Nasze projekty
Reklama
fot. BP KEP, flickr.com/Kenny Eliason/Unsplash

#DEBATA: Tośka Szewczyk: „Gdyby decyzja biskupów była dobra… Czyli pytanie, które nie padło”

"Człowiek, który nie chodził w naszych butach, przy najlepszych chęciach nie będzie w stanie przewidzieć jak wypracowane przez niego zasady zagrają w konkrecie naszego życia" - pisze Tośka Szewczyk w sprawie dyskusji wokół komisji ds. wykorzystywania seksualnego w Kościele.

Choć z decyzją KEP o odsunięciu Prymasa oraz jego zespołu od prac nad Komisją niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystania seksualnego mierzę się już ponad dwa tygodnie, nadal nie umiem jej w sobie zmieścić – zarówno w sferze emocji, jak i rozumu. To, czego nie umiem zmieścić, spróbuję jednak przynajmniej nazwać.  

Tę opinię zacznę od pewnego założenia, z którym później będę polemizować. Jest mi ono jednak potrzebne, żeby zmierzyć się z wielowymiarowością sprawy, z którą mam do czynienia. 

Reklama

Gdyby decyzja była dobra… 

Załóżmy na chwilę, na potrzeby tego tekstu, że decyzja moich Braci biskupów była dobra. Że doszli oni do nierozwiązywalnego impasu i jedynym wyjściem było zakończenie prac jednego zespołu i powołanie innego, którego celem będzie rzeczywiste kontynowanie prac nad komisją niezależną. Jeśli by tak było – a wiem od kilku biskupów, że tak to postrzegają – sposób dokonania zmiany oraz jej zakomunikowania domaga się komentarza. 

Czego bowiem zabrakło i w samym procesie, i w mówieniu o nim? Perspektywy, którą pozwolę sobie wyrazić pytaniem: Co to może zrobić ludziom?. Nie chodzi mi, rzecz jasna, o to, że zadaniem KEP miałoby być zadowalanie wiernych. Uważam jednak, że przy podejmowaniu i komunikowaniu decyzji należy umieć przewidzieć jej społeczne konsekwencje. Podejrzewam, że nie doszło do żadnej rzeczywistej refleksji nad tym pytaniem podczas tej części obrad KEP. Że zarówno forma dokonania zmiany, jak i forma przekazu, są autoreferencyjne, a przez to, niestety, klerykalne. Ważne jest, że biskupi wyszli z impasu. Że to decyzja sensowna z ich perspektywy. 

A co gdyby podjąć refleksję nad pytaniem o perspektywę innych? Zapytajmy, na przykład: Co to zrobi przynajmniej części skrzywdzonych? Można przewidzieć, chcąc stanąć na chwilę w butach innych niż swoje, że odsunięcie od prac człowieka, któremu ufa wielu z nas i powołanie na jego miejsce człowieka nieznanego z pracy ze skrzywdzonymi (choćby pracy prawniczej!) będzie miało swoje konsekwencje w postaci znacznego obniżenia (lub zupełnej utraty) zaufania wielu z nas. 

Reklama

Zapytajmy: Co to zrobi przynajmniej części wiernych? Można przecież przewidzieć, że kluczenie w opowiadaniu o powodach zmiany i brak klarowności komunikacyjnej będzie pogłębiać kryzys zaufania i w efekcie prowadzić i do złości, i, co gorsza, do coraz większej obojętności. 

Zapytajmy też w tym samym kluczu: Co to zrobi zespołowi Prymasa? Można przecież przewidzieć, że zwolnienie za pomocą komunikatu medialnego wybitnych specjalistów, którzy poświęcili ostatnie dwa lata na tworzenie tego projektu, będzie upokarzające. I że im bardziej będzie wybrzmiewać deklarowana wdzięczność i szacunek wobec zespołu i jego przewodniczącego, tym większa będzie zionąć przepaść między deklaracjami a rzeczywistością. 

ZOBACZ>>> Prymas Polak nie będzie już odpowiedzialny za stworzenie komisji ds. wykorzystywania seksualnego w Kościele

Reklama

Coś tu się nie zgadza 

Założenie, że zmiana była dobra, potrzebne mi było do pokazania, jak w gruncie rzeczy klerykalne wydaje się podejście do sprawy przez osoby podejmujące decyzję oraz ją komunikujące. Teraz jednak chciałabym i z tym wstępnym założeniem polemizować – trudno mi bowiem w rzeczywistości przyjąć tę decyzję jako dobrą. I o ile nie mam kompetencji prawniczych, o tyle mogę, na szczęście, oprzeć się o publiczne wypowiedzi tych, którzy je mają. Co więcej, próbując jak tylko się da skorzystać z możliwości własnego rozumu, chcę wyrazić również przynajmniej niektóre wątpliwości pozaprawnicze. 

Po pierwsze, według mojej wiedzy dokumenty prawne dotyczące komisji podzielić można na trzy kategorie. Pierwszą z nich są zasady i statut – wypracowane już przez zespół Prymasa – na podstawie których komisja mogłaby powstać nawet teraz. W drugiej kategorii leżą umowy pomiędzy Komisją a KEP oraz zakonami (dotyczyłyby one, na przykład, sposobu korzystania z archiwów) oraz pomiędzy Komisją a Fundacją św. Józefa. W trzeciej kategorii dokumentów znajduje się regulamin, który, według koncepcji zespołu Prymasa, miał być dokumentem wypracowanym już wewnątrz samej komisji (przykładem kwestii podjętej w regulaminie byłby sposób przyjmowania i wysłuchiwania osób pokrzywdzonych, a także wewnętrzne poukładanie kompetencji i sposobu pracy). 

Trudno zorientować się po publicznych wypowiedziach zarówno bp. Odera, jak i rzecznika KEP, jakie dokumenty ma przygotować nowy zespół. Jeśli te z pierwszej kategorii – one przecież już powstały. Jeśli z drugiej i trzeciej, to zespołowi Prymasa celowo zależało na tym, żeby przygotowywane one były z udziałem Komisji lub wyłącznie przez nią – właśnie po to, żeby dbać o jej niezależność. „Kluczowe jest bowiem przesądzenie, czy komisja ma być niezależna od episkopatu oraz jaką rolę przyzna się jej przewodniczącemu. Zespół abp. Polaka przyjął założenie o autonomiczności komisji, niezależności ekspertów oraz pełnej podmiotowości jej przewodniczącego w organizacji pracy komisji, jej relacjach z episkopatem i otoczeniem. Jeżeli tak ma się stać, to komisja nie może otrzymać narzuconego szczegółowo opisanego modelu wewnętrznego funkcjonowania – w ten sposób miałaby związane ręce” – pisał prof. Michał Królikowski dla portalu Więź.pl. Jest prawdopodobnie możliwe przygotowanie wzorów umów i regulaminu tak ogólnych, że nie będą zagrażały niezależności – jednak ogólne dokumenty nie będą przecież dokumentami wystarczającymi. Albo więc zespół bp. Odera ma pracować nad czymś, co później i tak trzeba będzie doprecyzować, albo rzeczywiście ma wypracować szczegółowe rozwiązania zanim komisja powstanie. Jest też trzecia opcja – ingerencji w same zasady i statut. Uważam, że dwa ostatnie rozwiązania budzić mogą słuszne wątpliwości co do niezależności komisji. 

ZOBACZ TEŻ>>> Tomasz Krzyżak: „Nie czas na nekrolog dla komisji historycznej Episkopatu”

Po drugie, uważam za bardzo niefortunne wybranie do kierowania zespołem osoby, która nie ma na co dzień kontaktu z osobami skrzywdzonymi. Sama od roku toczę mniejsze lub większe walki pokazując, jak bardzo pozbawione perspektywy podmiotowego traktowania osób pokrzywdzonych jest w tym momencie prawo kanoniczne. Nawet jeśli są wobec nas zachowane wszelkie przepisy prawa, i tak jesteśmy w procesach kanonicznych w sytuacji kuriozalnej. Sprawca ma dostęp do naszych zeznań. My nie mamy dostępu do zeznań sprawcy. Sprawca poznaje wyrok. My nie mamy do tego prawa. Sprawca może się odwołać. Pokrzywdzony – nie. 

Tak kończy się pisanie przepisów prawnych przez osoby niemające styczności ze skrzywdzonymi. Człowiek, który nie chodził w naszych butach, przy najlepszych chęciach nie będzie w stanie przewidzieć jak wypracowane przez niego zasady zagrają w konkrecie naszego życia. Nie potrafię zaufać, że wypracowywanie dokumentów dotyczących komisji w takiej sytuacji skończy się dobrze. 

Co więcej, zastanawiam się, dlaczego taka zmiana miała być korzystna. Dlaczego zespół, w którym znajdują się osoby o podwójnych kompetencjach: wybitni prawnicy świeccy oraz kanoniczni, a jednocześnie ludzie pozostający w codziennym kontakcie z osobami pokrzywdzonymi, miał być rozwiązany i zastąpiony zespołem o kompetencji pojedynczej – prawnej? W jakim sensie mogę tę zmianę czytać jako dobrą? 

Po trzecie, zbyt wiele jest w tej sprawie niespójności. Byłam na spotkaniu z Sosnowcu, na które przyjechał również bp Oder. Siedziałam po cichutku, nie zwracając na siebie uwagi. Mam jednak notatki z tego spotkania: „Moim celem nie jest powołanie komisji (…) Moim celem jest powołanie grupy, która zna się na prawie (…) Moim celem jest tylko powołanie komisji” – mówi bp Oder. Mówi też: „Nikt nie zakończył prac zespołu przy Prymasie (…) Ten zespół zakończył pracę i ta decyzja powstawała z konferencji na konferencję”. Ubiegając pytanie: Uważam, że KAI zrobiła dużą przysługę Księdzu Biskupowi redagując niektóre jego wypowiedzi. Ja, słysząc je na żywo, nie znajduję w sobie powodu, żeby zaufać – bo wobec której części zdania miałabym wykazać zaufanie, jeżeli jedna zaprzecza drugiej? Czy te sprzeczności nie wskazują na jedną z dwóch możliwości: że albo bp Oder nie umie przekazać, co się wydarzyło i co jest jego zadaniem, albo sam tego nie wie? 

CZYTAJ WIĘCEJ>>> Bp Ważny spotkał się ze skrzywdzonymi. Otwarte spotkanie odbyło się w sosnowieckiej kurii

„Obdarzmy zaufaniem nowy zespół i wspierajmy go w działaniach, które – jak wierzymy – zaowocują ustanowieniem tej komisji” - apelował abp Józef Kupny, wiceprzewodniczący KEP, w Gościu Niedzielnym. Jedną z głównych trudności, jakie w obecnej sytuacji widzę, jest właśnie sposób podejścia do zaufania. Mam obdarzyć zaufaniem osoby, które aktywnie działają na rzecz jego utraty. Jeśli jednak to je tracę, problem leży po mojej stronie – bo przecież decyzja podjęta przez moich Braci była dobra… z ich perspektywy. 

W tym tekście zawrzeć chciałabym jeszcze jedną, bardzo ważną dla mnie uwagę: wbrew określeniom, które pojawiają się od czasu do czasu w przestrzeni medialnej, nie jestem reprezentantką osób pokrzywdzonych. Jestem Tośka. Przeżywam jako Tośka. Piszę, również ten tekst, wyłącznie jako Tośka. I jako Tośka bardzo chciałabym się w nim mylić. 

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas