fot. unsplash.com

Wróciła z Polski na Ukrainę, by pochować ukochanego syna…

68-letnia kobieta pochodząca z okolic Charkowa, uciekła przed wojną, a schronienie znalazła w jednej z małopolskich miejscowości. Kiedy dotarła do niej wiadomość o tragicznej śmierci syna postanowiła wrócić na Ukrainę, by go pożegnać...

Reklama

68-letnia kobieta pochodząca z okolic Charkowa, uciekając przed wojną dotarła do miejscowości Kamienica w Małopolsce. Do Polski przyjechała tylko z małą torbą podróżną i swoim ukochanym kotem. Niestety kilkanaście dni temu do kobiety dotarła tragiczna wiadomość.

Jej 40-letni syn, który pozostał na Ukrainie zmarł z głodu i wycieńczenia, ukrywając się przed bombardowaniami w piwnicy, już i tak zniszczonego domu. Kobieta nie zastanawiając się długo postanowiła wrócić do swojego wciąż ogarniętego wojną kraju i pochować ukochanego syna…

„Mówiłem jej, że jedzie w piekło”

Transport do Przemyśla zorganizował dla kobiety miejski radny Piotr Musiał, który już wcześniej m.in. transportował artykuły dla uchodźców. Łącznie do Truskawca, miasta partnerskiego Limanowej, wyjechało ok. dziesięciu busów z żywnością. Stamtąd 68-letnia kobieta pociągiem udała się do Lwowa, skąd miał ją odebrać członek rodziny i udać się wraz z nią w dalszą podróż do Charkowa.

Reklama
Reklama

Polakom, którzy jej pomogli obiecała, że wróci. Zapisała sobie nawet numery ich telefonów komórkowych. Pod ich opieką w Polsce pozostawiła także swojego ukochanego kota. Niestety, od poniedziałku 21 marca, czyli dnia, w którym przekroczyła granicę z Ukrainą nie ma z nią żadnego kontaktu.

Radny miasta ciągle czeka na jakąkolwiek wiadomość od kobiety. Czekamy tu jak na zbawienie na jakiś sygnał z jej strony. Ona ma do mnie numer, tak jak do ludzi, z którymi mieszkała. Mówiłem jej jednak przed wyjazdem, że jedzie w piekło, z którego może już nie wrócić, ale rozumiałem, że jako matka po prostu chce pożegnać swojego syna, swoje dziecko. Gdy opowiadała swoją tragiczną historię trudno było powstrzymać łzy… – mówił w rozmowie z Gazetą Krakowską.

Wiemy tylko, że wsiadła do pociągu. Później, mimo prób kontaktu z naszej strony, nie udało się z nią niestety nawiązać połączenia – powiedział.

Reklama
Reklama

pa, gazetakrakowska.pl/Stacja7

Reklama
Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę