Nasze projekty
Reklama
fot. BP KEP/Archiwum prywatne autora

#DEBATA: Ks. Piotr Kieniewicz: Komisja historyczna Episkopatu. Spór bez miejsca na zaufanie

Tak jak byłem i jestem gotów przyjąć każdy wynik wyborów prezydenckich i parlamentarnych w moim kraju, tak jestem gotów poddać się prowadzeniu biskupów - pisze ks. Kieniewicz w sprawie dyskusji wokół komisji.

Od dawna nie oglądam wiadomości w telewizji, przestałem śledzić artykuły polityków i komentatorów sceny politycznej. Ostatnio to samo podejście mam do komentatorów sceny kościelnej. Męczy mnie coraz bardziej nasilająca się fala histerii płynącej z niezgodności rzeczywistości z przekonaniami i pragnieniami komentującego. Wiem, że nie muszę się wgryzać w szczegóły toczonych dyskusji, bo jak to ujął jeden z moich współbraci – rzeczy istotne dotrą do mnie i tak.

Przed wyborami prezydenckimi powiedziałem jednemu z uczestników debaty politycznej, że jestem gotów uznać każdy wynik wyborów. Zapadła cisza. Obawiam się, że mój interlocutor nie mógł tego samego powiedzieć o sobie. Faktem jest, że od czasu ogłoszenia wyniku wyborów, w których murowany faworyt przegrał, część jego zwolenników zaczęła nakręcać histeryczną narrację o sfałszowanych wyborach. Paradoks polega na tym, że podważanie zaufanie do wyniku wyborów prezydenckich uniemożliwia zbudowanie jakiegokolwiek stabilnego rozwiązania konstytucyjnego impasu, w jakim znalazła się Polska. Niezależnie bowiem, jaki wynik uzyskano by podczas ponownego przeliczenia kart do głosowania, strona przegrana nie uwierzy w jego prawdziwość. Nikt nie będzie wierzyć w wynik jakichkolwiek wyborów, które pójdą nie po jego myśli. 

Reklama

Może zresztą o to chodzi (może nie partyjnym działaczom, ale na pewno rządzącym krajami ościennymi). Naród podzielony jest łatwy do sterowania. Narodem, w którym dominują emocje – nade wszystko emocje gwałtowne i naznaczone agresją – łatwiej jest sterować. Mam nadzieję, że nikt z nakręcających histerię o sfałszowanych wyborach nie robi tego na zlecenie obcych, że nikt z nich nie jest zdrajcą. Mam nadzieję, że płynie to z nieroztropnej – ale jednak – troski o Polskę. Bo jeśli jest tam „tylko” nieroztropność, jeśli jest dobra wola, to możemy się porozumieć i coś wspólnie stworzyć. Ze zdrajcami rozmawiać nie wolno.

Episkopat w ogniu krytyki

Powyborcza histeria nie jest jedyną, która omotała ostatni dni. Drugą jest lawina komentarzy po decyzji biskupów odnośnie do dalszego procedowania spraw związanych z nadużyciami seksualnymi wobec małoletnich popełnionymi przez niektórych członków Kościoła. Generalnie wymowa tych komentarzy jest taka: ponieważ abp Polak nie jest szefem tej komisji, to znaczy, że biskupi zdradzili poszkodowanych, co jest skandalem tak wielkim, że utracili wszelką wiarygodność, zaś Kościół w Polsce de facto jest skończony – przynajmniej w swoim wymiarze hierarchicznym. Jakiekolwiek próby wyjaśnienia podjętych decyzji traktowane są ze zrozumieniem równym zwolennikom teorii o sfałszowanych wyborach. Odrzucane są wypowiedzi uczestników i świadków obrad. Rzecznikowi KEP wprost zarzuca się kłamstwo.

ZOBACZ: Prymas Polak nie będzie już odpowiedzialny za stworzenie komisji ds. wykorzystywania seksualnego w Kościele

Reklama

Podobnie jak w odniesieniu do kwestii wyborów prezydenckich – zakładam, że zarówno biskupi jak i pomstujący na ich decyzje komentatorzy, są ludźmi dobrej woli. Inaczej postrzegają rzeczywistość, inną mają perspektywę, ale szukają dobra i chcą jego realizacji. Jeśli takiego założenia nie uczynimy, jeśli założymy, że „druga strona” nie jest godna zaufania – podcinamy jakąkolwiek płaszczyznę porozumienia. Jeśli nie uznamy wzajemnego prawa do tych różnic, porozumienie będzie mogło być osiągnięte jedynie przez uniformistyczne podporządkowanie wszystkiego jednej, jedynej, „najmojszej” prawdzie. 

Z tego, co wiem, jedynym, który może odwoływać się do charyzmatu nieomylności jest Ojciec Święty, jeśli wypowiada się ex catedra. Nie jest nieomylnym ani dziennikarz-publicysta, ani żaden biskup. Dlatego kategoryczne wypowiedzi którejkolwiek ze stron są cokolwiek nie na miejscu; przy czym trzeba wprost stwierdzić, że owej kategoryczności ze strony biskupów nie było i nie ma. Natomiast kategorycznie, surowo i odsądzając tychże od czci i wiary wypowiadają się dziennikarze i publicyści, w dobrej zapewne wierze myśląc, że bronią poszkodowanych. Tyle że – tak jak w kwestii ponownego liczenia głosów – odebrawszy podstawy zaufania wobec biskupów, uniemożliwiają de facto naprawę krzywd, przebaczenie, uzdrowienie. W najlepszych i najprawdziwszych słowach potępionego przez publicystów Episkopatu nie będzie odnajdywał pociechy ktoś, kto skrzywdzony w Kościele, w Kościele szukać będzie uzdrowienia.

Sprawiedliwość świata a logika Ewangelii

Logika uzdrowienia duchowego wedle świata polega na bezwzględnym potępieniu sprawcy, ukaraniu go ponad miarę – tak by dać nauczkę jemu i każdemu, kto z nim jedno myśli. W efekcie świat nie ma miary w karaniu. Proces karania jest eskalowany do poziomu unicestwienia sprawcy. Tylko wtedy, wedle miary świata, jest szansa na ukojenie zadanego przez sprawcę bólu. Tyle że jest to kłamstwo. Świat nazywa to sprawiedliwością, ale w istocie jest to piekło.

Reklama

Prawdziwe uzdrowienie przychodzi przez przebaczenie. Nie jest ono ani zbagatelizowaniem zadanych ran, ani zgodą na zuchwałość przestępcy. Chrystus przebacza, nie dlatego, że grzesznicy zostali ukarani i teraz można im okazać łaskę, ale dlatego, aby ich od kary uwolnić. Jego przebaczenie służy za fundament przemiany serc – tych poranionych i tych, które raniły.

Tak jak byłem i jestem gotów przyjąć każdy wynik wyborów prezydenckich i parlamentarnych w moim kraju, tak jestem gotów poddać się prowadzeniu biskupów. Wierzę, że słowa Chrystusa „kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi – Mną gardzi” nie mają jedynie symbolicznego znaczenia ani też nie odnoszą się wyłącznie do samych Apostołów. Zapewne w niejednej sprawie będę miał inne zdanie, niż biskupi, ale moja wiara w Kościół oznacza zgodę na bycie prowadzonym także tam, gdzie nie chcę. Dlatego jestem przyjąć decyzje biskupów i moich przełożonych zakonnych – nie dlatego, że są nieomylni (bo nie są), nie dlatego, że mają rację (bywa, że nie mają), ale dlatego, że postrzegam posłuszeństwo wiary jako drogę zbawienia.

PRZECZYTAJ TEŻ: Co dalej z komisją tworzoną przez Episkopat?

Patrzę na Kościół oczami wiary, jako grzesznik, któremu przebaczono i kapłan, któremu zlecono posługę jednania. Nie wybieram stron, bo jedyną, po której chcę stać – jest Chrystus. Nie ma we mnie zgody na stawianie przeciwko sobie poszkodowanych i biskupów, jakby byli stronami konfliktu, bo nimi nie są. Nie ma we mnie zgody na to, by w Kościele ktokolwiek stał przeciwko bliźniemu. Nie wierzę w uzdrowienie ran przez sprawiedliwość świata. Uzdrowienie przychodzi przez przebaczenie, zarówno to, które jest odpowiedzią na żal i skruchę, jak i to, które ma sprawcę do żalu i skruchy doprowadzić. Gdy Chrystus wypowiadał na krzyżu słowa „Ojcze, przebacz im, bo nie widzą co czynią”, nikt z tych, którym daru miłosierdzia udzielał, nie żałował. To był dar, który miał przynieść owoce w przyszłości. Obawiam się, że ta przyszłość wciąż jeszcze dla wielu nie nadeszła…

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że moje słowa zostaną zinterpretowane jako próba wyłgania się przestępców od odpowiedzialności lub ich usprawiedliwiania, ale będzie to interpretacja całkowicie nieuzasadniona. Przestępstwa powinny być ukarane. Sprawcy powinni być pociągnięci do odpowiedzialności, ale indywidualnie a nie na zasadach odpowiedzialności zbiorowej. Jeśli ktoś jest winny – duchowny czy świecki, ksiądz czy biskup – powinni za to odpowiadać, ale byłoby niesprawiedliwe, gdyby za nich odpowiadać mieli inni. Nie ma też we mnie zgody na publiczne (medialne ale też prawno-kanoniczne) linczowanie – w każdej sprawie powinna obowiązywać zasada domniemanej niewinności, w której oskarżenie nie jest równoznaczne z dowodem, gdzie oskarżony ma prawo do sprawiedliwego procesu i faktycznej obrony.  Ale to już temat na odrębny komentarz.

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas