądając transmisję. Gdy już dotarłem na miejsce, około godziny 23 pojawiła się plotka, że przed północą właśnie pod Mickiewiczem zbierają się Polacy, aby odśpiewać hymn. Wróciliśmy, jeden z kolegów zabrał trąbkę. Nie mogłem w to uwierzyć, ale było jeszcze więcej ludzi i jeszcze głośniej. Mówię „Zagraj Seven Nation Army” – i przez chwilę robi się jak na stadionie. Później ktoś wyciąga ogromną polską flagę z Janem Pawłem II i po chwili następuje cisza. Zaczynamy śpiewać hymn, do którego pielgrzymi rytmicznie biją brawo. Obok grupa ludzi, wyglądających na kibiców. Zupełnie z innego świata stoją tam z nami i są częścią tej radości. Wracamy przed pierwszą, cały czas po drodze spotykając kolorowe grupki. Przy Francuzach kolega zagrał Marsyliankę, turyści wyjęli smartfony. Czuję się tak, jak mógłbym się czuć, gdybyśmy to jednak my wygrali Euro. Ale źródło tego uczucia jest inne, pełniejsze.

2016-07-26 (1)
fot. Marcin Makowski

Reklama

Naprawdę bałem się, że to nie wyjdzie. Nie uda się, nie wypali. Uda się. I jest w tym jakaś opatrzność boska, bo takie rzeczy nie dzieją się same. Setki tysięcy ludzi z całego świata spotyka się w centrum ogarniętej strachem Europy, nie po to aby się bać, ale aby dać świadectwo tego, czego Stary Kontynent potrzebuje równie mocno jak u zarania chrześcijaństwa. Jestem przekonany, że Kraków zostanie na tydzień stolicą odwagi radości i nadziei. Takiej, która może dać tylko wiara. Szczególnie w równie dramatycznych chwilach, gdy we Francji islamiści mordują 86-letniego księdza, siła wiary młodych jest nam potrzebna jak powietrze.


Zobacz transmisję LIVE


Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite