Święta i jej kardynał

"Ja mam tylko jedno zadanie: modlić się o rozszerzenie kultu Bożego Miłosierdzia" – mówił mi kardynał Macharski w 2012 roku. Nie oponował, kiedy zapowiadałam, że opiszę jednak historię jego uzdrowienia jako jeden z cudów siostry Faustyny. "Niech pani pisze..." powiedział - wspomina Ewa K. Czaczkowska

Ewa K. Czaczkowska
Ewa K.
Czaczkowska
zobacz artykuly tego autora >

Fragment książki "Cuda świętej Faustyny" autorstwa Ewy K. Czaczkowskiej


Biskup Jan Zając: Wiedzieliśmy od lekarzy, że sprawa jest bardzo poważna.

Ksiądz Andrzej Fryźlewicz: – Operacja została przeprowadzona natychmiast.

Siostra Elżbieta Siepak, rzeczniczka Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia: – Kardynał ufundował deseczki z drzewa sandałowego do nowej trumienki na relikwie siostry Faustyny. Ktoś te deseczki przywiózł do klasztoru. Ktoś inny usłyszał, że to od księdza kardynała, nie wiedział, do czego, i pomyślał, że on je przygotował dla siebie. Tak ciężki był jego stan.

Kardynał Kazimierz Nycz:Niewielu wiedziało, że odmówił chemioterapii.

Piotr Macharski:Wyglądało to tak, że po operacji stryj pojechał umrzeć do Księżówki w Zakopanem.

Siostra Elżbieta Siepak:Cały nasz klasztor się modlił. Długo to trwało, kilka miesięcy.

Biskup Jan Zając:To było działanie nadprzyrodzone. Pomogła interwencja siostry Faustyny.

Siostra Elżbieta Siepak:To, że znowu się pojawił w klasztornej kaplicy w Łagiewnikach, mówiło samo za siebie. Znów był aktywny, działał. Podczas beatyfikacji siostry Faustyny już był zdrowy.

Kardynał Franciszek Macharski nie chciał rozmawiać o swoim uzdrowieniu. Podobnie jak o chorobie.

Ja mam tylko jedno zadanie: modlić się o rozszerzenie kultu Bożego Miłosierdzia – mówił mi w 2012 roku.

Nie oponował, kiedy zapowiadałam, że opiszę jednak historię jego uzdrowienia jako jeden z cudów siostry Faustyny.

Niech pani pisze… – powiedział.

Gdy przystąpiłam do pracy nad tekstem, był grudzień 2013 roku. Kardynał Macharski przebywał w szpitalu, w którym przeszedł operację po złamaniu kości udowej. Metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz prosił o modlitwę w intencji kardynała seniora. Operacja się udała, ale ogólny stan zdrowia był poważny. Podobnie jak w 1992 roku, choć wówczas był chory na co innego. Nowotwór złośliwy jelita grubego u kardynała Franciszka Macharskiego zdiagnozowano we wrześniu 1992 roku.Miał wówczas sześćdziesiąt pięć lat. Od trzynastu lat był arcybiskupem metropolitą krakowskim.

Wiedzieliśmy, że dzieje się coś złego. Kardynał chudł, jadł coraz mniej i tylko potrawy łatwe do strawienia. Nikt jednak nie przypuszczał, że jest tak niedobrze – wspomina kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, który był wówczas biskupem pomocniczym w Krakowie.

Święta i jej kardynał

Kryzys nastąpił w pierwszą niedzielę września 1992 roku.

Byliśmy na koronacji fi gury Matki Bożej Królowej Tatr na Rusinowej Polanie. Podczas schodzenia z Wiktorówek kardynał poprosił, aby wezwać lekarzy, gdyż dłużej nie jest w stanie znieść dolegliwości.

Ksiądz Andrzej Fryźlewicz, sekretarz kardynała Macharskiego od ponad trzydziestu lat, dobrze zapamiętał tę nietypową prośbę, rozpoczynającą dramatyczny ciąg wydarzeń.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem w domu arcybiskupów krakowskich przy Franciszkańskiej 3 pojawili się chirurg profesor Otmar Gedliczka i onkolog doktor nauk medycznych Henryk Nosek. Był też ksiądz, a zarazem lekarz Krzysztof Szczygieł, który, zanim w wieku pięćdziesięciu sześciu lat przyjął święcenia kapłańskie, był ordynatorem w krakowskim Instytucie Onkologii. Konsylium zdecydowało o natychmiastowej hospitalizacji kardynała. W Instytucie Onkologii przy ulicy Garncarskiej stawił się już następnego dnia. Ktoś sugerował jeszcze, aby zabieg przeprowadzić w Wiedniu albo w Paryżu. Kardynał zdecydował, że zostaje w Krakowie. Operacja odbyła się we wtorek 8 września, w święto Narodzenia NMP.

Guz był bardzo rozległy. Kardynał bardzo słaby. Lekarze nie dawali nadziei, że z tego wyjdzie – wspomina ksiądz Fryźlewicz.

Jeszcze tego samego dnia biskupi pomocniczy w Krakowie ogłosili komunikat, w którym prosili wiernych o modlitwę za chorego metropolitę, zawierzając jego szybki powrót do zdrowia Bożemu Miłosierdziu. Ufność pokładano też w opiece Matki Bożej, bo operacja kardynała odbyła się w święto Jej Narodzenia i w tygodniu, w którym wypadały dwie inne uroczystości maryjne ważne dla archidiecezji. W niedzielę 6 września jeszcze on sam koronował figurę Matki Bożej na Rusinowej Polanie, ale nie mógł już nałożyć koron na figurę Matki Bożej Fatimskiej w kościele Arka Pana w Nowej Hucie, co było zaplanowane na niedzielę 13 września.

Kardynał bardzo przeżywał, że nie może koronować figury Matki Bożej osobiście – mówi kardynał Kazimierz Nycz, który odwiedził metropolitę dzień po operacji.

Święta i jej kardynał

Matka Boska z Rusinowej Polany

Ale pobłogosławił korony. Stało się to w dzień uroczystości, 13 września rano, gdy ksiądz Fryźlewicz z księdzem Janem Zającem, dziś biskupem, przywieźli je do Instytutu Onkologii. Kilka godzin później w kościele w Nowej Hucie oraz na mszach świętych we wszystkich świątyniach archidiecezji został odczytany kolejny komunikat biskupów pomocniczych o stanie zdrowia kardynała z prośbą o modlitwę w jego intencji: „Niech trwa ona we wszystkich parafiach i wspólnotach zakonnych podczas mszy świętej i nabożeństw. Niech trwa we wszystkich sanktuariach Archidiecezji i w każdej wierzącej rodzinie. Jesteśmy pewni, że ta modlitwa wszystkich i każdego z was wyprosi u Boga szybki powrót do zdrowia naszemu Księdzu Kardynałowi oraz pomoże Mu przeżyć to szczególne Podwyższenie Krzyża w Jego życiu”.

Nastąpiła powszechna modlitewna mobilizacja – tak ksiądz Fryźlewicz podsumowuje dni, w których ważyła się sprawa życia i śmierci arcybiskupa Krakowa.

Z Watykanu dzwonił sekretarz Jana Pawła II ksiądz Stanisław Dziwisz, dopytując o stan zdrowia kardynała. To tylko przypuszczenie, ale przecież graniczące z pewnością, że papież modlił się o zdrowie swojego przyjaciela. Czy papież modlił się również za wstawiennictwem siostry Faustyny? Tej, którą obaj otaczali kultem?

Hospitalizacja kardynała Macharskiego trwała jedenaście dni.

Stryj nie chciał, aby go odwiedzać w szpitalu. Podłączony do aparatury był słaby, skrępowany sytuacją – mówi Piotr Macharski, bratanek kardynała, który jako jedyny z rodziny widział go tuż po operacji.

W domu przy Franciszkańskiej 3 opiekę nad kardynałem przejęły profesjonalne pielęgniarki – siostry sercanki. Po trzech tygodniach rekonwalescencji czuł się na tyle dobrze, że 14 października można go było zawieźć do Księżówki w Zakopanem, gdzie tyle razy wypoczywał albo odbywał rekolekcje.

Wraz z lekarzami – profesorem Kołodziejskim, profesorem Gedliczką i doktorem Noskiem – pojechaliśmy odwiedzić kardynała w Zakopanem – opowiada kardynał Kazimierz Nycz. – Ukrytym celem lekarzy było namówienie kardynała na poddanie się chemioterapii. Wprawdzie nie stwierdzili przerzutów, ale ponieważ guz był rozległy, dla bezpieczeństwa zaproponowali chemię. Kardynał zapytał, czy jako fachowcy dobrze wykonali swoją pracę, czy zlokalizowali i usunęli nowotwór. Potem zostawił nas na piętnaście minut i poszedł do kaplicy. Gdy wrócił, zacytował fragment listu świętego Ignacego z Antiochii do Rzymian, który był tego dnia w brewiarzu: „(…) nie starajcie się o moje uwolnienie, chcę być starty przez kły lwów jak pszenica”. I powiedział: „Co ma być, to będzie. Ja przyjmuję każdą wolę Bożą”. – Kardynał Nycz zapamiętał dobrze słowa, które charakteryzują całą postawę ówczesnego arcybiskupa Krakowa.

Święta i jej kardynał

Z Zakopanego kardynał Macharski powrócił 25 listopada. Dwa dni później koncelebrował mszę świętą i wygłosił kazanie do kleryków seminarium, nazajutrz spotkał się z księżmi dziekanami archidiecezji. Co dzień przybywało zadań i obowiązków. 5 grudnia pojechał do Częstochowy na pogrzeb biskupa Franciszka Musiała.

Piotr Macharski: – Wszyscy się dziwili, że stryj wyzdrowiał.

Chwile zwątpienia, że wyjdzie z tej choroby, miał sam kardynał: „(…) wydawało mi się, że to już wszystko będzie, że to koniec. Wyszedłem z tego… Wyszedłem i nie czekając w poczekalni nawrotu choroby, wziąłem się do roboty. Uważając, że trzeba przede wszystkim pilnować tego, żeby to, co się robi, było jak kropla po kropli…” – mówił sześć lat później w wywiadzie prasowym. Był to wyjątek od zasady, której przestrzegał także w gronie bliskich osób.

Nigdy się nie skarżył na swoje zdrowie. Nie chciał też na jego temat rozmawiać. Gdy się o cokolwiek pytało, natychmiast zmieniał temat – mówi kardynał Nycz, który zna kardynała Macharskiego od kilkudziesięciu lat. Od czasu gdy w 1967 roku wstąpił do seminarium krakowskiego, którego rektorem trzy lata później został ksiądz Macharski. Kardynał Macharski, jeśli chodzi o zdrowie, ma jeszcze jedną zasadę.

Nigdy nie modlił się o swoje zdrowie. Zawsze o zdrowie dla innych. Mówił mi o tym kilkakrotnie – przypomina sobie Piotr Macharski, którego kontakty ze stryjem stały się bliższe, gdy kardynał został emerytem.

Kardynał Macharski modlił się w różnych intencjach – za świeckich i księży, za Kościół krakowski, za chorych, ale nigdy za siebie. Nawet wtedy, kiedy walczył z nowotworem.

On tak bardzo ufa Bogu, że uważał, iż byłby niewierny Jemu i tej deklaracji – wewnętrznej i zewnętrznej, którą nosił wypisaną na mitrze: „Jezu, ufam Tobie” – gdyby chciał Pana Boga poprawiać.

Powiedział więc: „Panie Boże, dopuściłeś chorobę, ja bym wolał, aby było inaczej, ale przyjąłem ją jako wyraz Twojej woli” – tłumaczy kardynał Kazimierz Nycz. – Myślę, że to jest duchowość na pograniczu mistycyzmu. On ufa Bogu naprawdę i przyjmuje wszystko, co mu przeznaczył i co na niego spada, jako wyraz woli Bożej.

Święta i jej kardynał

Okładka książki “Cuda świętej Faustyny” autorstwa Ewy K. Czaczkowskiej

Skoro kardynał Macharski nie modlił się o swoje zdrowie, nie mógł prosić w chorobie o wstawiennictwo siostry Faustyny. Nie mógł też powiedzieć, że uzdrowienie nastąpiło za jej przyczyną.

Nigdy tego nie powiedział – zapewnia ksiądz Andrzej Fryźlewicz. – Wiele osób modliło się za księdza kardynała także za wstawiennictwem innych kandydatów na ołtarze.

A jednak gdy biskup Jan Zając mówi: „Pomogła interwencja siostry Faustyny”, wyraża nie tylko swoje przekonanie. Ma ono podstawy w kulcie kardynała Macharskiego dla siostry Faustyny i dla Bożego Miłosierdzia, sięgającym jeszcze okresu przedwojennego, oraz w ludzkiej ufności, że na taką miłość Bóg nie może zostać obojętny. Dlatego choć kardynał nie prosił o pomoc siostry Faustyny, błagali o to inni.

Nie tylko siostry z Łagiewnik. Dowodem na to, że właśnie do Bożego Miłosierdzia wznoszono w 1992 roku wiele modlitw w intencji uzdrowienia kardynała Macharskiego, są komunikaty biskupów pomocniczych o stanie zdrowia metropolity. Nie mogło być dziełem przypadku, że w dwóch z nich zawierzali Bożemu Miłosierdziu jego powrót do zdrowia, a w liście z 19 września 1992 roku napisali: „W miesiącach, w których Kościół w Polsce przygotowuje się do beatyfikacji Sługi Bożej Faustyny Kowalskiej – wiernej apostołki w objawianiu światu Miłosierdzia Bożego – zatrzymujemy się szczególnie nad słowami umieszczonymi pod znanym wszystkim obrazem Miłosierdzia Bożego. Brzmią one: »JEZU, UFAM TOBIE«. Jest w nich streszczenie całego orędzia o Bogu, który jest sprawiedliwy i miłosierny, a pełnia Jego miłosierdzia objawia się w Jezusie Chrystusie. Pasterz modli się za lud sobie powierzony i za lud ofiaruje swój krzyż choroby. Lud Boży zaś modli się za swojego Pasterza”.

Kardynał Macharski był pierwszym w świecie hierarchą, który jako dewizę swej biskupiej posługi obrał słowa: „Jezu, ufam Tobie”. Miał je wyhaftowane na mitrze.

Nie chciał nosić innej, przez cały okres arcybiskupstwa najczęściej wkładał tę z napisem „Jezu, ufam Tobie”. Kiedy się zużyła, prosił o nową taką samą. – Ksiądz Fryźlewicz zamówił je trzy, może cztery.

Gdy przed święceniami biskupimi, których 6 stycznia 1979 roku w bazylice Świętego Piotra udzielił mu Jan Paweł II, powiedział papieżowi, jakie motto wybrał dla swej posługi, ten popatrzył tylko na niego „w wielkim skupieniu”. Aby zrozumieć sens tego spojrzenia, trzeba przypomnieć, że w 1979 roku kult Bożego Miłosierdzia wciąż nie był przez Kościół oficjalnie uznany. Zaledwie rok wcześniej, w kwietniu 1978 roku, Kongregacja Nauki Wiary cofnęła obowiązujący przez dziewiętnaście lat zakaz tego kultu w formach podanych przez siostrę Faustynę. Dopiero w 1981 roku ukazało się drukiem pierwsze oficjalne wydanie Dzienniczka.

Proces beatyfikacyjny siostry Faustyny zakończył się czternaście lat później.


Fragment książki "Cuda świętej Faustyny" autorstwa Ewy K. Czaczkowskiej


Ewa K. Czaczkowska

Ewa K. Czaczkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewa K. Czaczkowska
Ewa K.
Czaczkowska
zobacz artykuly tego autora >

“Dziewczyny z Powstania”

Przejmujące, intymne, pełne wzruszeń opowieści z życia zwykłych kobiet, które los rzucił w niezwykłe niebezpieczeństwo.


Książka "Dziewczyny z Powstania" autorstwa Anny Herbich ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont


“Dziewczyny z Powstania” – okładka książki

Halina urodziła synka tuż przed godziną „W” i cudem ocaliła mu życie.

Zosia złamała konspiracyjne zasady i zdradziła swoje imię ukochanemu.

„Rena” dwukrotnie uratowała życie ojcu braci Kaczyńskich, a po wojnie została ciotką prezydenta Komorowskiego.

Sławka do dziś żałuje, że nie pocałowała młodego powstańca, który się w niej kochał.

Powstanie Warszawskie miało trwać kilka dni. Godzina „W” zastała kobiety w codziennych sytuacjach: na ulicach, w pracy, w domach. Walczyły wszystkie, każda na swój sposób. Ratowały rannych, chroniły swoje dzieci, chwyciły za broń. Umawiały się na randki w cieniu spadających bomb, brały śluby w białych kitlach sanitariuszek zamiast sukien. Odniosły największe zwycięstwo – przeżyły. O losach i roli kobiet w Powstaniu wciąż mówi się zbyt mało. To mężczyźni, walczący z bronią w ręku, opiewani są jako najwięksi bohaterowie.

Bohaterki:

1. Helena Wiśniewska urodziła dziecko 1 sierpnia 1944 roku. Trzy godziny przed godziną "W". Jej mąż poszedł się bić, a ona – słaba, wycieńczona, w połogu – została sama z małym synkiem na ręku, siostrą i starym ojcem. Przez 63 dni, pod niemieckim ostrzałem i bombami, walczyła o życie swego dziecka, ukrywając się w warszawskich piwnicach. W Powstaniu odniosła zwycięstwo. Jej synek przetrwał.

2. Hrabianka Anna Branicka była w AK. W momencie wybuchu Powstania należący do jej ojca pałac w Wilanowie został opanowany przez Niemców. Razem z mamą i siostrą zostały zamknięte w areszcie domowym. Narzeczony hrabianki, młody AK-owiec próbował ze swoim oddziałem odbić ją z rąk okupantów. Choć przedarł się pod okna jej pokoju, ona nie mogła się ruszyć bo gestapowcy terroryzowali ją bronią.

3. Helena Wołłowicz w czasie Powstania dwukrotnie uratowała życie Rajmundowi "Irce" Kaczyńskiemu, ojcu Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Dwa dni przed kapitulacją Mokotowa została ciężko ranna. Powstańcy ewakuując się ze stolicy nie mogli jej ze sobą zabrać. Została w piwnicy, czekając na przyjście Niemców. Ślady po kulach nosi do dziś. Jest ciocią prezydenta Bronisława Komorowskiego.

4. Powstanie zastało Irenę Herbich w mieszkaniu na Ochocie z trzymiesięcznym dzieckiem na ręku. Jej mąż jako oficer Armii Krajowej poszedł walczyć. Została więc sama, podobnie jak tysiące innych warszawskich kobiet. Najpierw wegetowała w piwnicy. Potem została wypędzona z domu i umieszczona w obozie na Zieleniaku. Cudem udało jej się przeżyć. Jest babcią autorki książki.

5. 6 sierpnia 1944 roku Jadwiga Łukasik, jako siedmioletnia dziewczynka, została skazana na śmierć. Ona i jej mama wraz z innymi mieszkańcami warszawskiej Woli zostały ustawione pod murem i przygotowane przez Niemców do rozstrzelania. Powiedziała wówczas: "Mamo ja nie chcę umierać".

6. Zofia Radecka, łączniczka w AK, nigdy nie przestała opłakiwać narzeczonego, który zginął w Powstaniu. Po wojnie chodziła na ekshumacje i szukała go wśród wydobytych z ziemi, rozkładających się, spalonych ciał. Nie został po nim nawet ślad. Jeszcze przez kilka lat na każdy dzwonek biegła z drżeniem serca do drzwi. A nuż…

1/10
Halina Wiśniewska z synem Stanisławem
2/10
Gdy mąż Haliny zobaczył niemowlę był zachwycony – urodził mu się syn! Chwilę później poszedł do Powstania. Od tej pory Halina musiała sobie radzić sama. Na zdjęciu: syn Stanisław na spacerze na gruzach Warszawy w 1945 r.
3/10
Halina Hołownia
4/10
Pierwszego męża, Tadeusza Kubalskiego ps. „Zbroja”, poznała jeszcze w czasie konspiracji na Żoliborzu. Wkrótce się zaręczyli. Na zdjęciu: portret Haliny Wołłowicz narysowany w trakcie Powstania przez narzeczonego
5/10
Zofia Radecka
6/10
Po upadku Powstania Zofia została aresztowana i przesłuchiwana przez Urząd Bezpieczeństwa. „Rzeczywiście były takie chwile, gdy chciałam przerwać ten koszmar. Wykrzyczeć im całą prawdę. Że byłam w Armii Krajowej. Że walczyłam w Powstaniu Warszawskim”. Nigdy jednak się nie złamała. Na zdjęciu: Zofia podczas okupacji
7/10
Anna Branicka
8/10
Bycie częścią arystokratycznego, polskiego domu wiązało się z szeregiem obowiązków i zasad postępowania. Mimo to Anna wspomina te czasy z tęsknotą. Na zdjęciu: Anna Branicka przed wojną
9/10
Irena Herbich
10/10
7 kwietnia 1942 r. Irena wyszła za Józefa Narlocha, taki był bowiem konspiracyjny pseudonim Janka. To był prawdziwy wojenny ślub
poprzednie
następne

Anna Herbich w przejmujący sposób pokazuje jak naprawdę wyglądało życie w czasie 63 dni heroicznej bitwy. Pozwala nam zobaczyć Powstanie Warszawskie z zupełnie innej perspektywy: oczami kobiet. Do napisania książki zainspirowała ją babcia – jedna z bohaterek, która w czasie Powstania ochroniła swego maleńkiego synka. Jej historia towarzyszyła autorce od najmłodszych lat. Teraz Anna sama jest młodą mamą dwuletniej Zosi, którą często opiekuje się prababcia.

Książka w bestsellerowej, ulubionej przez kobiety serii Prawdziwe historie – ponad 250 tyś. sprzedanych egzemplarzy.

1/4
Jako sanitariuszka Halina dwukrotnie uratowała życie Rajmundowi „Irce” Kaczyńskiemu. Gdyby nie ona, Lech i Jarosław Kaczyńscy nigdy by się nie urodzili. Na zdjęciu: powstańcy pomagający rannemu
2/4
Jeszcze w czasie konspiracji Krystyna otrzymywała od brata pieniądze na obiady – zamiast jedzenia kupowała jednak bandaże i opatrunki. Gdy wybuchło Powstanie została sanitariuszką. Dzięki „obiadom” pomogła wielu rannym chłopcom. Na zdjęciu: sanitariuszki z noszami na ul. Jaworzyńskiej
3/4
Kanały. Ktoś, kto nie był wtedy na dole, nigdy tego nie zrozumie”. Pod koniec sierpnia 1944 r. oddział, w którym służyła Teresa zarządził ewakuację kanałami do Śródmieścia. Na zdjęciu: łączniczka zaraz po wyjściu kanałami ze Starówki na Nowym Świecie
4/4
Po powrocie do Warszawy Zofia chodziła na ulicę Czerniakowską na ekshumacje – wtedy nie wiedziała jeszcze, że po ukochanym nie zostało nic prócz popiołów. Na zdjęciu: powojenne ekshumacje przy kościele św. Jakuba na pl. Narutowicza
poprzednie
następne

Anna Herbich (rocznik 1986) — dziennikarka tygodnika „Do Rzeczy”. Wcześniej pracowała w „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”. Urodziła się i mieszka w Warszawie. Jej babcia jest jedną z bohaterek Dziewczyn z Powstania.


Książka "Dziewczyny z Powstania" autorstwa Anny Herbich ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont