#BoskaFota. Stacja7 na instagramowym tropie

Wielkie poszukiwania rozpoczęte! Wędrujemy po profilach, przedzieramy się przez hashtagi, by znaleźć wyjątkową. #BoskaFota gdzieś tam czeka na nas, a na jej autora nagroda.

#BoskaFota. Stacja7 na instagramowym tropie

Bóg na Fejsie? Ma się dobrze! Na Twitterze? “Ćwierka” się śpiewająco!

Instagram? Nie może być inaczej!  

Ale co to jest #BoskaFota?

Fotki z rekolekcji, zdjęcia różańca czy Pisma Świętego, zacisze kościoła, cud Bożego stworzenia… Jeśli posiadasz fotografię, która nawiązuje do wiary chrześcijańskiej lub wychwala Boga, masz duże szanse na wygranie nagrody miesiąca.

Dwa razy w tygodniu wybierzemy zdjęcie pretendujące do tytułu “#BoskaFota Miesiąca” i opublikujemy je na naszym profilu instagramowym @stacja7pl.  

Z laureatów tygodniowych wybierzemy zwycięzcę miesiąca, któremu przyznamy nagrodę. Do końca listopada gra toczy się o książkę Szymona Hołowni, pt. “Last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie i upominek-niespodziankę.

Pierwszym laureatem tygodnia został użytkownik @kociao. A oto jego fotografia:

Drugim laureatem tygodnia został użytkownik  @mitusfoto, autor poniższej fotografii:

Oto fotografia trzeciego laureata tygodnia – @kszumo:

Czwartym laureatem tygodnia jest @wiolgug, autorka poniższej fotografii:

Poniżej prezentujemy Boską Fotę tygodnia nr 5, autorstwa @betiszka:

Szósta Boska Fota tygodnia, autorstwa @tumturumtum:

Oto fotografia laureata tygodnia numer 7, autorstwa @origamisu:

Boska Fota numer 8, autorstwa @ichtios:

Poniżej prezentujemy fotografię laureata tygodnia nr 9, autorstwa @slimor:

Ostatnia nominacja do tytułu Boska Fota listopada przybadła użytkownikowi @m_charczenko:

Chcesz nam ułatwić zadanie poszukiwacza i skierować nas do swojej fotografii? Oznacz ją w Instagramie tagiem #BoskaFota!

Post Scriptum dla nowicjuszy, czyli jak rozpocząć przygodę z Instagramem?

1. Pobierz aplikację odpowiednią do swojego smartfona: a) iOS – pobierz.

b) Android – pobierz. 2. Załóż konto. 3. “Strzelaj foty” na chwalę Boga i oznaczaj je tagiem #BoskaFota!

“Tajne akta Watykanu”

Mam być szczery jak na spowiedzi? Gdyby nie „Tajne akta Watykanu”, pewnie nigdy bym nie uwierzył, że książka oparta głównie na cytatach z dokumentów może być lekturą tak fascynującą. Tak wciągającą, że – wstyd się przyznać, niech inni kierowcy i policja będą miłosierni – niektóre fragmenty podczytywałem ukradkiem w samochodzie, gdy zatrzymywałem się na czerwonych światłach. A piorunujący efekt – powtórzmy, gdyż to istotne – autor osiąga bez koloryzowania, epatowania sensacją i podkręcania faktów.

Marek Zając
Marek
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Marek Zając

Aby jednak zaznać rozkoszy lektury, która wsysa niczym czarna dziura, budzi dreszczyk ekscytacji związany z zaglądaniem za kulisy wielkich wydarzeń, a zarazem przynosi solidną porcję wiedzy – apeluję o minimum cierpliwości. Cierpliwości potrzeba dokładnie tyle, aby dotrzeć do strony 22. Pierwszy rozdział może bowiem polskiego czytelnika nieco znużyć. Opór Kościoła wobec świętowania w międzywojennych Włoszech rocznicy Wyłomu w Porta Pia z września 1870 r. to z naszego punktu widzenia sprawa nieco odległa, zaś dla niektórych może nawet nie do końca zrozumiała.

Ale potem już się zaczyna i trzyma przez prawie 400 stron… Niemal każdy rozdział sięgający do ujawnianych z biegiem czasu poufnych dokumentów albo po prostu do mało znanych źródeł – począwszy oczywiście od archiwów watykańskich, przez amerykańskie, brytyjskie czy sowieckie, a skończywszy na niedawnych przeciekach WikiLeaks – udziela intrygujących odpowiedzi na pytania, które nieraz wywoływały gigantyczne kontrowersje i szalone emocje.

Jak układały się stosunki między Stolicą Apostolską a faszystowskimi Włochami i samym Benito Mussolinim? Jaką subtelną grę prowadził Watykan wokół wizyty Adolfa Hitlera w Rzymie? Na ile słuszny jest wciąż podnoszony zarzut, jakoby papiestwo legitymizowało zbrodniczy reżim, podpisując konkordat z Trzecią Rzeszą? Czy Pius XII pozostał obojętny wobec Zagłady, nawet w obliczu bestialskiej deportacji rzymskich Żydów w październiku 1943 r.? A może papież Pacelli nie był wolny od antysemityzmu bądź chłodno kalkulował, że straszniejszym od nazizmu wrogiem jest dla Kościoła bolszewizm? Czy Paweł VI cierpiał na antykomunistyczną fobię? Jak CIA oceniało wybór kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową? Jak wyglądały relacje między dwoma dostojnikami uważanymi dziś za tych, którzy w największym stopniu przyczynili się do demontażu komunizmu – między Janem Pawłem II i Ronaldem Reaganem? Jak w najdrobniejszych szczegółach przebiegała owiana już legendą rozmowa Jana Pawła II z Michaiłem Gorbaczowem podczas wizyty pierwszego sekretarza KPZR w Watykanie w grudniu 1989 r.? Jak oceniać papieską dyplomację w świetle depesz ujawnionych przez WikiLeaks?

Z premedytacją wyliczam same pytania, ale nie zdradzam płynących z dokumentów odpowiedzi. Bo to jest tak, jak z recenzowaniem kryminału – głupotą byłoby psuć czytelnikom całą frajdę, ujawniając, kto i dlaczego zabił. Dość powiedzieć o „Tajnych aktach Watykanu” cztery rzeczy.

Po pierwsze, prof. Matteo Luigi Napolitano z chirurgiczną precyzją obala sporo mitów, stereotypów i zwykłych przekłamań. Włos się jeży na głowie, kiedy autor demaskuje, co potrafią wyrabiać niektórzy z jego nieszczęsnych kolegów po historycznym fachu albo niechlujni dziennikarze. Niestety zdarza się, że na podstawie zdań bezsensownie wyrwanych z kontekstu czy kardynalnych błędów w chronologii buduje się kategoryczne teorie oraz wydaje surowe wyroki. Dla nas, odbiorców, to ważne ostrzeżenie, że nie wszystko, co się w mediach świeci – jest złotem.

Po drugie, autor nie tylko przytacza, ale czasem też interpretuje fakty. Uczciwie jednak stara się nie mieszać jednego z drugim, co uważnemu czytelnikowi pozostawia swobodę oceny. Czy każdy osąd historyka trafił do mojego przekonania? Nie każdy, ale w żadnym razie nie można zarzucić Napolitano manipulacji.

Kolejna sprawa: lektura "Tajnych akt Watykanu" pozwala zrozumieć, jak w praktyce działa papieska dyplomacja i dyplomacja w ogóle. Jak od kuchni wygląda podejmowanie przez światowych przywódców kluczowych decyzji. Jak funkcjonuje wielka watykańska machina biurokratyczna, a jednocześnie – ile zależy od jednego człowieka, którego najpiękniejszy spośród oficjalnych tytułów to "sługa sług Bożych". Naprawdę fascynujące są opisy, jak w Watykanie np. redaguje się i poprawia papieskie wystąpienia bądź oficjalne dokumenty – tak, żeby nie padło w nich żadne niefortunne słowo, ponieważ skutki mogą być opłakane.

Po czwarte wreszcie, książka ta przynosi wiele smakowitych anegdot. Nigdy chociażby nie słyszałem, że na słynne pytanie Józefa Stalina, ile papież ma dywizji – Pius XII udzielił odpowiedzi.

Jakiej? Polecam „Tajne akta Watykanu”.

Polecamy również:


"Z archiwum W" – Ewa K. Czaczkowska



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Marek Zając

Marek Zając

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marek Zając
Marek
Zając
zobacz artykuly tego autora >