Marcin Makowski: Ten film musi wywołać trzęsienie ziemi w episkopacie

To, co boli najbardziej w dokumencie braci Sekielskich i gorszy być może na równi z przestępstwami poszczególnych księży, polega na bezsilnym obserwowaniu niemocy instytucjonalnej Kościoła

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Marcin Makowski: Ten film musi wywołać trzęsienie ziemi w episkopacie
To, co boli najbardziej w dokumencie braci Sekielskich i gorszy być może na równi z przestępstwami poszczególnych księży, polega na bezsilnym obserwowaniu niemocy instytucjonalnej Kościoła

Kiedy piszę te słowa, dwa dni po premierze “Tylko nikomu nie mów” obejrzało ponad 7,8 mln internautów. To połowa wyborców, którzy przystąpili do wyborów w 2015 roku. Nawet, jeśli film o pedofilii w polskim Kościele zmieni coś w naszej polityce na ostatniej prostej kampanii, to zmienić powinien przede wszystkim w episkopacie. A może nawet nie tyle zmienić, co wywołać trzęsienie ziemi. Spowodować dymisje, za którymi podąży nowa sztafeta pokoleniowa i nowa mentalność hierarchów.

Dlaczego akurat ich? Przecież to, co boli najbardziej w dokumencie braci Sekielskich i gorszy być może na równi z przestępstwami poszczególnych księży, polega na bezsilnym obserwowaniu niemocy instytucjonalnej Kościoła. Słowa przysięgi, którą poszkodowani składają przed protokolantem zobowiązujące do milczenia, są jak akt oskarżenia o grzech zaniechania.

Grzech jakże łatwy, gdy dysponuje się tak przepastną infrastrukturą. Gdy można kogoś schować w domu księży emerytów, placówce rekolekcyjnej, przypominającej labirynt korytarzy szkole misyjnej, odległej od cywilizacji wiejskiej parafii. Jak łatwo zmyć z siebie indywidualną odpowiedzialność za bierność, gdy można zza uchylonych drzwi sekretariatu kurii lakonicznie rzucić: “kardynała teraz nie ma, wróci za tydzień”. A potem się rozpłynąć w strefie kościelnego komfortu.

Nie mam ochoty wnikać w intencje i ewentualne polityczne ambicje Tomasza Sekielskiego, dywagować czy publikacja dokumentu w tym momencie ma jakieś drugie dno. To nie jest rzecz pierwszoplanowa, ponieważ bez względu na miesiąc, strukturalne zaniedbania które obnaża, działy się dekady i na dużą skalę dzieją się nadal. Im szybciej o nich opowiedziano, tym lepiej. Jestem bowiem tego samego zdania co mój znajomy, ks. Piotr Studnicki który powiedział podczas naszej rozmowy o pedofilii w Kościele, że ukrywanie tego grzechu to nie atak, ale brak miłości wobec Kościoła. Bo ten jako wspólnota sumienia, nie może tolerować w sobie istnienia zła – nie może uważać, że istnieje większe dobro niż jego sprawiedliwe osądzenie i surowe ukaranie.

 

Kadr z filmu “Tylko nie mów nikomu”

 

Zbyt długo w polskiej hierarchii panowało inne przekonanie, być może ufundowane na szlachetnych ale krótkowzrocznych intencjach utrzymania status quo.

Budynków, instytucji, przywilejów. Unikano “gorszenia” “rozdmuchiwaniem” problemu, w zamian zamiatając go pod dywan. Jest przecież prawdą, że pedofilia wśród duchownych nie wykracza poza średnią statystyczną w szerokim przekroju społecznym. Prawdą jest również, że istnieje ona wśród innych grup zawodowych: aktorów, nauczycieli, lekarzy. Pytanie jednak brzmi: czy szkoły przenosiły nauczycieli molestujących dzieci do innych placówek? Czy szpitale kryły gwałcących najmłodszych pacjentów lekarzy? Hipokryzja i zmowa milczenia jeśli chodzi o wykorzystywanie nieletnich wśród aktorów i celebrytów to jedno – i również wymaga potępienia. Usprawiedliwianie w ten sposób postawy Kościoła niczego w nim jednak nie uzdrowi.

Gdy miałem przed premierą “Tylko nie mów nikomu” możliwość porozmawiania na temat konsekwencji filmu z młodymi duchownymi, pozytywnie zaskoczyło mnie, jak odważnie widzą swoją rolę i jak głębokich zmian pragną. Wielu z nich nie utożsamia się bowiem ani z postawą otwartości na cały świat tożsamą z rozmyciem teologii katolickiej, nie czuję się również solidarni ze słowami abpa Leszka Sławoja Głodzia, który twierdził, że “nie będzie oglądał byle czego”. Nie dziwię się, nie został w filmie Sekielskich dobrze sportretowany, ale to właśnie pod jego okiem działało dwóch przedstawionych z imienia i nazwiska pedofili – dawne legendy “Solidarności”.

Myślę, że Kościół, podobnie jak prymas Wojciech Polak w swoim przemówieniu z 11 maja, powinien postawić na bezwarunkową szczerość i chęć współpracy.

Nie może się bowiem skończyć jedynie na przeprosinach dla ofiar i zapowiedzi dociekania sprawiedliwości wobec sprawców. Konferencja Episkopatu Polski musi zrozumieć, że każdy przypadek tuszowania przestępstw, odsyłania pedofilii do innych parafii, pozwalania pomimo prawomocnego wyroku na pracę z dziećmi, podważa najcenniejszą wartość, jaka buduje się między wiernym a pasterzem – zaufanie. Te, nawet budowane stuleciami, można bezpowrotnie utracić perspektywie miesięcy.

Szczerze wierzę, że dla mojego Kościoła nie jest za późno i nie zabraknie nam wszystkim odwagi.

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika "Do Rzeczy", publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik "Dziennika Gazety Prawnej" - wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, "Rzeczpospolitej", "Tygodnika Powszechnego" i Stacji7. Prowadzi program "Nocna Zmiana" w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Aneta Liberacka: “Tylko nie mów nikomu”. Prawda tak bardzo boli

Nikt nie ma prawa nie rozumieć tej sytuacji, nie ma prawa jej bagatelizować, zamiatać pod dywan… Żaden człowiek, ksiądz, hierarcha, dyrektor placówki, opiekun nie ma prawa nie czuć tego bólu, który wszyscy czujemy

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Aneta Liberacka: "Tylko nie mów nikomu". Prawda tak bardzo boli
Nikt nie ma prawa nie rozumieć tej sytuacji, nie ma prawa jej bagatelizować, zamiatać pod dywan… Żaden człowiek, ksiądz, hierarcha, dyrektor placówki, opiekun nie ma prawa nie czuć tego bólu, który wszyscy czujemy

Podobnie jak wiele innych osób, nie zdołałam za jednym razem obejrzeć wszystkich scen pokazanych w filmie braci Sekielskich. Zwykły, naturalny odruch żalu, gniewu i bólu rozdzierającego serce…

Obejrzałam film z tego powodu, że rzecz dotyczy księży, ludzi Kościoła, oraz procedur i prawa działających (cz też niedziałających) w Kościele.

Aby film mógł być krokiem w kierunku czegoś dobrego, trzeba na początek pominąć kwestie: czy film jest czy nie jest atakiem na Kościół, czy klimat filmu, pieśni i fragmenty liturgiczne dobrane w sposób, by dawały wrażenie przyzwolenia Kościoła na takie złe czyny, są manipulacją, czy tych kilka pokazanych przypadków świadczy, czy nie świadczy o tym, że taki jest cały Kościół.

Oczywiście, że można o tym rozmawiać, tylko to jest raczej tematem siódmorzędnym.

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 

Pytanie numer jeden brzmi: czy można było przynajmniej części tych (i innych, niewymienionych w filmie) przypadków uniknąć? Na pewno tak! Co zatem nie zostało zrobione?

A najważniejsze co my wszyscy z tym zrobimy teraz. Co zrobimy razem, jako wspólnota Kościoła, by nie dopuścić już nigdy do tak haniebnych czynów. Gdyby prawo państwowe, kościelne oraz ludzie reagowali prawidłowo, przynajmniej części sytuacji by nie było i taki film w ogóle nie musiałby powstać. To, że powstał i że pokazuje prawdziwe przypadki, a nie fiction, jak w filmie “Kler” – boli najbardziej. Film przedstawia fakty, a prawda boli najbardziej. Naszą więc największą troską jest pytanie, co zwierzchnicy Kościoła zrobią, by nigdy więcej takie sytuacje się nie powtórzyły. 

 

Film nosi tytuł “Tylko nie mów nikomu”. Zaczyna się od sceny przysięgi, która dokładnie o tym mówi: “nie powiem nikomu”. Co więcej, przysięgi na Ewangelię. Mimo iż ktoś już odważył się, przełamał swój wstyd i strach, chce złożyć zeznania, musi raz jeszcze przejść traumę przysięgi, że “nikomu nie powie”… Tak nie może być już nigdy!

Trzeba dołożyć wszelkich starań, by zmieniła się mentalność ludzi, którzy odpowiadają za innych. Jeszcze kilkanaście lat temu można było usprawiedliwić się tym,  że ktoś nie zdawał sobie do końca sprawy, że nie było świadomości zagrożeń, że nikt nie dopuszczał, że nadużycia seksualne w Kościele mogą mieć miejsce… Podobnie było z wszystkimi przypadkami przemocy także w rodzinie, w szkole: brak świadomości często powodował brak reakcji. Ale na Boga, nie dziś.

 

 

 

Najważniejsze pytania to: czy zrobiono wszystko, by skutecznie zapobiegać takim sytuacjom w przyszłości, i czy prawo państwowe i kościelne działa prawidłowo, i wszyscy przestępcy zostali już odsunięci i ponieśli konsekwencje. Większość z nas niestety nie ma takiego poczucia.

Dziś nikt nie ma prawa nie rozumieć tej sytuacji, nie ma prawa jej bagatelizować, zamiatać pod dywan… Żaden człowiek, ksiądz, hierarcha, dyrektor placówki, opiekun nie ma prawa nie czuć tego bólu, który my wszyscy czujemy oglądając podobne dokumenty, czy stykając się z taką sytuacją. Nie ma prawa nie wiedzieć, że takie sytuacje mogą mieć miejsce i z odpowiednią wrażliwością nie reagować.

Najważniejsze, nurtujące wszystkich, pytania to: czy zrobiono wszystko, by skutecznie zapobiegać takim sytuacjom w przyszłości, i czy prawo państwowe i kościelne działa prawidłowo, a przestępcy w tych i innych przypadkach zostali już odsunięci i ponieśli konsekwencje.

Chyba większość z nas niestety nie ma takiego poczucia. Oczywiście w każdym środowisku, może znaleźć się zwyrodnialec, którego ciężko będzie wcześniej wychwycić i unieszkodliwić. Ale nie można ustawać w trudzie, nie można nie ponieść wszelkich kosztów, nie można odpuścić i zbagatelizować żadnej sytuacji, nie można milczeć. Państwo, Kościół i my wszyscy, ponad wszelkimi podziałami musimy działać. Musimy mieć oczy szeroko otwarte, a stanowcze procedury powinny być natychmiast realizowane. Nie możemy wyznawać świętego spokoju, bo to nie nasza sprawa. Zadaniem wszystkich a szczególnie osób, które cokolwiek mogą wiedzieć w sprawie, jest konieczność przekazania tego odpowiednim służbom, przełożonym, jest konieczność reakcji i zakaz milczenia w tej sprawie. 

 

Wierzę, że wszystkie pokazane w tym filmie przypadki oraz inne, które były – i możliwe, że jeszcze będą – wykryte, są z dalekiej przeszłości. Wierzę, że procedury kościelne, które zostały wprowadzone i nadal są wdrażane, zaczną działać. Wierzę w to, że rodzice i opiekunowie mając większą świadomość, bardziej mają otwarte oczy i uszy niż osoby, które wiele lat temu nie miały tej świadomości.

Wierzę, że wszystkie pokazane w tym filmie przypadki oraz inne, które były – i możliwe, że jeszcze będą – wykryte, są z dalekiej przeszłości.

Wierzę także w to, że wszyscy mamy świadomość, że pokazane przypadki, nadal są dla nas tylko przypadkami. Oczywiście, nigdy nie powinien się zdarzyć choćby jeden, ale są pojedynczymi na przestrzeni lat sytuacjami.  

Wierzę, że nie godzą w prawdziwych księży i w żaden sposób nie zmieniają naszego postrzegania tych innych duszpasterzy. Księży, których spotykamy na co dzień, księży którzy wnieśli w nasze życie, w nasze rodziny prawdziwe Słowo Boże i życie wiarą, którzy często oddają swoje życie, całą swoją pracę na służbę innym. Którzy wykonując całym sercem swoje powołanie, w tym ferworze wszystkich dyskusji poniekąd też stają się ofiarami. Przez przypadki zatajania, ukrywania haniebnych czynów, ukrywania przestępców dziś wszyscy księża, nawet ci, którzy pełnię swoją służbę jak trzeba, są “podejrzani”. Księża, których tak okropne czyny ich współbraci bolą tak samo, jak nas, świeckich, są dziś także celem ataków na ich godność. 

 

Nikt z ludzi wierzących i myślących z powodu tych okropnych przypadków, nie odejdzie od Pana Boga, nie zmieni także postrzegania księży

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 

Nikt z ludzi wierzących i myślących z powodu tych okropnych przypadków, nie odejdzie od Pana Boga, nie zmieni także postrzegania księży. Każdy jednak z nas ma obowiązek w możliwym dla siebie zakresie działać. Poprawiać sytuację, nie bać się wchodzić w konfrontację z osobami odpowiedzialnymi, nie bać się sprawdzać, zadawać trudnych pytań, nie ustawać w pracy tak, by jedynym i nadrzędnym celem była cała prawda. Ta sprawa jest sprawą nas wszystkich.

Każdy z nas musi teraz zrobić rachunek sumienia i odpowiedzieć na pytania: czy zrobiłem wszystko co powinienem? Czy w związku z tą wiedzą, którą już dziś mam, nauczyłem się właściwie reagować? Czy ceną mojego tzw. świętego spokoju nie stała się ludzka krzywda? Pytanie do zadania sobie przez wszystkich, zaczynając od hierarchów, poprzez księży, opiekunów, nauczycieli, aż do rodziców. 

 

Zaczynamy na Stacji7 dyskusję publicystów na ten temat. Wierząc, że głosy podnoszone w tej sprawie, że działania, które są i będą podejmowane, będą prowadziły na realnej naprawy tej sytuacji.

Zapraszam Państwa do dyskusji i do działania.

 

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >