FELIETONY

“Nieplanowane”. Demaskuje kłamstwo o “trosce o kobiety”

Najbardziej nieplanowaną sprawą dla kobiet decydujących się na aborcję są jej straszne, nieodwracalne skutki.

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

"Nieplanowane". Demaskuje kłamstwo o "trosce o kobiety"
Najbardziej nieplanowaną sprawą dla kobiet decydujących się na aborcję są jej straszne, nieodwracalne skutki.

Gdyby człowiek chciał sobie wyobrazić najsmutniejszy dzień w życiu, to dokładnie taki jest dzień kobiety po dokonaniu aborcji. To nie jest dzień, w którym ktoś czuje, że zdjął z siebie ciężar, rozwiązał jakiś problem, załatwił sprawę i może spokojnie żyć dalej. To dzień, w którym nie do zniesienia jest pustka, ból, poczucie dokonanej krzywdy, a najgorsze w tym dniu jest to, że zostaje on już na zawsze. Dokładnie taki sam jest kolejny i kolejny… Już zawsze.

Film “Nieplanowane” pokazuje właśnie tę prawdę. Uderza w “najmocniejszy” argument podnoszony przez środowiska proaborcyjne tzn. w kłamstwo o dobru kobiety. Sztandary z napisami: najważniejsza jest kobieta, jej zdrowie, samopoczucie, spokojne życie, wolność, niezależność i plany, opadają z wielkim hukiem w zderzeniu z prawdą o losie kobiety po aborcji. Jak to wygląda z perspektywy dziecka, to bardzo dobrze wiemy i serce rozdziera się tak, że aż ciężko pisać, jak jednak wygląda prawda z perspektywy kobiety?

Ciężko sobie wyobrazić, jeśli ktoś (dzięki Bogu!) tego nie przeżył, jak czuje się kobieta po wykonaniu aborcji. Świat wmawia nam, że to szybki, bezbolesny zabieg, a potem człowiek “ma problem z głowy”. Ba, nawet zaczyna się mówić, że to zabieg mniej bolesny i mniej traumatyczny dla kobiety niż poród. Szkoda się nawet zajmować takim stwierdzeniem, ponieważ brak logiki uderza tak, że aż boli. Film odsłania, czym sama aborcja dla kobiety jest naprawdę i co po sobie zostawia. Porażająca scena, pokazująca, co się dzieje z pacjentką podczas aborcji farmakologicznej, czyli wielogodzinne cierpienie nie do zniesienia, krwotok, ból, podczas którego kobieta myśli, że umiera, pozbawia złudzeń o bezbolesnym zabiegu w miłych warunkach i w towarzystwie empatycznych osób.

 

Kadr z filmu “Nieplanowane”

 

Mit o bezpieczeństwie tego zabiegu skonfrontowany z faktami wygląda tak: rocznie dokonuje się na świecie 52 mln aborcji. Na ich skutek umiera 70 tys. kobiet, a 5 milionów doznaje uszczerbku na zdrowiu. Skutki psychiczne ciężko zbadać, zwłaszcza, że często, podobnie jak u bohaterki filmu, ujawniają się po latach. 

Organizacje proaborcyjne, przekonujące kobiety, że przecież nie namawiają ich do zabiegu w ogóle, a tylko do “bezpiecznego zabiegu”, tak naprawdę realizują tylko targety. Chyba nikt nie ma złudzeń, że kliniki, których cele są wyłącznie biznesowe, mają na względzie pomoc kobietom w trudnej sytuacji. Film doskonale rozprawia się z mitem miłej pani doktor, która tak doskonale rozumie naszą sytuację i próbuje “ze zrozumieniem” wmówić kobiecie, jak bardzo odpowiedzialne jest dokonanie aborcji w jej sytuacji, gdy przecież, gdyby dziecko się urodziło, miałoby gorzej. Film “Nieplanowane” pokazuje jak dla klinik, działających po prostu jak korporacje, pacjentki są tylko określanym miesięcznie i rocznie targetem, za którego zrealizowanie można dostać nagrodę – dyplom i premię.

 

Kadr z filmu “Nieplanowane”

 

Przetaczające się co jakiś czas czarne marsze, protesty i akcje proaborcyjne pokazują, choć naprawdę ciężko w to uwierzyć, że jest jeszcze wiele osób, które naiwnie – jak szefowa kliniki aborcyjnej w filmie “Nieplanowane” – wierzą, że aborcja rozwiązuje problemy, jest zwykłym zabiegiem, że dziecko nie czuje, że w zasadzie to jeszcze nie dziecko… 

Ukrywanie prawdy o zabiegu, o tym jak on w rzeczywistości wygląda i czym jest, powinno dać do myślenia kobietom, że musi to być coś strasznego, nawet dla wielkich bojowników na rzecz aborcji, skoro tak bardzo próbują prawdę o zabiegach ukryć przed pacjentkami.

Film przejmująco pokazuje delikatną i jednocześnie ogromnie istotną rolę ludzi walczących latami z aborcją. Jest swojego rodzaju hołdem złożonym tym niestrudzonym wojownikom o życie. Zderzenie wrażliwości obrońców życia z cynizmem i odczłowieczeniem kierownictwa kliniki aborcyjnej sprawia, że nikt nie ma wątpliwości, gdzie jest dobro, a gdzie zło. Scena przepięknej modlitwy nad szczątkami dzieci wywożonymi z kliniki w plastikowych beczkach poraża i trafia chyba do najgłębszych zakamarków serca każdego człowieka. Nie pozwala o sobie zapomnieć. Nie pozwala nie myśleć. Nie pozwala się nie modlić. To dzięki niezłomności tych ludzi, poświęceniu ich czasu, często własnej pracy, często kosztów procesów wytaczanych przez te korporacje, udaje się przywracać światu normalność, a życiu – jego prawdziwą wartość. 

Wojownicy o życie latami walczą o tych, którzy sami mogą jedynie uciekać, o chociaż te parę centymetrów, chociaż na te ułamki sekundy przed wyrwaniem ich z życia, wyrwaniem ich od własnej matki na jej życzenie.

 

Dziękuję twórcom filmu i dziękuję niestrudzonym Wojownikom Prolife.

 

🔷PRZECZYTAJ: “Nieplanowane”. Film, który zmienia perspektywę

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Nie jesteśmy pępkiem świata

Zakończył się Synod Amazoński. Trzy tygodnie słuchania głosu lokalnych Indian i tych, którzy niosą im Ewangelię. Trzy tygodnie dowiadywania się o ich pastoralnych potrzebach i kapłańskich brakach tak wielkich jak sama Amazonka, a także o kulturowych zależnościach i ekonomicznych trudnościach. Nie mają prądu, Internetu i dróg. Z wioski do wioski docierają łodziami. A jednak od 500 lat wierzą w Chrystusa. I to niech będzie punkt wyjścia tego artykułu – Chrystus, który w przekazach medialnych z Synodu gdzieś się zgubił.

Paulina Guzik
Paulina
Guzik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nie jesteśmy pępkiem świata
Zakończył się Synod Amazoński. Trzy tygodnie słuchania głosu lokalnych Indian i tych, którzy niosą im Ewangelię. Trzy tygodnie dowiadywania się o ich pastoralnych potrzebach i kapłańskich brakach tak wielkich jak sama Amazonka, a także o kulturowych zależnościach i ekonomicznych trudnościach. Nie mają prądu, Internetu i dróg. Z wioski do wioski docierają łodziami. A jednak od 500 lat wierzą w Chrystusa. I to niech będzie punkt wyjścia tego artykułu – Chrystus, który w przekazach medialnych z Synodu gdzieś się zgubił.

Dwa Synody

Patrząc na Synod Amazoński z Polski trudno było się połapać w natłoku docierających z niego informacji. W mediach próżno było szukać wiedzy o tym, dlaczego ten synod właściwie zorganizowano, o jakich problemach w Amazonii mówimy i dlaczego to, co się dzieje tak daleko od Europy, w ogóle powinno nas przejmować.

Zamiast tego – cała rzeka informacji poświęcona była wyświęcaniu żonatych mężczyzn (viri probati), kobietom diakonom i „rdzennnym” figurkom, które ostatecznie skończyły w Tybrze i zostały wyłowione przez Carabinierów (swoją drogą warto przyjrzeć się tej sprawie, ponieważ najpierw cały świat zastanawia się, czy była to pogańska bogini, kardynałowie jeden po drugim podają inne tłumaczenia całej sprawy, a na końcu papież ogłasza, że Dziewica Maryja czczona i miłowana jako Królowa Amazonii “stała się nią nie podbijając, lecz <<inkulturując się>>”).

Wsiadając do samolotu do Rzymu wraz z ekipą TVP i dość chaotyczną wizją Synodu wierzyłam, że zobaczę sama na czym ten Synod naprawdę polega i porównam synod prawdziwy i synod medialny. I nie zawiodłam się. 

Na ulicach Watykanu rozmawiałam z misjonarzami, amazońskimi tubylcami i dziennikarzami, słuchałam Papieża i ojców synodalnych. Oto co znalazłam.

 

Wiara

„Jak pójdziemy kiedyś do nieba, to oni będą na nas czekać” – powiedziała mi o wierze amazońskich plemion Dominika Szkatuła, misjonarka która zachęcona przez Jana Pawła II, wyjechała do Peru w 1982 roku – wtedy, kiedy nikt świecki na misje nie jeździł. Przetarła szlaki w dżungli dla świeckich misjonarzy  – dziś jest najlepszym chyba ambasadorem lokalnych mieszkańców. „Wiara Indian jest inna niż nasza” – mówi – „oni są skupieni przede wszystkim na Bogu Ojcu”. Do tego dziękują ziemi, że wydaje plony. Przepraszają drzewo gdy mają je ściąć. Dominika gdy zobaczyła figurkę nagiej ciężarnej kobiety w ogrodach watykańskich pomyślała, że to zupełnie normalne – „tam się nie da oddzielić lokalnych tradycji od wiary, po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić” – mówi.

Możemy mieć inne tradycje, inny ryt, ale tym co nas łączy jest Jezus Chrystus

Wiara Indian jest silna i stanowcza – „mam wrażenie, że wielu z was w Europie nie rozumie, że możemy mieć inne tradycje, inny ryt, ale tym co nas łączy jest Jezus Chrystus” – grzmiał na konferencji prasowej w Sala Stampa Delio Siticonatzi Camaiteri, przedstawiciel ludu Ashaninca z Peru.

Wyraźnie zniecierpliwiony przypomniał wszystkim na sali, że nie jest egzotyczną maskotką przywiezioną na Synod, ale człowiekiem, któremu na co dzień żyje się stokroć gorzej niż nam, należącym jednak do tego samego Kościoła.

 

twitter.com/RichRaho

 

Zmiana

Tej starej pizzy nikt już nie chce jeść – mówi Dominika Szkatuła. Posługując w dżungli od prawie 40 lat wie, że w ten sposób chrześcijaństwo długo nie pociągnie – z wieloma społecznościami przeżywającymi mszę świętą raz na kilka lat – gdzie desperacko potrzeba nowych posługujących (i konsekrowanych, i świeckich). Nic więc dziwnego, że ojcowie synodalni poprosili między innymi w dokumencie końcowym, aby każde zgromadzenie zakonne na świecie zorganizowało placówkę w Amazonii, a jeden bardzo szczery biskup zaproponował nawet podczas obrad, aby połowę księży pracujących w Watykanie wysłać na placówki w sam środek dżungli. Poza tym kapłan, który przyjeżdża jednego dnia do wioski po to, aby następnego dnia wyjechać gdzie indziej, nie jest skutecznym ewangelizatorem. Posynodalny dokument postuluje prawdziwą obecność kapłana w danej wspólnocie.

Aby ochronić potężne dziedzictwo, z którego żyją plemiona – dżunglę – biskupi zaproponowali, aby powstał specjalny fundusz dla Amazonii, który wspomoże lokalne społeczności w walce o miejsca zamieszkania. Brak działań mógłby doprowadzić do utraty chrześcijaństwa na tych terenach – jeśli lasy zostaną wycięte, ludzie nie będą mieli z czego żyć i wyjadą za chlebem.

Warto tu zaznaczyć, że dokumentu końcowego i idei walki papieża o środowisko nie da się zrozumieć bez encykliki Laudato Si. Już w pierwszym punkcie encykliki czytamy:

“Laudato si’, mi’ Signore – Pochwalony bądź, Panie mój, śpiewał święty Franciszek z Asyżu. W tej pięknej pieśni przypomniał, że nasz wspólny dom jest jak siostra, z którą dzielimy istnienie, i jak piękna matka, biorąca nas w ramiona: «Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą, matkę ziemię, która nas żywi i chowa, wydaje różne owoce z barwnymi kwiatami i trawami»”

Kardynał Michael Czerny, świeżo upieczony purpurat powiedział w sobotę w Watykanie – “zmiana nigdy nie wydarzy się poprzez to, że będziemy robić to, co robiliśmy do tej pory”.

I tu przychodzi powiedzieć o największej rewolucji tego Synodu.

 

Żonaci księża na horyzoncie

Wyświęcanie sprawdzonych żonatych diakonów na księży to jedna z propozycji biskupów, którą rekomendowali papieżowi (128 głosów “za” na 41 “przeciw”) jako propozycję do rozważenia jako remedium na brak księży w regionie.

Teraz papież pozostawiony jest z dylematem: czy powinien otworzyć małe drzwiczki w wielkim i starym murze jakim jest zasada celibatu dla księży, myśląc, że to co stanie się w Amazonii pozostanie w Amazonii, czy też Synod Amazoński stanie się przyczynkiem do szerokiej zmiany w tej kwestii w całym Kościele?

Bo przecież brak księży i wielkie różnice kulturowe między łacińską tradycją a resztą świata nie jest tylko problemem Amazonii, ale choćby Afryki (choć ta akurat ma mnóstwo lokalnych powołań) czy Azji – nie mówiąc już o szykowanym “Synodzie” niemieckich biskupów, który ma odbyć się w 2020 roku.

Polscy misjonarze z którymi rozmawiałam nie są entuzjastami pomysłu. Ojciec synodalny bp Stanisław Dowlaszewicz (od 33 lat w Boliwii) powiedział, że w pierwszej kolejności należy formować rodziny, aby te dawały Kościołowi nowych kapłanów lokalnych. Dominika Szkatuła dodała, że gdy pytała Indian o taką możliwość oni sami tego nie chcieli bojąc się wywyższenia społecznego jednego z mieszkańców wioski. Papież nazwał to podczas obrad synodalnych „klerykalizacją świeckich” i sam apelował, by tego uniknąć. Prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, kard. Beniamino Stella mówił w czwartek na konferencji prasowej, że “celibat jest darem i radykalizmem Ewangelii” a “kościołowi w Ameryce Łacińskiej zabrakło odwagi głoszenia tego radykalizmu ludom tubylczym”. Zważywszy, że to jeden z potężnych watykańskich urzędników, ostateczna decyzja papieża w tej sprawie nie jest wcale oczywista.

 

twitter.com/RichRaho

 

Większa rola kobiet w Kościele

W świecie katolików Europa staje się peryferiami. A jeśli jako katolicy wierzymy, że na konklawe działa Duch Święty to papież z regionu świata, gdzie wyznawców Chrystusa jest najwięcej, jest prawdziwym darem.

Diakonat kobiet był kolejnym gorącym tematem tego synodu. Ojcowie synodalni poprosili, aby papież wrócił do tematu w ramach komisji ds. diakonatu kobiet, którą powołał już w 2016 roku. Ostateczna decyzja tu też oczywiście należy do papieża. Jednak już wiadomo, że w Kościele na pewno zmienia się rola synodalna kobiet – w papieskiej komisji po synodzie po raz pierwszy w historii zasiądzie świecka kobieta – komisje takie do tej pory tworzone były wyłącznie przez biskupów. Trudno też spodziewać się, że podczas kolejnego synodu kobiety będą pozbawione głosu – wiele kobiet uczestniczących w tym synodzie w roli konsultora wskazywało, że kolejny synod będzie już najpewniej z oficjalnym głosem kobiet. Zresztą w przypadku terenów misyjnych takich jak Amazonia roli kobiet nie da się w kościele przecenić – “gdyby te wszystkie kobiety wysłać na urlop, to niewiele by z tego wszystkiego zostało” powiedziała mi w “Między Ziemią a Niebem” Dominika Szkatuła.

 

Nie jesteśmy pępkiem świata

Na owoce Synodu trzeba będzie poczekać kilka lat, niektóre zmiany są zmianami pokoleniowymi, ale jedno jest już pewne. W Europie bardzo trudno przyjąć nam, że linia podziału świata na chrześcijański i niechrześcijański już dawno przestała przebiegać pionowo. Teraz ta linia przebiega poziomo i chrześcijaństwo stało się większościowe na południowej półkuli globu. Trzeba więc odwrócić myślenie, że to Europa jest pępkiem świata  – w świecie katolików Europa staje się peryferiami. A jeśli jako katolicy wierzymy, że na konklawe działa Duch Święty to papież z regionu świata, gdzie wyznawców Chrystusa jest najwięcej, jest prawdziwym darem. To wody Amazonki wypełniają powoli wody Tybru i synod z pewnością był ważną odpowiedzią na taki stan rzeczy.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Paulina Guzik

Paulina Guzik

Dziennikarka telewizyjna, prowadząca program Między Ziemią a Niebem TVP1, o życiu Kościoła pisze m.in. dla wydawanego w Watykanie serwisu Crux. Doktor nauk o mediach, wykładowca akademicki na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Podczas ŚDM 2016 w Krakowie była szefową Biura Mediów Zagranicznych. Autorka (wraz z Cecilią O'Reilly) książki "WYD 2016 - the Largest European Event of the 21st Century". Prywatnie żona Bartka, mama Jaśka i Helenki.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paulina Guzik
Paulina
Guzik
zobacz artykuly tego autora >