Nasze projekty
Tomasz Adamski

Gafa czy proroctwo? Ratyzboński wykład Benedykta XVI

Bodaj żadna z papieskich wypowiedzi w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nie wzbudziła takiego oburzenia, jak słowa papieża Benedykta XVI zacytowane niemal dekadę temu w Ratyzbonie. Ostrze krytyki medialnej i politycznej nie oszczędzało ich autora, lecz dziś historia zdaje się go rehabilitować

Reklama

Jest 12 września 2006 roku. Ratyzbona podejmuje swojego dawnego profesora teologii, który ma wygłosić gościnny wykład. Profesor Ratzinger, papież, ma podjąć temat relacji rozumu i wiary w kontekście funkcjonowania uniwersytetu. Bardzo osobiste słowa duchownego, mocno podkreślającego swoje wzruszenie, prowadzą go do refleksji nad lekturą średniowiecznego dialogu pomiędzy bizantyjskim cesarzem Manuelem II Paleologiem a pewnym anonimowym Persem wyznającym islam. Rozmowa dotyczy między innymi tematu, który stanowi główną oś wykładu: stosunek wiary i rozumu.

Cesarz dowodzi w niej, że ponieważ wiara rodzi się w duszy, a nie w ciele, idea nawracania siłą polegająca jedynie na umiejętności podtrzymania nieustannej eskalacji przemocy i terroru jest niezgodnym z mądrością Boga absurdem, którym szczyci się głównie świat islamski. Absolutnie transcendentny Bóg islamu jest nieracjonalny ergo działania jego wyznawców również mogą być pozbawione rozsądku. Benedykt XVI cytuje tu słowa Manuela: Pokaż mi to, co Mahomet wprowadził nowego, a znajdziesz tam jedynie rzeczy złe i nieludzkie. Dalsze słowa wydawały się nie mieć znaczenia. Papieska ojczyzna, zamieszkała przez 4 miliony muzułmanów, zadrżała z oburzenia. Wkrótce jej śladami podążyła Europa.

Reklama

I nie miało większego znaczenia, że Benedykt zasadniczo nie nawiązał już do islamu i problematyki muzułmańskiej, że dalszą część wykładu stanowi apologia powodu, dla którego miejsce teologii jest na uniwersytecie a nie tylko w przyparafialnych bibliotekach i że apelował o realizację dialogu międzyreligijnego i międzykulturowego. W oczach opinii publicznej stał się wstecznikiem, niweczącym szlachetną współpracę z islamem zapoczątkowaną pontyfikatem swojego poprzednika.

Benedykt XVI wrócił do Watykanu

Reklama

Wystąpienie zaczęto powszechnie określać jako gafę, wpadkę, nawet kompromitację. Paradoks, jakim stało się ożywienie relacji ze światem islamu, którego znakomitym symbolem jest list sygnowany przez 38 muzułmańskich uczonych różnych nurtów, przyjmującym z wyrozumiałością tłumaczenia i ubolewanie Ratzingera, zdawał się mediów nie obchodzić. Agencje prasowe do dziś zresztą nie posypały głów popiołem za wprowadzanie w błąd opinii publicznej i komplikowanie stosunków między islamem a Watykanem, co przecież – tu znów paradoks – stanowiło ich główny zarzut wobec słów Benedykta XVI. Palenie papieskich kukieł, do którego doprowadziły nierozsądne działania mediów, to najłagodniejszy z symbolicznych obrazów tego skomplikowania.

Manifestacje niezadowolenia przybierały bowiem formy bardziej drastyczne, włącznie z agresywnymi atakami na chrześcijan. Spostrzegawczość nakazuje zwrócić uwagę, że wobec słów papieża wiążących rzekomo islam z przemocą, wybór takiej formy protestu raczej przyznaje słuszność papieżowi niźli podważa jego wiarygodność. Tym samym pytanie o racjonalność działań muzułmanów oraz ich religijną tolerancję, zdolność do powstrzymywania się od nawracania siłą, czyli pytanie postawione mimochodem w formie cytatu przez bawarskiego teologa, znalazło swoje potwierdzenie, rację bytu. Dziś nabiera ono nowej mocy.

Reklama

W perspektywie pogłębiających się konfliktów na Bliskim Wschodzie, niewyobrażalnych dramatów mających miejsce w Syrii, Iraku, ale również w Afryce, a także w kontekście Państwa Islamskiego i kryzysu imigrantów, masowo uciekających do Europy z terenów islamskich, cytat wybrany przez Benedykta XVI wydaje się wyjątkowo celny, a wątpliwości rodzące się z lektury tego fragmentu wykładu ratyzbońskiego jawią się jako wyjątkowo świeże.

Szczególnie w perspektywie innych, na swój sposób prorockich słów pochodzących z tego samego wystąpienia: (…) chrześcijaństwo, pomimo swego pochodzenia i pewnego poważnego rozwoju na Wschodzie, znalazło w końcu swój ślad historycznie decydujący o Europie. Możemy także wyrazić to odwrotnie: to spotkanie, do którego stopniowo dochodzi jeszcze dziedzictwo Rzymu, stworzyło Europę i pozostaje fundamentem tego, co – zgodnie z rozumem – można określić mianem Europy.

Stary Kontynent stworzyło chrześcijaństwo ubogacone filozofią Greków i kulturą rzymską. Częścią tego fundamentu jest więc Ewangelia. Zastąpienie jej przez jakiekolwiek inne dzieło filozoficzne, jak Kapitał Marksa, czy religijne, jak Koran, spowoduje, że europejska budowla zachwieje się i upadnie – twierdzi Benedykt.

Kto wie, czy nie tego zjawiska jesteśmy właśnie świadkami…

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite