Hermeneutyka podłości, czyli słów kilka o katokompleksach

Ojciec Święty Franciszek macha nam od niedawna z okładki czasopisma “Rolling Stone”. Nihil novi sub sole, jak mawiali starożytni ślązacy. Wcześniej uśmiechał się do nas z innych okładek. Niekoniecznie katolickich pism, często wręcz antykatolickich. Wygrane plebiscyty homoseksualistów, lewicujących gazet i tak dalej, i tak dalej… A my - katolicy - klaszczemy uszami, bo “świat” uhonorował naszego. Zacytuję więc klasyka: a komu to potrzebne? A dlaczego?

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Hermeneutyka podłości, czyli słów kilka o katokompleksach

Trzeba nie lada łatwowierności (żeby nie napisać naiwności), aby wierzyć, że Franciszek triumfuje w tych rankingach z powodów natury teologicznej, wynikających z tego jakim jest papieżem sensu stricto, czyli obrońcą wiary czy strażnikiem moralności. Nie! Papież Franciszek robi za maskotkę liberalnych moralnie warstw społeczeństwa. Powołują się one na wyrwane z kontekstu słowa Ojca Świętego i manipulują nimi, chcąc w ten sposób instrumentalnie wykorzystać osobę Franciszka do swoich, często niezgodnych z nauczaniem Kościoła, celów.

Pamiętacie Jana Pawła II i jego słowa “przestańcie mi klaskać, zacznijcie mnie słuchać!”? To niemal identyczna historia. “Świat” piał z zachwytu, bo to taki młody papież, silny, charyzmatyczny, na nartach jeździ, w kajakach pływa i jadł kremówki. A to, co jako papież mówił, kiedy stawiał wymagania, kiedy głosił naukę Jezusa Chrystusa, było najczęściej przez tych samych ostro atakowane, a w najlepszym przypadku puszczane mimo uszu. Dlaczego łykamy to jak młode pelikany?

Mamy w sobie to, o czym mówił rozmówca księdza Stopki. My, katolicy, mamy masę kompleksów. Ciągle potrzebujemy utwierdzenia nas w przekonaniu, że mimo naszej wiary w cuda nie z tej ziemi (w istocie tak jest!) i wynikających z tej wiary przekonań, które sprzeciwiają się “sprawom tego świata”, jesteśmy normalni. Potrzebujemy utwierdzenia nas w przekonaniu, że jesteśmy fajowi, życiowi, cool. Że jesteśmy równiachy.

Dlatego widząc Roberta Lewandowskiego z breloczkiem “Nie wstydzę się Jezusa” wypuszczamy z siebie powietrze na znak ulgi. Dlatego widząc Przemka Tytonia, który wchodząc na boisko robi znak krzyża, a później broni karnego, skaczemy jakbyśmy zamiast nóg mieli sprężyny. Dlatego z dumą prześcigujemy się w podawaniu sobie informacji o tym, że Papież Franciszek został wybrany człowiekiem roku – NAWET! – przez homoseksualistów. Ale po co to wszystko?

Hermeneutyka podłości, czyli słów kilka o katokompleksach

My, katole, jesteśmy równiachy. Jesteśmy pięknymi ludźmi. Nie MIMO bycia katolikami, ale właśnie dlatego, że nimi jesteśmy. I nikt, a już tym bardziej ludzie spoza Kościoła, często niechętni nam, nie muszą nas o tym zapewniać. Jeżeli ktoś daje nam “prawo” do bycia spoko ludźmi to znaczy, że w każdej chwili może nam to “prawo” odebrać. I widać to chociażby po wspomnianym wyżej czasopiśmie “Rolling Stone”, który opiewając papieża Franciszka glanuje przy okazji papieża Benedykta. Co to za pochwała, kiedy ktoś gratuluje Ci taty, obrażając jednocześnie mamę?

Nie chcę za daleko odpłynąć, ale takie działania szkodzą Kościołowi. Wprowadzają zamieszanie w naszych szeregach, napuszczają nas na siebie nawzajem. To jest swoista hermeneutyka podłości, która trwa i trwać będzie. Nie możemy dać się na nią nabrać. Dlatego musimy wyleczyć się ze swoich kompleksów.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

3 powody, dla których jestem przeciwnikiem szkolnej katechezy

Katecheza to przekazywanie wiary. Dlatego jestem gorącym przeciwnikiem katechizacji szkolnej w ramach zajęć dydaktycznych. Bo to po prostu nie działa. Dlaczego? Powodów jest kilka.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

1. Uczniowie nie są zainteresowani katechezą

Oczywiście, w przytłaczającej większości nie są również zainteresowani matematyką czy historią. Jednak katolicka katecheza tym się różni od innych przedmiotów nauczania ogólnego, że powinna być dobrowolna (co prawda dobrowolność ta ma być wyrażona przez rodziców ucznia, nie przez niego samego). Na siłę nikogo nie nawrócimy, na siłę nikogo nie przekonamy, na siłę nie zaszczepimy w nim tego wspaniałego daru, jakim jest wiara. Brak zainteresowania katechezą skutkuje niewłaściwym – skandalicznym wręcz niekiedy – zachowaniem uczniów. I oczywiście nie jest to zarzut do katechezy jako takiej, tylko do uczniów. Niemniej faktem wynikającym z moich obserwacji jest brak stanowczych reakcji nauczycieli. A jak uczniowie mają zainteresować się katechezą, skoro…

3 powody, dla których jestem przeciwnikiem szkolnej katechezy

2. Katecheci nie traktują lekcji religii poważnie

Proszę mi wybaczyć tak ciężki zarzut, ale przez 12 lat mojej edukacji w szkole podstawowowej, gimnazjum czy liceum nie byłem traktowany poważnie na katechezie. No, może z wyjątkiem tej szkoły podstawowej, gdzie kolorowanki były dostosowane do ogólnego poziomu możliwości ucznia. Ale gimnazjum i liceum? No przepraszam bardzo, ale miałem wrażenie, że biorę udział raczej w kółku filmowym niż w zajęciach religii. Dlaczego zamiast realizować konspekt katecheta serwuje uczniom kolejny seans “Shreka” czy “Epoki lodowcowej”? Konspekt może być beznadziejny – OK, ale dlaczego zatem nie porozmawiać z niemal dorosłymi już uczniami liceum o Bogu, o Jego Kościele, o miłości jaką razem żywią do człowieka? A zamiast tego wyciąga się gitarę z futerału i pyta: “to co sobie dzisiaj pośpiewamy?”. To jest niepoważne traktowanie człowieka, które skutkuje niepoważnym traktowaniem katechezy, co z kolei skutkuje niepoważnym traktowaniem wiary.

3 powody, dla których jestem przeciwnikiem szkolnej katechezy

3. Z czego tu oceniać?

Odwieczny problem szkolnej katechezy: z czego by tu wystawić ocenę na półrocze albo koniec roku? W ciągu całej swojej edukacji miałem może pięć kartkówek “z wiedzy”. Jasne, nie da się ocenić w skali szkolnej czyjejś wiary, więc wystawmy ocenę z materiału, który – daj Boże – wykładany był na lekcjach. To zrozumiałe. Ale gdy do oceny semestralnej lub całorocznej dochodzą aspekty pozaszkolne czy pozadydaktyczne, to rączki mogą opaść. Ocena za zeszyt? Uczniom szkoły średniej? Podkreślenia tematów? Zaangażowanie w służbę liturgiczną albo scholę szkolną/parafialną? To tak, jakby ocenę z matematyki wystawiać na podstawie dobrze wyliczonej reszty, którą otrzymało się w sklepie. Nie tędy droga.

Proszę nie zrozumieć mnie źle. Nie krytykuję katechezy w szkole dla samego krytykowania – tym zajmują się różne wybryki polityczne, nieszczególnie zaprzyjaźnione z Kościołem. Ja natomiast Kościół kocham i chcę dla niego jak najlepiej. Dlatego postulowałbym powrót katechezy do domów i parafii, ponieważ to przede wszystkim rodzina i parafia powinny być głównym katalizatorem nauki i wzrostu wiary. Nie potrzebujemy przecież cyferek w ładnie wyglądających statystykach, ale dojrzałych i świadomych wyznawanej wiary ludzi.

Zachęcamy do zapoznania się z innymi blogerskimi głosami na temat szkolnej katechezy:


Religia w szkole



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >