video-jav.net

Wyobraźnia miłosierdzia

Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny, wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei.

Polub nas na Facebooku!

Fragment z książki: “Jan Paweł II. Moi święci”

Zakonnica ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, do którego wstąpiła mimo sprzeciwu rodziców i po tym, jak kilka innych zakonów nie chciało jej przyjąć z powodu braku posagu. Uboga, niewykształcona dziewczyna przez wiele lat miała mistyczne wizje.

Pod koniec życia opisała je w Dzienniczku, który przypomina, że Bóg jest miłością, że Jego najważniejszym przymiotem jest miłosierdzie. Faustyna doprowadziła także do namalowania obrazu Jezusa Miłosiernego, według widzenia, jakie miała w 1931 roku:

„Wieczorem ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony a drugi blady. Po chwili powiedział mi Jezus:

Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem »Jezu ufam Tobie”.

Chcę, aby ten obraz był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia”.

Wyobraźnia miłosierdzia

Wezwanie polskiej mistyczki, by zawierzyć własne życie i losy świata miłosierdziu Boga stało się szeroko znane. Jan Paweł II, który z orędziem zakonnicy z Łagiewnik zetknął się jako młody „człowiek w drewniakach”, kanonizował Faustynę Kowalską w 2000 roku.

Pamiętam, że podczas wojny, gdy byłem robotnikiem w fabryce „Solvay”, miejscu, które łączy się z Łagiewnikami, nieraz chodziłem do grobu siostry Faustyny, gdy jeszcze nie była ogłoszona błogosławioną.

To wszystko było przedziwne, nie do przewidzenia, gdy się brało pod uwagę, że to była prosta dziewczyna. Czy mogłem wtedy przypuszczać, że będzie mi dane najpierw ją beatyfikować, a potem kanonizować?

Wstąpiła do klasztoru w Warszawie, potem została przeniesiona do Wilna i w końcu do Krakowa. Właśnie ona, parę lat przed wojną, miała to wielkie widzenie Jezusa miłosiernego, który wezwał ją, aby stała się apostołką czci dla Miłosierdzia Bożego, jaka miała potem tak szeroko się roznieść w Kościele.

Siostra Faustyna zmarła w 1938 roku. Stąd, z Krakowa, kult Miłosierdzia Bożego wszedł w wielki ciąg wydarzeń o wymiarach światowych. Gdy zostałem arcybiskupem, zleciłem ks. prof. Ignacemu Różyckiemu, by przestudiował jej pisma. Najpierw nie chciał. Potem studiował dogłębnie dostępne dokumenty. Aż wreszcie powiedział: „To wspaniała mistyczka”.

Jezus powiedział do Siostry Faustyny: „Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia mojego” (Dzienniczek, 300). (…)

Chrystusowe orędzie miłosierdzia nieustannie dociera do nas w geście Jego rąk wyciągniętych ku cierpiącemu człowiekowi. Takiego właśnie widziała Go i takiego ogłosiła ludziom wszystkich kontynentów Siostra Faustyna, która (…) nie tylko zapisywała swoje mistyczne doświadczenia, ale także szukała malarza, który by namalował obraz Chrystusa Miłosiernego, tak jak On jej się jawił.

Orędzie miłosierdzia Bożego zawsze było mi bliskie i drogie. Historia jakby wpisała to orędzie w tragiczne doświadczenia II wojny światowej. W tych trudnych latach było ono szczególnym oparciem i niewyczerpanym źródłem nadziei nie tylko dla krakowian, ale dla całego narodu.

Było to i moje osobiste doświadczenie, które zabrałem ze sobą na Stolicę Piotrową (…).

Tym, którzy przeszli przez doświadczenie II wojny światowej, słowa zapisane w Dzienniczku świętej Faustyny jawią się jako szczególna Ewangelia miłosierdzia Bożego napisana w perspektywie XX wieku.

Ludzie tego stulecia pojęli to przesłanie. Zrozumieli je właśnie poprzez to dramatyczne spiętrzenie zła, które przyniosła z sobą II wojna światowa, a potem okrucieństwa systemów totalitarnych.

Jakby Chrystus chciał objawić, że miarą wyznaczoną złu, którego sprawcą i ofiarą jest człowiek, jest ostatecznie Boże miłosierdzie. Oczywiście, jest w miłosierdziu Bożym zawarta również sprawiedliwość, ale nie jest ona ostatnim słowem Bożej ekonomii w dziejach świata, a zwłaszcza w dziejach człowieka.

Bóg zawsze potrafi wyprowadzić dobro ze zła, Bóg chce, ażeby wszyscy byli zbawieni i mogli dojść do poznania prawdy (por. 1 Tm 2, 4) – Bóg jest Miłością (por. 1 J 4, 8).

Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały, tak jak ukazał się siostrze Faustynie, jest szczególnym objawieniem tej prawdy. (…) Jakby Chrystus chciał mówić za jej pośrednictwem: „Zło nie odnosi ostatecznego zwycięstwa!”.

To krzepiące orędzie jest skierowane przede wszystkim do człowieka, który udręczony jakimś szczególnie bolesnym doświadczeniem albo przygnieciony ciężarem popełnionych grzechów utracił wszelką nadzieję w życiu i skłonny jest ulec pokusie rozpaczy.

Takiemu człowiekowi ukazuje się łagodne oblicze Chrystusa, a promienie wychodzące z Jego Serca padają na niego, oświecają go i rozpalają, wskazują drogę i napełniają nadzieją.

Wyobraźnia miłosierdzia

Jakże wielu sercom przyniosło otuchę wezwanie „Jezu, ufam Tobie”, które podpowiedziała nam Opatrzność za pośrednictwem Siostry Faustyny! Ten prosty akt zawierzenia Jezusowi przebija najgęstsze chmury i sprawia, że promień światła przenika do życia każdego człowieka. „Jezu, ufam Tobie”.

„Jezu, ufam Tobie!” – oto prosta modlitwa, której nauczyła nas Siostra Faustyna i którą w każdym momencie naszego życia możemy wypowiadać. Ileż razy również i ja, jako robotnik i student, a następnie jako kapłan i biskup, w trudnych okresach dziejów Polski powtarzałem to proste i głębokie wezwanie, doświadczając jego skuteczności i mocy.

(…) pragnę przypomnieć raz jeszcze słowa, które napisałem w encyklice o Bożym miłosierdziu: „Człowiek dociera do miłosiernej miłości Boga, do Jego miłosierdzia o tyle, o ile sam przemienia się wewnętrznie w duchu podobnej miłości w stosunku do bliźnich” (…).

Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny, wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei.

Potrzeba „wyobraźni miłosierdzia”, aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem.

Trzech papieży, jeden program

Nie lękajcie się, nie obawiajcie, nie bójcie – te słowa zabrzmiały podczas trzech ostatnich inauguracji pontyfikatu. Powtarzali je Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

© Corbis/FotoChannels

Jan Paweł II i kard. Ratzinger, rok 1983

Lubimy bardzo wskazywać na wyjątkowość pewnych gestów i słów, porównywać je z tym, co było wcześniej i czytać z nich jak z fusów, co nam teraz czas przyniesie. Ciągłość nie jest już tak medialna, kojarzy się z powtarzalnością, która niesie w sobie pewne znużenie. Tymczasem, ostatni trzej papieże inicjując swój pontyfikat mówili dokładnie o tym samym. Każdy jednak na swój sposób. To ciągłość ożywiana mocą wiary każdego z nich.

Nie lękajcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, ustrojów ekonomicznych i politycznych, szerokich dziedzin kultury, cywilizacji, rozwoju. Nie lękajcie się! Chrystus wie, „co jest w człowieku”. Tylko On to wie!” – wołał Jan Paweł II zachęcając wyznawców Chrystusa do odwagi.

Papież Polak przypomniał, że misja Chrystusa trwa dalej w Kościele, a cały hierarchiczny ustrój Kościoła Chrystusowego, cała jego „święta władza” w nim sprawowana, nie jest niczym innym jak służbą. „Nie obawiajcie się przyjąć Chrystusa i zgodzić się na Jego władzę! Pomóżcie papieżowi i wszystkim, którzy chcą służyć Chrystusowi i przy pomocy władzy Chrystusowej służyć człowiekowi i całej ludzkości”. I jeszcze ta szczególna prośba o nieustanną modlitwę w jego intencji na Jasnej Górze.

„Kościół żyje, to jest przedziwne doświadczenie tych dni” – znamienne, że te słowa Benedykt XVI wypowiedział zarówno w dniu inauguracji pontyfikatu, jak i w czasie swej ostatniej audiencji generalnej, na kilka godzin przed ustąpieniem z Posługi Piotrowej.

„Moim prawdziwym programem jest to, by nie realizować swojej własnej woli, nie kierować się swoimi ideami, ale wsłuchiwać się z całym Kościołem w słowo i w wolę Pana oraz pozwolić się Jemu kierować, aby On sam prowadził Kościół w tej godzinie naszej historii” – mówił u początku swej drogi Benedykt XVI. Prosił o modlitwę, by nauczył się bardziej miłować Pana, by nie uciekał z obawy przed wilkami.

Wskazał, że zadaniem papieża jest ukazanie Boga ludziom. „Sieć ewangelii wyrywa nas z wód śmierci i niesie ku wspaniałości Bożego światła, ku prawdziwemu życiu. I właśnie tak jest – w misji rybaka ludzi, wzorem Chrystusa, należy wyrywać ludzi ze słonego morza wyobcowań ku ziemi życia, ku światłu Bożemu”.

Trzech papieży, jeden program

Tak jak Jan Paweł II, dwadzieścia siedem lat później Papież Niemiec apelował byśmy się nie bali wpuścić Jezusa do naszego życia. „Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim. Nie! Tylko w tej przyjaźni otwierają się na oścież drzwi życia. Tylko w tej przyjaźni rzeczywiście otwierają się wielkie możliwości człowieka. Tylko w tej przyjaźni doświadczamy tego, co jest piękne i co wyzwala. Tak też dzisiaj chciałbym z wielką mocą i przekonaniem, począwszy od doświadczenia swojego długiego życia, powiedzieć wam, droga młodzieży: nie obawiajcie się Chrystusa! On niczego nie zabiera, a daje wszystko!”.

Papież Argentyńczyk ze swym latynoskim stylem doskonale wpisuje się w tę ciągłość Kościoła, który mimo wielu trudności, upadków i grzechów swych ludzi, wciąż żyje i wciąż kierowany jest przez Chrystusa. Zadaniem papieża wciąż jest ukazanie Boga ludziom i umacnianie ich w wierze. Zadanie niezmienne. Styl zależy od tego kto w danym momencie dziejów stoi na kapitańskim mostu Łodzi Piotrowej.

Trzech papieży, jeden program

I tylko krótki wybór myśli Franciszka wyznaczającego obecny kurs. „W całkowitej wierności, także wówczas gdy nie rozumie; wypełniać nie tyle swój plan, ale Jego plan; w dyspozycyjności i gotowości; prawdziwą władzą jest służba i tylko ten kto służy z miłości potrafi strzec”. I jeszcze ten ojcowski apel: nie bójmy się dobroci, delikatności, czułości! I prośba, która jak refren wraca od pierwszych sekund pontyfikatu: módlcie się za mnie!

Porównań nie unikniemy. I nie ma w nich nic złego. Gdy będziemy jednak analizować gesty, słowa, pochodzenie, wykształcenie czy kontakty nowego papieża z tym, co i jak robili jego poprzednicy dołóżmy do tego pryzmat Bożej perspektywy. Bez tego poniesiemy porażkę.

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >