video-jav.net

Bitwa na żywo

Przebierają się w mundury Powstańców Warszawskich, biorą w ręce karabiny i granaty, biegają, krzyczą, strzelają ślepakami, udają zabitych i rannych. Publiczność klaszcze. Dorośli, a zachowują się jak dzieci? Mogą się wydawać dziwni? Do czasu, aż zrozumie się dlaczego to robią. Bo powstańcze rekonstrukcje to nie zabawa ani żarty z historii. To dużo, dużo więcej...

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W pierwszych dniach sierpnia Warszawa przybiera biało-czerwone barwy. 1 sierpnia jest Świętem przez duże "Ś". Świętem bohaterów i wolności. I to nie wymuszonym oficjalnym, urzędniczym kalendarzem. W czasach dyktatury komunistycznej Warszawiacy świętowali w tajemnicy, potem półoficjalnie, wreszcie gdy czerwona władza już nie miała tyle sił, by wszystkiego zakazać, uroczystości odbywały się jawnie. Ale po odzyskaniu wolności i w następnych latach świętowanie kolejnych rocznic Powstania po prostu eksplodowało. Ani komunistyczna propaganda, ani późniejsi krytycy tego Święta nie dali rady… Duży wpływ na taki wynik mają "przebierańcy" w powstańczych mundurach.

"Tu nie chodzi o to, że się przebierzemy, będziemy biegać po lesie albo po mieście i miło spędzimy czas. Chcemy pokazać ludziom, jak wygląda historia. Jak walczyli żołnierze, co robiła ludność cywilna, jak pomagały sanitariuszki. Staramy się wcielić w te postaci, żeby pokazać ludziom trochę historii"

 Edyta Sadowska jedna z uczestniczek, uczy się w technikum gastronomicznym, ma rok do matury. I jest bardzo emocjonalnie związana z tym co robi. Chce się wcielać w role osób, które walczyły, może zginęły… "Czuję to w sobie głęboko" – mówi nam. Po tym milknie na długo. "Szukam słów… " – dodaje cicho. Ale jak opowiedzieć takie uczucia? Jak wytłumaczyć to, co się dzieje w głowie i sercu?

"Takie rzeczy wysysa się z mlekiem matki" – bez ceregieli, w krótkich , harcerskich słowach, tłumaczy Miłosz Dzienio, harcerz z Mińska Mazowieckiego. Też młody chłopak. Maturzysta. Choć jego pasją jest historia, chce zostać fizjoterapeutą. Fizjoterapia to fajny zawód, można pomagać innym i jeszcze się z tego utrzymać. A z historii ciężko… A poza tym, jak mówi z uśmiechem – "historia to pasja, a pasja nie może stać się pracą bo by zbrzydła." I to rekonstrukcyjne hobby, to nie przypadek: "Obaj dziadkowie byli w Armii Krajowej, kilka osób z rodziny walczyło w Powstaniu Warszawskim. Zainteresowania rodzinne".  Najpierw próbował sam założyć grupę rekonstrukcyjną, ale nie wyszło. Trafił do Grupy Historycznej Radosława.

Bitwa na żywo

Edyta i Miłosz, młodzi, w furażerkach z orłami w koronie. Miłosz w mundurze "zdobycznym", Edyta w na wpół cywilnym, mundurze powstańczej sanitariuszki. Oboje jakby wyjęci ze zdjęć powstańczych kronik. Dbają o szczegóły ubioru, kobieca fryzura Edyty też z "epoki". "Obydwie opaski, biało-czerwoną i sanitariuszki uszyłam sama. Opatrunki też przygotowujemy sami, tniemy płócienne prześcieradła i robimy z nich bandaże. Czasami coś szyję kolegom. Pomagamy sobie wzajemnie jak tylko możemy" – mówi dziewczyna. Miłosz ma na sobie oryginalną kurtkę z II wojny światowej. Niemiecką! "To kurtka strzelców górskich – bardzo prawdopodobne, że Powstańcy mogli zdobyć takie kurtki na Niemcach" – tłumaczy. Powstańcy ze zgrupowania Radosław rzeczywiście nosili na sobie zdobyczne niemieckie mundury. Biało czerwone opaski, czy orły na czapkach – zamieniały niemieckie mundury w polskie. Opaska Szymona jest z lat 80-tych, pewien kombatant nosił ją na uroczystościach rocznicowych, teraz  jest na rękawie harcerza z GH Radosław. Dziedzictwo…

Grupa Historyczna Radosław jest jedną z prężniejszych grup rekonstrukcyjnych. Jej członkowie spotykają się z Powstańcami Warszawskimi, pojawiają się na wielu rocznicowych uroczystościach, uczestniczą w rekonstrukcjach nie tylko powstańczych. Można ich zobaczyć między innymi podczas słynnego już "Marszu Cieni". To bardzo nietypowa, wzruszająca, inscenizacja. Tu nikt nie strzela, nie biega. To rekonstruktorzy z całej Polski, przebrani w mundury żołnierzy, pograniczników i policjantów z września 1939 roku przypominają o wielkiej zbrodni Sowietów. Idą ulicami stolicy, w ciszy, bez pasów i broni, w eskorcie uzbrojonych sowieckich żołdaków. Słychać wtedy tylko stukot podkutych wojskowych butów, czasami połajanki w rosyjskim języku. Symbolicznie idą do Katynia, Starobielska, Miednoje…

Te rekonstrukcje oglądają tysiące ludzi. Młodzi i starsi. "Marsz Cieni" jest specyficzny z jeszcze jednego powodu. Nie oglądają go kombatanci z obozów w Katyniu, Starobielsku, Ostaszkowie… Oni zostali w dołach śmierci za wschodnią granicą. Ale rekonstruktorzy o nich pamiętają i oddają im w ten sposób cześć.

Uczestnicy Powstania mają stały kontakt w rekonstruktorami m.in. z Radosława. Oni oglądają rekonstrukcje ulicznych walk w Warszawie, wracają do bolesnych, ale często pięknych wspomnień. I przekazują swoją wiedzę kolejnym pokoleniom.

"Spotykamy się z Powstańcami" – mówi Jarosław Wróblewski, dziennikarz i rekonstruktor z wieloletnim stażem. I opowiada, że rośnie już kolejne pokolenie pasjonatów historii, dzieci rekonstruktorów. I oni też spotykają się z Powstańcami. "Staramy się angażować dzieci i młodzież. Patrzymy perspektywicznie. Oni to po nas przejmą. Te dzieci rozumieją historię już na innej płaszczyźnie. Uczestniczą w spotkaniach z kombatantami. Są w sekcji Zawisza. I odgrywają taką rolę, jaka Zawiszacy mieli w Powstaniu. Są łącznikami, dostarczają pocztę polową. Kombatanci Szarych Szeregów uszyli im sztandar. Przekazali im ten sztandar na warszawskich Powązkach, w 69. rocznicę Powstania. W ten sposób jakoś ich namaścili. Zobaczyli w nich swoich spadkobierców. To ważna rzecz! Moja córka Zuzia też była w Zawiszy. Widzę, jak ona chłonie historię" – mówi Jarosław Wróblewski.

Etykietka "dorosłych bawiących się w wojnę" – jaką czasami ktoś chce przyczepić rekonstruktorom, jest głęboko niesprawiedliwa. Rekonstrukcje są często bardzo realistyczne. Są wybuchy, strzały, jeżdzą czołgi i wozy pancerne. Padają ranni i zabici. Leje się sztuczna krew. Czasami "giną dzieci". Sanitariuszki mają pełne ręce roboty.  To jak film historyczny, wojenny – tyle, że rozgrywany na żywo. I taki teatr gromadzi często tłumy. Po wszystkim ludzie klaszczą, kombatanci dziękują. Ale niektóre środowiska to krytykują – bo po co epatować, po co strzelać, wciągać w to dzieci. "W tym wypadku to zasadanie znam się, ale się wypowiem. Trzeba pokazywać historię taką, jaka ona była" – ucina Miłosz.

"My tych inscenizacji nie robimy na siłę. Mieszkańcy Warszawy ich chcą i chcą brać w tym udział. Pytają, kiedy coś organizujemy. Jest jakiś głód tego" – dodaje Jarosław Wróblewski. Krytykom warto jeszcze powiedzieć, że do Radosława nie mogą należeć osoby niepoważnie traktujące działania Grupy, krótko mówiąc ci, którzy chcą się bawić w wojnę. Oni muszą sobie szukać innego towarzystwa. Ponadto każdy, kto działa w Radosławie, lub chce do niego dołączyć, musi utożsamiać się z ideami żołnierzy Armii Krajowej.  Wróblewski, który jest także autorem książki "Zośkowiec" o żołnierzu Harcerskiego Batalionu Zośka, Henryku Kończykowskim ps. "Halicz" – uzupełnia: 

"Nie jesteśmy grupą paramilitarną – żeby była jasność. Chcemy przechować pamięć o Powstaniu Warszawskim. To bierzemy sobie mocno do serca. W naszym statucie jest zapis, że nie możemy założyć mundurów niemieckich i sowieckich. My kultywujemy pamięć wojska polskiego" – podkreśla.

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Malejonek i Budzyński odznaczeni przez Prezydenta!

Tomasz Budzyński i Dariusz Malejonek zostali odznaczeni w 70-tą rocznicę Powstania Warszawskiego

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ordery dla Powstańców Warszawskich i twórców kultury propagujących pamięć o Powstaniu. Wśród uhonorowanych przez prezydenta Bronisława Komorowskiego było wielu kombatantów, a także dwaj znani muzycy: Dariusz Malejonek i Tomasz Budzyński. Uroczystość odbyła się Muzeum Powstania Warszawskiego.

Z odznaczonym Złotym Krzyżem Zasługi, Dariuszem „MALEO” Malejonkiem rozmawiał Sławomir Dynek.

Malejonek i Budzyński odznaczeni przez Prezydenta!

Jak się czujesz w takim, doborowym, towarzystwie odznaczonych Powstańców?

To ogromne wzruszenie. Przyglądam się tym wszystkim Powstańcom, którzy mają około 90 lat. Podziwiam generała Zbigniewa Ścibora-Rylskiego, który wygłosił przemówienie bez kartki. Uczestniczyć w tym wydarzeniu to ogromne wzruszenie. A jeszcze dostać order…to niesamowite.

Generał Ścibór-Rylski powiedział, ze przekazuje pałeczkę młodszym. Między innymi Tobie?

Tak jest. Chcemy, żeby ta pałeczka była pochodnią. Chcemy nieść ją dalej, przez nasze projekty – Panny Morowe, Panny Wyklęte i teraz kolejną odsłonę – Panny Wygnane.

Malejonek i Budzyński odznaczeni przez Prezydenta!

70-ta rocznica Powstania Warszawskiego to nie koniec Twoich działań.

Oczywiście, że nie. Przed nami kolejna część „Panien” – Panny Wygnane. Muzyczna opowieść o losach wszystkich dziewczyn, które wygrały wojnę, a nie mogły wrócić do Polski, o ich tęsknocie do Ojczyzny. I o tych, które zostały w bezimiennych mogiłach.

Koło nas właśnie te Panny, o których śpiewacie – dzisiaj to starsze, siwe uśmiechnięte Panie. Niektóre z orderami na piersiach.

Czuję się przy nich bardzo malutki z moim odznaczeniem. To jest dla mnie wielki zaszczyt, wielki honor. Dzisiaj żyjemy we względnie spokojnych czasach, ale nie zawsze musi tak być. Sytuacja międzynarodowa jest taka, że powinniśmy pamiętać, że pokój i wolność nie są zagwarantowane raz na zawsze. Prawie każde pokolenie musi o to walczyć. Ostatnio nie dostałem zgody na wjazd na Białoruś. To oznacza, że ta moja muzyka jest ważna i „mały wąsacz” (red. prezydent Aleksander Łukaszenka) uznał, że jestem niebezpieczny.

Ty walczysz na swój sposób.

Tak jak umiem. Tworzę.

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >