fot. BP KEP, flickr.com/parafiamichal.pl
#DEBATA: Ks. Dohnalik: Małe „non possumus”. Testament zespołu Prymasa
Nie chodzi tylko o powołanie Komisji – choć ta jest ważna. Chodzi o wiarygodność Kościoła i Ewangelię, która nakazuje stanąć po stronie najmniejszych - pisze ks. Jan Dohnalik - prawnik kanonista, członek Rady przy delegacie KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży.
„Czy my nie zwariowaliśmy, że przywiązujemy do tej sprawy tak wielką wagę?” – zapytał mnie jeden z przyjaciół, z którym dzielę wrażliwość na sprawy ochrony małoletnich i bezbronnych oraz wsparcia i upodmiotowienia pokrzywdzonych. „Nie – odpowiedziałem spontanicznie – to najważniejsza sprawa, jaką się zajmowałem w ostatnich kilkunastu latach… przecież to jest Ewangelia”.
Zapraszamy do debaty na temat komisji historycznej Episkopatu. W najbliższych dniach opublikujemy kolejne teksty, które pozwolą zaprezentować różne stanowiska, opinie i odczucia w tej sprawie. Temat wywołał duże emocje po tym, gdy w czerwcu Konferencja Episkopatu Polski zdecydowała, że za tworzenie komisji nie będzie już odpowiedzialny Prymas Polski, abp Wojciech Polak. Jego miejsce zajął biskup gliwicki Sławomir Oder, co spotkało się z niezadowoleniem części komentatorów i środowisk, które odebrały tę zmianę jako osłabienie niezależności i wiarygodności powstającej komisji.
Serce Ewangelii
To ostatnie jest jednym z najbardziej fundamentalnych odkryć Kościoła w ostatnim czasie. Kościół, który przechowuje wiernie Ewangelię i odczytuje ją w liturgii, odkrywa w niej często skarby, których wcześniej w pełni nie dostrzegał: „A kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje. Lecz kto by się stał powodem grzechu, dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu lepiej byłoby kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń!” (Mt 18,5-7a). Można by wymieniać wiele innych fragmentów Dobrej Nowiny: o tym co uczyniliśmy jednemu z tych najmniejszych, a także tych ze świętym Józefem, opiekunem i obrońcą Dziecka w roli głównej. Wystarczy jednak zacytować kolejne słowa papieża Leona XIV, który w osobistym liście do wiernych w Peru napisał, że ochrona i troska wobec dzieci, młodzieży i dorosłych bezbronnych „nie są strategią duszpasterską: są sercem Ewangelii”.
Przed sześcioma laty Kościół w Polsce zdecydował się na bardzo ewangeliczny i głęboki znak: pierwszy spośród polskich biskupów – Prymas – został wydelegowany do ochrony dzieci i młodzieży, a więc do służby najmniejszym i bezbronnym. Prymas Polski – śladem swoich wielkich poprzedników – ma w tym wymiarze do wypełnienia misję prorocką, na której spotyka się z niezrozumieniem wielu. Wypełnia ją we współpracy ze świeckimi, osobami konsekrowanymi i duchownymi – czyli synodalnie. (Podsumowanie prac Komisji).
Pośród zamętu w sprawie niezależnej Komisji, spowodowanego odsunięciem księdza prymasa i jego zespołu od prac nad jej utworzeniem, warto pamiętać wezwanie papieża Leona XIV, „aby zbudować Kościół, w którym nikt nigdy nie będzie musiał cierpieć w milczeniu i w którym prawda nie będzie postrzegana jako zagrożenie, ale jako droga wyzwolenia”. Chodzi więc tu o coś znacznie większej wagi, niż utworzenie tej niezwykle ważnej kościelnej komisji.
Przeczytaj również
ZOBACZ>>> Tośka Szewczyk: „Gdyby decyzja biskupów była dobra… Czyli pytanie, które nie padło”
Pierwszy biskup w służbie bezbronnym
W tym kontekście, wspaniałym znakiem i darem Opatrzności jest fakt, że biskupem, który został wydelegowany przez Konferencję Episkopatu Polski do troski duszpasterskiej o tych najbardziej zagrożonych oraz już zranionych przestępstwem został Prymas Polski, abp Wojciech Polak. Prymas, czyli dosłownie (tłumacząc z łaciny) pierwszy spośród biskupów polskich. Dziś ten tytuł ma znaczenie honorowe, ale być może jeszcze większym honorem jest bycie delegatem ds. ochrony dzieci i młodzieży. Decyzje KEP z 2019 i 2024 roku, aby powierzyć ten urząd właśnie księdzu Prymasowi ukazały wagę tego zadania (niezależnie od tego, czy wszyscy księża biskupi byli jej świadomi). Jeśli pierwszy biskup w Polsce jest tym, kto służy małoletnim i bezbronnym, jest to zadanie pierwszorzędne, podstawowe, najbardziej ewangeliczne.
W historii naszego narodu misja prymasów Polski była szczególna i wyjątkowa, a w historii najnowszej miała niejednokrotnie wymiar świadectwa i proroctwa, często nie od razu zrozumiałego. Prymas Wyszyński był przez wielu – także współbraci biskupów – niezrozumiany zarówno wtedy, kiedy negocjował w 1950 roku porozumienie z rządem PRL, jak i wtedy, gdy wypowiedział słynne non possumus i w konsekwencji został umieszczony w więzieniu na długie trzy lata. Skarżył się potem, że w najbardziej dramatycznym momencie wzięli go w obronę tylko Niemiec i pies (chodziło o psa Bacę, który ugryzł funkcjonariusza UB w czasie aresztowania Prymasa oraz o ks. Wojciecha Zinka, wikariusza generalnego diecezji warmińskiej, autochtona, który jako jedyny z pozostających na wolności członków Episkopatu Polski sprzeciwił się podpisaniu dokumentów „uzasadniających” internowanie prymasa Wyszyńskiego i odczytaniu ich wiernym). Okazało się, że podczas lat więzienia prymas Wyszyński stał się ewangelicznym znakiem sprzeciwu i na jego autorytecie moralnym można było zbudować milenijny program odnowy duszpasterskiej Kościoła w Polsce.
Dzisiaj arcybiskup Wojciech Polak, wydelegowany przez księży biskupów do wsparcia całego systemu ochrony, dźwiga ciężkie brzemię troski duszpasterskiej o małoletnich i pomocy zranionym wykorzystaniem seksualnym w Kościele w Polsce. Jak jego wielki poprzednik, wydaje się czasem niezrozumiany i samotny. Tak było w 2020 roku, gdy wypełniając wiernie przepisy opublikowanego rok wcześniej motu proprio papieża Franciszka Vos estis lux mundi prymas Polak zgłosił do Stolicy Apostolskiej zawiadomienie o podejrzeniu poważnych zaniedbań ówczesnego biskupa kaliskiego (dziś już zmarłego) bp. Edwarda Janiaka. Obecnie, w 2025 roku, nagła decyzja Konferencji Episkopatu Polski o odsunięciu arcybiskupa Polaka od tworzenia kościelnej komisji niezależnych ekspertów wywołuje wrażenie niezrozumienia dla misji księdza Prymasa, wybranego powtórnie zaledwie rok wcześniej na delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. Zdumienie, a nawet oburzenie, wyrażane wobec tej decyzji przez tak wielu wiernych ukazuje znaczenie osoby księdza Prymasa i pełnionego przez Niego urzędu delegata. Poprzez wierność powierzonemu zadaniu w kluczowych momentach, a także autentyczną troskę duszpasterską o najmniejszych – ksiądz Prymas staje się w naszym Kościele i społeczeństwie autorytetem, uznawanym także przez wielu z tych, którzy w pełni nie rozumieją lub nie wspierają misji Kościoła w świecie.
Kościół synodalny i solidarny
Na szczęście ksiądz Prymas nie jest w tym dziele osamotniony. Wokół niego oraz całego dzieła ochrony dzieci i młodzieży gromadzi się cała rzesza osób świeckich, konsekrowanych i duchownych. Niedawno miało miejsce wyjątkowe wydarzenie, które to pokazało: szkolenie odpowiedzialnych za system ochrony dzieci i młodzieży w Polsce, współorganizowane przez Biuro Delegata KEP, Centrum Ochrony Dziecka i Fundację św. Józefa KEP. W połowie maja na Górze św. Anny było obecnych ponad 200 osób – biskup Louis Manuel Alí Herrera z Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich, ksiądz Prymas i biskup miejsca Andrzej Czaja, osoby zaangażowane w to dzieło na poziomie watykańskim oraz ogólnopolskim, a przede wszystkim delegaci, duszpasterze, kuratorzy oraz odpowiedzialni za prewencję z całego kraju – mężczyźni i kobiety, konsekrowani, duchowni i świeccy, wszyscy zjednoczeni wokół wspólnego zadania, solidarni z osobami skrzywdzonymi, zaangażowani, aby chronić najsłabszych. Był czas na słuchanie siebie nawzajem – i to spotkanie stało się dla mnie obrazem Kościoła synodalnego, Kościoła, który słucha, co brat i siostra mają do powiedzenia. Kościoła, który wychodzi poza jednowymiarowe struktury złożone jedynie z duchownych, osób zakonnych czy biskupów, w których słuchając tylko osób podobnych do siebie można łatwiej podjąć błędną decyzję (choć często prawnie wiążącą). Tymczasem na Górze św. Anny łatwiej było usłyszeć chrześcijan o innym powołaniu, zrozumieć ich wrażliwość, aby razem służyć tym, których wrażliwość została – lub może być – zraniona.
Testament zespołu Prymasa czyli małe non possumus
Podobnie synodalnym doświadczeniem było dla mnie uczestnictwo w zespole przygotowującym projekt Komisji niezależnych ekspertów ds. zbadania zjawiska wykorzystania seksualnego w Kościele w Polsce. Byli tam obecni specjaliści najwyższej klasy spośród biskupów, księży, osób konsekrowanych oraz świeckich. Słuchaliśmy się nawzajem i wypracowywaliśmy nasz projekt w poszanowaniu wzajemnych kompetencji i wrażliwości. Wbrew pojawiającej się tu i tam opinii zespół był gotowy do dialogu, także z Radą Prawną KEP. Pierwotny projekt był wielokrotnie przepracowany, aby odpowiedzieć na postulaty Rady. Przedostatnia jego wersja została wypracowana wraz z podzespołem prawników z Rady Prawnej. Ostatni projekt, upubliczniony potem przez KAI, uwzględnił także postulaty wyrażone przez księży biskupów na sali obrad plenarnych marcowego 400. spotkania KEP. Uważamy go za tekst kompletny i definitywny nie w tym znaczeniu, że nic nie można już w nim poprawić czy zmienić – ale w tym wymiarze, że wraz z gotowym statutem Komisji mógłby już dziś stanowić podstawę do jej powołania.
Jednocześnie należy przyznać, że nasz zespół przyjął pewne podstawowe zasady funkcjonowania przyszłej Komisji, od których – w podzielanym przez jego członków przekonaniu – nie mógł odstąpić, aby nie podważyć istoty całego projektu i jego wiarygodności. Były to zasady niezależności Komisji, samodzielności w określeniu własnej metodologii pracy, stworzenia przez nią przestrzeni wysłuchania osób skrzywdzonych (w tym takich, których sprawca krzywdy już nie żyje), różnorodnych kompetencji członków Komisji, oraz takiego przeanalizowania mechanizmów występowania krzywdy, aby pomóc uniknąć ich w przyszłości.
Zachowując historyczne proporcje, a jednocześnie mając na uwadze, że był to zespół skupiony wokół księdza Prymasa – te podstawowe zasady można by nazwać małym non possumus naszego gremium. Nie możemy (non possumus) przyjąć modelu komisji, który nie będzie gwarantował przestrzegania tych fundamentalnych założeń. Nie dlatego, że jesteśmy nieprzejednani i uparci. Jedynym powodem takiego postawienia sprawy jest przekonanie, że komisja, która nie byłaby niezależna, samodzielna, wysłuchująca skrzywdzonych, kompetentna oraz interdyscyplinarna – nie byłaby ani potrzebna, ani wiarygodna. A bycie wiarygodnym, czyli godnym wiary – jest warunkiem zaufania, o okazanie którego tak wielu dziś apeluje do wiernych. Aby podsumować przesłanie naszego zespołu, możemy po raz kolejny zapożyczyć słowa papieża Leona XIV: „kultury spotkania nie tworzy się pustymi przemówieniami lub zmanipulowanymi historiami, ale faktami opowiedzianymi z obiektywizmem, precyzją, szacunkiem i odwagą”.
ZOBACZ TEŻ>>> Tomasz Krzyżak: „Nie czas na nekrolog dla komisji historycznej Episkopatu”
Wskazania św. Jana Pawła II
Biskup Sławomir Oder, który z woli Konferencji Episkopatu Polski ma pracować nad dokumentacją odnoszącą się do Komisji był postulatorem procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego św. Jana Pawła II. Wydaje się więc, że w obecnej dramatycznej sytuacji należałoby nie tylko prosić Jana Pawła II o wstawiennictwo, ale także poszukać w jego nauczaniu i postawie tego, co mogłoby dać trochę nadziei w dzisiejszym trudnym momencie i wskazać drogę wszystkim, którzy rozumieją wagę tej sprawy.
Młody biskup Karol Wojtyła w swoim liście wysłanym do sekretariatu przyszłego Soboru Watykańskiego wskazywał przede wszystkim na chrześcijański personalizm, który powinien kierować działaniem Kościoła. Dostrzeżenie wartości każdej osoby ludzkiej – a więc, dodajmy, przede wszystkim tej słabej, zranionej, bezbronnej, potrzebującej ochrony i wsparcia – jest pierwszą wskazówką świętego papieża.
Druga wskazówka odnośnie do prac nad Komisją i jej kształtu znajduje się w tym samym tekście. Przyszły papież pisał w 1959 roku, że „dzisiejsze stosunki społeczne, tak odległe od dawnego patriarchalizmu, bliskie zaś duchowi demokracji, wymagają zastosowania współczesnej i dostosowanej do czasu metody […], kapłani powinni unikać różnych form «protekcjonalizmu» lub form «patriarchalnych», nawet jeśli wspierają się one na tradycji, ale również i jakiejkolwiek separacji względem świeckich, ponieważ to wszystko sprzeciwia się współpracy w budowaniu Ciała Mistycznego. W duszpasterstwie świeccy nie mogą być brani tylko jako przedmiot; powinni być uważani również za «współpracujący podmiot»”.
Wreszcie trzecie wskazanie, które ukazuje sens oczyszczenia pamięci, płynie już z działalności Papieża z Polski w przygotowaniu i w trakcie Wielkiego Jubileuszu. Ojciec Święty nie bał się uznać grzechów obecnych w historii Kościoła oraz publicznie za nie przeprosić. Tak pisał o tym doświadczeniu: „Nie sposób zapomnieć przejmującej Liturgii z 12 marca 2000 r. podczas której ja sam, wpatrując się w Bazylice św. Piotra w wizerunek Ukrzyżowanego, w imieniu Kościoła prosiłem o przebaczenie za grzechy wszystkich jego dzieci. To «oczyszczenie pamięci» dodało nam sił w drodze ku przyszłości i zarazem sprawiło, że z większą pokorą i czujnością przeżywamy naszą wierność Ewangelii” (List apostolski Tertio millennio inneunte, 6 stycznia 2001, nr 6).
To przekonanie świętego Papieża miało prawdopodobnie swoje źródło we fragmencie Ewangelii, który uważał za najważniejszy z całej Biblii. To zdanie powinno też stanowić fundamentalny drogowskaz dla wiarygodnej komisji prawdy, pojednania i przemiany: „poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli” (J 8,32).
Przeczytaj też inne teksty, które ukazały się w ramach naszej debaty:
Ks. Piotr Kieniewicz: Komisja historyczna Episkopatu. Spór bez miejsca na zaufanie<<<PRZECZYTAJ
Tomasz Krzyżak: „Nie czas na nekrolog dla komisji historycznej Episkopatu” <<<PRZECZYTAJ
Tośka Szewczyk: „Gdyby decyzja biskupów była dobra… Czyli pytanie, które nie padło”<<<PRZECZYTAJ










