Nasze projekty
Alina Petrowa-Wasilewicz

Influencer wszechczasów

Ilu fanów na Facebooku miałby Jezus z Nazaretu, gdyby w Jego czasach istniał internet? Użytkownicy nie mogliby nie zauważyć, że w Judei pojawił się ktoś wyjątkowy i z pewnością zaczęliby obserwować Jego działalność oraz lajkować

Reklama

Można przypuścić, że wiele by się zmieniło, na przykład kuszenie na pustyni podczas czterdziestodniowego postu Jezusa wyglądałoby inaczej. “Książę świata” mógłby Mu zaproponować miliony followersów oraz miliardy lajków, rzecz jasna pod pewnymi warunkami. Gdyby zgodził się na drobne modyfikacje, złagodzenie przekazu. Gdyby do swojego orędzia wprowadził więcej radości i optymizmu, jakąś ciekawszą ofertę i no i przede wszystkim postarał się, by oblicze Jego wspólnoty było bardziej uśmiechnięte i pogodne, a cierpiętnictwo zostało usunięte.

Trzeba byłoby przede wszystkim zrobić coś z krzyżem, bo tak ciągle mówić o cierpieniu i krzyżu nie przysparza naśladowców, więc gdyby trochę owinąć go w bawełnę, zdecydować się na jakąś korektę? Czy nie warto się zastanowić i to i owo poprawić, tyle miałby wówczas wyznawców, a przecież chce dotrzeć ze swoim przesłaniem na krańce świata?

Bogaty młodzieniec, wszyscy wołający „Twarda jest ta mowa”, o kupcach w Świątyni nie wspominając, też mieliby w ręku nowe środki sprzeciwu i przestaliby Go lajkować, a nawet obserwować. Niektórzy z nich wyprodukowaliby nawet rozmaite fake newsy, żeby Go zniesławić.

Reklama

Mimo tego i tak osiągnąłby wielki sukces, można sobie wyobrazić, ile lajków otrzymałby, wjeżdżając jak prawdziwy król do Jerozolimy, pewnie setki tysięcy, przekazanych przez rozentuzjazmowanych wyznawców?

To pewne – na taki deal z “księciem świata” Jezus z Nazaretu nie mógłby się zgodzić – w świecie z internetem czy bez, wybrał krzyż i ponadto pokazał swoim followersom, że krzyż i cierpienie są nieuniknione, ale także zbawcze. I niezależnie od czasów, gdy prawda ta dociera do wypełnionych entuzjazmem wyznawców, następuje moment gwałtownego rozczarowania i masowego unfollow, bo ci, którzy spodziewają się, że pokona potęgę Rzymian i wyzwoli Izraela, nie mogą się pogodzić ze swoimi zawieszonymi na drzewie nadziejami. Więc, choć dobę wcześniej wołają „Hosanna” teraz krzyczą „Ukrzyżuj Go”! Nawet uczniowie, najbliżsi przyjaciele, rozbiegają się na wszystkie strony, też dając swoje unfollow, mimo że z taką pasją zapewniali, że nigdy nie zawiodą, że to niemożliwe…

Niezależnie od tego, czy internet zmierzy poziom entuzjazmu ilością lajków wiadomo, że Jezus z Nazaretu otrzymywał i otrzymuje nadal bardzo mało serduszek i w sytuacjach granicznych liczba Jego wyznawców topnieje, pozostaje ich garstka. Skarżył się na to ponad półtora tysiąca lat po Swojej śmierci umiłowanej przyjaciółce, że ma bardzo mało przyjaciół, a Teresa de Ahumada, z typową dla siebie swadą, odpaliła żeby się nie dziwił, skoro Jego przyjaciół spotyka tyle cierpień i marny los…

Reklama

Inny Jego przyjaciel, Franciszek Bernardone, biegał jak wariat po okolicy swojego miasteczka i wołał, że Miłość nie jest kochana! I od czasów, gdy był na ziemi i nauczał, zawsze tak było i jest, że gdy ktoś zdecyduje się iść za Nim szybko się orientuje, że krzyż zawsze pojawi się na horyzoncie jak wtedy w Jerozolimie i że jest nieunikniony. Taki jest dylemat. Lajkujesz, chcesz naśladować, choć nie poprowadzi do przytulnych zaułków, ale w strefę cierpienia. Albo dajesz nogę, czyli unfollow? Decyzja należy do Ciebie.

Tak naprawdę nigdy nie było szczególnego tłoku ani gorączkowego lajkowania Jezusa z Nazaretu, sam o tym mówił. Możemy się domyślać, że po Golgocie nie znalazłoby się wielu chętnych reklamodawców, którzy uznaliby, że nie jest już influencerem. Oczywiście, były i są osoby, które były absolutnie konsekwentne, tak jak Jego Matka, która, gdy oddała Mu całe Swoje serce od pierwszej chwili Jego życia, była niezmienna, Ona i jeszcze sporo osób, które wzięły na barki twardą belkę cierpienia, w ciemno, mimo że przeczuwali zbliżające się wzgórze Golgoty. Ale było ich za mało, wciąż za mało by móc zaspokoić Jego głód miłości, a obojętność i odrzucona miłość boli szczególnie.

Reklama

A ponieważ wszystko, co z Nim związane, jest paradoksalne, niepojętnym paradoksem jest także to, że mimo stałego unfollow, półcieni, półśrodków i rejterady, ludzie do Niego wciąż wracają. Bo instynkt życia jest w każdym z nas potężny i mimo że powrót oznacza wysoką cenę krzyża, ponownie próbują. Idą w stronę niepodrabialnego smaku gorzkawego szczęścia, które nadchodzi po przyjęciu wszystkich krzyży i brzemion, bo ze szczytu Golgota najwyraźniej widać Jego Oblicze. Dawcy życia. Influencera wszechczasów.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite