Jezus zniszczył triumfalizm swoją męką

Triumfalizm próbuje przybliżyć cel za pomocą skrótów, fałszywych kompromisów. Dąży do wskoczenia na rydwan zwycięzcy. Triumfalizm żyje gestami i słowami, które nie przeszły jednak przez tygiel krzyża; karmi się konfrontacją z innymi, uznając ich zawsze za gorszych, błądzących, nieudaczników - mówił Franciszek w kazaniu podczas Mszy św. w Niedzielę Palmową na pl. św. Piotra. Papież nawiązał również do przypadającego od 1986 w tę niedzielę Światowego Dnia Młodzieży, wzywając młodych, aby nie wstydzili się Jezusa i aby szli za Jego wołaniem.

Polub nas na Facebooku!

Jezus zniszczył triumfalizm swoją męką
Triumfalizm próbuje przybliżyć cel za pomocą skrótów, fałszywych kompromisów. Dąży do wskoczenia na rydwan zwycięzcy. Triumfalizm żyje gestami i słowami, które nie przeszły jednak przez tygiel krzyża; karmi się konfrontacją z innymi, uznając ich zawsze za gorszych, błądzących, nieudaczników - mówił Franciszek w kazaniu podczas Mszy św. w Niedzielę Palmową na pl. św. Piotra. Papież nawiązał również do przypadającego od 1986 w tę niedzielę Światowego Dnia Młodzieży, wzywając młodych, aby nie wstydzili się Jezusa i aby szli za Jego wołaniem.

Oto polski tekst kazania Ojca Świętego:

Owacje wjazdu do Jerozolimy i upokorzenie Jezusa. Świąteczne wołanie i okrutna zawziętość. Ta podwójna tajemnica towarzyszy co roku rozpoczęciu Wielkiego Tygodnia, w dwóch wydarzeniach charakteryzujących tę uroczystość: procesji z gałązkami palmowymi i oliwnymi na początku, a następnie w uroczystym odczytaniu opisu Męki Pańskiej.

Dajmy się wciągnąć w tę akcję ożywioną przez Ducha Świętego, aby otrzymać to, o co prosiliśmy w modlitwie: towarzyszyć z wiarą naszemu Zbawicielowi na Jego drodze i zawsze pamiętać o wspaniałej nauce Jego męki jako wzorze życia i zwycięstwa nad złym duchem.

Jezus pokazuje nam, jak stawić czoła chwilom trudnym i najbardziej podstępnym pokusom, zachowując w sercu pokój, który nie jest oderwaniem, nie jest obojętnością czy czymś nadludzkim, ale ufnym powierzeniem się Ojcu i Jego woli zbawienia, życia, miłosierdzia. Podczas całej swej misji doznawał On pokusy „wypełniania swego dzieła”, sam wybierając sposób i uwalniając się od posłuszeństwa Ojcu. Od samego początku, w zmaganiu czterdziestu dni na pustyni, aż do końca, w męce, Jezus odrzuca tę pokusę przez posłuszne zaufanie Ojcu.

Także dzisiaj, gdy wkracza do Jerozolimy, pokazuje nam drogę. Ponieważ w tym wydarzeniu zły, książę tego świata miał kartę przetargową: kartę triumfalizmu, a Pan odpowiedział, pozostając wierny swojej drodze, drodze pokory.

Triumfalizm próbuje przybliżyć cel za pomocą skrótów, fałszywych kompromisów. Dąży do wskoczenia na rydwan zwycięzcy. Triumfalizm żyje gestami i słowami, które nie przeszły jednak przez tygiel krzyża; karmi się konfrontacją z innymi, uznając ich zawsze za gorszych, błądzących, nieudaczników. Subtelną formą triumfalizmu jest światowość duchowa, która jest największym zagrożeniem, najbardziej przewrotną pokusą, zagrażającą Kościołowi (De Lubac). Jezus zniszczył triumfalizm swoją męką.

Pan naprawdę dzielił radość i cieszył się z ludźmi, z młodymi, którzy wykrzykiwali Jego imię, obwołując Go Królem i Mesjaszem. Jego serce radowało się na widok entuzjazmu i święta ubogich Izraela. Do tego stopnia, że faryzeuszom, którzy prosili Go, aby zganił swoich uczniów za ich skandaliczne owacje, odpowiedział: „Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19,40). Pokora nie oznacza zaprzeczania rzeczywistości, a Jezus jest naprawdę Mesjaszem, Królem.

Ale jednocześnie serce Chrystusa jest na innej drodze, na drodze świętej, którą znają tylko On i Ojciec: prowadzącej od „natury Boga” do „natury sługi”, na drodze upokorzenia w posłuszeństwie „aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej” (Flp 2, 6-8). Wie, że aby osiągnąć prawdziwy triumf, musi uczynić miejsce dla Boga; i jest tylko jeden sposób, by zrobić miejsce Bogu: odarcie, ogołocenie się. Milczenie, modlitwa, uniżenie się. Z krzyżem, bracia i siostry, nie można dyskutować: albo się go przyjmuje, albo się go odrzuca. A ze swym upokorzeniem Jezus chciał otworzyć nam drogę wiary i nas na niej poprzedzić.

Za Nim jako pierwsza podążała tą drogą Jego Matka, Maryja, pierwsza uczennica. Dziewica i święci musieli cierpieć, aby podążać w wierze i woli Bożej. W obliczu trudnych i bolesnych wydarzeń życiowych odpowiedź wiary kosztuje „swoisty trud serca” (por. św. Jan Paweł II, enc. Redemptoris Mater, 17). Jest to noc wiary. Ale jedynie z tej nocy wschodzi świt zmartwychwstania. U stóp krzyża Maryja przemyślała na nowo słowa, którymi Anioł zapowiedział jej Syna: „Będzie On wielki […] Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca” (Łk 1, 32-33). Maryja na Golgocie stoi w obliczu całkowitego zaprzeczenia tej obietnicy: jej Syn umiera na krzyżu jak złoczyńca. W ten sposób triumfalizm, zniszczony upokorzeniem Jezusa, został również zniszczony w sercu Matki; oboje umieli milczeć.

Poprzedzani przez Maryję niezliczeni święci i święte szli za Jezusem drogą pokory i drogą posłuszeństwa. Dzisiaj, w Światowy Dzień Młodzieży, pragnę przypomnieć wielu młodych świętych, zwłaszcza tych „z sąsiedztwa”, których zna tylko Bóg, a których czasami lubi On nam ukazywać z zaskoczenia. Drodzy młodzi, nie wstydźcie się okazywać swego entuzjazmu dla Jezusa, głośno wołać, że On żyje, że jest waszym życiem. Ale jednocześnie nie lękajcie się iść za Nim drogą krzyża. A kiedy poczujecie, że prosi was o wyrzeczenie się siebie, o pozbycie się swej pewności, o całkowite powierzenie się Ojcu, który jest w niebie, wówczas, drodzy młodzi, cieszcie się i radujcie! Jesteście na drodze Królestwa Bożego.

Świąteczne owacje i okrutna zawziętość. Przejmujące wrażenie robi milczenie Jezusa w Jego męce. Przezwycięża też pokusę, by odpowiedzieć, by być „medialnym”. W chwilach ciemności i wielkiego ucisku trzeba milczeć, mieć odwagę milczenia, pod warunkiem, aby było to milczenie łagodne, a nie gniewne. Łagodność milczenia sprawi, że będziemy jawić się jeszcze słabszymi, bardziej upokorzonymi, a wtedy diabeł, nabierając odwagi, wyjdzie z ukrycia. Trzeba będzie się mu oprzeć w milczeniu, „zachowując swoje stanowisko”, ale z taką samą postawą jak Jezus. On wie, że wojna toczy się między Bogiem a księciem tego świata i że chodzi nie o to, by przyłożyć rękę do miecza, ale o trwanie w spokoju, będąc mocnymi w wierze. Jest to godzina Boga. A w godzinie, w której Bóg zstępuje do bitwy, musimy pozwolić Mu działać. Nasze bezpieczne miejsce będzie pod płaszczem Najświętszej Matki Boga. Czekając na przyjście Pana, który uspokoi burzę (por. Mk 4,37-41), naszym milczącym świadectwem na modlitwie dawajmy samym sobie i innym „uzasadnienie tej nadziei, która jest w nas”(1 P 3, 15). Pomoże to nam żyć w świętym napięciu między pamięcią obietnic, rzeczywistością zaciekłości obecnej w krzyżu a nadzieją zmartwychwstania.

KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Franciszek do licealistów: uwolnijcie się od telefonu!

Uwolnijcie się od telefonu komórkowego, zerwijcie z tym nałogiem! - tymi słowami zwrócił się dziś do rzymskich licealistów papież Franciszek.

Polub nas na Facebooku!

Franciszek do licealistów: uwolnijcie się od telefonu!
Uwolnijcie się od telefonu komórkowego, zerwijcie z tym nałogiem! - tymi słowami zwrócił się dziś do rzymskich licealistów papież Franciszek.

Na spotkanie z Franciszkiem przybyli w sobotę 13 kwietnia uczniowie i nauczyciele Liceum Viscontiego, które mieści się w pojezuickim Kolegium Rzymskim. Jednym z absolwentów tej szkoły był św. Alojzy Gonzaga, do postaci którego papież nawiązał w swoim przemówieniu do licealistów. Przypomniał, że jest on patronem młodzieży, a niektóre elementy jego życia są aktualne również dzisiaj. Szczególnie papież podkreślił tu umiejętność podejmowania ważnych decyzji. Zauważył, że aby brać przykład ze św. Alojzego, trzeba nauczyć się słuchać własnego sumienia, a także zabiegać o przestrzenie ciszy we własnym życiu.

– Nie bójcie się ciszy, samotności. Nie na zawsze, bo to nie jest dobre, ale wygospodarujcie sobie chwile samotności, ciszy. Nie bójcie się ciszy, nie bójcie się na przykład pisać dziennik w ciszy. Nie bójcie się trudności i oschłości, które mogą wiązać się z ciszą. «Ależ to nie dla mnie – powie ktoś – cisza mnie nudzi». Być może, że na początku tak będzie, ale potem stopniowo, jak będziesz wchodził w siebie, w ciszę, nie będziesz już znudzony

– mówił Franciszek.

W tym kontekście wspomniał właśnie o zagrożeniu uzależnieniem od telefonu komórkowego.

– Wyzwólcie się z uzależnienia od telefonu komórkowego, proszę was! Słyszeliście na pewno o dramacie uzależnień. Uzależnienie od hałasu. Kiedy nie ma zgiełku, nie czuję się dobrze. I tyle innych uzależnień. To od telefonu jest bardzo subtelne, bardzo. Bo telefon to wielka pomoc, to postęp. Trzeba go używać i ważne jest, by wszyscy potrafili z niego korzystać. Ale kiedy stajesz się niewolnikiem telefonu, tracisz wolność. Telefon ma służyć komunikacji, bo to jest piękne. Ale miejcie się na baczności przed tym narkotykiem, bo telefon to narkotyk. Niesie niebezpieczeństwo, że komunikacja zredukuje się do prostych wiadomości. Celem życia nie są wiadomości, lecz komunikacja. Pamiętajmy o tym, co pisał św. Augustyn: in interiore homine habitat veritas – we wnętrzu człowieka mieszka prawda. Szukaj jej. Dotyczy to wszystkich, wierzących i niewierzących. Wszyscy mamy wnętrze. Tylko w wewnętrznej ciszy można przyjąć głos sumienia i odróżnić go od głosów egoizmu i hedonizmu

– mówił Franciszek.

Nawiązując ponownie do postaci św. Alojzego, papież zwrócił uwagę, że młodzi mogą od niego nauczyć się uczyć kochania sercem czystym i wolnym. – Ważne jest w tym zachowanie poczucia wstydu i wierności. Nie zabrudźcie waszej miłości – apelował papież.

– Kochać, ale z zachowaniem poczucia wstydu, nie wulgarnie. I pozostać wiernym w miłości. Miłość to nie zabawka. To najpiękniejszy z Bożych darów. Umiejętność kochania. Bóg jest miłością i dał nam tę umiejętność kochania. Nie zabrudźcie miłości wulgarnością bezwstydności i niewiernością. Kochać w sposób czysty, ale na całość! Kochać sercem wielkim każdego dnia! (…) Z wiernością i poczuciem wstydu. Poczucie wstydu związane jest z wrażliwym sumieniem, które chroni godność osoby i autentyczną miłość, aby nie banalizować języka ciała. Wierność natomiast, wraz z szacunkiem dla drugiego, jest nieodzownym wymiarem każdej prawdziwej miłości, bo uczuciami nie wolno się bawić

– mówił.

 

ad, Vatican News/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7