Wybory. Bardzo trudne zwycięstwo

Polska odpływa, wraz z młodym pokoleniem, w stronę „nowego świata”.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Andrzej Duda został ponownie wybrany prezydentem Najjaśniejszej. Podzieleni niemal na pół wyborcy – gdyż przewaga zwolenników dotychczasowej głowy państwa to ok. 400 tys. osób – ucieszyli się, odetchnęli z ulgą lub są rozczarowani i rozgoryczeni.

A ja, laik i nie-specjalista, jedynie zwykły obserwator życia politycznego, wyborca urzędującego Prezydenta, słów kilka chcę skierować do tych, którzy się cieszą i przestrzec: zanim zaczniemy się cieszyć, musimy zdać sobie sprawę, że to bardzo trudne zwycięstwo. Gdyż jeśli nie nastąpi po nim mobilizacja i zmiana myślenia o wielu sprawach, szybko może okazać się, że nie uchroni nas przed klęską, nie tylko polityczną.

Z czego należy się cieszyć i za co Bogu dziękować? – Za to, że mimo wszystko większość wyborców opowiedziało się za utrzymaniem stabilnego układu politycznego w trudnych czasach, w dobie pandemii i nadciągającego kryzysu gospodarczego, bardzo trudnej i groźnej sytuacji międzynarodowej, o czym pisał prof. Zbigniew Stawrowski na portalu „Wszystko, co najważniejsze”.

Zanim zaczniemy się cieszyć, musimy zdać sobie sprawę, że to bardzo trudne zwycięstwo. Gdyż jeśli nie nastąpi po nim mobilizacja i zmiana myślenia o wielu sprawach, szybko może okazać się, że nie uchroni nas przed klęską, nie tylko polityczną.

Opowiedziała się także ta krucha większość za pozostaniem w mateczniku naszej europejskiej cywilizacji, zbudowanej na fundamencie chrześcijaństwa, sprzeciwiając się ideologicznym pomysłom przebudowy świata przez nowe ideologie i rewolty, o czym mówił w kazaniu na Jasnej Górze abp Marek Jędraszewski 11 lipca, w czasie pielgrzymki Rodziny Radia Maryja.

Wynik tych wyborów to także szansa na zachowanie dotychczasowych programów socjalnych, na dostrzeganie i solidarność ze słabymi, mieszkańcami wsi i miasteczek, dowartościowanie ich, danie szansy na lepsze życie. A także zrealizowanie ważnych inwestycji, takich jak przekop Mierzei Wiślanej, budowy Via Carpatia, Centralnego Portu Lotniczego.

To także prowadzenie takiej polityki historycznej, która pragnie wskazać należne Polsce miejsce w dziejach – bez uczenia rodaków pogardy dla siebie i bez lęku mówienia o kartach pięknych i godnych naśladowania.

To bardzo pobieżny katalog, ale możemy powiedzieć, że mamy się z czego cieszyć, gdyż prezydent Duda, w miarę swoich uprawnień, gwarantuje realizację tych projektów lub ich utrzymanie.

Ale nie cieszmy się za szybko. Owa ponad połowa wyborców, dzięki której dotychczasowy prezydent ma zagwarantowaną drugą kadencję, to osoby ponad pięćdziesięcioletnie i starsze i nawet nie ma szczególnego znaczenia, że mieszkają w przysłowiowych „małych ośrodkach”, ale istotne jest to, że są to przedstawiciele pokoleń, które odchodzą. A następcy, którzy mają osiemnaście lat i więcej, trzydzieści plus, wybierają konkurenta, człowieka o lewicowych poglądach, popierającego ruch LGBT, wypowiadającego gładkie komunały o „uśmiechniętej Polsce”, bez programu i wizji.

 

 

Znamienne były wiece w wieczór po wyborach – w Pułtusku prezydenta Andrzeja Dudy i warszawski – Rafała Trzaskowskiego i zderzenie dwóch obrazów – gorącej atmosfery i morza biało-czerwonych flag i chłodu, pozbawionego jakichkolwiek symboli wspólnoty w spotkaniu kandydata opozycji. Nie chcę nikogo martwić, ale ta Polska z narodowymi flagami odchodzi, a pozostaną ci młodzi, którzy odpływają coraz bardziej od fundamentu, od tego, co było kotwicą i opoką. I to jest ta najgroźniejsza prawda, którą ujawniają ostatnie wybory – młodzi Polacy dryfują ku lądom, pozbawionym identyfikacji i symboli, nie przeszkadza im knajackie hasło, wysuwane przez uważających się za elitę celebrytów, hasło bez jakiejkolwiek pozytywnej treści, nasączone wyłącznie pogardą.

Nie chcę nikogo martwić, ale ta Polska z narodowymi flagami odchodzi, a pozostaną ci młodzi, którzy odpływają coraz bardziej od fundamentu, od tego, co było kotwicą i opoką.

Dlaczego to robią? – To z pewnością temat do poważnych analiz socjologicznych, nie felieton laika, ale przecież łatwo zauważyć, że Polska także odpływa, wraz z młodym pokoleniem w stronę „nowego świata”, uosabianego przez kandydata opozycji. Czemu tak się dzieje? – Bez badań można wskazać, że to efekt słabości rodzin, edukacji, w dużym stopniu zdominowanej przez edukatorów o lewicowych poglądach, mediów, kultury masowej, a także… słabości i kryzysu Kościoła, który w zbyt wielu wypadkach zamienia się w klub towarzyski, bo traci gorliwość i pasję ewangelizacji, bo ucieka od krzyża.

Smutny to obraz, nie napawa nadzieją, bo instytucje, choćby i realizowały najlepsze programy, przegrają z umysłami obywateli. A to one, te umysły, są najważniejsze, gdyż wbrew temu, co twierdził klasyk marksizmu, to nie materialna baza jest najważniejsza, a serce i umysł człowieka oraz jego wybory i czyny. Zrozumieli to następcy Karola Marksa, dlatego dali sobie spokój z „bazą” i zajęli się, i robią to konsekwentnie od dziesięcioleci, umysłami mas. Niszcząc autorytet rodziny, nasączając edukację swoimi treściami, kulturę masową swoimi wizjami i przesłaniami. I te wybory powinny nam uzmysłowić, jak zaawansowane jest ich zwycięstwo, jak bardzo posunął się proces kulturowej podmiany, także w wychwalanej przez zachodnich konserwatystów Polsce. I powinny być dzwonkiem alarmowym dla wszystkich, przywiązanych do normalnego świata i być przestrogą, że kolejne wybory dostarczą władzę twórcom nowego świata, a będzie to świat chłodny i pozbawiony symboli, jakichkolwiek oznak wspólnoty. A to oznacza, że grozi nam utrata dotychczasowego domu, bezdomność duchowa i kulturowa. Ale największą katastrofą będzie zniszczenie rozumu, zerwanie z racjonalizmem, który stworzył naszą cywilizację, zaś jego efekty widzimy obserwując obalanie pomników, rewizję historii i dzieł sztuki, negowanie faktu bycia kobietą lub mężczyzną.

 

 

Największą katastrofą będzie zniszczenie rozumu, zerwanie z racjonalizmem, który stworzył naszą cywilizację, zaś jego efekty widzimy obserwując obalanie pomników, rewizję historii i dzieł sztuki, negowanie faktu bycia kobietą lub mężczyzną.

Tak więc można dziękować Bogu, a także cieszyć się ze zwycięstwa, ale bardzo umiarkowanie. Ale nie wolno też popadać w czarnowidztwo, bo nic nie jest zdeterminowane i wszystkie, nawet najpotężniejsze siły tego świata, mogą zostać odwrócone. Jak? – Odpowiadam jako laik i nie-specjalista. Sięgam pamięcią w przeszłość i przypominam sobie o bitwach, wygrywanych przez garstkę ludzi. Trzeba ich mieć, trzeba ich przygotować, to bardzo trudne ćwiczenie, przeznaczone dla osób, przekonanych, że normalny świat potrzebuje obrony, dobrego PR-u i opowieści, a także gotowości poświęcenia, wystawienie się na szyderę i zgody na krzyż.

Dlatego przestrzegam – nie ma się z czego za bardzo cieszyć, bo te wyniki to dzwonek alarmowy, który mówi nam, że to koniec żartów, jak powiedział klasyk. Wynik tych wygranych wyborów jest hasłem do mobilizacji i boju. A czasu jest bardzo niewiele. 

 

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Posklejać kraj pęknięty na pół

Stało się. W poniedziałek 13 lipca obudziliśmy się w Polsce, w której około 10 milionów obywateli wolało innego prezydenta i inną wizję państwa - również pod względem światopoglądowym.

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Uwzględniając sumę oddanych głosów, to niemal symboliczne pęknięcie pół na pół. Mylą się jednak ci, którzy aby je zwizualizować, wklejają w media społecznościowe mapy z poparciem poszczególnych województw, gdzie Andrzej Duda bierze wschód, a Rafał Trzaskowski zachód kraju. W rzeczywistości ten podział zakorzenił się w nas znacznie głębiej i ponadregionalnie – sięga rodzin, znajomych, oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów miasteczek. Zarysowuje się w pracy, słyszymy o nim mimochodem, łapiąc jednym uchem kawiarniane dyskusje w weekendowy wieczór.

To mur postawiony między młodym, a starszym pokoleniem. Elektoratem kobiecym i męskim. Mniej i bardziej wykształconymi. Żyjącymi w wielkich ośrodkach i na tak zwanej prowincji. To również podział na płaszczyźnie stereotypów, wedle których głosy Polaków można dzielić na te lepsze i gorsze. Bardziej światłe i tolerancyjne, oraz motywowane socjalnym “rozdawnictwem”. Europejskie i ksenofobiczne.

W takich chwilach wydaje się, że jako naród więcej rzeczy nas różni, niż jest jeszcze w stanie zespolić. Podczas minionej kampanii prezydenckiej widzieliśmy w końcu rzeczy, które nigdy nie powinny się wydarzyć – dwie równolegle debaty, na których kandydaci wzajemnie zarzucali sobie tchórzostwo. Media rozpolitykowane do poziomu partii politycznych. Gry sztabów na najniższych instynktach i lękach przed innymi – bez względu, czy byłyby to mniejszości seksualne, czy wspomniani “niewykształceni, z małych ośrodków”. 

Potrzeba czasu, aby się wyciszyć, skupić na czymś konstruktywnym, zabrać za odbudowywanie poczucia jedności.

To oczywiste, że po tak wyczerpującym maratonie wyborczym, trwającym niemal nieprzerwanie od 2015 roku, potrzeba czasu, aby się wyciszyć, skupić na czymś konstruktywnym, zabrać za odbudowywanie poczucia jedności. Naiwnością byłoby sądzić, że dzisiaj wszyscy powinni rzucić się sobie na szyje, “przebaczyć i prosić o przebaczenie”. Od czegoś trzeba jednak zacząć. – Niezależnie od tego, w co wierzymy, jaki mamy kolor skóry, poglądy, jakiego kandydata popieramy i kogo kochamy, wszyscy jesteśmy równi i wszyscy zasługujemy na szacunek – powiedziała na niedzielnym wieczorze wyborczym córka prezydenta, Kinga Duda. Choć jej słowa spotkały się z ironicznymi komentarzami części opozycji i celebrytów, zarzucających hipokryzję, znacznie większą i wręcz instynktowną reakcją było przetaczające się przez rozpolitykowanego Twittera westchnienie: “nareszcie”.

 

 

Zbyt rozhuśtaną łodzią nie da się sterować.

Nareszcie ktoś powiedział rzecz oczywistą, w momencie, w którym powinna być powiedziana. Sam Andrzej Duda przeprosił również wszystkich, którzy mogli się poczuć urażeni jego słowami podczas 5 lat sprawowania urzędu, zaprosił także Rafała Trzaskowskiego do Pałacu Prezydenckiego na uściśnięcie dłoni po zakończonej, brutalnej kampanii. Nie wiem, na ile podobne gesty podyktowane są atmosferą chwili. W dużej mierze mogą być one wypadkową banalnej konstatacji, że zbyt rozhuśtaną łodzią nie da się sterować. Nawet jeśli, to każdy taki gest należy wychwytywać i nieustannie politykom o nim przypominać oraz rozliczać.

Dzisiaj zakopywanie podziałów nie jest bowiem zajęciem dla pięknoduchów, ale elementem racji stanu. Aktem ponadpolitycznym. W rzeczywistości walki z ekonomicznymi oraz zdrowotnymi skutkami globalnej pandemii, odbywającymi się na naszych oczach geopolitycznymi przetasowaniami oraz rozruchami społecznymi – przelewającymi się przez USA i Europę Zachodnią – Polska jest nadal zbyt słaba, aby dodatkowo walczyć sama ze sobą.

 

Społeczeństwa słabe i podzielone nie są w stanie sprostać stojącym przed nimi wyzwaniom.

Co możemy zrobić w takiej sytuacji jako katolicy i obywatele?

To, co musieliśmy robić w podzielonym świecie od zawsze. Szukać uniwersalnych płaszczyzn, na których da się pracować razem. Dawać przykład otwartości codziennym życiem. Starać się zrozumieć inaczej myślących. Nie traktować polityki w kategorii manichejskiego podziału na dobro i zło, który wyłącza krytyczne myślenie względem własnego “obozu”. 

Tego wymaga od nas współczesny świat, pokazujący, że społeczeństwa słabe i podzielone nie są w stanie sprostać stojącym przed nimi wyzwaniom. Mam nadzieję, że zarówno rządzący jak i opozycja uświadomią sobie tę prostą prawdę. Nie pogrążą się ani w defetyzmie, ani w tryumfalizmie. Zbyt wiele razy w historii Polski upadaliśmy właśnie przez te same błędy – kolejny raz możemy się już nie podnieść.

 

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika “Do Rzeczy”, publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik “Dziennika Gazety Prawnej” – wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, “Rzeczpospolitej”, “Tygodnika Powszechnego” i Stacji7. Prowadzi program “Nocna Zmiana” w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap