video-jav.net

Kurs małżeński. Po-święcenie

Żyjąc w małżeństwie, zamiast wstawać na jutrznię o trzeciej nad ranem, jak czynią to mnisi w klasztorze, musisz podjąć decyzję, kto wstanie do dziecka, gdy trzeba mu będzie zmienić pieluszkę w środku nocy.

Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jest rzeczą bezsprzeczną, że „pierwszy papież”, czyli św. Piotr, był żonaty (Jezus nie mógłby przecież uzdrowić jego teściowej, gdyby Piotr nie miał żony!).

W Piśmie Świętym można jednak znaleźć również dowody na to, że już w I wieku młode wdowy składały śluby celibatu (por. 1 Tm 5,9–12). Od 110 r. n.e. celibatariusze mogli składać śluby podobne do przysięgi małżeńskiej. Z czasem nadano temu bardziej oficjalne ramy, przez co już w III w. coraz częściej zdarzały się śluby celibatu składane na resztę życia (tzw. śluby wieczyste). Od IV w. tego rodzaju ślubom towarzyszyła pełna oprawa liturgiczna.

Chociaż chrześcijaństwo wyrosło z judaizmu, czyli religii, w której małżeństwo uznaje się za obowiązek religijny (jeden z rabinów twierdził nawet, że nieżonaty mężczyzna nie jest w pełni mężczyzną), nie minęło dużo czasu, a wierzący małżonkowie zostali zepchnięci na daleki plan i zginęli gdzieś w wielowiekowych rozważaniach nad „teologią duchowości” (czyli nad tym, jak chrześcijanie wzrastają w swojej wierze, uczą się modlić i zbliżają się do Boga). Autorami większości klasycznych dzieł literatury chrześcijańskiej są osoby konsekrowane i to do nich były one kierowane. Małżonkowie mogli co najwyżej podejmować nieśmiałe próby dążenia do Boga w pojedynkę.

Myśli o tym, że można zbliżać się do Boga poprzez małżeństwo, nikt nigdy nie potraktował poważnie – wręcz przeciwnie, podkreślano konieczność podążania do Boga pomimo życia w małżeństwie.

Kurs małżeński. Po-święcenie

Wniosłem część tego bagażu do mojego małżeństwa, ale na szczęście już na wczesnym etapie odkryłem inną rzeczywistość. Pamiętam, jak pewnego dnia mój brat zadał mi parę pytań o to, jak to jest żyć w małżeństwie. Po chwili zastanowienia odpowiedziałem: – Jeśli chcesz bez ograniczeń służyć Jezusowi, nie żeń się. Małżeństwo zabiera dużo czasu. Jednak jeśli chcesz coraz bardziej upodabniać się do Jezusa, to nie mogę sobie wyobrazić lepszej drogi życiowej niż małżeństwo. W małżeństwie masz wyjątkową okazję pracować nad swoim charakterem, ponieważ napotykasz problemy, z którymi poza małżeństwem nigdy nie musiałbyś się zmagać.

Oczywiście Jezus żył w celibacie, więc stwierdzenie, że małżeństwo jest najlepszą drogą dla tych, którzy chcą się do Niego upodobnić, może się wydawać niedorzeczne. Jednak Jezus przecież również miał rodzinę i – jak zauważyła Betsy Ricucci – była ona centrum Jego życia w momencie, gdy z nieba odezwał się głos Boga Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (Mt 3,17). „Czym Jezus zasłużył sobie na taką pochwałę? Dotąd mieszkał przecież po prostu w domu rodzinnym, okazywał szacunek swoim ziemskim rodzicom i pomagał ojcu w codziennej pracy cieśli. Najwyraźniej to wystarczyło, by zasłużyć na pochwałę Boga”.

Życie rodzinne to z pewnością nie coś, z czego można się ot tak „wypisać”. Poza tym wystarczy już parę lat małżeństwa, by zauważyć, że cały ten nacisk na czystość w znaczeniu abstynencji seksualnej to lekka przesada. W gruncie rzeczy współżycie seksualne to zaledwie jeden z licznych aspektów życia małżeńskiego. Stanąłem przed ołtarzem jako pierwszy spośród moich najbliższych przyjaciół i pamiętam, że jeden z nich spytał mnie kiedyś, czy nadal może wpadać do nas bez uprzedzenia. – Lepiej najpierw zadzwoń – odpowiedziałem grobowym głosem, czym przyciągnąłem jego uwagę, a potem wypaliłem: – Wiesz, małżonkowie całymi dniami chodzą nago po domu! Niewiele brakowało, żeby mi uwierzył!

Tym, co naprawdę zmienia ludzi w małżeństwie, jest ciągła gotowość do poświęcenia się dla drugiej osoby – przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. To tygiel, w którym wytapia i kształtuje się charakter człowieka na wzór charakteru Jezusa Chrystusa. Żyjąc w małżeństwie, zamiast wstawać na jutrznię o trzeciej nad ranem, jak czynią to mnisi w klasztorze, musisz podjąć decyzję, kto wstanie do dziecka, gdy trzeba mu będzie zmienić pieluszkę w środku nocy.


Kurs małżeński. Proste zasady

Artykuł pochodzi z książki Garego Thomasa “Święte Małżeństwo”.

Patronem medialnym książki jest STACJA7.pl


Kurs małżeński. Proste zasady



Kurs małżeński. Po-święcenie



Kurs małżeński. Konflikt emocji


Gary Thomas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >

Kurs małżeński. Proste zasady

Napisano już setki poradników o tym, jak budować „szczęśliwe małżeństwo”. Ale czy Bóg rzeczywiście ustanowił małżeństwo przede wszystkim po to, by uczynić nasz szczęśliwymi, czy może raczej… świętymi? Czy w małżeństwie chodzi wyłącznie o naszą relację ze współmałżonkiem, czy może także ze Stwórcą?

Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pytania te są motywem przewodnim rozważań Gary’ego Thomasa w książce Święte małżeństwo – międzynarodowym bestsellerze, już dziś uznawanym przez wielu za klasykę literatury chrześcijańskiej, a zarazem jedną z najważniejszych książek o małżeństwie, jakie ukazały się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

Czy w ogóle warto zawierać związek małżeński?

W XVII wieku bardzo ciekawą rzecz na temat sakramentu małżeństwa napisał św. Franciszek Salezy. Ten wybitny autor chrześcijański, który dał się poznać jako znakomity przewodnik duchowy, otrzymywał wiele listów z pytaniami dotyczącymi spraw duchowych. Napisała do niego kiedyś pewna głęboko zatroskana młoda kobieta, rozdarta pomiędzy swoim gorącym pragnieniem zamążpójścia a namowami przyjaciółki, która zachęcała ją do trwania w panieństwie, utrzymując, że bardziej „chwalebnie” będzie dla niej opiekować się ojcem, a po jego śmierci poświęcić się w czystości służbie Bogu.

Kurs małżeński. Proste zasady

Święty Franciszek uspokoił strapioną kobietę. Zapewnił ją, że małżeństwo nie oznacza wcale wyboru łatwiejszej drogi, a wręcz przeciwnie – w pewnym sensie może się okazać najtrudniejszą służbą, jaką mogłaby ona kiedykolwiek podjąć.

„Nie ma stanu, który bardziej niż stan małżeński wymagałby prawości i stałości – napisał. – Małżeństwo jest nieustanną szkołą umartwienia. (…) Z tej gałązki tymianku, choć gorzkie są jej soki, możesz czerpać i otrzymać miód świętego żywota”.

Zwróćmy uwagę, że św. Franciszek Salezy wspomniał o tym, że małżeńskie „soki” miewają „gorzki smak”. Aby wynieść duchowe korzyści z małżeństwa, musimy być wobec siebie szczerzy. Musimy przyjrzeć się swoim rozczarowaniom, przyznać się do swoich okropnych zachowań i skonfrontować się ze swoim egoizmem. Musimy również pozbyć się przekonania, że przezwyciężymy wszelkie małżeńskie trudności, jeśli tylko będziemy goręcej się modlić lub gdy opanujemy kilka prostych zasad.

Większość z nas zdążyła się już przekonać, że te „proste zasady” działają tylko pozornie. Dlaczego? Otóż dlatego, że zamiast zastanawiać się nad tym, co możemy zrobić, by „udoskonalić” nasze małżeństwo, musimy odpowiedzieć sobie na dużo głębsze pytanie: Co jeśli Bóg wcale nie chciał, by nasze małżeństwo było „prostsze”? Co jeśli Bóg miał w zamyśle coś, co wykracza poza nasze szczęście, naszą wygodę i nasze pragnienie trwania w zauroczeniu i szczęśliwości, jak gdyby świat był idealny? A może Bóg tak zaplanował małżeństwo, byśmy osiągali w nim raczej świętość niż szczęście?

Może, jak radzi św. Franciszek Salezy, mamy przyjąć te „gorzkie soki”, ponieważ to właśnie z nich możemy czerpać siły, których potrzeba nam do wytwarzania „miodu świętego żywota”?


Kurs małżeński. Proste zasady

Artykuł pochodzi z książki Garego Thomasa “Święte Małżeństwo”.

Patronem medialnym książki jest STACJA7.pl


Kurs małżeński. Proste zasady



Kurs małżeński. Po-święcenie



Kurs małżeński. Konflikt emocji


Gary Thomas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >