Nasze projekty
Reklama
fot. BP KEP/Prawie Morały, youtube.com (print screen)

#DEBATA: Agata Rujner: “Ja też potrzebuję tej Komisji”

“Tęsknię za światem, w którym zanim ocenię czyjeś poglądy i czyjąś postawę, to zapytam, jak on ją rozumie i dlaczego się tak zachował…” - pisze dr teologii moralnej Agata Rujner w sprawie dyskusji wokół komisji ds. wykorzystywania seksualnego w Kościele.

Dwa lata temu przeczytałam książkę, która zmieniła moje życie. Od dawna sięgałam po historie osób skrzywdzonych przemocą seksualną (zarówno przez duchownych, jak i przez osoby świeckie). Jednak dopiero czytając słowa Tośki Szewczyk w książce „Nie umarłam. Od krzywdy do wolności”, pierwszy raz w takim kontekście doświadczyłam spotkania z Chrystusem. I to spotkanie zaowocowało konkretnym pragnieniem nawrócenia. Tak też rozpoczęła się moja droga nie tyle deklaratywnej, co realnej – choć wciąż pełnej błędów – solidarności z osobami skrzywdzonymi.   

Mija miesiąc od ostatniego posiedzenia plenarnego KEP, w czasie którego biskupi podjęli decyzję, że Prymas i jego Zespół nie będą prowadzić dalszych prac nad przygotowaniem dokumentów w celu powołania Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystania seksualnego osób małoletnich przez niektórych duchownych, a kolejne działania powierzyli bp. Sławomirowi Oderowi. Temat powoli powszednieje, emocje opadają, znowu robi się cicho… . Ta cisza może sprzyjać odkładaniu tego projektu do działu „nie-święte nigdy”, o którym mówiła Julka, jedna z osób skrzywdzonych, a jej pytanie „Jak długo jeszcze mamy czekać?” nadal wydaje się aktualne. 

Reklama

ZOBACZ>>> Prymas Polak nie będzie już odpowiedzialny za stworzenie komisji ds. wykorzystywania seksualnego w Kościele

Wiem, że… nie wiem 

Od kilku tygodni czytam komentarze dotyczące tej sprawy i coraz bardziej zaczynam tęsknić za światem, w którym – gdy nie znamy faktów – nie boimy się przyznać do tego, że czegoś nie wiemy. Tęsknię za światem, w którym zanim ocenię czyjeś poglądy i czyjąś postawę, to zapytam, jak on ją rozumie i dlaczego się tak zachował…

„Nie wiem” jest punktem wyjścia do zdobycia wiedzy, do poznania. „Nie wiem” może otwierać na spotkanie. Przypomina o tym, że nie tylko nie mam monopolu na prawdę, lecz także nie jestem jej właścicielem. To ono uczy mnie, że szukanie prawdy jest zadaniem, że to ona jest granicą wolności. „Nie wiem” chroni przed niesprawiedliwą oceną, przed przekonaniami, przed uprzedzeniami. „Nie wiem” pozwala wyruszyć razem i wspólnie odkrywać „co”, „dlaczego”, „jak”. Często wpadam w pułapkę „wiedzy”. Wydaje mi się, że wiem, co kryje się w sercu brata, co myślą inni ludzie, wydaje mi się, że ich znam. Ta pułapka skutkuje niekiedy nieuprawnionym generalizowaniem i używaniem liczby mnogiej tam, gdzie nie mam do tego prawa. Tymczasem „nie wiem” uczy mnie kochać. Nieuzasadnione „wiem” poszerza jedynie moją pychę i ogranicza horyzont poznawczy. „Nie wiem” zachęca mnie do relacji i do zaufania Bogu, do słuchania Jego i dostrajania mojego serca do Jego rytmu. 

Reklama

„Nie wiem” uczy też krytycznego myślenia i szukania obiektywnych źródeł. Jest zaproszeniem do rozpoznawania, od kogo mogę się rzetelnie dowiedzieć, kto przedstawia fakty, a kto wprowadza w błąd, a czasem wprost kłamie. To dotyczy także tej sprawy. 

Ja też potrzebuję tej Komisji 

Pozwalam sobie zabrać głos w tej debacie, ponieważ chcę być wierna Chrystusowi, którego spotykam w osobach pokrzywdzonych i mam podobne marzenia jak Tośka, która pisze: „Jestem w Kościele, bo wciąż odważam się o Nim marzyć. (…) Marzę o Kościele zdolnym do rozwiązywania bandaży Łazarza. (…) Mam marzenie o ludzie Bożym bez polaryzacji, w którym rzadziej używa się „albo”, a częściej „i”; o mniej wyraźnych podziałach na duchownych i świeckich; (…). Marzę o miejscu bezpiecznym dla grzeszników. Tak, mam na myśli również sprawców wykorzystania seksualnego. Marzę o wspólnocie, która prowadzi grzesznika w miłości i prawdzie do pojednania ze sobą – a później przyjmuje go jak odnalezionego brata. Mam marzenie o wspólnocie, która nie zmarnuje trudnych doświadczeń; która odważnie uzna swoje winy i będzie pierwszym dowodem na to, jak Bóg zbawia grzeszników”. 

W Kościele – czego nauczono mnie także na studiach – nie chodzi o teologiczne spory, o racje, o wizje. Kościół jest „powszechnym sakramentem zbawienia”. A zbawienie jest sprawą najwyższej wagi. Przemoc seksualna, której dopuścili się niektórzy duchowni, może skutecznie zaburzyć tę prawdę. Może ją zasłonić zarówno tym, którzy zostali skrzywdzeni, jak i pozostałym członkom wspólnoty. Jak pisał Jan Paweł II w 16. numerze „Reconciliatio et paenitentia”: „… stąd można mówić o wspólnocie grzechu: dusza, która upada przez grzech, pociąga za sobą Kościół i w pewien sposób cały świat. Innymi słowy, nie ma grzechu, nawet najbardziej wewnętrznego i tajemnego, najściślej indywidualnego, który odnosiłby się wyłącznie do tego, kto go popełnia. Każdy grzech rzutuje z mniejszą lub większą gwałtownością, z mniejszą lub większą szkodą na całą strukturę kościelną i na całą ludzką rodzinę”.  

Reklama

Przypomnienie tego faktu, jak również spojrzenie na Kościół przez pryzmat więzi, braterstwa płynącego z chrztu świętego, może pomóc nam domagać się nazwania zła (również tego z przeszłości), zatrzymania go, zadośćuczynienia. Przecież możemy mówić także o „wspólnocie świętych” i – co też przypomina Jan Paweł II – „każda dusza, która się podnosi, dźwiga świat”. 

Mam wrażenie, że jeśli w tej perspektywie spojrzymy na potrzebę powołania niezależnej Komisji, to łatwiej będzie się nam porozumieć i uznać ją za priorytet – będziemy mogli zobaczyć w niej nie tyle zagrożenie, trud, wyzwanie, co realne dobro! Dobro dla osób skrzywdzonych (także tych, którzy od kilkudziesięciu lat czekają na uznanie ich krzywdy), dobro dla sprawców, dobro dla całej wspólnoty Kościoła. Dyskusja nie rozgrywa się bowiem na pojęciach abstrakcyjnych, teoretycznych, odległych, ale dotyczy konkretnych osób skrzywdzonych, konkretnych sprawców przemocy i równie konkretnych członków wspólnoty Kościoła, która także została dotknięta skutkami tych przestępstw (co oczywiste w inny sposób niż osoby bezpośrednio pokrzywdzone). Co więcej – ta dyskusja nie dotyczy jedynie doczesności. Ona może mieć swoje skutki eschatologiczne. Między innymi z tego powodu nie można zwlekać z działaniem (i nie można się skupiać jedynie na sprawach bieżących). 

WIĘCEJ>>> Bp Ważny spotkał się ze skrzywdzonymi. Otwarte spotkanie odbyło się w sosnowieckiej kurii

Jakość motywacji rodzi zaangażowanie 

Jest taka legenda, która mówi, że gdy Jezus przed ukrzyżowaniem został rozebrany, to Matka Najświętsza miała zdjąć z głowy chustę i poprosić żołnierza, aby okrył nią Jezusa. Chciałabym być kimś, kto ściąga z głowy chustę, by ocalić niewinność drugiego. Nie chcę odwracać wzroku, stać bezczynnie albo wołać: „ukrzyżuj”. Chrystus ponownie nas scalił i zburzył mur, który nas dzielił – wrogość. Jeśli ona się w nas pojawia, to możemy zakładać, że jest to dzieło nieprzyjaciela. Drugi to wilk? Drugi to niebo? Drugi to piekło? Drugi to Chrystus? Drugi to…? 

Wiele zależy od odpowiedzi na to pytanie. Codziennie piszemy własną odpowiedź. Odpowiedź, która nie trafia w próżnię, ale oddziałuje na cały Kościół. Jak pisał papież Franciszek w Motu Proprio „Vos estis lux mundi”: „Aby takie zjawiska, w jakichkolwiek formach, nie miały więcej miejsca, potrzebne jest nieustanne i głębokie nawrócenie serc, potwierdzone konkretnymi i skutecznymi działaniami, które angażowałyby wszystkich w Kościele, tak aby osobista świętość i zaangażowanie moralne mogły przyczynić się do krzewienia pełnej wiarygodności przepowiadania ewangelicznego i skuteczności misji Kościoła”. Tośka w swojej książce pisze: „Wiem, że nie starłam sobie kolan na modlitwie dostatecznie mocno, żeby móc z czystym sumieniem Go [Kościół – przy. aut.] porzucić”. Ja także potrzebuję je wciąż ścierać, by pamiętać, że: „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. 

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas