Nasze projekty
Reklama
Fot. Archiwum prywatne Mateusza Banaszkiewicza

Mateusz Banaszkiewicz: „Jestem wdzięczny Bogu, że wykonuję swój zawód z frajdą”

Mateusz Banaszkiewicz współtworzy Kabaret Młodych Panów, który od 21 lat rozśmiesza miliony Polaków. Pogodne przeżywanie małżeństwa i satysfakcjonującą pracę przypisuje Bogu.

Kabareciarz mówi, że ma radosne usposobienie, ale wybuchowy temperament. Wychowywał się w latach osiemdziesiątych w Rybniku na Śląsku, gdzie ze względów społeczno-politycznych, było trudniej o pogodę ducha. Oboje rodzice byli i są wierzący, dzięki czemu od najmłodszych lat odczuwał obecność Boga. 

Do kabaretu z… seminarium

Przyznaje, że punktem zwrotnym w jego wierze, był wybór po szkole średniej seminarium zakonnego salwatorianów. Wtedy świadomiej zacząłem wchodzić w relację z Bogiem. Podczas pobytu w nowicjacie znalazłem, jak to się u nas mówi na Śląsku „waserwagę”, czyli równowagę między tym, co przyziemne i duchowe. W zakonie często coś sobie z kolegami wzajemnie chowaliśmy albo żartowaliśmy, gdy ktoś zasnął na modlitwie – wspomina.

Pragnął zostać misjonarzem i wyruszyć poza Europę. W mojej głowie zaświtał pomysł wyjazdu na Syberię, ciągnęło mnie na wschód. Uważałem, że to teren nie tyle dziki, ile niepoznany i otwarty na działalność misyjną. Po półtora roku nowicjatu zrozumiałem jednak, że droga zakonna nie jest dla mnie – mówi.

Reklama

Do dziś wspiera finansowo misję księży werbistów z rodzinnego Rybnika oraz akcję Pomocy Kościołowi w Potrzebie. Utrzymuje kontakt z salwatorianami, szczególnie z kolegami z nowicjatu oraz wujkiem salwatorianinem. Interesuję się życiem lokalnych kościołów w odległych krajach. Prawie 46 lat życia i liczne podróże nauczyły mnie, że my Polacy miewamy czasami zawężony obraz Kościoła na świecie, patrząc na katolicyzm tylko z polskiej perspektywy – ocenia Mateusz Banaszkiewicz. 

ZOBACZ>>> Adrianna Borek jest wolontariuszką w wyjątkowym miejscu. „Tutaj nie jestem żadną panią z kabaretu”

„Bóg, w którego wierzę, jest pełnią miłości”

Kabareciarz najchętniej modli się Koronką do Bożego Miłosierdzia i modlitwą Ojcze Nasz, każdego dnia października odmawia też Różaniec. Przed wyruszeniem w drogę modlę się do św. Krzysztofa i doświadczam opieki Bożej Opatrzności. W samochodzie wypowiadam akty strzeliste albo krótko rozmawiam z Panem Bogiem – zwierza się.

Reklama

Wspomina, że Boga postrzega jako Dobrego Tatę, któremu może o wszystkim powiedzieć. Bóg, w którego wierzę, jest pełnią miłości – przyznaje. W czasie podróży na występy kabaretowe, wspiera go również modlitwa rodziców i teściów. Na drogach przeżył z kolegami kabareciarzami wiele mogących się źle skończyć zdarzeń, ale wychodził z nich cało. Czasami w trasie rozmawiamy o wierze, każdy z nas jest z „innej bajki”. W dyskusjach nie atakujemy się, ewentualnie w żartach „dogryzamy”. Mamy dystans do siebie, więc na różnice zdań patrzymy z przymrużeniem oka. Zdarza się, że kiedy koledzy mają problem, mówią do mnie: „Mateusz pomódl się w tej intencji, bo masz większe chody na górze” – opisuje. 

Mateusz Banaszkiewicz czule o żonie: „Przepadam za jej śmiechem”

Od 20 lat miłość Boga odnajduje także w sakramentalnym małżeństwie z żoną Agnieszką. Z upływającym czasem coraz bardziej się odkrywamy. Rozmawiamy jak przyjaciele, którzy dobrze się znają. Zaakceptowaliśmy siebie we wszystkich aspektach wspólnego życia, przyjęliśmy z zaletami i wadami. Jesteśmy modelem włoskiej rodziny, spieramy się głośno, ale potem długo przyjaźnie rozmawiamy – opowiada Mateusz Banaszkiewicz. Stara się, aby w małżeństwie nie było rutyny i nudy zabijającej radość. 

Z żoną doczekał się dwóch synów Jonasza i Tymoteusza. Nastolatkowie przynoszą do domu nie tylko problemy, ale wiele radosnych przeżyć. Jesteśmy otwartym domem, przez który przewija się sporo kolegów i koleżanek synów. Nasze podejście sprawia, że w domu jest dużo pozytywnej atmosfery. Przepadam za śmiechem mojej żony, która śmieje się w sposób dla mnie idealny. Jej śmiech od razu wzbudza we mnie dobry nastrój i też chcę się mi śmiać – mówi kabareciarz.

Reklama

ZOBACZ>>> Modlicie się czasem razem? Znacie takie pary? Modlitewnik dla dwojga z ks. Pawlukiewiczem już dostępny!

„Chcę, by synowie świadomie wybrali więź z Bogiem”

Artysta przyznaje, że przekazywanie wiary dzieciom nie jest proste. Zostawiam chłopakom wolność, aby mogli świadomie wybrać więź z Bogiem. Z własnego doświadczenia wiem, że w wieku nastoletnim ma się inne priorytety niż rodzice. Wyznaję zasadę, że przez codzienną obserwację moje dzieci mogą widzieć, jakim jestem katolikiem. Istotniejsze jest, co z sobą reprezentuję, a nie deklaruję. Synowie sami rozeznają, czy moje świadectwo jest dla nich pociągające i czytelne – zauważa Mateusz Banaszkiewicz.

Artystę cieszy każdy dzień spędzony z rodziną. Po dwudziestu latach występowania z kabaretem „Młodych Panów”, w ciągu których staliśmy się marką, radość sprawia mi to, że obecnie mam więcej wolnego czasu. Jestem wdzięczny Bogu, że wykonuję swój zawód z frajdą – dzieli się. 

CZYTAJ>>> Halinka Mlynkova: Mój syn jest największym fanem Jezusa

Parafianin nie od święta!

Misję w Kościele rozumie jako codzienne świadczenie o Bogu. Nie wstydzi się przynależności do Kościoła katolickiego i wiary. Bez zakłopotania odpowiada, kiedy ktoś pyta go o kwestie duchowe. Z domu wyniosłem nawyk żegnania się, gdy jadę obok krzyża. Dziękuje Bogu przed i po zjedzeniu posiłku, te czynności są dla mnie nawykiem – zaznacza kabareciarz.

Należy do parafii św. Antoniego Padewskiego w Rybniku i angażuję się w życie parafialne na miarę możliwości. Niedawno prowadziłem pogadankę z młodymi ludźmi przygotowującymi się do bierzmowania. Jestem też zapraszany jako gość na spotkania wspólnot parafialnych i mam dobry kontakt z księdzem proboszczem oraz wikariuszami – przekonuje artysta.

Mówi, że miejscowi księża cenią sobie kabaret i mają spore poczucie humoru. Czasami zdarzają się dyskusyjne skecze, które urażą kogoś z wiernych. Wtedy dzwoni do mnie ks. proboszcz i pyta: „Mateusz jak to było z tym skeczem?” A ja wyjaśniam, jak to widzę z mojej perspektywy – opisuje. Ludzie z parafii przywykli do widoku Mateusza Banaszkiewicza w kościele, więc rzadko go zaczepiają. Częściej pod kościołem podchodzą do mnie osoby spoza parafii, które przyjechały akurat na jakąś uroczystość. Czasem słyszę: „O tu jest ten, ten, ten! …, nieraz jest to okazja do miłej rozmowy – relacjonuje. 

ZOBACZ>>> O. Lech Dorobczyński odprawi msze święte o zdrowie Joanny Kołaczkowskiej. „Mam Boga i nie zawaham się Go użyć”

„Święty Antoni to dla mnie wzór orędownika”

Spośród świętych najbliższy jest mu patron rodzinnej parafii św. Antoni Padewski. To dla mnie wzór orędownika, do którego mogę zwrócić się w każdej potrzebie. Nie tylko, gdy czuję się źle albo coś zgubię. Cenię sobie także innych franciszkańskich świętych na przykład św. o. Pio. Interesuję się wszystkim, co dotyczy jego życia i posługi kapłańskiej. Lubię też św. Franciszka z Asyżu, który kojarzy się mi z prostym podejściem do trudnych spraw – mówi.

Czyta również wiele książek od beletrystyki po literaturę naukową i lektury duchowe, a swoimi recenzjami dzieli się w mediach społecznościowych. Z duchowych książek, które ostatnio czytałem, największe wrażenie zrobił na mnie „Hewel” autorstwa o. Krzysztofa Pałysa OP. Dzięki tej lekturze na nowo odzyskałem spokój w modlitwie. Chętnie sięgam też po książki ks. Tomáša Halíka oraz kard. Grzegorza Rysia czy Joanny Bątkiewicz-Brożek o ojcu Dolindo Ruotolo – wymienia. 

Przyznaje, że skecze kabaretowe nie są formą ewangelizacji, ale mogą zwrócić na coś ważnego uwagę i zainteresować czymś dobrym. Graliśmy kiedyś skecz „Opowieści biblijne po śląsku” i niektórzy księża z archidiecezji katowickiej zaczęli nas zapraszać do swoich parafii, bo humor pomaga budować wspólnotę – opowiada. Podkreśla, iż jego życie przynosi codziennie nowe dowody na to, że Pan Bóg ma poczucie humoru. Bo jak mawiał św. Jan Bosko: „Być radosnym, dobrze czynić i wróblom pozwolić ćwierkać – to najlepsza filozofia”.

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas