Ks.Tomáš Halík laureatem Nagrody Templetona 2014

Ks. prof. Tomáš Halík, wybitny czeski teolog został laureatem tegorocznej Nagrody Templetona 2014, przyznawanej za osiągnięcia w dziedzinie myśli filozoficzno-religijnej. Otrzymują ją corocznie osoby, które przełamują bariery między nauką a religią. Przyznawana od 40 lat Nagroda Templetona, zwana też "teologicznym Noblem", jest jedną z najwyżej dotowanych na świecie, i wynosi w tym roku 1,8 miliona dolarów.

Uzasadniając przyznanie nagrody ks. Halikowi Fundacja Johna Templetona napisała, że przez niemal dwa dziesięciolecia organizował on szeroką, tajną sieć naukowców, teologów, filozofów i studentów, mającą na celu rozwijanie intelektualnej i duchowej podbudowy dla demokratycznego państwa, którego nadejście wraz z innymi przewidywał. Te lata podziemnej pracy i doradzania przywódcom wyzwolenia, takim jak Václav Havel i kard. František Tomášek, pomogły w przejściu Czechosłowacji do demokracji po Aksamitnej Rewolucji z 1989 r.

Od tej pory ks. Halík wspierał religijną tolerancję i porozumienie poprzez swe publikacje i wykłady, dzieląc się swymi ideami i przekonaniami z ludźmi różnych tradycji kulturowych i religijnych, a zwłaszcza z niewierzącymi. Jego podejście do dialogu międzyreligijnego charakteryzuje przekonanie, że długa tradycja intelektualna katolicyzmu czyni go mostem między zachodnim sekularyzmem, religiami tradycyjnymi i kulturą islamską.

Na konferencji prasowej ks. Halík zapowiedział, że będzie kontynuował te wysiłki dzięki pieniądzom z Nagrody Templetona.

Fundacja podkreśla, że światopogląd ks. Halika kształtują „ścisłe intelektualne dociekania na tematy umysłu i ducha”, a tym doroczne, miesięczne rekolekcje, spędzane, w odosobnieniu i na refleksji.

Przewodniczący Fundacji John M. Templeton Jr. podkreślił, że ks. Halík swym poszukiwaniem prawdy ucieleśnia duchowy rozwój. – Czy to ryzykując więzienie dla wywalania umysłów w narodzie, czy też odważając się głosić poglądy, które wielu wierzących omijałoby jako heretyckie, Tomáš Halík nieustannie otwierał perspektywy, które rozwijają ludzkość – powiedział Templeton. Dodał, że podejmując te wyzwania laureat Nagrody „inspiruje nas wszystkich do wyrwania się z represji bez względu na to, czy przychodzą one ze strony totalitarnej władzy, czy też naszego ciasnego światopoglądu”.

Nominując ks. Halika do Nagrody Templetona, były minister spraw zagranicznych Czech Karel Schwarzenberg podkreślił jego umiejętność łączenia ludzi różnych religii, ateistów i agnostyków. – Przez wiele lat prof. Halík był budowniczym mostów między różnymi religiami, kulturami i narodami. Swoim życiem i pracą pomógł wspierać szacunek dla wartości duchowych i religijnych u świeckiej opinii publicznej – napisał książę Schwarzenberg.

Ceremonia wręczenia Nagrody Templetona odbędzie się w maju w Londonie.

65-letni ks. Tomáš Halík należy do najbardziej znanych katolickich intelektualistów w Europie Środkowo-Wschodniej. Należał do bliskich współpracowników byłego prezydenta Czech Václava Havla jak i wieloletniego arcybiskupa Pragi kard. Františka Tomáška. Urodził się w Pradze. Studiował socjologię i filozofię, psychologię kliniczną oraz teologię. Pracował jako psychoterapeuta. Uczestniczył w ruchu odnowy w okresie Praskiej Wiosny. W 1978 r. został tajnie wyświęcony na księdza katolickiego. Działał w opozycyjnych środowiskach intelektualnych. Od lat podejmuje liczne inicjatywy ekumeniczne i międzyreligijne.

Od 1990 r. jest rektorem kościoła akademickiego p.w. Najświętszego Zbawiciela w Pradze, prezydentem Czeskiej Akademii Chrześcijańskiej, od 1997 r. profesorem Uniwersytetu Karola.

Jego książki ukazały się także w językach niemieckim, włoskim, hiszpańskim, angielskim i polskim. Po polsku wydano ostatnio m.in. „Dotknij ran” i „Drzewo ma jeszcze nadzieję. Kryzys jako szansa”, "Różnorodność pojednana. Z Tomášem Halíkiem rozmawia Tomasz Dostatni", "Hurra, nie jestem Bogiem!", "Chcę, abyś był".

W zeszłym roku nagrodę otrzymał Desmond Tutu, były anglikański arcybiskup Kapsztadu, a w 2011 r. duchowy przywódca Tybetańczyków Dalajlama XIV.

Zgodnie z wolą fundatora przewyższa ona wysokość Nagrody Nobla. Jej twórca – John Templeton urodził się w USA, zmarł w wieku 96 lat 8 lipca 2008 r. w Nassau na Bahamach. Nagrodę ufundował w 1972 r. i zgodnie z jego wolą jest ona przyznawana również po jego śmierci. Obecnie na czele fundacji stoi John Templeton, syn fundatora.

Pierwszą laureatką nagrody została w 1973 r. Matka Teresa z Kalkuty, założycielka Zgromadzenia Misjonarek Miłości. Od tamtego czasu otrzymywały ją różne osobistości, także niechrześcijanie. W 1976 r. nagrodę przyznano belgijskiemu kard. Leo J. Suenensowi jako "pionierowi badań i tematyki Ruchu Odnowy Charyzmatycznej". Laureatami Nagrody Templetona byli m.in. założyciel ekumenicznej Wspólnoty z Taizé brat Roger Schutz, amerykański kaznodzieja baptystyczny Billy Graham, niemiecki fizyk Carl Friedrich von Weizsäcker, benedyktyn i astrofizyk prof. Stanley L. Jaki, założycielka ruchu Focolare Chara Lubich, amerykański kaznodzieja baptystyczny Billy Graham i rosyjski pisarz Aleksander Sołżenicyn.

W 2006 r. Nagrodę Templetona otrzymał po raz pierwszy Polak – ks. Michał Heller, profesor filozofii na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, współpracownik Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego, a także fundator i dyrektor Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych.

W 1996 r. Templeton ufundował też nagrodę filmową. Pierwszym jej laureatem został głośny film "Chodzący trup" Tima Robbinsa obraz nakręcony na podstawie książki s. Helen Prejean ze Zgromadzenia św. Józefa. Opowiadał on o pracy zakonnicy wśród więźniów skazanych na karę śmierci.

Natomiast Europejska Nagroda Templetona – "Religijny Autor Roku" przyznawana jest za publikacje o tematyce religijnej. Wyróżniani nią są dziennikarze i publicyści prasy świeckiej, których twórczość cechuje "precyzja, obiektywizm i duch ekumenizmu". W przyznaniu nagrody decydujący głos ma Komisja Kościołów Europejskich KEK, skupiająca 120 Kościołów protestanckich, anglikańskich, prawosławnych i starokatolickich w Europie.


tom, pb (KAI) / Londyn

Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Hitowy instrument

Ten instrument wymyślił Leonardo da Vinci a przypomniał o nim światu Sławomir Zubrzycki. Sam skonstruował violę organista i zaczął na niej koncertować. Na youtube.com filmy z jego koncertu mają niezłą oglądalność.

Sławomir
Zubrzycki
zobacz artykuly tego autora >
Milena Kukla
Milena
Kukla
zobacz artykuly tego autora >

Polecamy rozmowę Mileny Kukla ze Sławomirem Zubrzyckim

Milena Kukla: Wydobył Pan violę z pechowych dla niej perypetii historii. W jednym z wywiadów powiedział Pan, że właśnie czas dzisiejszy może być dla violi najłaskawszy. Dlaczego?

Sławomir Zubrzycki: Należy zacząć od  historii  instrumentu. Leonardo przyjmował różne zamówienia. Był to przecież człowiek o ogromnych możliwościach i szerokich horyzontach. Zajmował się wieloma rzeczami i nie wszystko zdążył zrealizować. Nie było tak, że Leonardo naszkicował projekt i po pięciuset latach ktoś odkrył te rysunki, jak w sposób uproszczony przedstawiają niektóre media. Być może fajnie to brzmi, ale nie jest to prawda.

Próby rekonstrukcji były podejmowane wielokrotnie. Pierwszy instrument został zrealizowany w 1575, a kolejny w 1600 roku przez Hansa Heidena z Norymbergi. Bardzo podobny instrument zbudowany przez  Raymundo Truchado z Toledo, który jako jedyny zachował się do naszych czasów w Brukseli, datowany jest na 1625 rok. Inne próby budowy podobnych instrumentów miały miejsce w Europie, ale zostały zupełnie zapomniane.  Za każdy razem kończyło się w ten sam sposób, instrument przepadał. Ta nieszczęśliwa historia stała się dla mnie wyzwaniem. Zadawałem sobie pytania, dlaczego odrzucono ten fascynujący instrument?  Z wolna odkrywała się przede mną jakaś głębsza, sięgająca odległej przeszłości tajemnica. Chciałem zdobyć jakąś  wiedzę  o tym, jak Leonardo wyobrażał sobie dźwięku tego instrumentu. Dlaczego on się tym zajął? Ta strona poszukiwań była  być może  najciekawsza. Bo to jest potrzeba doświadczania czegoś, co jest poza naszym zasięgiem, poza rzeczywistością kulturową, w której jesteśmy zanurzeni bardzo głęboko.

Hitowy instrument

Co najbardziej wyróżnia ten instrument? Co oznacza jego nazwa, którą nadał mu Leonardo?

Słowo „viola” naprowadza na violę da gamba. Następnym instrumentem, który może przyjść na myśl  są wczesne ograny. Słowo „organista” oznacza, że dźwięk jest zorganizowany za pomocą klawiatury a jednocześnie  posiada barwę wielu instrumentów – smyczkowych a nawet instrumentów dętych. Viola łączy więc w sobie dwie grupy instrumentów: klawiszowe i smyczkowe. Takiego połączenia właściwie nie było. Zresztą wrażenie pierwszych słuchaczy było takie: widzą instrument do złudzenia przypominający klawesyn.  I nagle słyszą dźwięki, które całkowicie  nie pasują do tego instrumentu. Odwracają głowy poszukując źródła dźwięku i są zaskoczeni. Więc to wyróżnia violę, że przełamuje pewne podziały na instrumenty klawiszowe lub smyczkowe i łączy te dwie dziedziny. Dla mnie ważne jest,  że uzyskałem instrument niezwykły.

Poświęcił Pan ponad trzy lata na trudną pracę, której rezultat był niepewny. To wyjątkowa postawa w dzisiejszym świecie. Mam na myśli taką bezinteresowną postawę na rzecz samego piękna. 

Myślę, że dla niektórych ludzi taka postawa wynika z pewnej potrzeby ducha. Niektórzy  mają  potrzebę, aby się trochę  zdystansować od świata, który nie zawsze zadowala a czasem nawet denerwuje. Dla mnie praca w samotności nad instrumentem była rodzajem wytchnienia  i relaksu. Widziałem kiedyś film „Wielka cisza” o klasztorze kartuzów i tam jest taka piękna scena przyjęcia do wspólnoty nowego brata, któremu trzeba uszyć habit. Jeden z ojców idzie na piętro w starym klasztorze, otwiera nieużywaną od kilku lat salę, pośrodku której stoi wielki stół. Wyciąga na stół belę białego materiału i zanim cokolwiek z nią zrobi, dotyka jej z pietyzmem i wyrównuje. Tak jakby chciał poznać tę materię, którą zaraz będzie ciął i zszywał w habit. Namaszczenie, z którym on to robi bardzo mnie poruszyło. Myślę, że dziś człowiek prawie w ogóle nie zna takiego zjawiska jak praca z natchnieniem, z jakimś namaszczeniem. Wykonuje się pracę jak najszybciej, w jak największej ilości i nie mamy szans nawet dotknąć takiej sytuacji, gdzie celebrujemy pracę, że to jest wartość, która nas kształtuje.

Z jednej strony otrzymaliśmy przez Pana ręce cudowny prezent z przeszłości: projekt Leonarda. Ale przecież to Pan tchnął w niego życie i nadał temu instrumentowi cechy, które pochodzą wyłącznie od Pana.

Tak to prawda, musiałem się na to ośmielić.  Cały ten projekt sam finansowałem. Miałem świadomość, że nie zmarnuję ani złotówki pieniędzy publicznych, więc mogłem sobie pozwolić na to, żeby zrobić coś inaczej, idąc za własną  intuicją.  Mogłem pozwolić sobie na  eksperymenty. Oczywiście, mogłem ponieść porażkę, brałem to pod uwagę. Niemniej pozwoliłem sobie na ryzyko, by nie podążać za  rozwiązaniami, które już istniały, ale spróbować coś  zmienić lub poprawić.

Hitowy instrument

Na instrumencie umieścił Pan cytat z pism Hildegardy von Bingen: „Naśladując świętych proroków, ludzie pilni i mądrzy, ludzką sztuką wymyślili instrumenty muzyczne, aby grać ku zadowoleniu duszy ludzkiej”.

To jest bardzo ważna inspiracja. Uważam, że Hildegarda dała nam najpiękniejszą definicję muzyki.  Powiedziała,  że muzyka jest wspomnieniem raju i śpiewu Adama. Hildegarda żyła w XII wieku i nie tak dawno została uznana świętą, a wcześniej doktorem Kościoła Katolickiego. Była to osoba niezwykle wszechstronna i bardzo dobrze wykształcona , która  prowadziła korespondencję ze znaczącymi osobami ówczesnej Europy.  Ale, co najważniejsze, była kompozytorką i mistyczką i te jej wizje okazały się  inspirujące w moich  poszukiwaniach. Zgodnie z tradycją XVII wieku, cytat umieściłem na wewnętrznej stronie wieka instrumentu. Wtedy były pewne kanony jak instrument powinien wyglądać i jak powinien być ozdobiony. Zawsze na frontowej listwie tuż nad klawiaturą znajduje się nazwisko osoby, która go zrobiła, a na wewnętrznej stronie jakiś obraz, jeden albo dwa albo jakieś wzory z obrazem czy łacińska sentencja. Moja żona, która w tym czasie czytała książkę na temat muzyki u Hildegardy von Bingen, podrzuciła mi ten cytat i jak go usłyszałem, to od razu widziałem, że to jest to. Te słowa znakomicie nawiązują do tych nie do końca uświadomionych poszukiwań dźwięku, które prowadziłem. Może szukałem dźwięku, który mógłby być wspomnieniem raju? Nie wiem czy mogę sobie uzurpować prawo by mówić, że dźwięk mojego instrumentu powinien się z tym kojarzyć.

Czyli uważa Pan, że viola jest instrumentem, którego dźwięk może wprowadzać nas w sferę sacrum?

Znalazłem bardzo ciekawą informację, która potwierdza takie skojarzenia. Viola organista jest najprawdopodobniej jakąś kontynuacją  liry korbowej, która służyła w klasztorach jako instrument sakralny zanim pojawiły się organy. I faktycznie, kiedy słuchamy muzyki Hildegardy von Bingen, słyszymy tam charakterystyczny burdon (stały dźwięk), który mógł być grany przez lirę korbową do podtrzymywania tonacji przy śpiewie. Stąd pomyślałem, że jakiś duchowy element violi organista  jest całkiem możliwy i uzasadniony historycznie.

Dzisiaj często stykamy się ze sztuką, która wręcz ostentacyjnie chce się odciąć o jakiegoś wymiaru duchowego, sakralnego. Czy dla Pana można w ogóle mówić o sztuce bez odniesienia się do duchowości, bez odniesienie artysty do czegokolwiek poza samym sobą?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie posłużę się tym, co na ten temat powiedział nieodżałowany Wojciech Kilar. Dla niego muzyka sakralna to taka, która czyni człowiek lepszym, lub sprawia, że lepszym chce być. Już  sama chęć polepszenia swojego człowieczeństwa pod wpływem muzyki, jest tą wartością, która może decydować, że taka muzyka może być nazywana sakralną nawet, gdy nie wiąże się bezpośrednio  z jakąś formą liturgii. Chodzi o każdą muzykę mającą w sobie prawdę i piękno. Ona uszlachetnia człowieka. Zresztą swoją muzyką Kilar  potwierdził swoje przekonanie . Była to wspaniała postać i człowiek wielkiej wiary. Jest jeszcze inne zdanie na ten temat- zdanie Jana Sebastiana Bacha. Powiedział on, że jeśli w muzyce nie będzie pierwiastka Boskiego to będzie to diabelskie beczenie i dudlenie. Co do współczesnych czasów? Nasza kultura się desakralizuje, zaczynamy popadać albo w banał albo w brzydotę. Myślę, że to nie jest dobre dla człowieka. Gdy się desakralizujemy, przestajemy poszukiwać prawdy i piękna.

Hitowy instrument

Zachowało się dawne świadectwo, że można było na violi organista grać muzykę miejską, wiejską, można było wyrazić nim różne uczucia. Czy dziś viola ma szansę wyrazić tak różne emocję?  

Po pierwsze chciałabym, żeby viola wyrażała piękno. Być może jest to wartość, której właściwie ludzie oczekują, choć często stykają się z czymś przeciwnym, gdyż często otrzymują od sztuki prowokacje, czasem zamierzoną nawet brzydotę zamiast piękna. Wydaje mi się, że powstało takie przekonanie, że istnieje sztuka, która jest prowokacją, a wszystko inne to kicz. Dobrze, ale gdzie jest piękno? Czy ono musiało zniknąć? Wydaje mi się, że nie. Sądzę, że dziś viola organista może zaistnieć jako instrument, który wymyka się wszelkim zaszeregowaniom. Uważam, że może trafić do współczesnego człowieka ze swoim innym brzemieniem i że będzie doskonale wpisywać się w kilka współczesnych, popularnych w sumie nurtów. Wyobrażam sobie nurt  inspirowany muzyką folkową. To jest bardzo ciekawy nurt, który może nawiązywać do liry korbowej, do szkockich dud. Może nawiązywać do muzyki,  która przekracza współczesne tamy narzucone sztuce. Chciałabym ją też słyszeć w klasycznej sali koncertowej. Ale też krużganki gotyckie  jako przestrzeń doskonale nadaje się dla takiego instrumentu. Czyli również przestrzeń sakralna będzie tutaj doskonała. Nie sądzę jednak, by był to instrument właściwy do współczesnych wnętrz.

Ciekawe czy w projektach, które zostawił po sobie Leonardo, są jeszcze takie które mogłyby zostać zrealizowane.

Na pewno są, ponieważ Leonardo projektował rzeczy niezwykłe. Pani doktor Bożena Fabiani wspomniała nawet, że Leonardo miał zamówienie na ówczesny bardzo ekskluzywny sedes dla pewnej księżnej. Miał być wykonany ze srebra i złota, miał mieć baldachim i miała być tam pozytywka grająca. Ale wolał malować Ostatnią Wieczerzę (śmiech). Na pewno wśród pomysłów Leonarda są te niezrealizowane, nie do końca opracowane.

Dlaczego Pana osiągnięcie wzbudziło najpierw większe zainteresowanie za granicą niż w Polsce?

Sam się nad tym zastanawiam. Może dlatego, że tak się niestety często składało w historii Polski, że nasze niefortunne  położenie geograficzne powodowało, że ciągle musieliśmy o coś zabiegać lub o coś walczyć. Byliśmy zajęci wojnami i nie komponowaliśmy muzyki w tak dużych ilościach jak to robiono np. we Francji. Są rzeczy które nas bardziej zajmują, niż muzyka. Oczywiście, że mamy przykłady bardzo pięknej, ale niedocenionej muzyki z XIX wieku – zupełnie nie wykonywane symfonie Noskowskiego, czy wcześniejsza muzyka z XVII wieku. Bardzo wiele nut zaginęło podczas różnych zawieruch wojennych.  A dzisiaj? Ja bym bardzo chciał, żeby zainteresowanie sztuką nie było lekceważone. Oczywiście nie brakuje sal koncertowych i festiwali, i to jest znakomite, ale też widać pewne zaniedbania w powszechnej edukacji muzycznej.

Niestety to fakt, że w wielu szkołach odchodzi się od obowiązkowej nauki muzyki, czyniąc z niej nadobowiązkowe luźne zajęcia.

To jest bardzo niepokojące. Kształtowanie człowieka to jest sprawa, której nie można pod żadnym pozorem zarzucić. Widzę tu wielką, historycznie uzasadnioną rolę Kościoła w upowszechnianiu kultury muzycznej. Tam gdzie ta muzyka stoi na wysokim poziomie, liturgia staje się piękniejsza i doskonalej oddaje chwałę Bogu. A to jest bardzo ważne, bo muzyka jest w stanie przenosić nasze myślenie ku Bogu i dlatego powinna stać na najwyższym poziomie. Powstało w przeszłości bardzo wiele pięknej muzyki i to jest ogromna spuścizna kultury chrześcijańskiej. A są uzasadnione obawy, że jeśli edukacja będzie się rozwijała w taki sposób jak obecnie, jeśli  desakralizacja kultury będzie postępowała w takim tempie, to  w ciągu dwóch pokoleń nie będziemy w stanie pojąć w ogóle naszej kultury, którą stworzyła Europa chrześcijańska.

Ale wierni są spragnieni porządnej muzyki podczas mszy.  Obserwuję często, jak wiele osób mogąc wybrać idzie do w kościoła tam, gdzie jest dobra oprawa muzyczna. Niestety są takie parafie, gdzie ta sfera jest zupełnie zaniedbana. Pewien ksiądz wprost mi powiedział, że kościół to nie jest miejsce na popisy muzyczne…

To jest dziwna sprawa. W Krakowie mamy kilka szkół kształcących naprawdę znakomitych  organistów. Potencjał do tego, aby ci ludzie tą oprawą się zajęli jest duży. Więc nie wiem, w czym jest problem. Nie chodzi przecież o popisy muzyczne, ale o poziom stosowny do rangi wydarzenia, jakim jest liturgia. Są jednak dobre  przykłady jak Bazylika Dominikanów, gdzie widać wielkie zrozumienie dla roli muzyki w liturgii.

Ale Pan odniósł sukces i został ojcem violi organista.

Każdy sukces musi cieszyć. Jeśli dźwięk tego instrumentu kogoś porusza, to  cel jest  w stu procentach osiągnięty. Moim zamierzeniem jest też zagrać na violi w wielu miastach Europy, i oczywiście  wystąpić w Mediolanie, jako miejscu szczególnie związanym z Leonardem da Vinci.


Sławomir Zubrzycki – pianista i kompozytor; ur. 12 października 1963 w Krakowie.  Zbudował violę organista- instrument, który wymyślił, nadał mu nazwę i naszkicował projekt Leonardo da Vinci.  Instrument zapowiadał się na absolutną rewelację, mógł zastępować instrumenty klawiszowe i instrumenty smyczkowe. W historii podejmowano próby  budowy violi organista ale za każdym razem zostawała odrzucana i zapomniana. Sławomir Zubrzycki podjął się trudnego zadania rekonstrukcji violi, zajęło mu to ponad trzy lata, ale trud opłacił się i zakończył sukcesem.

Premiera instrumentu odbyła się 18 października 2013 w Auli „Florianka”. Film z koncertu, zamieszczony w Internecie, szybko zdobył ogromną popularność. Najważniejsze światowe media w zachwycie informowały o tym niezwykłym dokonaniu.

Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Sławomir Zubrzycki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Milena Kukla

Milena Kukla

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Zubrzycki
zobacz artykuly tego autora >
Milena Kukla
Milena
Kukla
zobacz artykuly tego autora >