Nasze projekty

Kurs małżeński. Konflikt emocji

Małżeństwo to powołanie do zupełnie nowego, nieegoistycznego życia.

Kurs małżeński. Po-święcenie

Żyjąc w małżeństwie, zamiast wstawać na jutrznię o trzeciej nad ranem, jak czynią to mnisi w klasztorze, musisz podjąć decyzję, kto wstanie do dziecka, gdy trzeba mu będzie zmienić pieluszkę w środku nocy.

Kurs małżeński. Proste zasady

Napisano już setki poradników o tym, jak budować „szczęśliwe małżeństwo”. Ale czy Bóg rzeczywiście ustanowił małżeństwo przede wszystkim po to, by uczynić nasz szczęśliwymi, czy może raczej… świętymi? Czy w małżeństwie chodzi wyłącznie o naszą relację ze współmałżonkiem, czy może także ze Stwórcą?

Uczciwie przyznam

Podwójne życie. Brzmi nieźle, ale jedynie w tytule filmu Kieślowskiego i pod warunkiem, że dotyczy jakieś niesprecyzowanej Weroniki. W małżeństwie to równia pochyła. Nawet jeśli chodzi o drobnostki, szczegóły, duperele.

Biorę sobie Ciebie

Małżeństwo nie jest wynalazkiem chrześcijaństwa. Znały je w różnych formach wszystkie cywilizacje. Snując refleksję nad małżeństwem, sięgnąć można aż do Raju. Bóg widząc, że „nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam”, stworzył Ewę. Nie przypadkiem z żebra – tak bliskiego sercu. Bóg im pobłogosławił, by byli płodni i rozmnażali się. Złączyli się ze sobą tak ściśle, że stali się jednym ciałem.

Małżeństwo z dymem

Malutka śląska parafia. „I jak wam jest?” – zapytał ksiądz stojącą przy ołtarzu parę obchodzącą 50-lecie ślubu. Kobiecina nie zdążyła jeszcze otworzyć ust, gdy mąż szczerze westchnął do mikrofonu: „Oj, ciężko, księże, ciężko…”. Nie mam tak długiego małżeńskiego stażu. Zaledwie 15 lat. Ale zgadzam się z przedmówcą.

Małżeństwo!

Przymierze małżeńskie jest układem trzech Osób – ci dwoje i On – Stwórca nieba i ziemi. Bogu przysięgają, nie tylko sobie. Bóg jest świadkiem, nie tylko ludzie i kapłan; i Bóg jest wierny przymierzu zawsze, dlatego ta Miłość nie zawodzi nigdy.

Matczyne zwierzenia Dominiki Szczawińskiej

„Im mniej w życiu dziecka religii, tym lepiej” – zacytował mój znajomy (dodajmy wierzący i praktykujący tata wzór!), swojego znajomego zakonnika, dominikanina. A ja pytałam go tylko o radę, jak mam opanować na niedzielnej Mszy Świętej moje ukochane i doprowadzające mnie do szału dziecko. W reakcji na jego słowa najpierw się roześmiałam, później zawstydziłam, wreszcie zapytałam błyskotliwie: „Jak to?!”. Odpowiedź była krótka i niezachęcająca do dalszej dyskusji: „Żeby się nie zraziło”.

Wspieraj nas - złóż darowiznę