Nasze projekty
Reklama
fot. Konferencja Episkopatu Polski/Flickr/Stacja7

#DEBATA: Tomasz Krzyżak: „Nie czas na nekrolog dla komisji historycznej Episkopatu”

Nie rozumiem decyzji biskupów. Ale to, że jej nie pojmuję nie może zamykać mnie na dialog z nimi - pisze Tomasz Krzyżak w sprawie dyskusji wokół komisji historycznej.

Ponad dwa tygodnie temu biskupi zdecydowali, że zespół pod przewodnictwem abp. Wojciecha Polaka, który od dwóch lat przygotowywał założenia dla ogólnopolskiej komisji ds. wyjaśniania przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich, nie będzie już tego robił. Zamiast niego ma powstać nowy zespół, którym ma pokierować bp Sławomir Oder, ordynariusz gliwicki. Ta dość zaskakująca decyzja wywołała spore oburzenie i niezadowolenie. Przede wszystkim u osób, które oczekiwały na to, że na tym posiedzeniu KEP biskupi przyjmą przygotowane przez abp. Polaka dokumenty i zdecydują o powołaniu komisji. Bardzo czytelnym znakiem tego niezadowolenia była akcja „kamienie wołać będą”.

Błyskawicznie jednak – także wśród wypatrujących dnia powołania komisji – pojawił się podział. Jedni mówią, że biskupi oszukali, a zespół pod przewodnictwem bp. Odera przygotuje gorsze dokumenty aniżeli te, które były dziełem zespołu prymasa Polski, co w praktyce będzie oznaczało, że komisja nie będzie niezależna, itd. Ich zdaniem biskupi powinni dać sobie spokój. Powinni wrzucić wszystkie przygotowane dokumenty do kominka i nie zawracać sobie głowy tematem. Oni po prostu nie wierzą w to, że komisja powstanie. Przestają wierzyć hierarchii. Nawołują do tego, by przestać oglądać się na biskupów i robić swoje.

Reklama

Inni mówią, że choć stało się źle, to jednak da się z tego wyprowadzić nowy proces, który ostatecznie doprowadzi do tego, że komisja powstanie. I chociaż także i oni nie kryją swojego rozgoryczenia, to jednak apelują o zakopanie toporów wojennych i dialog.

Nie będę ukrywał tego, że zdecydowanie bliżej mi do tego drugiego podejścia. Mleko się rozlało, można usiąść nad nim i płakać lub złorzeczyć, ale można wziąć szmatę, wytrzeć podłogę i pójść po nową butelkę. Prawdą jest, że komunikacyjnie biskupi temat zawalili od początku do końca, prawdą jest też, że eksperci zgromadzeni wokół prymasa wykonali kawał dobrej roboty, ale prawdą jest też to, że nikt tego nie chce wyrzucać do kosza. Mówi się o poprawieniu dokumentów pod kątem prawnym, a także stylistyczno-językowym. Będąc z natury niepoprawnym optymistą nie pisałbym zatem koncepcji komisji żadnego nekrologu.

To, że da się ze sobą spokojnie porozmawiać widziałem na własne oczy w czwartek wieczorem w Sosnowcu, gdzie obok siebie usiedli przy jednym stole biskupi, osoby skrzywdzone, osoby zainteresowane tematyką komisji oraz członkowie komisji „Wyjaśnienie i Naprawa” Diecezji Sosnowieckiej. Spotkanie wymyślił bp Artur Ważny. Nikomu nie wysyłano żadnych zaproszeń. Informacja pojawiła się tylko w mediach społecznościowych skąd przeszła także do tradycyjnych. Mógł przyjść każdy kto chciał. Zaskoczeniem było, gdy w drzwiach pojawił się… bp Sławomir Oder, który oznajmił, że przyjechał, bo chciał się spotkać. Miał prawo, bo zaproszony był każdy. Koncepcja była prosta: siadamy i każdy może powiedzieć co chce. Były zatem i pretensje, i próby zrozumienia decyzji biskupów, były emocje, łzy. Była wymiana poglądów. BYŁO SPOTKANIE, na którym nikt nikogo do niczego nie przekonywał. Siedzieliśmy ponad trzy godziny. Wychodziliśmy, pozostając przy swoich stanowiskach i argumentach. Ale opuszczaliśmy sosnowiecką kurię w jakiś sposób bogatsi o doświadczenie tego spotkania. Nie mam co do tego wątpliwości. I choć de facto decyzję o powstaniu komisji będą podejmowali wyłącznie dwaj uczestnicy tej rozmowy, to warto było. Nawet nie idzie o to, że ze strony biskupa Odera padło zapewnienie, że dokumenty przygotowane przez zespół prymasa nie trafią do kosza, ale są podstawą do dalszych prac. Idzie po prostu o sam fakt bycia ze sobą i rozmowy.

Reklama

ZOBACZ: Bp Ważny spotkał się ze skrzywdzonymi. Otwarte spotkanie odbyło się w sosnowieckiej kurii

Załóżmy jednak, że biskupi wsłuchają się w głos pierwszej grupy. Przyjmą jej argumenty i dadzą sobie z komisją spokój. Już widzę te nagłówki w gazetach, paski na telewizyjnych ekranach oraz rozgrzane do czerwoności media społecznościowe… Wtedy dopiero podniósłby się wrzask, że mają w nosie pokrzywdzonych, że przecież w czerwcu 2025 r. mówili coś o „determinacji”. To jest w istocie tkwienie w konflikcie i nieumiejętność znalezienia z niego wyjścia. Przerzucanie swojej frustracji na innych. Kręcąc się w kółko, wietrząc wszędzie spiski nigdy nie uda się niczego osiągnąć. Tego naprawdę chcemy? Gdzie zatem nasza troska o pokrzywdzonych, o której tak wielu w tych dniach mówi?

Nie rozumiem decyzji biskupów. Ale to, że jej nie pojmuję nie może zamykać mnie na dialog z nimi. Na próby przekonywania, by zrobili odważny krok naprzód. Ale w dialogu, nie w połajance.

Reklama

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas