video-jav.net

Mocno i konkretnie. „Testament duchowy” ojca Pelanowskiego

Te dziewiętnaście różnej długości rozdziałów to naprawdę to, co najistotniejszego chce nam dziś przekazać ojciec Pelanowski.

Katarzyna
Ragan
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Mocno i konkretnie. „Testament duchowy” ojca Pelanowskiego
Te dziewiętnaście różnej długości rozdziałów to naprawdę to, co najistotniejszego chce nam dziś przekazać ojciec Pelanowski.

Ojciec Augustyn Pelanowski to paulin o niezwykłej charyzmie, który otwarcie mówi jak jest i stara się ratować błądzących oraz wszystkich znajdujących się w trudnych sytuacjach. Mówi jasno i konkretnie o rzeczach ważnych. Wystarczy choć na chwilę oddać mu głos, a od razu wiemy, z jakim człowiekiem mamy do czynienia: „Nie dajcie się pożreć, lecz kogo się da, przeciągajcie do zbawienia”.

Książka „Testament duchowy. Gdy noc staje się jaśniejsza niż dzień” jest pełna takich perełek i rad jak żyć, by zbawić siebie i innych. Od razu rzuca się w oczy duża liczba cytatów z Pisma Świętego i to, jak bardzo są na nich oparte treści. Nie zostajemy jednak ze Słowem sami, w przeciwnym wypadku wystarczyłoby wziąć Biblię i ją przeczytać (do czego gorąco namawia sam autor, i ja oczywiście). Ojciec Pelanowski omawia kluczowe słowa, ale też opiera na cytatach z Pisma przykłady z historii świata, innych ludzi i swojej własnej. Wspomina śmierć Jakuba de Molaya, epidemię dżumy w Europie, historię Maksymiliana Kolbe i Faustyny Kowalskiej oraz wiele innych. Muszę przyznać, że to podobało mi się najbardziej – obrazowanie, że te dwa światy są nierozerwalnie połączone. Mój świat i świat Słowa. I że moje szczęście w głównej mierze zależy od tego czy żyję tym Słowem.

 

Jak osiągnąć szczęście w 4 prostych krokach

Ojciec Pelanowski napisał tak naprawdę jasny przewodnik pozbawiony domysłów i tzw. lania wody. Jest konkret:

  • miej Chrystusa w sercu,
  • przystępuj do Komunii Świętej,
  • czytaj Pismo Święte,
  • módl się.

Ale wbrew temu jak szybko można to wypunktować i jak prosto to może brzmieć – jest to ciężkie zadanie. O tym także jest ta książka, w której autor na szczęście pokazuje jak radykalnie przebrnąć przez lęki i zagrożenia. Bez rozmycia daje odpowiedzi na fundamentalne pytania. Trzeba jednak przyznać, że (przynajmniej mi) może być ciężko być aż tak radykalnym.

Nie ma się co oszukiwać, jest to kolejna książka, która nie jest ani łatwa, ani przyjemna. Nie raz i nie dwa czułam się dość niekomfortowo. Owszem, są fragmenty pokrzepiające, jest o nawróceniu, o miłości Boga i nawałnicy Jego miłosierdzia. Jednakże dość spora część tej lektury jest o… cierpieniu.

 

Co mam wspólnego ze zbawieniem innych?

Ojciec Pelanowski przechodzi przez wszystkie zjawiska społeczne, nawet te najbardziej drażliwe. Porusza cały system nerwowy. Zaczyna się „niewinnie”, od niezgody na grzech. Ile razy miłością bliźniego, przyjaźnią i innymi wymówkami zakrywamy fakt, że otwarcie przyzwalamy innym na grzech. Bo tak jest miło, wygodnie i współcześnie. Sama się na tym złapałam, na myśleniu “co tu ojciec wypisuje?”. Moje życie mogę zmieniać, ale innym nie będę mówić jak mają żyć. Błąd! Bo jeśli naprawdę nam na kimś zależy to przecież chcemy dla niego zbawienia! Nie mówię o krucjatach, ale mamy prawo napominać i modlić się o nawrócenie.

Im dalej w książkę, tym coraz więcej trzeba odzierać się z codziennych tłumaczeń i fałszu. Pojawił się jakże aktualny temat imigrantów, prześladowań, islamizacji i… ewangelizacji. Kiedy ostatnio ewangelizowaliście? Bo ja, niestety, muszę przyznać, że nie pamiętam.

Mocne, ale być może potrzebne słowa padają właśnie gdzieś w połowie książki:

Jest tylko jedna jedyna Ewangelia i jest tylko jedno jedyne prawdziwe Objawienie, którego dziedzicami jesteśmy my, katolicy, dlatego siły ciemności, zazdroszczące nam, pragną nam wmówić, że tak nie jest i że nie jest istotne, w co się wierzy, jak się wierzy, byleby być „dobrym człowiekiem”. Przestaje być katolikiem ten, kto by twierdził, że poza katolickim Kościołem jest dostępne zbawienie.

Długo ten fragment przedzierał mi się przez głowę, serce, całą skórę, aż do kości. I pomimo pewnej niezgody, czuję, że jest w tym też sporo racji. Takiej prawdy, której każdy się nieco obawia i nikt nie chce mówić o niej głośno. W mojej głowie została wręcz wykrzyczana i wciąż ją słyszę. Ojciec Pelanowski zmusza do spojrzenia w głąb siebie i odnalezienia sensu swojej wiary. Powrotu do podstaw i fundamentów.

 

Nienawiść, która daje wolność

Każdy z nas zna na pamięć fragment Ewangelii Mateusza: „ostatni będą pierwszymi”. W życiu jednak chcemy osiągać sukcesy, dostawać pochwały, awanse, układać sobie życie osobiste. Tymczasem ojciec Pelanowski pokazuje nam kilka przykładów z Pisma Świętego i życia, że najbliżej Boga są Ci, którzy są naprawdę ostatni tu na ziemi, którzy cierpią i poświęcają się służbie.

Aby naprawdę oddać się Panu, trzeba być już naprawdę ostatnim, podeptanym, tak, że się Go chwyta niejako od tyłu. Cierpienie – nie ważne czy nieco lżejsze czy niemal nie do wytrzymania, czy fizyczne, psychiczne czy duchowe – zawsze zmusza nas do zmiany perspektywy. Do innego postrzegania spraw i rzeczywistości.

Nie ukrywam, to kolejny ciężki temat poruszany w tej książce. Ale właśnie dzięki temu, że tu naprawdę nie ma ma tematów tabu jest to niesamowita podróż. Podróż wiary, by odnaleźć sens życia. „Nawóz cierpienia jest bolesny, ale wskazuje na to co dotychczas było w nas niedojrzałe i ukryte” pisze ojciec Augustyn Pelanowski i muszę przyznać, że ta książka może stać się takim nawozem dla wszystkich czytelników. Bezlitośnie odziera nas z nagromadzonych kłamstw i iluzji. Mimo, że w trakcie czytania zaboli, i pewnie się zdenerwujecie – naprawdę warto. Później można złapać oddech. I próbować naprawiać co się da. Bo po raz ostatni cytując autora: „nienawiść prawdziwa potrafi dać wolność tak jak fałszywa miłość zniewolić”.

Chrystus jest Prawdą, a Prawda wyzwala. Więc nie traćmy więcej czasu, pomnażajmy czas dla Jezusa. Wróćmy do punktów wypisanych wyżej. Rozwijajmy relację z Bogiem i zbawiajmy siebie oraz naszych najbliższych. Zresztą sami się przekonacie, że im lepsza będzie relacja z Bogiem, tym bardziej pogodzeni będziecie z innymi oraz – co być może ważniejsze – z samymi sobą.

Podsumowując – do odważnych świat należy. Nie będę Was okłamywać. Książka „Testament duchowy. Gdy noc staje się jaśniejsza niż dzień” o. Augustyna Pelanowskiego jest ciężka i trudna. Ale polecam ją wszystkim – wierzącym, agnostykom i niewierzącym. Dlaczego? Bo jest konkretna jak mało co we współczesnym świecie i szczera do bólu. Wbrew temu co się może wydawać, jej lektura nie męczy, a daje ożywczego kopa do ogarnięcia się.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Katarzyna Ragan

Zobacz inne artykuły tego autora >
Katarzyna
Ragan
zobacz artykuly tego autora >

Manuel – mały wojownik Światła

Co ważnego może powiedzieć nam zaledwie kilkuletni chłopiec cierpiący na złośliwą odmianę raka?

Anna
Leszczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Manuel - mały wojownik Światła
Co ważnego może powiedzieć nam zaledwie kilkuletni chłopiec cierpiący na złośliwą odmianę raka?

Manuel Fodera w wieku zaledwie trzech lat rozpoczyna swoją Drogę Krzyżową z diagnozą złośliwej neuroblastomy IV stopnia. Jest to wielki szok i cios dla rodziny chłopca. Książka powstała na wyraźne polecenie umierającego dziecka, który prosi swoją mamę Enzę o spisanie jego świadectwa. Jakie jest to przesłanie? Co może powiedzieć nam zaledwie kilkuletni chłopiec cierpiący na złośliwą odmianę raka?

Chłopiec nie z tego świata

Już sama diagnoza jest potwornie trudna i bolesna. Normalną ludzką reakcją jest bunt, żal, poczucie opuszczenia. Tylko rodzice tak chorych dzieci znają dotkliwe cierpienie towarzyszenia w bólu swoich pociech. Z książki dowiadujemy się, że stosunek Manuela do swojej choroby jest dalece odmienny od typowych reakcji. Rak staje się zaczynem kilkuletniej przygody i wielkiej bliskości z Jezusem, którego określa mianem swojego najlepszego przyjaciela. Owocem tej głębokiej więzi są liczne modlitwy, wiersze i listy, które wypływają z serca Manuela przepełnionego Duchem Świętym. Chorobę postrzega jako misję, która ma pomóc Jezusowi ratować zagubione dusze. Chłopiec staje się wielkim pocieszeniem dla małych pacjentów oddziału onkologii szpitala w Palermo, gdzie jest stałym bywalcem.

Zawsze uśmiechnięty, spokojny, figlarny. Błyskotliwymi żartami roztapia serca lekarzy, rodziny, przyjaciół, a także sióstr zakonnych i księży, którzy na wieść o jego niesłychanej odwadze przeżywania cierpienia w zjednoczeniu z Panem, przybywają poznać go osobiście. Swoją wrażliwością i pokorą wprawia w zadumę nawet samego Papieża Benedykta XVI, do którego pisze list z prośbą o modlitwę, a także swoim zapewnieniem miłości i troski. To właśnie ta troska małego chłopca jest zdumiewająca. Nie myśli o sobie, o swoim bólu, który w przebiegu choroby jest wyjątkowo bolesny. Manuel myśli o bliskich i o innych dzieciach, które również chorują. Wykazuje się niezwykłą empatią. Za każdego cierpiącego dużo się modli i pisze pocieszające wiersze.

Codziennie odmawianie Różańca i Koronki do Bożego Miłosierdzia jest ulgą i odpoczynkiem. W wieku sześciu lat przystępuje do Pierwszej Komunii Świętej. Bardzo mocno to przeżywa i jest szczęśliwy. Mówi, że Jezus i Maryja są dla niego największym ukojeniem w bólu. Co dzień przystępuje do Sakramentu Eucharystii, po której pozostaje w ciszy i pełnym skupieniu dwadzieścia minut. Spowiedź traktuje niezwykle poważnie. Ksiądz Ignaziao Vazzana będąc jego przewodnikiem duchowym opowiada, że „Manuel zawsze walczył jak prawdziwy wojownik, naśladując Chrystusa, aż do oddania swego życia za zbawienie i nawrócenie wszystkich ludzi”.

 

Wojownik Światła

Chłopiec pokazuje nam ewangeliczną postawę dziecka, o którą prosi nas Jezus. Jego prostota, ufność i miłość do Boga pokazują jak należy podchodzić do trudności, które dotykają każdego z nas. Śmiertelny rak atakował coraz mocniej ciało chłopca, podczas gdy jego dusza była stale radosna, spokojna, cierpliwa i ofiarna. Manuel z wielką odpowiedzialnością przyjmuje cierpienie i kolejne cykle chemioterapii w imię swojej misji Światła, o którą prosi go sam Jezus.

Ksiądz Vazzana powie: „Pewnego dnia, po otrzymaniu Komunii, wybuchnął płaczem i wyznał swojej matce, a potem mi to, co powiedział mu Jezus. Po tym jak Manuel się rozpłakał, zapytaliśmy go, co się stało i odpowiedział, że Jezus dał mu specjalny prezent i płacze ze szczęścia właśnie z tego powodu: Jezus przekazał mu dwa ciernie ze swojej korony i teraz chłopiec ma je w swojej głowie. Osłupiałem po jego słowach, bo po ludzku było to niewytłumaczalne. Między tymi wydarzeniami była idealna symetria: dwie masy nowotworowe i dwa ciernie z korony Jezusa, jako dar, w głowie chłopca”.

Dziewięcioletni Manuel rodzi się dla Nieba 20 lipca 2010 roku. Czy my jako dorośli potrafimy uwierzyć w cudowne przesłanie Manuela i to, że żadne trudności, choroby i kryzysy nie odłączą nas od Bożego źródła Miłości? Czy powierzymy się Bogu i oddamy Jemu ster naszego życia? Czy w pokorze potrafimy podziękować temu małemu Wojownikowi za tak dzielne dopełnienie misji?

Książkę powinien przeczytać każdy rodzic, który zmaga się z ciężką chorobą swego dziecka, a także każdy wierzący chrześcijanin, aby zastanowić się nad obrazem Boga jaki nosimy w sobie. Publikacja zawiera liczne fotografie Manuela z różnych etapów jego świętego życia, a także ręcznie pisane zapiski, wiersze i listy. Głęboko poruszająca w każdym calu.

 


Nakładem wydawnictwa Bratni Zew, ukazała się książka o Manuelu – niezwykłym 10-latku, który przeżył spotkanie z Jezusem w trakcie swojej choroby nowotworowej.

„Najpiękniejsza w naszej przyjaźni jest chwila, kiedy go jem. To tak jakby do mojego wnętrza wpadła bomba łaski i błogosławieństwa, która sprawia, że czuję się lepiej i jestem bezpieczny, bo On kocha mnie o wiele bardziej niż ja jestem w stanie kochać Jego” – mówił Manuel. Odszedł do Domu Ojca w 2010 r. 

Kup książkę w Dobroci.pl – sklepie Stacji7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Anna Leszczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna
Leszczyńska
zobacz artykuly tego autora >
Share via