5 niedocenionych filmów z chrześcijańskim przesłaniem

Oto kilka tytułów, które z całą pewnością łamią stereotypy dotyczące „chrześcijańskiego” kina.

Religijne kino obciążone jest zazwyczaj dość sporym balastem stereotypów  – a to zbyt moralizujące, a to niezrozumiałe dla „niewtajemniczonych”, a to znowu forma przekazu zbyt „dziecinna”. Warto jednak zauważyć istnienie sporej grupy filmów, które dzielnie rozprawiają się z tymi zarzutami, w niestandardowy sposób przemycając treści ważne dla wierzących. Umiejętnie grając z konwencją, tworzą nową jakość w gatunku tzw. chrześcijańskiego kina. Poniżej kilka propozycji, które skłonią do refleksji  i przywrócą wiarę (w kino).

Believe me (2014)

Czwórka zdesperowanych studentów zakłada fikcyjną działalność charytatywną, by w ten sposób sfinansować czesne. Do perfekcji opanowują swoje role, z czasem  jednak przychodzi pora na  zmierzenie się z własną hipokryzją. Belive me to typowa komedia, ale oprócz śmiechu ma zdecydowanie więcej do zaoferowania.

Muzyka duszy (2012)

Film na podstawie bestselerowej książki Donalda Millera Blue Like Jazz. Nastoletni bohater po przeprowadzce do Nothwest rozpoczyna naukę w nowej szkole. W nowym środowisku musi zmierzyć się z pytaniem w co tak naprawdę wierzy. Film w niestandardowy sposób podejmuje temat  złożoności wiary i wątpliwości wieku dorastania.

Księga ocalenia (2010)

Eli, samotny wędrowiec przemierza post-apokaliptyczny świat, niosąc ze sobą księgę i zawarty w niej sekret. Ten niejednoznaczny film łączy w sobie religijną mistykę z konwencją kina fantasy. Symbolicznemu przesłaniu towarzyszy  niezwykła oprawa wizualna, a całość  skłania ku refleksji nie tylko nad przyszłością współczesnego świata.

Wielka cisza (2005)

Reżyser Philip czekał szesnaście lat na zgodę, by zrealizować dokument o życiu zakonników w Wielkiej Kartuzji, głównym klasztorze zakonu kartuzów we Francji. Bez zbędnych opisów, komentarzy, wywiadów. Jedyną muzykę w tej produkcji stanowi śpiew mnichów. Niezwykły dokument, w którym główną rolę gra cisza – najlepiej opisująca życie ludzi, którzy poświęcili dla Boga wszystko.

Ostrze włóczni (2005)

W 1956 roku pięciu chrześcijańskich misjonarzy zostaje zabitych przez członków plamienia Waodani, zamieszkującego lasy deszczowe w Ekwadorze. Wiele lat później syn zamordowanego pilota odwiedza miejsce gdzie zginął jego ojciec. Ten oparty na autentycznej historii film opowiada o wierze w sposób niezwykły, jednocześnie unikając zbędnego sentymentalizmu.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Filipiny: Indonezyjczycy przechodzą na katolicyzm

Co najmniej 10 proc. imigrantów z Indonezji, którzy w ostatnich dziesięcioleciach osiedlili się na niewielkiej wyspie Balut koło Mindanao na południu Filipin, przyjęło katolicyzm. Dzieje się tak zarówno w wyniku kontaktów z miejscowymi wiernymi, jak i pod wpływem duchowości chrześcijańskiej, z którą stykają się na wyspie przybysze z najludniejszego islamskiego państwa świata.

Jedna z takich osób, Evangeline Musaling-Pacinabo powiedziała azjatyckiej katolickiej agencji prasowej UCANews, że jej rodzice – muzułmanie przybyli na tę małą, oddaloną od większych ośrodków wyspę w latach czterdziestych XX wieku, gdy były tam jeszcze odczuwalne skutki II wojny światowej. Z biegiem lat część imigrantów i ich dzieci przyjęła katolicyzm za zgodą i błogosławieństwem swych niekatolickich rodziców.

 

Według rozmówczyni agencji kluczową rolę w jej nawróceniu odegrał katechista, który potem poślubił ją a ona sama przyjęła chrzest i została katechistką.

 

Od 22 lat Evangeline przemierza tę niewielką okolicę, dzieląc się doświadczeniem wiary z innymi i ucząc ich podstaw nauki katolickiej. Ona sama poznała ją na seminariach i warsztatach, prowadzonych przez jej parafię. Obecnie sama większość swego czasu poświęca na działalność kościelną. Oprócz prowadzenia rekolekcji, warsztatów i seminariów dla działających w parafii 12 podstawowych wspólnot chrześcijańskich, kobieta uczy religii w miejscowych szkołach podstawowej i średniej. “Gdy stałam się katoliczką, czuję, że mam większą rodzinę, chociaż nie jesteśmy spokrewnieni więzami krwi” – powiedziała Evangeline.

 

Według niej około 10 proc. osadników indonezyjskich na tej wyspie przeszło na katolicyzm. Ona sama uczyniła to, podobnie jak sześcioro spośród dziesięciorga jej rodzeństwa, “nie tylko ze względu na jego nauczanie, ale także dzięki jedności łączącej członków parafii”.

 

Tamtejsza wspólnota katolicka obchodzi w tym roku 20-lecie istnienia. “Życie jest wspaniałe, jeśli w jego centrum jest Bóg, nawet gdy jesteśmy biedni” – powiedziała agencja matka trójki dzieci. Podkreśliła, że “jeśli czyjaś wiara w Boga jest silna, trudności, jakie napotykamy w życiu, stają się łatwiejsze”.

 

Ze swej strony proboszcz miejscowej parafii św. Tereski od Dzieciątka Jezus ks. Saturnino Andoy zapewnił, że nawrócenia byłych muzułmanów są całkowicie dobrowolne. “Nie stosujemy siły ani aktywnego namawiania tych, którzy są wśród nas” – podkreślił duchowny. Dodał, że Indonezyjczyków przyciąga do katolicyzmu świadectwo parafian. Zaznaczył ponadto, że miejscowi wierni odznaczają się “bardzo mocną” wiarą, a przy tym nie ma tam dyskryminowania jakiejkolwiek innej religii. “Nasze drzwi są zawsze otwarte na każdego, kto chce przyjść do nas czy n a nasze nabożeństwa” – zapewnił kapłan.

 

Niekatoliccy mieszkańcy wysepki włączyli się w obchody 20-lecia parafii na początku tego miesiąca, m.in. uczestnicząc we wspólnym posiłku w ośrodku parafialnym.

 

Konsulat indonezyjski w Davao na Mindanao ocenia, że w tym regionie Filipin mieszka obecnie ok. 9 tys. “osób pochodzenia indonezyjskiego”. Balut stanowi bramę do tej drugiej co do wielkości wyspy Filipin dla Indonezyjczyków, przybywających tu po 4-godzinnej podróży statkiem przez morze Celebes. Na wyspie, oddalonej o 9 godzin rejsem od najbliższego ośrodka miejskiego na Mindanao – General Santos City, mieszka 24 tys. ludzi, w tym muzułmanie i członkowie plemienia B’laan, zajmujący się głównie rybołówstwem i uprawą orzechów kokosowych.


kg (KAI/UCANews) / Balut

Nie możemy wzrastać w świętości bez większej jedności

Na konieczność wzrastania w jedności wzajemnej, aby wzrastać w świętości wskazał papież przyjmując dziś delegację Światowej Rady Metodystycznej. Audiencja ta związana jest z 50. rocznicą pierwszego spotkania Międzynarodowej Komisji Katolicko-Metodystycznej.

Ojciec Święty zaznaczył, że prawdziwy dialog wymaga pokory i szczerości, pragnienia, aby uczyć się od siebie nawzajem, bez irenizmu i udawania. „Jesteśmy braćmi, którzy po długim oddaleniu spotykają się z radością i odkrywają siebie nawzajem, idą razem wielkodusznie otwierając serce na drugiego. Idziemy tak naprzód, wiedząc, że droga ta jest pobłogosławiona przez Pana: On ją zainicjował i On nią kieruje” – stwierdził Franciszek.

 

Papież podkreślił wymowną symbolikę 50-lecia, które dla Mojżesza było okresem, gdy ogłaszano rok święty. Zauważył, że Międzynarodowa Komisja Katolicko-Metodystyczna podejmowała w ostatnim okresie tematykę świętości. Przypomniał, że współtwórca ruchu metodystycznego, John Wesley pragnął pomóc bliźniemu w prowadzeniu życia świętego. „Jego przykład i słowa zachęcały wielu do poświęcenia się Pismu Świętego i modlitwie, uczenia się w ten sposób poznawania Jezusa Chrystusa. Kiedy widzimy oznaki życia świętego w innych, gdy rozpoznajemy działanie Ducha Świętego w innych wyznaniach chrześcijańskich, możemy jedynie się cieszyć” – powiedział Ojciec Święty.

 

Franciszek zachęcił katolików i metodystów do umacniania się w świadectwie wiary.

 

„Spoglądając na ponad pięćdziesiąt lat, mamy pewność, że nie możemy wzrastać w świętości, nie wrastając w większej jedności. To jest droga otwierająca się przed nami w pielgrzymce z nową fazą dialogu, który ma rozpocząć się w kwestii pojednania. Nie możemy mówić o modlitwie i miłosierdziu, jeśli razem się nie modlimy i nie staramy się o pojednanie oraz pełną jedność między nami. Niech wasza praca na rzecz pojednania będzie darem, i to nie tylko dla naszych wspólnot, ale także dla świata: niech będzie bodźcem dla wszystkich chrześcijan, aby wszędzie byli sługami pojednania” – powiedział papież.


st (KAI) / Watykan

Darmowość zbawienia otwiera drzwi do królestwa Bożego

O potrzebie rozpoznania darmowości zabawienia, bliskości Boga i konkretności uczynków miłosierdzia mówił dziś papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Wskazał, że w ten sposób staniemy się ludźmi pomagającymi otworzyć bramy samym sobie a także innym.

Ojciec Święty wyszedł od czytanego dziś fragmentu Ewangelii (Łk 11, 47-54), gdzie Pan Jezus gromi faryzeuszów i uczonych w prawie uważających się za sprawiedliwych, gdy tymczasem tylko Bóg jest sprawiedliwy. Usunęli oni poznanie Boga, a następstwem jest to, że sami nie weszli do królestwa Bożego i przeszkodzili tym, którzy chcieli wejść.

 

Franciszek zaznaczył, że owa niezdolność do poznania objawienia Boga, zrozumienia serca Boga, zbawienia Boga będących kluczem poznania wypływa z zapomnienia o darmowości zbawienia, o bliskości Boga i o Bożym miłosierdziu. A ci, którzy o tym zapominają wzięli klucze poznania.

 

Papież podkreślił, że jeśli zapomnimy, że to Bóg jako pierwszy zawsze wychodzi z inicjatywą zbawienia, jeśli wolę Bożą utożsamiamy z mnóstwem przepisów, to nie otrzymujemy mocy Bożej sprawiedliwości. Wskazał, że prawo jest zawsze odpowiedzią na bezinteresowną miłość Boga, który postanowił nas zbawić. Dodał, że jeśli zapominamy o darmowości zbawienia, to upadamy, zatracamy klucz zrozumienia historii zbawienia, gubiąc poczcie bliskości Boga.

 

„Dla nich Bóg jest tym, który stworzył prawo. I nie jest to Bóg objawienia. Bóg objawienia jest Bogiem, który zaczął podążać z nami od Abrahama do Jezusa Chrystusa, jest Bogiem idącym ze swym ludem. A kiedy zatraca się tę bliską relację z Panem, to wpadamy tę błędną mentalność, który wierzy w samowystarczalność zbawienia poprzez wypełnienie prawa” – zauważył Ojciec Święty.

 

Franciszek podkreślił, że kiedy brakuje bliskości Boga, gdy brakuje modlitwy, to nie można nauczać doktryny, a nawet uprawiać teologii, a tym bardziej teologii moralnej. Uprawia się ją bowiem na kolanach, zawsze blisko Boga. A bliskość Pana osiąga najwyższy punkt w Jezusie Chrystusie ukrzyżowanym, zaś my sami jesteśmy usprawiedliwieni przez krew Chrystusa. Dlatego probierzem wypełnienia prawa są uczynki miłosierdzia, bo dotykamy ciała Chrystusa w człowieku cierpiącym zarówno cieleśnie jak i duchowo. Papież przestrzegł, że kiedy zatraca się klucz poznania, to dochodzimy do rozkładu moralnego. Podkreślił także odpowiedzialność duszpasterzy, gdy gubią, albo zabierają „klucz poznania”, zamykając „drzwi nam oraz innym”.

 

„W moim kraju często słyszałem o proboszczach, którzy nie chrzcili dzieci matek samotnych, ponieważ nie urodziły się w kanonicznym małżeństwie. Zamknęli drzwi, gorszyli lud Boży, dlaczego? Ponieważ serce tych proboszczów zatraciło klucz poznania. Nie odbiegając daleko w czasie i przestrzeni, przed trzema miesiącami w pewnym kraju, w jednym mieście pewna matka chciała ochrzcić swojego nowo narodzonego syna, ale zawarła ślub cywilny z mężczyzną rozwiedzionym. Proboszcz powiedział: «Ochrzczę twoje dziecko, ale twój mąż jest rozwiedziony. Zostanie na zewnątrz, nie może być obecny na uroczystości». To się dzieje dzisiaj. Faryzeusze, uczeni w prawie to nie tylko coś z tamtych czasów, ale i dzisiaj jest ich wielu. Dlatego musimy się modlić za nas, pasterzy. Modlić się, abyśmy nie zagubili klucza poznania i nie zamykali drzwi nam i ludziom, którzy chcą wejść” – zakończył swoją homilię Ojciec Święty.


st (KAI) / Watykan

UKSW: Ks. Lombardi otrzyma doktorat honoris causa

Ks. Federico Lombardi otrzyma doktorat honoris causa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej oraz szef Watykańskiego Radia i Ośrodka Telewizyjnego zostanie wyróżniony za „wiarygodne zaangażowanie w komunikacji społecznej trzech papieży i Kościoła”. Uroczystość wręczenia honorowego doktoratu odbędzie się we wtorek 24 października.

Ks. Lombardii otrzyma doktorat honoris causa w zakresie teologii środków społecznego przekazu, za „wiarygodne zaangażowanie w komunikacji społecznej trzech papieży i Kościoła”. w czasie uroczystości jezuita wygłosi wykład poświęcony wartości społecznego komunikowania.

 

Uroczystości będzie towarzyszyła konferencja naukowa zorganizowana na UKSW 25 października w związku z 25-leciem Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa istniejącym na Wydziale Teologicznym uczelni.

 

W uroczystości weźmie udział kard. Kazimierz Nycz, Wielki Kanclerz UKSW. Jego zdaniem, nadanie honorowego doktoratu jest elementem troski o poziom uniwersytetu oraz jego zewnętrzny odbiór. „To honor nie tylko tego, który tytuł otrzymuje, ale także nobilitacja uczelni” – podkreśla kard. Nycz.

 

Metropolita warszawski przypomina, że ks. Federico Lombardi SJ całe swoje życie związał z mediami. – To odpowiedni, stosowny kandydat do tego, by ze względu na jego osobę, ale i papieży Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka, z wszystkimi jego zasługami dla Kościoła, uhonorować tytułem doktora honoris causa – powiedział Wielki Kanclerz UKSW.

 

Z mediami ks. Lombardi związany jest od 1973 roku, gdy pracował w redakcji dwutygodnika jezuickiego „La Civiltà Cattolica”. W latach 1984-90 był prowincjałem włoskiej prowincji Zakonu Jezuitów. W 1991 roku otrzymał nominację na dyrektora programowego, a w 2005 roku dyrektora generalnego Radia Watykańskiego. Jednocześnie w latach 2001-2013 był dyrektorem generalnym Watykańskiego Ośrodka Telewizyjnego. W lipcu 2006 roku został powołany na dyrektora Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Stanowisko to piastował do 31 lipca 2016 r. Obecnie jest prezesem zarządu „Fundacji Watykańskiej Joseph Ratzinger – Benedykt XVI”, która wspiera badania i studia nad myślą kard. Ratzingera.


(KAI) rl, lk / Warszawa

“Módlmy się o kanonizację ks. Popiełuszki”

Do modlitwy o kanonizację bł. ks. Jerzego Popiełuszki zachęca sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski bp Artur Miziński. Dziś przypada 33. rocznica zamordowania ks. Jerzego przez funkcjonariuszy SB.

Ks. Popiełuszko został beatyfikowany 6 czerwca 2010 r. podczas Mszy św. na pl. Piłsudskiego w Warszawie.

 

“Warto dziś przywoływać słowa, które głosił ks. Jerzy, cytując św. Pawła wzywającego, by zło zwyciężać dobrem. To przesłanie jest dziś niezwykle aktualne, trzeba je przypominać” – powiedział bp Miziński.

 

Dodał, że świadectwo życia i męczeńskiej śmierci ks. Popiełuszki, to dowód na to, że nienawiść nie prowadzi do zwycięstwa, ale do porażki.

 

“On nie walczył przeciwko nikomu – on pomagał ludziom, dla nich poświęcił swoje zdrowie i życie. Ostatecznie ci, którzy go prześladowali ponieśli klęskę, system komunistyczny upadł, Polska stała się wolna” – podkreślił sekretarz generalny Episkopatu.

 

Przypomniał, że ks. Jerzy w swoim duszpasterstwie zajmował się pomocą ludziom bez względu na ich wykształcenie czy poglądy.

 

“Jego Msze św. za Ojczyznę przyciągały tłumy, brały w nich udział także osoby mało związane z Kościołem. Z homilii ks. Jerzego płynęła nadzieja wolności, otucha i chrześcijańskie pocieszenie dla prześladowanych przez komunistyczne władze oraz dla ich rodzin. Organizował on także dla nich pomoc materialną” – powiedział bp Miziński.

 

Podkreślił, że przy grobie ks. Popiełuszki modlił​ się​ Jan Paweł II ​oraz ​kard. ​Joseph ​Ratzinger​, później wybrany papież ​Benedykt XVI​.​


(KAI) BPKEP / Warszawa

Papież: przemoc obraża Boga

„Ci, którzy podejmują akty przemocy lub próbują je usprawiedliwiać w imię religii, poważnie obrażają Boga, który jest pokojem i źródłem pokoju, i pozostawił w ludziach odbicie swej mądrości, siły i piękna” – powiedział papież Franciszek, przyjmując dziś delegację Światowej Konferencji Religii na rzecz Pokoju. Międzynarodowa organizacja przedstawicieli religii świata działa od 1970 roku i stawiająca sobie za cel krzewienie pokoju.

W swoim przemówieniupapież podkreślił, że pokój pozostaje pilnym zadaniem w dzisiejszym świecie, w którym wiele narodów nosi blizny wojny i konfliktu. Zaznaczył, że pokój jest zarówno darem Bożym, jak i osiągnięciem ludzkim. Dlatego wierzący wszystkich religii są wezwani do modlitwy o pokój, a ludzie dobrej woli mają się do tej sprawy przyczyniać swym sercem, umysłem i rękoma. Papież podkreślił że budowanie pokoju ściśle łączy się z dążeniem do sprawiedliwości.

 

„Religie, ze swoimi duchowymi i moralnymi zasobami mają do odegrania specyficzną i wyjątkową rolę w budowaniu pokoju. Nie mogą być obojętne, a tym bardziej dwuznaczne tam gdzie w grę wchodzi pokój. Ci, którzy podejmują akty przemocy lub próbują je usprawiedliwiać w imię religii, poważnie obrażają Boga, który jest pokojem i źródłem pokoju, i pozostawił w ludziach odbicie swej mądrości, siły i piękna” – powiedział Franciszek.

 

Ojciec Święty wyraził uznanie dla działań Światowej Konferencji Religii na rzecz Pokoju, zaznaczając, że religie z samej swej natury zobowiązane są do krzewienia pokoju poprzez sprawiedliwość, braterstwo, rozbrojenie i troskę o stworzenie. Wskazał na potrzebę ich współdziałania w zakresie ekologii integralnej, krzewiąc poszanowanie godności osoby ludzkiej i troskę o stworzenie. Zachęcił też do kontynuowania dobrych działań, jakie podejmują wspólnie religie w różnych regionach świata.


st / Watykan

KAI

KS. JERZY POPIEŁUSZKO

Zniszczyć Kościół. 7 księży, którzy zginęli za wiarę

Odważni, konsekwentni i świadomi zagrożenia życia pozostawali niezłomni do końca, często: męczeńskiej śmierci. Warto o nich pamiętać. Warto o nich mówić i wspominać szczególnie z tego powodu, że oddali swoje życie za sprawy, którym służyli: Prawdę, Wolność, Odwagę i życie według zasad

Piotr Litka
Piotr
Litka
zobacz artykuly tego autora >

Od lipca 1963 roku w ramach walki z Kościołem katolickim komunistyczna bezpieka w Polsce inwigilowała wszystkich, bez wyjątku, duchownych katolickich. Uzyskiwane informacje, których podstawowym źródłem byli tajni współpracownicy, gromadzono w tak zwanych „teczkach ewidencji operacyjnej na księdza” (w skrócie: TEOK). Masowo zaczęto je niszczyć w 1989 roku.

Ks. Michał Pilipiec, pierwszy duchowny zamordowany przez komunistyczny system PRL poza działaniami wojennymi, żołnierz AK, zamordowany 8 grudnia 1944 r.

Walka komunistów z Kościołem w Polsce zaczęła się zaraz po wojnie. Ten pierwszy okres nazywany przez historyka Jana Żaryna – „najtrudniejszą dekadą” wyznaczały z jednej strony dobre choć drobne gesty ludowej władzy w postaci pozwoleń na działalność charytatywną; z drugiej zabójstwa kapłanów dokonywane najczęściej przez „nieznanych sprawców”. Wystarczy przywołać w tym miejscu zamordowanego 8 grudnia 1944 roku żołnierza AK księdza Michała Pilipca czy zakatowanego i dobitego kilkoma strzałami w głowę księdza Michała Rapacza (12 maja 1946 r.). Apogeum prześladowań Kościoła w Polsce w latach 50. było aresztowanie Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego (25 września 1953) i jego paroletnie internowanie.

 

Ks. Michał Rapacz zamordowany w nocy z 11 na 12 maja 1946 roku przez bojówkę działaczy komunistycznych

Komunistyczne władze w sposób jawny dążyły też od zakończenia wojny do rozdziału Kościoła od państwa. Zerwano konkordat (wrzesień 1945), zaczęto ograniczać naukę religii w szkołach i rozpoczęto konsekwentne upaństwowienie kościelnych majątków. Wszystko to służyło – w rozumieniu komunistów – osłabieniu Kościoła w Polsce. Wzmocnieniem swoiście rozumianej „ofensywy antykościelnej” okazały się lata 60. i 70. Na ogromną skalę ruszyła wtedy inwigilacja.

Stosowano różne techniki: od bezpośredniego śledzenia, podsłuchów czy obserwacji, poprzez prowokacje i działania realizowane według przygotowanego wcześniej scenariusza. Bezpieka bezwględnie wykorzystywała konflikty: rozpuszczając plotki i obraźliwe pomówienia. Pomocni w tych działaniach byli Tajni Współpracownicy. Niestety: również w sutannach. Wg różnego rodzaju niepełnych danych, zwerbowanych przez bezpiekę kapłanów było w Polsce nie więcej niż 10 procent. Jak ich zmuszano do współpracy? Najczęściej przez szantaż ale też przez obietnicę zawodowego rozwoju. Dziś trudno to sobie wyobrazić ale na przykład kuszono kapłanów paszportem, który mógł być wstępem do studiów zagranicznych w Rzymie i początkiem naukowej kariery…

Jeśli ktoś odmawiał współpracy i nie udzielał informacji bezpiece, stawał się dla niej celem. W języku resortowym nazywano to niewinnie: rozpracowaniem a zebrane w ten sposób informacje mogły posłużyć do ograniczenia działalności duszpasterskiej danego kapłana, złamania jego kariery, zastraszenia go i pobicia przez „nieznanych sprawców” a w niektórych przypadkach nawet do śmierci.

 

Artykuł szkalujący ks. Jerzego Popiełuszkę napisany pod pseudonimem przez Jerzego Urbana opublikowany we wrześniu 1984 w “Tu i teraz” | Materiały autora artykułu zgromadzone w IPN

 

Ksiądz Roman Kotlarz, przeszedł tzw. “ścieżki zdrowia”, kilkukrotnie pobity, zasłabł podczas prowadzonego nabożeństwa, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach w szpitalu psychiatrycznym w Krychnowicach

Początkiem działań, które doprowadziły do serii skrytobójczych mordów na kapłanach w latach 80. ubiegłego wieku była śmierć księdza Romana Kotlarza 18 sierpnia 1976 r. Mówił on w swoich kazaniach o ludzkiej godności deptanej przez komunistyczne władze, wspierał protestujących w czerwcu 1976 roku w Radomiu robotników. Jego publiczne wystąpienia nagrywano i pisano z nich drobiazgowe analizy. Na kilka dni przed śmiercią księdza Kotlarza kilkakrotnie pobili „nieznani sprawcy.”

Rok później w kilkunastu komendach wojewódzkich na terenie całego kraju powstały komórki słynnej sekcji „D”, która w zamyśle jej twórców miała zajmować się działaniami dezinformacyjnym i dezintegracyjnymi. Poza opozycjonistami funkcjonariusze sekcji „D” zajmowali się także ludźmi Kościoła. W jaki sposób? Chodzili na przykład na pielgrzymki do Częstochowy: wywoływali skandale, zatruwali wodę i żywność, która była przygotowywana dla pielgrzymów. Czasami doprowadzali do bijatyk, żeby skompromitować pątników. Z czasem tak zwane działania „D” przybrały na sile: tworzono fałszywe dokumenty, podrzucano do mieszkań kapłanów „kompromaty”: ulotki a nawet materiały wybuchowe. Wreszcie przechodzono do działań bezpośrednich: fingowanych wypadków drogowych oraz pobić.

 

Worek z kamieniami przywiązany do ciała ks. Jerzego Popiełuszki | Materiały autora artykułu zgromadzone w IPN

Wybór Karola Wojtyły na papieża (16 październik 1978) dał sygnał do wzmożenia działań wymierzonych w polski Kościół i jego kapłanów. Wykorzystywano każdy element życiorysu, który mógł posłużyć do szantażu, stosowano też coraz doskonalsze technicznie podsłuchy. Robiono zdjęcia i filmy z obserwacji. Nad rozpracowaniem jednego kapłana pracował zespół od kilkunastu do nawet kilkuset ludzi. Sama jednak inwigilacja czy działania dezintegracyjne nie wystarczały.

Ks. Jerzy Popiełuszko, zamordowany 19 października 1984 roku. Funkcjonariusze PRL: Kpt. Grzegorz Piotrowski, por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski, po porwaniu i torturach wrzucili go związanego do Zalewu Wiślanego przy Zaporze Wodnej we Włocławku

Znakomicie pokazuje to los Bł. Księdza Jerzego Popiełuszki, który trafił do warszawskiej parafii pod wezwaniem Św. Stanisława Kostki jako rezydent. Jednakże odprawiona przez niego w czasie strajku w Hucie Warszawa Msza św. i późniejsze wspólne działania jednoczące różne środowiska stolicy i innych polskich miast sprawiły, że od roku 1982 Ksiądz Jerzy stał się dla komunistów wrogiem numer jeden. W tym czasie założono podsłuch na plebanii gdzie mieszkał. Nagrywano jego wszystkie rozmowy telefonicznie; sporządzając z nich stenogramy. Ksiądz nie mógł też wyjeżdżać za granicę a kiedy wybierał się do innych parafii na terenie kraju, miał zazwyczaj „ogon” w postaci śledzących go funkcjonariuszy „z centrali” lub też „z terenu”. Kilkakrotnie próbowano zorganizować na niego zamach. Zamierzano wypchnąć go z pociągu (8 października 1984), uderzyć kamieniem w przednią szybę samochodu, którym podróżował i podpalić (13 października 1984) by wreszcie uprowadzić go (19 października 1984) i zamordować. Dlaczego Ksiądz Popiełuszko był dla komunistów tak niewygodny? Z jednej strony integrował różne środowiska ale najbardziej niebezpieczne okazywały się jego wyjazdy poza Warszawę.

 

Ks. Stanisław Suchowolec, zamordowany na plebanii 30 stycznia 1989 roku, sprawcy nie zostali wykryci

Kapłanem, którego los tragicznie splótł się z życiem i męczeńską śmiercią księdza Popiełuszki był urodzony w Białymstoku w roku 1958 ks. Stanisław Suchowolec. Przeżył zaledwie 31 lat. Tak samo jak Popiełuszko, ksiądz Suchowolec integrował różne środowiska opozycyjne. Wielokrotnie odważnie mówił w płomiennych kazaniach o „panach ze Służby Bezpieczeństwa”, przeżył też kilka zamachów na swoje życie. Zginął w niewyjaśnionym do dziś „dziwnym” pożarze w styczniu 1989 roku, na kilka dni przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu.

 

Górsk. Miejsce uprowadzenia księdza Popiełuszki | Materiały autora artykułu zgromadzone w IPN

 

Ks. Stefan Niedzielak, zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach w nocy z 20 na 21 stycznia 1989 roku.

Do drugiego niewyjaśnionego do dziś zabójstwa kapłana doszło także w styczniu 1989 roku w Warszawie. Ciało blisko 75-letniego księdza Stefana Niedzielaka znaleziono w jego mieszkaniu niedaleko Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie nad ranem 21 stycznia 1989 roku. Przed śmiercią ksiądz Niedzielak otrzymywał anonimy i telefoniczne pogróżki. Został też pobity. Do swojej śmierci przypominał i chronił pamięć o zbrodni katyńskiej i Polakach poległych na Wschodzie.

 

Ks. Leon Błaszczak, uduszony w nocy z 26 na 27 grudnia 1982 roku na plebanii

Wśród kapłanów, którzy w latach 80. ubiegłego wieku stracili swoje życie w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach warto wymienić jeszcze m.in. księdza Leona Błaszczaka, który nocą z 26 na 27 grudnia 1982 roku został uduszony na plebanii koło Częstochowy oraz księdza Stanisława Palimąkę, którego ciało znaleziono 27 lutego 1985 roku w garażu.

Wg oficjalnej wersji miał na niego najechać staczający się samochód. Sekcja zwłok wykazała obażenia, które wskazywały na pobicie (m.in. złamanie podstawy czaszki). Śledztwo jednak umorzono. Sprawców nie wskazano do dziś…

Ks. Stanisław Palimąka, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach 27 lutego 1985 roku

 

Wielu kapłanów prowadzących działalność duszpasterską w PRL przeżyło pobicia i zamachy na swoje życie. Podpalano też plebanie, w których mieszkali, prowokowano pobicia przez „nieznanych sprawców”. Na szczęście niewielu kapłanów próbowało się z władzami układać. Jednostki: odważni, konsekwentni i świadomi zagrożenia życia pozostawali niezłomni do końca, często: męczeńskiej śmierci. Warto o nich pamiętać. Warto o nich mówić i wspominać szczególnie z tego powodu, że oddali swoje życie za sprawy, którym służyli: Prawdę, Wolność, Odwagę i życie według zasad.

 


Wydanie o ks. Jerzym Popiełuszce tworzymy dzięki współpracy z Jego muzeum w Warszawie


Piotr Litka

Piotr Litka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Piotr Litka
Piotr
Litka
zobacz artykuly tego autora >

2032 polskich misjonarek i misjonarzy pracuje w 97 krajach

W 97 krajach na wszystkich kontynentach pracuje 2032 polskich misjonarek i misjonarzy - przypomina przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Misji bp Jerzy Mazur przed obchodzoną 22 października Niedzielą Misyjną. Biskup dziękuje Polakom za dużą ofiarność na rzecz misji. W tym roku zostaną wręczone po raz pierwszy medale „Benemerenti in Opere Evangelizationis”, przyznawane osobom i instytucjom zasłużonym dla misji. Uroczystość odbędzie się 13 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie.

W najbliższą niedzielę 22 października przypada Niedziela Misyjna. Tego dnia w całym kraju odbędą się modlitwy w intencji misji, a ofiary z tacy zbieranej w kościołach przeznaczone zostaną na potrzeby misyjne.

Bp Jerzy Mazur podkreśla, że polscy misjonarze są oni obecni na wszystkich kontynentach. Najwięcej z nich pracuje w Afryce i na Madagaskarze – 811; w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach – 802; w Azji – 333; w Oceanii – 66; oraz w Ameryce Północnej – 20. Wśród polskich misjonarzy jest 24 biskupów misyjnych: w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach – 11; w Afryce -; w Azji – 2, w Oceanii – 3 oraz 2 w Ameryce Północnej. Dodał, że liczba polskich misjonarzy wzrosła o 25 osób w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Z kolei do wyjazdu na misje w warszawskim Centrum Formacji Misyjnej przygotowuje się 12 kapłanów, 6 sióstr zakonnych, 2 kleryków i 3 osoby świeckie.

 

W tym roku Komisja Episkopatu Polski ds. Misji obchodzi 50-lecie działania. Jubileusz świętowała m.in. podczas sympozjum “Świeccy a misje”, zorganizowanym na UKSW w Warszawie w trakcie letniego pobytu polskich misjonarzy w kraju. Wzięłow nim udział 700 osób.

Sprawa udziału świeckich w misjach ma bardzo duże znaczenie – przypomina bp Mazur. W tym roku wyjechało do krajów misyjnych 61 świeckich wolontariuszy. – Chcielibyśmy również ożywić duchem misyjnym młodzież w parafiach, a zwłaszcza zwrócić się do bierzmowanych i kandydatów do bierzmowania. Mamy propozycję ich współpracy z Papieskimi Dziełami Misyjnymi, celem tworzenia grup misyjnych – mówi bp Mazur.

 

W tym roku po raz pierwszy, 13 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie zostaną wręczone medale „Benemerenti in Opere Evangelizationis”, przyznawane osobom i instytucjom zasłużonym dla misji. Nagroda została ustanowiona z okazji 50-lecia Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

Ustanowienie nowej nagrody przez przewodniczącego Komisji KEP ds. Misji spotkało się z olbrzymim zainteresowaniem. Do jej pierwszej edycji zgłoszono aż 108 kandydatów, a dokonało tego 51 podmiotów.

Medal przyznany zostanie w czterech kategoriach: za zasługi w dziele misyjnym; za pomoc modlitewną i duchową misjom; za pomoc materialną i finansową misjom oraz za informację medialną. W każdej z tych kategorii nagroda zostanie wręczona trzem osobom bądź instytucjom.

– Mamy świadomość, że o wiele więcej z nich zasługuje na uhonorowanie medalem za zasługi dla misji – mówi KAI ks. Zbigniew Sobolewski, sekretarz Kapituły Medalu „Benemerenti in Opere Evangelizationis”. – Ale pamiętaliśmy, że jest to pierwsze spotkanie Kapituły. W następnym roku nagrodzimy kolejnych zasłużonych. Czytając opisy dokonań kandydatów do medalu byłem zdumiony ich ofiarnością, pasją, jaką żywią dla misji. To są ludzie całkowicie oddani sprawie misji. Prawdziwi uczniowie-misjonarze – dodaje.

 

W skład Kapituły Medalu “Benemerenti in opere evangelizationis”, bp Mazur powołał: abp. Henryka Hosera, biskupa warszawsko-praskiego, wieloletniego misjonarza w Rwandzie oraz b. sekretarza Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, bp. Jana Piotrowskiego, b. szefa Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce, ks. Tomasza Atłasa, obecnego dyrektora Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce, ks. prof. Jarosława Różańskiego OMI z misjologii UKSW, s. Dolores Dorotę Zok, przełożoną prowincjalną polskiej prowincji Zgromadzenia Misyjnego Sióstr Służebnic Ducha Świętego (Werbistek), ks. Jerzego Kraśnickiego, dyrektora MIVA Polska, ks. Zbigniewa Sobolewskiego, dyrektora Dzieła Pomocy Ad Gentes oraz Marcina Przeciszewskiego, prezesa KAI.

Na niedawnym 377. zebraniu plenarnym KEP w Lublinie bp Mazur podziękował biskupom za „ofiarność Kościoła w Polsce na rzecz misji”. Wyraża się ona m.in. w ofiarach składanych w parafiach kilka razy w roku. Taca z 6 stycznia przeznaczona jest na Krajowy Fundusz Misyjny, z którego utrzymuje się Centrum Formacji Misyjnej oraz udzielana jest pomoc misjonarzom. Ofiary z puszek z II niedzieli Wielkiego Postu trafiają do Dzieła Pomocy „Ad Gentes” i są przeznaczane na działalność ewangelizacyjną, edukacyjną, medyczną i charytatywną misjonarzy przebywających na placówkach. Ofiary z październikowej Niedzieli Misyjnej trafiają do Papieskich Dzieł Misyjnych. Z kolei organizacja Miva Polska zbiera ofiary przy okazji dnia św. Krzysztofa na zakup środków transportu dla misjonarzy.

 


mp, zs, lk / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna

Franciszek: wiara chrześcijan oświetla tajemnicę śmierci

O wierze w Jezusa Zmartwychwstałego rzucającej światło nadziei na tajemnicę śmierci mówił dziś papież podczas audiencji ogólnej. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 25 tys. wiernych.

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dziś chciałbym zestawić chrześcijańską nadzieję z rzeczywistością śmierci, którą nasza współczesna cywilizacja skłonna jest coraz bardziej eliminować. W ten sposób, gdy przychodzi śmierć, do tych którzy są blisko nas, lub do nas samych okazuje się, że jesteśmy nieprzygotowani, pozbawieni nawet „alfabetu” odpowiedniego, by nakreślić sensowne słowa wokół jej tajemnicy, która mimo wszystko trwa. A jednak pierwsze znaki ludzkiej cywilizacji przeniknięte są właśnie tą tajemnicą. Możemy powiedzieć, że człowiek urodził się z kultem śmierci.

Inne cywilizacje, wcześniejsze od naszej, miały odwagę spojrzeć jej w twarz. Było to wydarzenie opowiadane przez starszych nowym pokoleniom jako nieuchronna rzeczywistość, która zmuszała człowieka do życia dla czegoś absolutnego. Psalm 90 mówi : „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca” (w. 12). Słowa te przenoszą nas ku zdrowemu realizmowi, odrzucając urojenie wszechmocy. Jesteśmy „znikomymi”, mówi inny psalm (por. 89, 48); nasze dni szybko mijają: gdybyśmy nawet żyli sto lat, to w końcu wydadzą się one nam jakby tchnieniem. Wiele razy słyszałem osoby starsze, które mówiły, że życie minęło jak tchnienie.

Zatem śmierć ukazuje nasze życie. Pozwala nam odkryć, że nasze akty pychy, gniewu i nienawiści były marnością. Widzimy, że nie dość kochaliśmy i nie szukaliśmy tego, co było istotne. I przeciwnie, widzimy to, co zasialiśmy naprawdę dobrego: ukochani, dla których się poświęciliśmy, a którzy teraz troszczą się o nas.

Jezus oświecił tajemnicę naszej śmierci. Swoją postawą pozwala nam byśmy czuli się smutni, gdy odchodzi droga nam osoba. Wzruszył się głęboko przy grobie Łazarza, i „zapłakał” (J 11,35). Czujemy, że w tej swojej postawie Jezus jest nam bardzo bliski, że jest naszym bratem. On opłakiwał swego przyjaciela, Łazarza.

Zatem Jezus modli się do Ojca, źródła życia i nakazuje Łazarzowi wyjść z grobu. I tak się dzieje. Nadzieja chrześcijańska czerpie z takiej postawy, jaką Jezus podejmuje wobec ludzkiej śmierci: jeśli jest ona obecna w stworzeniu, to jest ona szramą, która oszpeca Boży plan miłości, a Zbawiciel chce z niej nas wyleczyć.

W innym miejscu Ewangelie mówią o pewnym ojcu, który miał bardzo chorą córkę, i zwrócił się z wiarą do Jezusa, aby ją ocalił (por. Mk 5,21-24.35-43). Nie ma bardziej wzruszającej postaci, niż ojciec lub matka, których dziecko jest chore. I Jezus natychmiast poszedł razem z tym człowiekiem, który nazywał się Jair. W pewnym momencie przyszedł ktoś z domu Jaira, aby powiedzieć, że dziewczynka jest martwa i że nie trzeba już trudzić Nauczyciela. Ale Jezus mówi do Jaira: „Nie bój się, wierz tylko!” (Mk 5, 36). Jezus wie, że ten człowiek ma pokusę, by zareagować gniewem i rozpaczą, i zaleca jemu, by strzegł małego płomyka, zapalonego w jego sercu: wiary. „Nie bój się, utrzymuj tylko zapalony ten płomień!”. A potem, gdy dotarli do domu, obudzi dziewczynkę ze śmierci i zwróci ją żywą jej bliskim.

Jezus stawia nas na tej „grani” wiary. Marcie płaczącej z powodu śmierci brata Łazarza przeciwstawia światło dogmatu: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?”(J 17, 25-26). Te słowa Jezus powtarza każdemu z nas, za każdym razem, gdy śmierć rozrywa tkaninę życia i uczuć. W grę wchodzi tutaj cała nasza egzystencja, między stokiem wiary a urwiskiem lęku. „Nie jestem śmiercią, Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, czy wierzysz w to? Czy wierzysz w to?” – pyta Jezus. Czy my będący tu dziś na placu św. Piotra- czy wierzymy w to?

Wszyscy jesteśmy mali i bezradni w obliczu tajemnicy śmierci. Jednakże jak wielką łaską jest to, jeśli w owej chwili strzeżemy w sercu płomienia wiary! Jezus weźmie nas za rękę, tak jak wziął za rękę córkę Jaira i powtórzy znowu: „Talitha kum”, „Dziewczynko, mówię ci, wstań!” (Mk 5, 41). Powie to nam, każdemu z nas: „Wstań, powstań z martwych!”.

Zachęcam was teraz do przymknięcia może oczu i pomyśleli o tej chwili, kiedy przyjdzie na nas śmierć. Niech każdy z nas pomyśli o swojej śmierci. Niech sobie wyobrazi tę chwilę, która przyjdzie, kiedy Jezus weźmie nas za rękę i powie nam przyjdź, przyjdź do Mnie! Wstań! Wtedy skończy się nadzieja a nastanie rzeczywistość. Rzeczywistość życia. Dobrze się zastanówcie: sam Jezus przyjdzie do każdego z nas i weźmie nas za rękę ze swoją czułością łagodnością i miłością. I niech każdy powtórzy w swym sercu słowa Jezusa: „Wstań, przyjdź!”, „Wstań, powstań z martwych!”.

To jest nasza nadzieja w obliczu śmierci. Dla ludzi wierzących są to drzwi, które otwierają się całkowicie. Dla wątpiących jest to szczelina światła, które sączy się z otworu, który nie zamknął się całkowicie. Ale dla nas wszystkich będzie łaską, kiedy to światło nas oświeci. Dziękuję.

 


tłum. st (KAI) / Watykan

Katolicka Agencja Informacyjna

Papież zachęcił Polaków do modlitwy za służbę zdrowia

Nawiązując do przypadającego dziś święta patrona lekarzy – św. Łukasza Franciszek zachęcił pielgrzymów polskich do modlitwy za pracowników służby zdrowia.

Papież zachęcił Polaków do modlitwy za pracowników służby zdrowia
Nawiązując do przypadającego dziś święta patrona lekarzy – św. Łukasza Franciszek zachęcił pielgrzymów polskich do modlitwy za pracowników służby zdrowia.
Oto słowa Ojca Świętego skierowane do Polaków:

Pozdrawiam pielgrzymów polskich. Dzisiaj, wspominając świętego Łukasza Ewangelistę, obchodzicie w Polsce patronalne święto Służby Zdrowia. Pamiętajcie w modlitwie o wszystkich, którzy z oddaniem i poświęceniem służą chorym. Niech nigdy nie zabraknie im sił w pełnionej posłudze, sukcesów i radości. Niech Bóg ich wspiera i wynagrodzi wszelkie dobro oraz nadzieję wlewaną w serca chorych. Wam wszystkim tu obecnym i waszym bliskim z serca błogosławię.

Papieską audiencję streścił po polsku ks. prał. Sławomir Nasiorowski z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej:

 

Drodzy bracia i siostry, dzisiaj chciałbym powiedzieć o nadziei chrześcijańskiej w perspektywie śmierci, którą współczesna cywilizacja usiłuje wyeliminować ze świadomości człowieka. Przeżywając śmierć naszych bliskich, myśląc o naszej śmierci, czujemy się jakoś nieprzygotowani, pozbawieni jakby „alfabetu”, by ją określić, przyjąć, przeżyć. Ta nieuchronna rzeczywistość zmuszała jednak ludzi każdej epoki do refleksji, do życia dla czegoś absolutnego. Księga Psalmów podkreśli, że jesteśmy znikomymi stworzeniami (por. Ps 89, 48), nasze dni szybko mijają, kończymy lata jak westchnienie (por. Ps 90, 9-10). Tajemnicę śmierci w zupełnie nowym świetle ukazał nam swoim nauczaniem i życiem Pan Jezus. Na wiadomość o śmierci Łazarza, przy jego grobie, wzruszył się głęboko, zapłakał (J 11,35). W tej reakcji jest nam tak bardzo bliski, jest naszym Bratem. Przypomniane w Ewangeliach wskrzeszenie córki Jaira, Łazarza, rodzi w naszych sercach nadzieję. Pan Jezus zapewnia: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 17, 25-26). Umocnieni tymi słowami, znakami zmartwychwstania, wierzymy, że po naszym ziemskim życiu Syn Boży weźmie za rękę każdego z nas, tak jak wziął za rękę córkę Jaira, i powie: Mówię ci wstań, powstań z martwych! Tę nadzieję nośmy w sercach, ożywiajmy ją w sobie, każdego dnia żyjmy tajemnicą zmartwychwstania.

 

W dzisiejszej audiencji udział wzięli między innymi: pielgrzymi z parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Myczkowcach (archidiecezja przemyska); z parafii św. Urszuli Ledóchowskiej z Dąbrówki (arch. poznańska) oraz Grupa pielgrzymów z diecezji płockiej, kieleckiej i lubelskiej.

 


st (KAI) / Watykan

Katolicka Agencja Informacyjna

Dziś mija 16. rocznica tragicznej śmierci bp. Jana Chrapka

Kościół radomski wspomina dziś 16. rocznicę śmierci biskupa Jana Chrapka. Jako drugi biskup radomski dał się poznać jako doskonały duszpasterz, otwarty na nowe potrzeby społeczne i ludzi najbardziej potrzebujących. Za tragicznie zmarłego biskupa w katedrze Opieki Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 zostanie dziś odprawiona msza święta. Będzie jej przewodniczył bp Henryk Tomasik.

– Biskup Jan był mocno zaangażowany w sprawy społeczne. Wiele wysiłku poświęcał, by nasze środowiska dostrzegały osoby niepełnosprawne, w tym dzieci. To zaangażowanie w ludzi potrzebujących było powszechnie znane. W Episkopacie cenione były także słowa biskupa Chrapka na tematy społeczne. To takie szczególne znaki tej posługi biskupiej. Dlatego zapraszam wszystkich do udziału we Mszy świętej, podczas której będziemy modlili się za pracowników służby zdrowia i biskupa Jana Chrapka – zachęcał biskup Henryk Tomasik w audycji “Kwadrans dla Pasterza” na antenie Radia Plus Radom.

Bezpośrednio po liturgii nastąpi wręczenie nagrody Viventi Caritate – Żyjącemu Miłością za 2016 rok. Jest ona przyznawana w uznaniu zasług na polu działalności charytatywnej, społecznej i kulturalnej. W tym roku do nagrody nominowano Rycerzy Kolumba w Polsce i Tatianę Kaplińską, działaczkę społeczną zaangażowaną na rzecz dzieci niepełnosprawnych.

Viventi Caritate jest jedną z wielu nagród w Polsce, które upamiętniają zmarłego tragicznie w 2001 roku bp. Jana Chrapka. Nagrodę przyznaje Fundusz im. bp. Jana Chrapka, działający przy Caritas Diecezji Radomskiej.

Ofiary złożone podczas Mszy świętej zostaną przeznaczone na program stypendialny dla dzieci niepełnosprawnych, realizowany przez Fundusz Biskupa Jana Chrapka.

Biskup Jan Chrapek (1948-2001) był od 1975 r. kapłanem zgromadzenia św. Michała Archanioła (michalitów). Przez wiele lat pracował w środkach społecznego przekazu, m.in. był redaktorem naczelnym wydawanego przez jego zgromadzenie miesięcznika “Powściągliwość i Praca”.

25 marca 1992 r., po przeprowadzeniu reformy administracyjnej Kościoła w Polsce, Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym diecezji drohiczyńskiej, skąd w 1994 przeniósł go na podobne stanowisko w diecezji toruńskiej, a 28 czerwca 1999 mianował go biskupem radomskim. Stanowisko to pełnił tylko dwa lata – do tragicznej śmierci w wypadku samochodowym 18 października 2001 r.

Bp Chrapek kontynuował i rozwijał dzieła charytatywne w diecezji radomskiej. Szczególny też akcent kładł na duszpasterstwo młodzieży – w pamięci wielu pozostały Apele Młodych gromadzące kilkutysięczne rzesze młodzieży. Odbywają się do dzisiaj.

 


rm / Radom

Katolicka Agencja Informacyjna

KS. JERZY POPIEŁUSZKO

Porwanie, które wymknęło się spod kontroli?

Jeszcze przez wiele lat nie poznamy wszystkich okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Jeżeli w ogóle kiedyś to nastąpi. Upływający czas, kolejny prokurator i pojawiające się nowe, coraz bardziej szokujące hipotezy nie ułatwiają śledztwa. Na razie nie do przyjęcia dla wielu środowisk mogą być ustalenia, że tego zabójstwa po prostu … nikt nie planował. Księdza zamordowali, choć chcieli tylko postraszyć.

Marek Balawajder
Marek
Balawajder
zobacz artykuly tego autora >

„SB-ecy chcieli dokuczyć kapłanowi, ale w pewnym momencie stracili kontrolę nad sobą i nad sytuacją. W efekcie zabili księdza – mówią nieoficjalnie osoby znające akta sprawy. Plan Służby Bezpieczeństwa, jeżeli jakiś w ogóle był, nie zakładał morderstwa. Niestety taka teza nie znajdzie akceptacji w wielu środowiskach, a kolejne, nowe teorie przypominają hipotezy jakie do dzisiaj powstają po zabójstwie prezydenta J.Kennedy’ego.

 

FAKTY

Księdza Jerzego Popiełuszkę – duszpasterza ludzi pracy, kapelana Solidarności – zamordowali funkcjonariusze SB w nocy z 19 na 20 października 1984 roku. Kapłana porwano, kiedy wracał po odprawieniu mszy w Bydgoszczy. Ale szeroki atak na księdza – jeszcze nie fizyczny – trwał od wielu miesięcy. W teczce ewidencyjnej Popiełuszki takie zachowania jak rewizje, wezwania na komendę MO, podrzucanie kompromitujących materiałów, areszt, groźby, rozpowszechnianie plotek stały się codziennością. Działania komunistów wobec kościoła, a co za tym idzie księdza Popiełuszki, spotęgowane zostały już po zniesieniu stanu wojennego. Do tego czasu władza wyraźnie uspokajała nastroje. Potem jednak konfrontacja, także ta fizyczna, stała się nieuchronna.

 

Wszystko to dostrzegali hierarchowie Kościoła. We fragmencie dokumentu Sekretariatu Episkopatu Polski z grudnia 1983 r piszą;

„Opinia społeczna uważa, że kampania przeciwko Kościołowi w Polsce zaczęła się po wystąpieniu w Telewizji Radzieckiej kierownika Wydziału Informacji Międzynarodowej KC KPZR – Zamiatina, który w ostrej formie zaatakował Kościół i Ojca Świętego w krótkim okresie po II pielgrzymce Papieża do Polski. […] To sprawia, że upowszechnia się przekonanie, iż Rząd PRL po rozwiązaniu problemu »Solidarności« przystępuje obecnie do rozprawy z Kościołem. Zaprzeczenia rzecznika prasowego Rządu [Jerzego Urbana] w tej sprawie nie przekonały nikogo […]”.

 

Zdjęcie wykonane podczas ostatnich imienin ks. Jerzego Popiełuszki | Autor zdjęcia: Tomasz Wesołowski / Zdjęcie dzięki uprzejmości Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie

 

Potwierdzeniem tezy o szukaniu przez komunistów starcia z Kościołem katolickim jest notatka grupy analityków ze Stasi z końca września 1983 r., oparta na sygnałach nadsyłanych przez członków kierownictwa PZPR i rządu PRL: „Według wewnętrznej oceny odpowiedzialnych za politykę kościelną kręgów rządowych [PRL], siły prawicowe w kierownictwie Kościoła, część solidarnościowego podziemia i inne siły ekstremalne zbliżone do kleru są obecnie nadzwyczaj zainteresowane wybuchem otwartego konfliktu pomiędzy państwem a Kościołem”.

Kościół jak widać zauważył problem, nie wiedział jednak, że to dopiero początek ofensywy przeciwko niemu. Działania komunistów nie pozostawiały złudzeń. Zaprzestano prac nad projektem ustaw regulujących status prawny Kościoła, ataki w prasie stały się codziennością, zastraszanie, a nawet pobicia księży wpisały się w krajobraz walki z kościołem.

 

Księża: Stanisław Małkowski, Kazimierz Jancarz, Adolf Chojnacki czy Tadeusz Isakowicz- Zalewski to ofiary zmiany podejścia władz do kościoła katolickiego.

W ogniu tej propagandowej walki, kluczową postacią stał się ksiądz Jerzy Popiełuszko. Jego kazania, spotkania z wiernymi, które zamieniały się w patriotyczne demonstracje, powodowały frustrację władzy. Władzy, która nie potrafiła poradzić sobie słowem, argumentami, użyła siły. Co ważne, Popiełuszko choć był jednym z wielu „niepokornych księży”, jednocześnie stał się symbolem oporu. I to na jego osobie zaczęły koncentrować się przekazy komunistycznej propagandy, to on stawał się „bohaterem” reżimowych mediów. To w końcu o nim zaczęto głośno mówić nie tylko na naradach SB Departamentu IV w Warszawie, ale też w MSW w czasie narad u generała Kiszczaka. W pewnym momencie nazwisko „Popiełuszko” zawierało w sobie wszystko czego z jednej strony bała się, a z drugiej nienawidziła komunistyczna dyktatura.

Kiedy w 1984 roku na kolejnej odprawie ktoś rzucił hasło…. “trzeba go uspokoić” trafiło to na podatny gruntu. Ale czy słowo „uspokójcie”, „załatwcie tą sprawę” oznacza zabójstwo?

Analizujący materiały, tomy akt, prokuratorzy są podzieleni. Dla jednych był to czytelny sygnał, popchnięcie do morderstwa. Wręcz rozkaz. Inni jednak patrzą zupełnie inaczej.

Owszem mógł znaleźć się ktoś radykalny, ktoś, kto chciał się maksymalnie wykazać i tutaj nawet morderstwo mogło być rozważane – mówi osoba znająca akta sprawy – ale rozważano też takie metody jak: straszenie, donosy, oczernianie, czy nawet pobicie. Chodziło o różne środki – ważne by efekt był osiągnięty czyli by ksiądz się uspokoił. Niestety, tragiczny finał był taki, że próba uspokojenia zakończyła się śmiercią kapłana. Do dzisiaj nie ma żadnych nowych dowodów by było inaczej.

 

Pogrzeb ks. Jerzego Popiełuszki na terenie kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie. Kierowca księdza, Waldemar Chrostowski, (w jasnej kurtce) niesie trumnę | fot. Andrzej Iwański / WikimediaCommons / CC BY-SA 3.0

 

OSACZENIE I ŚMIERĆ

Pajęczynę prowokacji rozciągnięto bardzo misternie. Sieć tajnych donosicieli pracowała pełną parą, a kontrowersje z księdzem w roli głównej były codziennością. Popiełuszce zakazano na dwa lata wyjeżdżać z kraju, podwojono lub nawet potrojono liczbę agentów, zaczęto inwigilować bliskich i współpracowników. Podrzucono mu kompromitujące materiały. W grudniu 1983 r. wezwano go na przesłuchanie i zatrzymano na 48 godzin. W ramach zbierania dowodów rzeczowych przez prokuraturę SB skonfiskowała materiał filmowy nagrywany przez zachodnią telewizję na terenie świątyni. Nagonka miała doprowadzić do jednego – zmusić księdza do wyjazdu do Rzymu. Nie udało się. Ksiądz Jerzy Popiełuszko chciał zostać i został w Polsce. Dla władzy stał się ikoną protestu. Ale też dla ludzi z reżimowego aparatu uosobieniem solidarnościowego oporu w Kościele.

 

19 października 1984 r. ks. Popiełuszko został zaproszony do parafii p.w. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy. Spotkanie kończy wymownymi słowami: “Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy“. Wieczorem wraca do Warszawy, na drodze do Torunia niedaleko miejscowości Górsk, Jerzy Popiełuszko wraz ze swoim kierowcą Waldemarem Chrostowskim zostają uprowadzeni przez funkcjonariuszy MSW. Jeden z porywaczy przebrany w mundur milicji, dwóch pozostałych w cywilnych ubraniach w czasie pozorowanej kontroli drogowej zabierają księdza. W zamieszaniu kierowcy Chrostowskiemu udało się wyskoczyć z kabiny samochodu i uciec z rąk oprawców. Popiełuszkę skrępowano i włożono do bagażnika. Co działo się dalej, wiemy tylko z relacji z procesu toruńskiego, kiedy szczegółowe wyjaśnienia składali mordercy. Księdza bito, a później zaczęto katować. Robiąc przerwy co najmniej pięć razy masakrowano ciało, a obrażenia były potworne. Nie ma wątpliwości, że ksiądz Jerzy był torturowany. Bestialstwo sprawców nie znajduje wytłumaczenia.

Moim zdaniem SB-ecy spanikowali, początkowa próba „uspokojenia” księdza wymknęła się im spod kontroli, również bicie stało się sposobem na odreagowanie. Ks. Jerzy wyrywał się, uciekał a oni go gonili, później związali i dalej bili – opowiada osoba znająca akta sprawy – to nie miało sensu, to nie było zaplanowane zabójstwo. A cała trójka morderców to dyletanci, w czasie porwania w pewnym momencie emocje wzięły górę nad racjonalnym myśleniem. Ksiądz już nie żył a zwłoki wrzucono do zalewu. / sekcja zwłok nie wykazała, że przyczyną było utonięcie /.

 

Ciało księdza Jerzego wyłowiono 30 października z zalewu na Wiśle koło Włocławka. Zbadano w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku pod kierunkiem prof. Marii Byrdy. W czasie sekcji wykazano ślady torturowania. W tzw. “procesie toruńskim”, który trwał od 27 grudnia 1984 r. do 7 lutego 1985 r. przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu, trzej oficerowie MSW – kpt. Grzegorz Piotrowski – naczelnik wydziału I Departamentu IV, por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski – zostali oskarżeni i skazani za uprowadzenie, torturowanie i zabójstwo, zaś ich przełożony – płk Adam Pietruszka, zastępca dyrektora Departamentu IV MSW – za sprawstwo kierownicze zbrodni. Prokuratura zażądała kary śmierci dla Piotrowskiego oraz kar więzienia dla pozostałych oskarżonych. Sąd nie orzekł kary śmierci, wymierzył funkcjonariuszom SB kary więzienia od 14 do 25 lat. Proces ten, podobnie jak następny dotyczący tej sprawy, a obejmujący jako oskarżonych gen. Władysław Ciastonia i gen. Zenona Płatka (pierwszy został uniewinniony a drugi zmarł w trakcie procesu), nie ujawnił okoliczności i inspiratorów zbrodni, co budzi do dziś liczne dyskusje.

 

Pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki na terenie kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie | fot. Andrzej Iwański / WikimediaCommons / CC BY-SA 3.0

 

HIPOTEZY BEZ DOWODÓW

Setki tomów akt zgromadzono w sprawie śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Kilku prokuratorów od ponad 30 lat próbuje ustalić, czy skazani w procesie toruńskim to wszyscy odpowiedzialni za śmierć kapłana Solidarności. Wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie: czy była to zbrodnia z przypadku, czy zaplanowany od początku do końca, jeden z najbardziej tragicznych mordów czasów komunistycznych.

Emocje i spiskowe teorie nie służą wyjaśnieniu sprawy. Od 1984 co roku pojawiają się wciąż nowe informacje, nowe materiały. Ale te przeanalizowane są cały czas skrupulatnie weryfikowane. Na przykład teoria o tym, że ciało znaleziono wcześniej.

Nieprawda – mówi osoba znająca materiał – a jak ktoś dokładnie słuchał relacji z procesu toruńskiego to wie, że Piotrowski sam puścił taki wątek, ale potem sam się z tego wycofał. To gdybanie bez materiału dowodowego. Podobnie ciężko potwierdzić informację o tym, że księdza więziono w tajnej bazie. Tego też nie ma w aktach. Co więcej, dzisiaj niektóre pojawiające się w przestrzeni medialnej hipotezy to te, które tuż po porwaniu i zamordowaniu księdza rozpuszczał pułkownik Piotrowski. Matactwo SB sprzed ponad 30 lat trafia dzisiaj na podatny grunt. Niektóre narracje, jak wersja o porwaniu, ucieczce, przetrzymywaniu w jednostce radzieckiej w Toruniu, czy uprowadzeniu przez KGB to owoce działań SB, a dokładnie zespołu Piotrowskiego. Dzisiaj, pomimo wcześniejszej weryfikacji i braku dowodów są dalej rozpuszczane. Po co?

 

Ks. Jerzy Popiełuszko podczas spotkania z robotnikami Stoczni Gdańskiej | fot. Andrzej Iwański / CC BY-SA 3.0

 

Anonimowy prokurator, który zna akta śledztwa nie kryje irytacji pytany o pojawiające się co rusz nowe hipotezy. W rozmowie przyznaje, że do dzisiaj trudno ustalić wszystkie okoliczności, a część jest w ogóle nie do potwierdzenia.

 

– Panie prokuratorze czy nie zlekceważono wątku związanego z kierowcą, czy nie powinno się go dogłębnie wyjaśnić. Bardzo wiele osób twierdzi, że Waldemar Chrostowski był agentem?

– Wątek kierowcy jest czysty i jasny. Wyjaśniony dogłębnie. Po pierwsze nie ma żadnych dowodów świadczących, że auto jechało z prędkością ponad 100 km/h, kiedy kierowca księdza wyskoczył z samochodu. Nie ma takich informacji!!! Może auto jechało z prędkością maksymalnie 60-70 km, ale kto to mówi? Ludzie SB! Podobnie zweryfikowana została informacja, że Chrostowski był zwerbowany. Nie ma tego. Nie ma dowodów. Sprawa na księdza Jerzego była prowadzona pod kryptonimem „Popiel”. Prowadzono rozpracowanie i wtedy pojawił się w kręgu znajomych Chrostowski i jemu dano kryptonim „Desperat”. Ale przypomnę, to normalna rzecz jak w każdej innej sprawie. Nadanie mu kryptonimu nie oznaczało, że był on Tajnym Współpracownikiem.

 

Są też informacje, że przeprowadzono dwie sekcje księdza?

Bzdura, gdyby tak było, że była sekcje we Włocławku, to dlaczego w Białymstoku nie stwierdzono że ta sekcja była wcześniej. Był przecież niezależny medyk, był też adwokat Olszewski. I nikt tego nie potwierdza.

 

Niektórzy twierdzą, że ciało znaleziono wcześniej…

– Też nieprawda, w aktach sami prokuratorzy sobie zaprzeczają. Podają różne konfiguracje osobowe, ale nikt tego nie potwierdza. W końcu sami mówią, że nic takiego nie miało miejsca.

 

A informacja, że księdza 5 dni więziono i torturowano?

– To że torturowano nie ma wątpliwości, ale bzdurą jest powielanie informacji o więzieniu przez 5 dni. Nie ma takich śladów i dowodów. Są natomiast niewiarygodne zeznania na przykład, że ktoś widział jak ciało księdza wrzucano do zalewu. Tylko, że świadek widział to w nocy, z odległości UWAGA 300 metrów. To przecież niemożliwe. Ktoś inny słyszał plusk i twierdzi że to dowód na wrzucanie ciała księdza do wody.

 

Dlaczego wciąż pojawiają się nowe teorie, hipotezy? Czy są nowe materiały???

Nie, materiały są cały czas takie same, a interpretacje prowadzą do zamieszania, podniecenia, zasiania wątpliwości.

 

A czy SB-ecy mieli plan zabójstwa ?

– Moim zdaniem nie, nigdzie nie ma tego w aktach. Zamiar zabójstwa zatrzymuje się na Piotrowskim, a w przypadku Pietruszki to jest tylko pomówienie Piotrowskiego. Takie są twarde dowody. Nie ma żadnych materiałów świadczących o tym, że Pietruszka im kazał. Wyżej po prostu nie ma nikogo.

 

Włocławek, miejsce, w którym wyciągnięto z wody ciało ks. Jerzego Popiełuszki | fot. Sebastian Maćkiewicz / WikimediaCommons / CC BY-SA 2.5

 

A międzynarodowy spisek?

– Bzdura. Nie ma żadnych dowodów – to głupota. To legenda kiedyś puszczona i teraz gdzieś krąży.

 

A czy ksiądz Jerzy miał wyjechać do Rzymu.

Nie, też nieprawda, bo jeżeli profesor Łopatka jest przesłuchany i mówi, że nigdy w rozmowach z Kościołem nie było informacji, że Popiełuszko miał jechać do Rzymu? Nigdy.

 

Ale Popiełuszko był wyjątkową postacią…

– Bez wątpienia. Ale pamiętajmy, że byli też inni, równie radykalni księża. Przypominam jaka była sytuacja wtedy. Wszyscy w MSW mówili jaki to Popiełuszko jest zły, niedobry. Jeżeli ktoś cały czas o kimś źle mówi, to inni może pomyśleli, że trzeba się było czymś wykazać. Na pewno pojawiały się sugestie; weźcie uspokójcie go, załatwcie tą sprawę. Załatwili, jak wiemy z akt.

 

Czy szukamy nowych mocodawców?

– To nie jest proste. Nie ma dowodów i raczej nie będzie.

 

Kiszczak, pana zdaniem, wcześniej dowiedział się, że ksiądz nie żyje?

– Wiedział szybciej i już grał całą sprawą. Wręcz planował. To może i dywagacje. Można było postawić zarzut za porwanie i nic więcej. Ale poszedł szerzej. Pamiętajmy , że przecież ciało mogło się nie znaleźć. Jak się patrzy na to w jakich okolicznościach ci trzej oficerowie MSW – Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski zamordowali Księdza to z punktu widzenia zabójcy to jakaś dziecinada, swoisty brak profesjonalizmu. To pokazuje, że więcej było przypadku niż planu.

 

A sam proces w Toruniu?

– Cały proces i postępowanie było w gestii MSW – to tam napisano scenariusz. Jeżeli ktoś myślał, że tam na Sali sądowej wszystko toczyło się naturalnie to jest w błędzie. To była misterna układanka. Punkt po punkcie. Sam sprawca – czyli MSW – rozwikłało swoją sprawę. Bo sprawcą było przecież MSW.

 

Dzisiaj w 2017 roku może trzeba już definitywnie zamknąć śledztwo i powiedzieć jasno; dysponując materiałem, który mamy, nie odpowiemy uczciwie na podstawowe pytania związane ze śmiercią księdza Jerzego. Wypadek SB, czy może prowokacja, a może działanie obcych służb. Kto tak naprawdę stał za śmiercią księdza, kto oprócz czterech SB-ków powinien stanąć przed sądem.

Przypomnę, że dzisiaj tylko Grzegorz Piotrowski i Adam Pietruszka składając nowe zeznania mogą wpłynąć na śledztwo. Bo tylko ci dwaj oficerowie komunistycznej bezpieki wiedzą kto decydował. Dokumenty i akta sprawy są bezlitosne dla wierzących w spiskowe teorie. Nie ma tam nic przełomowego. Tylko Piotrowski lub Pietruszka mogą powiedzieć: TAK był ktoś jeszcze, było zlecenie, był rozkaz, był spisek. Ale oni nie mówią nic. Obaj byli przesłuchani 40, 50, 60 razy. Z każdego posiedzenia powstawał kilkudziesięciostronnicowy protokół. I co? I nic. Nie ma nic nowego, przełomowego. To jest kluczenie, a trzeba opierać się na faktach. Śledczy często zapominali że obaj SB-ecy to ludzie, których uczono legendować, zwodzić, grać niedopowiedzeniami. Trzeba się opierać na faktach, a tutaj nowych faktów nie ma. Poszukiwanie osób, którym można postawić zarzuty zamiaru zabójstwa zatrzymuje się wciąż na kapitanie Grzegorzu Piotrowskim. On i Pietruszka mogą wydać mocodawców. A jeżeli by tak było, to obaj bezpośredni zabójcy drżeli by o własne życie. Bo przecież najlepszą metodą zatarcia śladów jest eliminacja świadków. Podobnie było już w czasie samego porwania; jeżeli księdza od początku planowano zgładzić to żaden świadek tego morderstwa „nie miał prawa”przeżyć. SB po prostu nigdy by to tego nie dopuściła. A kierowca Chrostowski uciekł. Porywacze nie zamierzali zamordować ks. Popiełuszki, lecz jedynie bardzo poważnie go zastraszyć.

 

Grób ks. Jerzego Popiełuszki po zakończeniu uroczystości pogrzebowych | fot. Andrzej Iwański / WikimediaCommons / CC BY-SA 3.0

 

O ile pewne jest, że więcej osób wiedziało, że ksiądz Jerzy miał być porwany, albo w inny sposób „miano mu dokuczyć”, to nie można z taką pewnością wykazać, że od początku ktoś planował zabójstwo. To „dokuczenie” wymknęło się po prostu służbie bezpieczeństwa spod kontroli. Może trzeba zmierzyć się z prawdę i powiedzieć jasno: ksiądz Jerzy Popiełuszko zginął śmiercią męczeńska, ale nikt wcześniej tej śmierci nie planował. Przypadek.

Przypomnę, że w tej sprawie przed sądami stawali wiceszef MSW Władysław Ciastoń i dyrektor Departamentu IV MSW Zenon Płatek, jednak zostali uniewinnieni z braku dowodów winy. Prokuratura IPN podkreśla, że w śledztwie dotyczącym związku zbrojnego w MSW w Warszawie, w tym okoliczności zabójstwa ks. Popiełuszki, rozpatrywanych jest aż kilkadziesiąt różnych wątków o różnym ciężarze – od pospolitych przestępstw do zabójstw. Akta dotyczące samego wątku ks. Jerzego Popiełuszki w tej sprawie liczą 127 tomów, dodatkowo prokuratorzy dysponują 82 tomami załączników oraz 104 tomami akt policji, prokuratury powszechnej i sądów.

 

Dzisiaj sprawą śmierci księdza Jerzego Popiełuszki zajmuje się jeden prokurator Mieczysław Góra z Bydgoszczy. Dokładnie okoliczności pod kątem zbrodni komunistycznej bada oddziałowa komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku, Referat Śledczy w Bydgoszczy.

 


Wydanie o ks. Jerzym Popiełuszce tworzymy dzięki współpracy z Jego muzeum w Warszawie


Marek Balawajder

Marek Balawajder

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marek Balawajder
Marek
Balawajder
zobacz artykuly tego autora >