Nasze projekty

Franciszek przestrzegł księży przed stawianiem siebie w centrum. „To nie kariera”

Podczas podróży do Werony papież zachęcał księży, aby nie zatrzymywać się w chwilach rozczarowania. "Miejcie odwagę iść naprzód i stawiać opór" - mówił Franciszek.

fot. Vatican News/YouTube

Wyrażam wdzięczność za wczorajsze przyjęcie i miłość mieszkańców Werony: byli wspaniali, mieszkańcy Werony! Dziękuję, dziękuję – powiedział papież w czasie niedzielnej modlitwy na placu św. Piotra. Kilkanaście godzin wcześniej, w sobotę, Franciszek odwiedził Weronę, aby wziąć udział w spotkaniu „Arena Pokoju – ucałują się sprawiedliwość i pokój”. Ponadto, papież przemówił też do duchowieństwa, do dzieci i odwiedził więźniów, z którymi zjadł obiad. Na zakończenie odprawił mszę św. na stadionie, w której uczestniczyły 32 tys. wiernych.

Spotkanie z duchowieństwem: apostolat to nie kariera

Wizytę w Weronie papież rozpoczął od porannego spotkania z duchowieństwem w katedrze św. Zenona. Przypomniał, że u źródeł życia chrześcijańskiego tkwi doświadczenie spotkania z Panem, które nie zależy od naszych zasług czy naszego zaangażowania, ale od miłości, z jaką On przychodzi, aby nas szukać, pukając do drzwi naszego serca i zapraszając nas do relacji z Nim. „Czy pozwalam się spotkać Panu?” – zapytał Franciszek.

Zaznaczył, że u źródeł życia kapłańskiego i konsekrowanego nie jesteśmy my sami, lecz zaskakujące wezwanie Pana, Jego miłosierne spojrzenie, które pochyliło się nad nami i wybrało nas do tej posługi, chociaż nie jesteśmy lepsi od innych, jesteśmy grzesznikami jak inni. Jest to czysta łaska, czysta darmowość, nieoczekiwany dar, który otwiera nasze serca na zdumienie w obliczu łaskawości Boga – stwierdził.

Reklama

Franciszek zwrócił uwagę, że łaska wywołuje zdumienie. Nigdy nie traćmy zadziwienia powołaniem! Karmi się ono pamięcią o darze otrzymanym przez łaskę. To jest pierwszy fundament naszej konsekracji i posługi: przyjęcie otrzymanego powołania, przyjęcie daru, którym Bóg nas zaskoczył – zaapelował.

Papież przestrzegł przed stawianiem siebie w centrum, aktywizmem, przeżywaniem apostolatu jako sposobu na autopromocję zamiast szerzenia królestwa Bożego. Grozi nam wówczas, że nawet apostolat będziemy przeżywali w logice promowania siebie i szukania aprobaty, kariery, zamiast poświęcać nasze życie Ewangelii i bezinteresownej służbie Kościołowi. To On nas wybrał – przypomniał Franciszek.

Papież zachęcił duchowieństwo do otwartości na Ducha Świętego, także w aspekcie rozeznawania. Pamiętajmy więc o powołaniu, przyjmujmy je każdego dnia i trwajmy przy Panu. Są trudne chwile, opuszczenia, wtedy pamiętajmy o pierwszym powołaniu i nabierzmy siły – wskazał.

Reklama

Franciszek przyznał, że również osoby duchowne napotykają trudności na drodze realizacji swojego powołania. Nie zatrzymujmy się w chwilach rozczarowania, ale stawiajmy opór. Życie jest pełne radości, ale także mrocznych chwil, stawiajcie opór! Miejcie odwagę iść naprzód i stawiać opór. Odwaga apostolska jest darem, który ten Kościół dobrze zna. Jeśli jest jakaś cecha charakterystyczna werońskich kapłanów i zakonników, to jest nią właśnie bycie przedsiębiorczymi, kreatywnymi, zdolnymi do ucieleśniania proroctwa Ewangelii – zaznaczył papież.

Przypomniał, że święci pochodzący z Werony wyróżniali się „społeczną kreatywnością”, a dzięki wyobraźni miłosierdzia ożywianej przez Ducha Świętego udało im się stworzyć rodzaj świętego braterstwa, zdolnego zaspokoić potrzeby najbardziej zmarginalizowanych i najuboższych. Wskazał, że wiara powinna przekształcić się w śmiałość misji, czego potrzeba także dzisiaj.

Franciszek zachęcił duchowieństwo Werony do niesienia wszystkim Bożego miłosierdzia. Trzeba przebaczać wszystko, a kiedy ludzie przychodzą do spowiedzi, nie wolno torturować penitentów. Niech sakrament pojednania nie będzie sesją tortur, niech nie cierpią. Kościół potrzebuje przebaczenia, a wy jesteście narzędziami przebaczenia – zwrócił się do kapłanów.

Reklama

Mówiąc o aktualnej sytuacji Franciszek przyznał, że także w naszych czasach nie brakuje burz. Wiele z nich ma swoje korzenie w chciwości, zachłanności, niepohamowanym poszukiwaniu zaspokojenia własnego ego. Grozi także i nam, że zło staje się normalne – przestrzegł. Przypomniał, że „Pan jest zawsze z nami i to On trzyma ster, który nas prowadzi, który nas podtrzymuje. Od nas zależy, czy przyjmiemy wezwanie i będziemy odważni w misji” – stwierdził papież.

Spotkanie z dziećmi: nie bój się iść pod prąd

Przed bazyliką św. Zenona, Franciszek pozdrowił dzieci z Werony. Odpowiedział na trzy ich pytania.

Pierwsze dotyczyło tego, jak rozpoznać, że wezwanie Jezusa do pójścia za Nim. Franciszek w dialogu ze swymi młodymi słuchaczami wskazał, że kiedy Jezus do nas mówi, czujemy w sercu radość. Gdy zaś mówi do nas diabeł lub gdy robimy coś złego, czujemy się źle.

Na pytanie, jak dzieci mogą być znakami pokoju w świecie, papież zwrócił uwagę, że obecnie trwa wiele wojen: w Ukrainie, Ziemi Świętej, Afryce, Mjanmie. Jezus natomiast głosi pokój, dlatego my mamy być znakiem pokoju. Nie jesteśmy nim, gdy kłócimy się z kolegą lub koleżanką w szkole. Musimy „dzielić się z innymi, siać dobro, słuchać innych, bawić się z innymi, ale nie kłócić się z innymi”.

O ostatnim pytaniu („Jak możemy zachować wiarę w trudnych czasach i nie bać się dokonywania wyborów idących pod prąd?”) Franciszek powiedział, że jest ono trudne. Wyjaśnił, że aby nie robić rzeczy złych, trzeba iść pod prąd, czyli robić rzeczy, których być może inni nie robią. Ale jak przezwyciężyć lęk przed pójściem pod prąd? – zapytał dzieci. Odpowiadały: „Słuchać serca”, „Być odważnym”. „Nie bój się iść pod prąd, jeśli chcesz zrobić coś dobrego” – podsumował.

Na zakończenie odmówił z dziećmi modlitwę „Ojcze nasz” i udzielił błogosławieństwa.

Papież na Arenie Pokoju: cywilizacje sieją śmierć, stańmy się siewcami nadziei

„Arena Pokoju – ucałują się sprawiedliwość i pokój” pod takim hasłem w werońskim amfiteatrze zebrały się tysiące ludzi, by rozmawiać z papieżem Franciszkiem. Wśród świadectw znalazło się wspólne wystąpienie dwóch przedsiębiorców, Izraelczyka i Palestyńczyka, którzy stracili bliskich w trakcie wojny w Ziemi Świętej. „Patrząc na ich uścisk, niech każdy w swym sercu prosi Pana o pokój” – wezwał Franciszek.

Spotkanie miało charakter dialogu z papieżem. Osoby, które doświadczyły tragedii naszych czasów, składały świadectwa i zadawały pytania Franciszkowi. Przybywam z Izraela, moi rodzicie zostali zamordowani przez Hamas – powiedział Maoz Inon. Następnie przedstawił się jego kolega z Palestyny, Aziz Sarah, którego brat został zastrzelony podczas wojny. Nasz ból, nasze cierpienie zbliżyły nas i doprowadziły nas do dialogu, aby stworzyć lepszą przyszłość – mówili mężczyźni. Jesteśmy przedsiębiorcami i wierzymy, że pokój jest największym przedsięwzięciem do zrealizowania.

Franciszek po ich świadectwie zaznaczył, że jest ono wyrazem cierpienia nie tylko tych dwóch mężczyzn, ale całych ich narodów. Oni mieli odwagę się uścisnąć. To nie jest tylko odwaga i świadectwo woli pokoju, ale także projekt na przyszłość – zaznaczył papież. Przypomniał o losie dzieci, przed którymi zamknęła się przyszłość, o losie starszych widzących ruiny tego, czemu poświęcali swą pracę przez całe życie. Ta historyczna porażka jest porażką nas wszystkich. Módlmy się o pokój – wezwał papież.

Podczas spotkania swe świadectwa złożyli też: portugalski pracownik humanitarny „Lekarzy bez granic”, João Pedro Stédile, Afganka, Mahbouba Seraj oraz aktywistka klimatyczna z Ugandy, Vanessa Nakate. Pytali Franciszka, jak rozwijać dzieło pokoju, jak sprawić, żeby nasze serca przyjęły nową perspektywę, która da miejsce głosom uchodźców i ofiar, jak pośród tak wielu wyzwań być twórcami pokoju.

Franciszek przypominał o kluczowym znaczeniu współpracy i wspólnoty. Pracujmy wszyscy, wszyscy uczestniczmy w dziele, które prowadzimy – zachęcił. Zachęcił do dania głosu najmniejszym, do spotykania się z nimi i dzielenia ich bólów. Jak zauważył, te osoby dotykają naszych serc, ale następnie potrzeba, abyśmy my zrobili przestrzeń dla nich w naszym życiu, które często jest już zapełnione innymi przedsięwzięciami i troskami.

Na zakończenie papież wskazał, że „nasze cywilizacje w tym momencie sieją śmierć, zniszczenie i strach” i zaapelował: „bracia i siostry bądźmy siewcami nadziei”.

Spotkanie z więźniami: w Roku Świętym można odrzucić balast przeszłości

Osadzeni w więzieniu Montorio entuzjastycznie przyjęli papieża, trzymając w dłoniach różnokolorowe gerbery. Zaśpiewali powitalną piosenkę opartą na „Sailing” Roda Stewarta. Świadectwa wygłosili: Francesca Gioieni dyrektorka zakładu karnego, w którym przebywają osoby 40 narodowości, w tym z Polski, oraz jeden z więźniów, 22-letni Eduardo Duarte.

W swoim przemówieniu papież wyznał, że dla niego więzienie jest miejscem wielkiego człowieczeństwa – doświadczonego, naznaczonego trudnościami, poczuciem winy, osądami, nieporozumieniami i cierpieniem, ale jednocześnie pełnego siły, pragnienia przebaczenia i odkupienia. I w tym człowieczeństwie, tutaj, w was wszystkich, w nas wszystkich, jest dziś obecne oblicze Chrystusa, oblicze Boga miłosierdzia i przebaczenia – stwierdził Franciszek. Pamiętajcie, że Bóg przebacza wszystko i przebacza zawsze – zachęcił papież.

Przyznał, że zna sytuację w więzieniach, często przeludnionych, co wzbudza w nich napięcia. Dlatego po raz kolejny zaapelował o poprawę warunków życia w więzieniach.

Odwołując się do przypadków samobójstw w zakładzie karnym w Weronie, stwierdził, że do tego strasznego czynu może doprowadzić jedynie rozpacz i ból, niemożliwe do wytrzymania. Zapewnił jednocześnie, że „życie jest zawsze warte przeżycia, i zawsze jest nadzieja na przyszłość, nawet gdy wszystko wydaje się gasnąć”.

Wskazał, że „życie każdego z nas jest ważne, jest wyjątkowym darem dla nas i dla innych”, a przede wszystkim dla Boga, „który nigdy nas nie opuszcza, a który naprawdę potrafi nas słuchać, radować się i płakać z nami”. Mając Go u swego boku „możemy przezwyciężyć rozpacz i żyć każdą chwilą jako właściwym czasem do tego, aby zacząć od nowa”. Wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem i wszyscy mamy prawo do nadziei, niezależnie od naszej historii, błędów i porażek – zaznaczył.

Przypomniał, że niedługo rozpocznie się Rok Święty, będący „rokiem nawrócenia, odnowy i wyzwolenia dla całego Kościoła; rokiem miłosierdzia, w którym można odrzucić balast przeszłości i odnowić zapał ku przyszłości; podczas którego celebrujemy możliwość zmiany, aby być lub, gdy to konieczne, powrócić do prawdziwego bycia sobą, dając z siebie wszystko. Niech to również będzie znak, który pomoże nam wstać i z ufnością wziąć w swe ręce nasze życie na nowo, każdego dnia” – powiedział papież, zapewniając więźniów o swej modlitwie za nich i prosząc o ich modlitwę za niego.

Następnie Franciszek zjadł z więźniami obiad.

Msza św. na stadionie: Duch Święty zmienia nasze życie

W improwizowanej homilii podczas Mszy św. na stadionie Bentegodi, z udziałem 32 tys, wiernych, papież zwrócił uwagę, że wielu chrześcijan nie wie, kim jest Duch Święty. Tymczasem on jest protagonistą naszego życia. On pomaga nam rozwijać nasze życie chrześcijańskie. Jest w nas, bo otrzymaliśmy Go we chrzcie i w bierzmowaniu. Ale czy słucham Ducha Świętego, który jest we mnie? (…) Czy też dla mnie nie istnieje Duch Święty? – pytał Franciszek.

Przypomniał, że zstąpienie Ducha Świętego zmieniło serce Apostołów, którzy wcześniej zalęknieni i zamknięci w Wieczerniku, wyszli odważnie głosić Ewangelię. Duch Święty daje nam odwagę życia po chrześcijańsku. Gdy więc, popełniając wciąż te same grzechy, chcemy zmienić swoje życie, słuchajmy Ducha, módlmy się do Niego i On je zmieni. Zawierzmy Duchowi Świętemu, bo On jest tym, który zmienia nasze życie – zachęcił papież.

Zaznaczył, że czasem chrześcijanie są jak letnia woda, ani gorący, ani zimni, bo brakuje im odwagi. Gdzie jest kurs na zdobycie odwagi? – pytał Franciszek, odpowiadając, że daje ją Duch Święty.

Zauważył, że w dniu Zesłania Ducha Świętego obecni byli ludzie różnych języków, religii i kultur. Duch buduje Kościół, ale nie w ten sposób, że wszystkich czyni jednakowymi. Wszyscy są różni, ale mają jedno serce. Jednoczy ich miłość. Tworzy z nas harmonię. Każdy różni się od drugiego, ale w atmosferze harmonii.

Wszyscy potrzebujemy harmonii w swojej duszy, w rodzinie, w mieście, w społeczeństwie, w miejscu pracy. Przeciwieństwem harmonii jest wojna, walka jednych przeciwko drugim – wskazał papież.

Był to ostatni punkt programu jego wizyty w Weronie.

KAI, kh/Stacja7

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę