Nasze projekty
Anna Hazuka

Życie, które wstrząsnęło Polską

Nie znałam historii Ósemek i Księdza Prymasa. Nie wiedziałam jak bardzo spojrzenie kardynała na kobiety wyprzedzało tamtą epokę. Nie byłam przygotowana na to, że jego nauczanie dotknie mnie aż w takim stopniu. Do tej pory żadne słowa, poza Ewangelią, nie zrobiły na mnie takiego wrażenia jak te.

Reklama

„Obyśmy do cna zwariowali na miłość Bożą – to najzdrowszy cel dla chorych kundlów Bożych. Pełna miłość nas uleczy. Idę z Wami łowić ryby Boże”.

Ten cytat to prawdziwy fajerwerk wybuchający tysiącem kolorów! Jest w nim wszystko to, co w Kościele kocham najbardziej – po pierwsze szaleństwo, po drugie dystans do siebie, po trzecie dynamizm, a po czwarte i najważniejsze – jedyna słuszna optyka – MIŁOŚĆ! Przez te słowa wieje wiatr, prawdziwy wicher Ducha Świętego! Chcielibyście wiedzieć skąd pochodzą?

Kapłan i osiem kobiet

Zostały wypowiedziane na początku wspólnej drogi kapłana, któremu był pisany heroiczny los, i kobiet, które będą mu towarzyszyć do końca jego dni, a potem ochronią dla przyszłych pokoleń nie tylko historię jego życia, ale przede wszystkim potężny depozyt wiary, jaki w nim rozpoznają. On będzie dla nich Ojcem i przewodnikiem, a one będą nagrywać wszystkie jego kazania, rekolekcje, wykłady, aby potem przepisywać je, troszczyć się o autoryzację i skrzętnie archiwizować. On będzie z odwagą wyprzedzającą tamte czasy wsłuchiwał się w ich głos, a one będą przy nim, gdy historia będzie wkładać na jego barki ciężary omal nie do uniesienia. On będzie za nie odprawiał Msze Święte, a one będą go otaczać swoją ofiarną modlitwą. On będzie je zawierzał Pani Jasnogórskiej, a one będą za niego wpatrywać się w Jej oczy, gdy on – uwięziony – nie będzie mógł tego zrobić. Będą trwały na nieustannej modlitwie w Kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej – i to w znaczeniu jak najbardziej dosłownym.

Reklama

Przez trzy lata jego uwięzienia będzie odbywał się ich ofiarny maraton modlitwy – jedna nie opuści Kaplicy Jasnogórskiej dopóki nie przyjdzie kolejna. Nie cofną się też przed odwiedzaniem go w miejscu jego ostatniego pobytu – w Komańczy.

To były dramatycznie trudne czasy. Czasy bohaterów i tchórzy. Jak mocno brzmią jego słowa zapisane w niewoli: „(…) w moim najbliższym otoczeniu umilkli wszyscy mężczyźni. Nie miałem od nich znaku życia w ciągu lat mojego więzienia(…). Dziś znowu mam dowody, że gdy nikt z kapłanów nie zdołał pokonać przeszkód dotarcia do Komańczy – devotus feminus sexus (pobożny rodzaj niewieści) odważnie przyznaje się do współcierpienia ze mną”.

Kim były te kobiety, które tak ofiarnie wspierały tego niezwykłego Człowieka, po to, by nie złamał go wiatr historii? Były bohaterkami Powstania Warszawskiego, pionierkami zaangażowania świeckich w Kościele, miłośniczkami Maryi i kompletnymi wariatkami. Nie odważyłabym się tak napisać o nikim, kto nie jest moim przyjacielem, ale w wypadku tych kobiet usprawiedliwia mnie sam Prymas, który często mówił do nich: „Jesteście wariackie, ale kochane dusze”.

Reklama
Maria Okońska spojrzeniem wiary widziała, że temu człowiekowi będzie pisany niezwykle trudny los – już w 1942 r. mówiła, że on „wstrząśnie chrześcijaństwem w Polsce”.

Bo jest to historia Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Marii Okońskiej, która wraz z towarzyszkami stanęła pewnego dnia na jego drodze życia i już nigdy z niej nie zeszła. Od pierwszych chwil rozpoznała, w sposób tylko Bogu wiadomy, że jej los ma być spleciony z losem księdza profesora Wyszyńskiego. Była mistyczką, która bez cienia wątpliwości podejmowała kroki właściwe prorokom – wyprzedzające epokę. Jeszcze nie było w Kościele instytutów świeckich, a ona od początku istnienia swojego Zespołu była absolutnie pewna, że właśnie w takiej formie ma funkcjonować Ósemka*. Co więcej, wkrótce po pierwszym spotkaniu z profesorem Wyszyńskim nabrała pewności, że jej zadaniem ma być ofiarowanie życia w intencji tego kapłana, i nigdy już tego przekonania nie straciła. Maria Okońska spojrzeniem wiary widziała, że temu człowiekowi będzie pisany niezwykle trudny los – już w 1942 r. mówiła, że on „wstrząśnie chrześcijaństwem w Polsce”.

"Pro memoria". Zapiski Prymasa Wyszyńskiego zostaną opublikowane

„Pamiętajcie, że jest też Psalm 23…”

Dziś, prawdopodobnie przez piękną analogię przechodzenia przez morze czerwone, porównuje się Księdza Prymasa do Mojżesza, ale świadkowie jego życia przekonują, że nie był on ani wojownikiem, ani politykiem i że zdecydowanie bliżej było mu do postawy Łagodnego Baranka niż do wojującego z Faraonem Mojżesza. Jedno z najsłynniejszych zdjęć Księdza Prymasa – z trzymanym na ręku jagniątkiem nie pochodzi z beztroskich czasów wakacji, ale zostało zrobione w 1956 r. w Komańczy – w miejscu uwięzienia. Popatrzcie na nie z uwagą. Widzicie posępne oblicze wojownika? Widzicie w jego oczach nienawiść do wrogów i żądzę zemsty? Nie… Z tego zdjęcia patrzy na nas człowiek o pogodnej twarzy. Jakby chciał pokazać przyszłym pokoleniom, że chociaż zewnętrznie dzieli los tego jagniątka –  jest unieruchomiony, pozbawiony wolności „jak owca niema wobec strzygących ją”, to jednak jego ufne, spokojne spojrzenie jakby mówiło nam „Pamiętajcie, że jest też Psalm 23…”.

Reklama

Bardzo wielu ludzi wciąż nazywa Prymasa swoim Ojcem. Ojciec daje życie i chroni. Ksiądz Prymas dał nam życie w wolnym kraju i ochronił nas od nienawiści do wrogów. Bo sam – jak jego Mistrz – Jezus Chrystus – radykalnie zrezygnował z przemocy. Wielu z nas – pokolenia urodzonego u schyłku PRL-u – patrzy na Prymasa Wyszyńskiego przez pryzmat jego słynnego kategorycznego „Non possumus”. I wielu z nas nie wie o nim już nic więcej. Nie znamy jego nauczania, które całe przeniknięte było szacunkiem do każdego człowieka, nie znamy treści Społecznej Krucjaty Miłości, w której znajduje się znamienne zdanie „Staraj się nawet w najgorszym znaleźć coś dobrego”. Nie wiemy o kim myślał Sługa Boży pisząc to, ale w swoich „Zapiskach więziennych” pozostawił  przeszywającą notatkę z dnia, w którym umarł Bolesław Bierut – w latach 50′ bodaj największy wróg Kościoła Polskiego. To on swoją decyzją doprowadził do uwięzienia Prymasa, to on rozpoczął jawną, okrutną walkę z Kościołem. A jednak Ksiądz Prymas w dniu jego śmierci zapisał: „Istnieje w świecie komunikacja duchów ludzkich. Tyle razy w ciągu swego więzienia modliłem się za Bolesława Bieruta. Może ta modlitwa nas związała tak, że przyszedł po pomoc. Oglądałem się za nim, we śnie (w noc poprzedzającą otrzymanie informacji o śmierci Bieruta Ks. Prymas miał sen, w którym rozmawiał z I sekretarzem KC na ulicy  – przyp. a.h) – i nie zapomnę o pomocy modlitwy. Może wszyscy o nim zapomną rychło, może się wkrótce wyrzekną, jak dziś wyrzekają się Stalina – ale ja tego nie uczynię. Tego wymaga ode mnie moje chrześcijaństwo”. W świetle chociażby tych słów można zrozumieć, dlaczego Papież Jan Paweł II nazwał Stefana Wyszyńskiego Prymasem Tysiąclecia, prawda?

Z impetem i mocą

Ale wróćmy jeszcze do Ósemek. Ich losy splotły się z losami Księdza Prymasa, bo on od początku szanował dynamizm młodości, który w nich drzemał, a one dzięki temu, że spotkały człowieka, który je zrozumiał, znalazły swoje miejsce w Kościele. Więcej nawet niż zrozumiał – on do idei Miasta Dziewcząt** był głęboko przekonany. Ósemki znalazły w Księdzu Prymasie oparcie, zaufały mu i poprosiły, żeby je duchowo prowadził. Życie pokazało jednak, że wkrótce miały zostawić swoją wielką ideę bo zrozumiały, że wspierając ze wszystkich sił Księdza Prymasa mają szansę nie tylko uratować dziewczęta, ale cały Naród Polski.

Sama Maria Okońska wraz z towarzyszkami kilkukrotnie uniknęła śmierci podczas Powstania Warszawskiego. Z uporem powtarzała już wtedy, że w takim razie jej życie musi być lepsze i świętsze od najbardziej bohaterskiej młodzieńczej śmierci w powstaniu. Po kilku latach od tych postanowień Maria Okońska będzie aresztowana przez UB i przetrzymywana trzy miesiące w więzieniu. Na przesłuchaniach będzie pytać funkcjonariuszy o ich sumienia, o to, co powiedziałyby ich matki, gdyby ich teraz widziały. Będzie śpiewać wraz z innymi osadzonymi w celi litanię loretańską tak głośno, że śpiew więźniarek będzie słyszany w każdym pokoju urzędu. Stanie wreszcie przed samą „Krwawą Luną” (Julią Brystiger) i … odbędzie z nią głęboką rozmowę duchową. Wiemy, że to spotkanie zaowocuje przepustkami do Komańczy, które umożliwią Marii Okońskiej odwiedzanie uwięzionego Prymasa, nie wiemy jednak tego, czy to nie ta rozmowa zaprowadziła też po latach samą Julię do Lasek i do tamtejszych duszpasterzy. Kiedy czytałam wspomnienia Marii Okońskiej, miałam wrażenie, że szła przez życie z impetem i mocą, z jaką jej Mistrzyni i Matka weszła w Kanie Galilejskiej do sali, w której przebywali sami mężczyźni, by nie zważając na ich spojrzenia odnaleźć swojego Syna i przynaglić Go do pierwszego cudu. Była w tej kobiecie pewność i moc właściwe królowej.

Wśród wielu jej słów o Słudze Bożym Kard. Wyszyńskim bodaj te najlepiej tłumaczą jej ogromne przywiązanie do niego: „Próbowałam sobie uświadomić co na mnie zrobiło tak wielkie wrażenie, co mnie w tym człowieku tak zachwyciło, porwało, po prostu zabrało? Już wtedy miałam przekonanie, że jest on najbardziej ze wszystkich ludzi, których spotkałam, podobny do Pana Jezusa”.

„Królowo Polski, przyrzekamy!”

Prymas Tysiąclecia okazał swoją wielkość także w tym, że szedł wiernie za Panem Jezusem i po tych drogach, na które nawet dzisiaj trudno wejść niektórym – po drogach współpracy z kobietami w dziele ewangelizacji. To nie był tylko szacunek do kobiet, to nie było tylko piękne mówienie o ich doniosłej funkcji społecznej – to było autentyczne współdziałanie. Maria Okońska pracowała w sekretariacie Prymasa Polski, była członkiem Komisji Maryjnej Episkopatu Polski, odegrała wreszcie ważną rolę w powstawaniu tekstu Jasnogórskich Ślubów Narodu, które być może nigdy nie zostałyby ułożone przez Księdza Kardynała gdyby nie jej błyskotliwa argumentacja. Tak o całym wydarzeniu pisała po latach ona sama: „Przebywałam wtedy na Jasnej Górze. Miałam możność otrzymać przepustkę do Komańczy, o czym wiedzieli generał Zakonu Paulinów o. Alojzy Wrzalik i niektórzy biskupi. Wysłano więc mnie z prośbą do Księdza Prymasa o napisanie nowego tekstu Ślubów. 24 marca 1956 r. znalazłam się w Komańczy. Towarzyszyła mi członkini Instytutu Prymasowskiego Janka Michalska. Przedstawiłyśmy prośbę biskupów i ojców paulinów. W pierwszym momencie twarz Ojca rozpromieniła się radośnie. Widoczne było, że Ojciec nie tylko uradował się naszym przybyciem, ale także tą prośbą. Jednak byłyśmy zdumione, bo czas mijał, a Ojciec tych Ślubów nie pisał. «Ojcze, dlaczego?» – pytałam codziennie. Dawał wymijające odpowiedzi. Wreszcie, a było to 15 maja, padła odpowiedź: «Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać».

Wtedy przyszła mi nagle olśniewająca myśl i powiedziałam: «Ojcze, przecież św. Paweł Apostoł najpiękniejsze swoje listy do wiernych pisał z więzienia!». Ojciec popatrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby mnie pierwszy raz zobaczył, i odpowiedział: «Masz rację, najpiękniejsze jego listy pochodziły z więzienia». Na drugi dzień rano Ojciec wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: «Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego». Szczęście moje nie miało granic. A więc są Śluby!”.

Gdy 26 sierpnia 1956 roku ogromna, ponad milionowa rzesza pielgrzymów, składała Śluby na Jasnej Górze, dziesięć minut wcześniej uczynił to uwięziony Prymas, a jedynym świadkiem tego wydarzenia była Maria Okońska. To ona reprezentowała wtedy w Komańczy cały Naród, odpowiadając drżącym głosem na uroczyście odczytywany przez Prymasa tekst ślubów – „Królowo Polski, przyrzekamy!”

Dla wszystkich rozpaczliwie szukających ratunku

Nie wiedziałam o tym wszystkim. Nie znałam historii Ósemek i Księdza Prymasa. Nie wiedziałam jak bardzo spojrzenie Kardynała Wyszyńskiego na kobiety wyprzedzało tamtą epokę. Nie byłam przygotowana na to, że jego nauczanie dotknie mnie aż w takim stopniu. To wszystko przyszło do mnie kilka miesięcy temu i całkowicie mną zawładnęło. Najpierw miałam wyrzuty sumienia, że wcześniej nie sięgnęłam po dzieła Prymasa, ale być może wtedy nie przemówiłyby do mnie z taką mocą. Jestem w Kościele od 24 lat. Odprawiłam wiele rekolekcji, wysłuchałam niezliczoną ilość homilii, konferencji i kazań. Moje półki uginają się od książek o tematyce duchowej, religijnej, historycznej. Przeczytałam wiele hagiografii, niektóre fragmenty pism Doktorów Kościoła znam na pamięć, ale do tej pory żadne słowa, poza Ewangelią, nie zrobiły na mnie takiego wrażenia jak te, które znalazłam u Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Od kilku tygodni zbierałam się do napisania tego tekstu, ale czułam coraz większą bezradność wobec próby opisania wrażenia, jakie zrobiło na mnie nauczanie Prymasa. Jakby było pisane dzisiaj, jakby było pisane na te dziwne czasy, gdy ideologie zjadają własne ogony, a ludzie wymęczeni „wolnością” rozpaczliwie szukają ratunku. Ale przede wszystkim, jakby było pisane dla mnie. I chyba tu jest największy szkopuł, czy – w duchu cytatu z nagłówka – pies pogrzebany. Mam wrażenie, że czegokolwiek nie przeczytam, wszystko odnosi się jakoś do mojego życia. Czuję, jakby dynamit rozsadził mi serce, ale wcale nie zamierzam gasić ognia, który zapłonął. Tak się chyba dzieje wtedy, kiedy człowiek spotyka na swojej drodze kogoś, kogo chce od razu nazwać Ojcem.  


*Ósemka – pierwsza nazwa założonego z inicjatywy Marii Okońskiej i ks. Stefana Wyszyńskiego Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej, Matki Kościoła (od 2005 roku z woli Jana Pawła II jest to Instytut Prymasa Wyszyńskiego). 26 sierpnia 1942 roku podczas konspiracyjnego obozu u sióstr niepokalanek w Szymanowie odbyło się pierwsze spotkanie kręgu dziewcząt, które jako program duchowy przyjęły osiem błogosławieństw, a za swoją patronkę obrały Maryję, Królową Polski. Ponieważ było ich osiem, nazwały się „Ósemką” i tak do dziś są nazywane, choć liczba członkiń znacznie się powiększyła.

**Miasto Dziewcząt – idea instytucji z programem wychowawczym dla dziewcząt mającej przygotować je do życia w rodzinie i w społeczeństwie. Idei tej zamierzały poświęcić życie członkinie założonej przez Marię Okońską w 1942 roku Ósemki

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite