Nasze projekty
Marcin Makowski

Marcin Makowski: Ten film musi wywołać trzęsienie ziemi w episkopacie

To, co boli najbardziej w dokumencie braci Sekielskich i gorszy być może na równi z przestępstwami poszczególnych księży, polega na bezsilnym obserwowaniu niemocy instytucjonalnej Kościoła

Reklama

Kiedy piszę te słowa, dwa dni po premierze „Tylko nikomu nie mów” obejrzało ponad 7,8 mln internautów. To połowa wyborców, którzy przystąpili do wyborów w 2015 roku. Nawet, jeśli film o pedofilii w polskim Kościele zmieni coś w naszej polityce na ostatniej prostej kampanii, to zmienić powinien przede wszystkim w episkopacie. A może nawet nie tyle zmienić, co wywołać trzęsienie ziemi. Spowodować dymisje, za którymi podąży nowa sztafeta pokoleniowa i nowa mentalność hierarchów.

Dlaczego akurat ich? Przecież to, co boli najbardziej w dokumencie braci Sekielskich i gorszy być może na równi z przestępstwami poszczególnych księży, polega na bezsilnym obserwowaniu niemocy instytucjonalnej Kościoła. Słowa przysięgi, którą poszkodowani składają przed protokolantem zobowiązujące do milczenia, są jak akt oskarżenia o grzech zaniechania.

Grzech jakże łatwy, gdy dysponuje się tak przepastną infrastrukturą. Gdy można kogoś schować w domu księży emerytów, placówce rekolekcyjnej, przypominającej labirynt korytarzy szkole misyjnej, odległej od cywilizacji wiejskiej parafii. Jak łatwo zmyć z siebie indywidualną odpowiedzialność za bierność, gdy można zza uchylonych drzwi sekretariatu kurii lakonicznie rzucić: „kardynała teraz nie ma, wróci za tydzień”. A potem się rozpłynąć w strefie kościelnego komfortu.

Reklama

Nie mam ochoty wnikać w intencje i ewentualne polityczne ambicje Tomasza Sekielskiego, dywagować czy publikacja dokumentu w tym momencie ma jakieś drugie dno. To nie jest rzecz pierwszoplanowa, ponieważ bez względu na miesiąc, strukturalne zaniedbania które obnaża, działy się dekady i na dużą skalę dzieją się nadal. Im szybciej o nich opowiedziano, tym lepiej. Jestem bowiem tego samego zdania co mój znajomy, ks. Piotr Studnicki który powiedział podczas naszej rozmowy o pedofilii w Kościele, że ukrywanie tego grzechu to nie atak, ale brak miłości wobec Kościoła. Bo ten jako wspólnota sumienia, nie może tolerować w sobie istnienia zła – nie może uważać, że istnieje większe dobro niż jego sprawiedliwe osądzenie i surowe ukaranie.

Kadr z filmu „Tylko nie mów nikomu”

Zbyt długo w polskiej hierarchii panowało inne przekonanie, być może ufundowane na szlachetnych ale krótkowzrocznych intencjach utrzymania status quo.

Budynków, instytucji, przywilejów. Unikano „gorszenia” „rozdmuchiwaniem” problemu, w zamian zamiatając go pod dywan. Jest przecież prawdą, że pedofilia wśród duchownych nie wykracza poza średnią statystyczną w szerokim przekroju społecznym. Prawdą jest również, że istnieje ona wśród innych grup zawodowych: aktorów, nauczycieli, lekarzy. Pytanie jednak brzmi: czy szkoły przenosiły nauczycieli molestujących dzieci do innych placówek? Czy szpitale kryły gwałcących najmłodszych pacjentów lekarzy? Hipokryzja i zmowa milczenia jeśli chodzi o wykorzystywanie nieletnich wśród aktorów i celebrytów to jedno – i również wymaga potępienia. Usprawiedliwianie w ten sposób postawy Kościoła niczego w nim jednak nie uzdrowi.

Reklama

Gdy miałem przed premierą „Tylko nie mów nikomu” możliwość porozmawiania na temat konsekwencji filmu z młodymi duchownymi, pozytywnie zaskoczyło mnie, jak odważnie widzą swoją rolę i jak głębokich zmian pragną. Wielu z nich nie utożsamia się bowiem ani z postawą otwartości na cały świat tożsamą z rozmyciem teologii katolickiej, nie czuję się również solidarni ze słowami abpa Leszka Sławoja Głodzia, który twierdził, że „nie będzie oglądał byle czego”. Nie dziwię się, nie został w filmie Sekielskich dobrze sportretowany, ale to właśnie pod jego okiem działało dwóch przedstawionych z imienia i nazwiska pedofili – dawne legendy „Solidarności”.

Myślę, że Kościół, podobnie jak prymas Wojciech Polak w swoim przemówieniu z 11 maja, powinien postawić na bezwarunkową szczerość i chęć współpracy.

Nie może się bowiem skończyć jedynie na przeprosinach dla ofiar i zapowiedzi dociekania sprawiedliwości wobec sprawców. Konferencja Episkopatu Polski musi zrozumieć, że każdy przypadek tuszowania przestępstw, odsyłania pedofilii do innych parafii, pozwalania pomimo prawomocnego wyroku na pracę z dziećmi, podważa najcenniejszą wartość, jaka buduje się między wiernym a pasterzem – zaufanie. Te, nawet budowane stuleciami, można bezpowrotnie utracić perspektywie miesięcy.

Szczerze wierzę, że dla mojego Kościoła nie jest za późno i nie zabraknie nam wszystkim odwagi.

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

Aneta Liberacka: „Tylko nie mów nikomu”. Prawda tak bardzo boli

Ks. P. Śliwiński: Zrobimy wszystko, by wyjaśnić tę sytuację

 

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite