video-jav.net

Podstawowy błąd marksizmu odżywa w ideologii gender

Aby obronić człowieka przed ideologicznymi redukcjonizmami, trzeba ponownie uznać, że posłuszeństwo względem Boga jest granicą posłuszeństwa człowieka względem państwa. A przyjęcie tego wyzwania pośród epokowych przemian, które dziś przeżywamy, oznacza, że należy bronić rodziny – napisał Franciszek w przedmowie do wyboru pism Benedykta XVI o relacji między wiarą i polityką.

Polub nas na Facebooku!

W tym krótkim tekście Franciszek przytacza główne etapy rozwoju myśli Josepha Ratzingera w tym zakresie, począwszy od refleksji nad granicą posłuszeństwa względem państwa, które wyrastają z bezpośredniego doświadczenia nazistowskiego totalitaryzmu.

Przyszły papież konfrontował się następnie, również u boku Jana Pawła II, z ideologią marksistowską. Pokazywał, że jej podstawowy błąd polega na odrzuceniu zależności człowieka od Boga. Stąd wynika też chybione pojęcie odkupienia, które postrzega się w wyzwoleniu z wszelkich zależności. Tymczasem jedyną drogą, która prowadzi do wyzwolenia jest pełna zależność od miłości Boga.

Franciszek zauważa, że owa pokusa zanegowania zależności człowieka od Boga i jego pochodzenia od Stwórcy jest dziś znowu bardzo aktualna i pojawia się w nowych formach. Wspomina konkretnie o niebezpieczeństwie kolonizacji sumień ideologią, zaprzeczającą głębokiej pewności, że człowiek istnieje jako mężczyzna i kobieta, którym zostało powierzone zadanie przekazywania życia. Mówi też o ideologii, która prowadzi do planowanego wytwarzania istot ludzkich i uprawnia do ich eliminacji. Joseph Ratzinger – pisze Franciszek – ukazuje nam, że te pozorne prawa człowieka, nastawione na jego samozniszczenie, mają jeden wspólny mianownik w postaci wielkiej negacji zależności człowieka od Boga, zanegowaniu, że jest on Jego stworzeniem i pragnie Go, jak łania wody ze strumieni. Franciszek stwierdza dalej, że zanegowanie tej zależności prowadzi do wyrzeczenia się prawdziwej wielkości człowieka, podstaw jego wolności i godności.

To właśnie w tym kontekście papież wskazuje na szczególną potrzebę obrony rodziny w naszych czasach. Cytuje tu też słynne słowa Jana Pawła II, że „przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę”.

vaticannews.va / Watykan

Papież: miłość musi stać się stałym elementem naszego życia

– Miłość Chrystusa oznacza strzeżenie osób starszych, udzielanie pomocy chorym, przyjęcie dzieci jeszcze nie narodzonych – ochronę i umiłowanie życia ludzkiego od poczęcia po jego naturalny kres – powiedział Ojciec Święty w rozważaniu przed odmawianą w okresie wielkanocnym modlitwą Regina Coeli.

Polub nas na Facebooku!

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W trwającym obecnie okresie wielkanocnym Słowo Boże nadal wskazuje nam konsekwentne style życia, abyśmy byli wspólnotą Zmartwychwstałego Pana. Wśród nich dzisiejsza Ewangelia przedstawia polecenie Jezusa: „Wytrwajcie w miłości mojej” (J 15,9). Przebywanie w nurcie Bożej miłości, obranie w niej stałego mieszkania jest warunkiem, aby sprawić, żeby nasza miłość nie utraciła po drodze swego żaru i swej śmiałości. My również, tak jak Jezus i w Nim, musimy przyjąć z wdzięcznością miłość, która pochodzi od Ojca i trwać w tej miłości, starając się od niej nie oddzielać przez egoizm i grzech. Jest to program wymagający, ale nie niemożliwy.

Ważne jest przede wszystkim uświadomienie sobie, że miłość Chrystusa nie jest uczuciem powierzchownym, ale podstawową postawą serca, która przejawia się w życiu tak, jak On tego chce. Jezus stwierdza: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości” (w. 10). Miłość urzeczywistnia się w życiu codziennym, w postawach, w działaniach; w przeciwnym razie jest tylko czymś iluzorycznym, to tylko słowa, słowa, słowa… – to nie jest miłość. Miłość jest konkretna. Jezus wymaga od nas, abyśmy przestrzegali Jego przykazań, które streszczają się w tych słowach: „abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (w. 12).

Jak sprawić, aby ta miłość, którą daje nam Zmartwychwstały Pan mogła być dzielona z innymi? Jezus wielokrotnie wskazywał, kto jest drugim, którego trzeba miłować, nie słowami, lecz czynem. To ten, którego spotykam na mojej drodze i który ze swoim obliczem i swoją historią jest dla mnie wzywaniem. To ten, który samą swoją obecnością pobudza mnie do wyjścia z moich zainteresowań i zabezpieczeń. To ten, który oczekuje mojej gotowości do słuchania i przemierzenia fragmentu drogi razem. Dyspozycyjność wobec każdego brata i siostry, kimkolwiek on jest i niezależnie od sytuacji, w której się znajduje, począwszy od tych, którzy są mi bliscy w rodzinie, we wspólnocie, w pracy, w szkole… W ten sposób, jeśli trwam zjednoczony z Jezusem, Jego miłość może dotrzeć do drugiego i pociągnąć go do siebie, do przyjaźni z Nim.

A ta miłość wobec innych nie może być ograniczona do chwil wyjątkowych, ale musi stać się stałym elementem naszego życia. Dlatego właśnie jesteśmy wezwani, by strzec osób starszych jako cennego skarbu i z miłością, nawet jeśli stwarzają problemy gospodarcze i niedogodności. Właśnie dlatego musimy udzielić chorym, nawet jeśli są na ostatnim etapie życia, wszelkiej możliwej pomocy. Właśnie dlatego trzeba zawsze przyjąć tych, którzy mają się urodzić. Właśnie dlatego ostatecznie życie musi być zawsze chronione i miłowane od poczęcia do naturalnego kresu – to właśnie jest miłość.

Jesteśmy kochani przez Boga w Jezusie Chrystusie, który wymaga od nas, abyśmy się tak miłowali nawzajem, jak On nas miłuje. Ale nie możemy tego uczynić, jeśli nie mamy w sobie Jego Serca. Eucharystia, w której mamy uczestniczyć każdej niedzieli, ma na celu kształtowanie w nas Serca Chrystusa, aby całe nasze życie kierowało się Jego hojnymi postawami. Niech Dziewica Maryja pomaga nam trwać w umiłowaniu Jezusa i wzrastać w miłości wobec wszystkich, a szczególnie najsłabszych, aby w pełni odpowiadać naszemu powołaniu chrześcijańskiemu.


KAI