Franciszek do młodych: Bądźcie drużyną Jezusa!

W uroczystość Objawienia Pańskiego podczas modlitwy Anioł Pański w Watykanie papież Franciszek zachęca młodych, aby byli „drużyną Jezusa”, by byli być świadkami Ewangelii w rodzinie, w szkole i w miejscach rozrywki. Po modlitwie papież zaapelował także do europejskich przywódców o konkretną solidarność z 49 osobami uratowanymi na Morzu Śródziemnym, by statki mogły zawinąć do portów.

Polub nas na Facebooku!

Franciszek do młodych: Bądźcie drużyną Jezusa!
W uroczystość Objawienia Pańskiego podczas modlitwy Anioł Pański w Watykanie papież Franciszek zachęca młodych, aby byli „drużyną Jezusa”, by byli być świadkami Ewangelii w rodzinie, w szkole i w miejscach rozrywki. Po modlitwie papież zaapelował także do europejskich przywódców o konkretną solidarność z 49 osobami uratowanymi na Morzu Śródziemnym, by statki mogły zawinąć do portów.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza uroczystość Objawienia Pańskiego jest świętem objawienia Jezusa, symbolizowanego przez światło. W tekstach prorockich to światło jest obietnicą. Obiecują one światło. Istotnie Izajasz zwraca się do Jerozolimy następującymi słowami: „Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pana rozbłyska nad tobą” (60, 1). Zaproszenie proroka wydaje się zaskakujące, ponieważ jest ono umieszczone po ciężkim wygnaniu i licznych prześladowaniach, których doświadczył lud.

To zaproszenie rozbrzmiewa dzisiaj także dla nas, którzy obchodziliśmy Narodziny Jezusa, i zachęca nas, abyśmy pozwoli się ogarnąć światłem z Betlejem. My również jesteśmy zaproszeni, by nie zatrzymywać się na zewnętrznych oznakach wydarzenia, ale by wyjść od niego, żeby podążać w nowości życia naszą drogą jako ludzi oraz jako osób wierzących.

Światło, które zapowiadał prorok Izajasz w Ewangelii, jest obecne i napotkane. Jezus, narodzony w Betlejem, w mieście Dawida, przyszedł, aby przynieść zbawienie bliskim i dalekim, wszystkim. Św. Mateusz Ewangelista ukazuje różne sposoby, w jakie można spotkać Chrystusa i zareagować na Jego obecność. Na przykład Herod i uczeni w Piśmie z Jerozolimy mają twarde serce, które trwa w uporze i odrzuca nawiedziny tego Dzieciątka. Istnieje taka możliwość zamknięcia się na światło. Reprezentują oni tych, którzy także w naszych czasach boją się przyjścia Jezusa i zamykają serca na braci i siostry potrzebujących pomocy. Herod boi się utraty władzy i nie myśli o prawdziwym dobru ludzi, ale o swoich korzyściach osobistych. Uczeni w Piśmie i przywódcy ludu boją się, ponieważ nie potrafią spojrzeć poza swoje własne pewniki, nie mogąc zatem pojąć nowości, która jest w Jezusie.

Bardzo odmienne jest natomiast doświadczenie Mędrców (por. Mt 2, 1-12). Przybywając ze Wschodu, reprezentują oni wszystkie narody dalekie od tradycyjnej wiary żydowskiej. A jednak godzą się, by  kierowała nimi gwiazda i podejmują długą i ryzykowną podróż, aby dotrzeć do celu i poznać prawdę o Mesjaszu. Mędrcy byli otwarci na „nowość” i to właśnie im ukazuje się największa i najbardziej zaskakująca nowość w historii: Bóg, który stał się człowiekiem. Mędrcy upadli na twarz przed Jezusem i ofiarowali Mu symboliczne dary: złoto, kadzidło i mirrę. Poszukiwanie Pana pociąga za sobą bowiem nie tylko wytrwałość w drodze, ale także hojność serca. I w końcu powrócili „do swej ojczyzny” (w. 12), a Ewangelia mówi, że „inną drogą”. Bracia i siostry, za każdym razem kiedy jakiś mężczyzna czy kobieta spotyka Jezusa, zmienia drogę. Wraca do życia w inny sposób. Powraca odnowiony, inną drogą. Powrócili „do swej ojczyzny”, niosąc w sobie tajemnicę tego pokornego i ubogiego Króla. Możemy sobie wyobrazić, że opowiedzieli wszystkim o przeżytym doświadczeniu: zbawienie oferowane przez Boga w Chrystusie jest dla wszystkich ludzi, bliskich i dalekich. Nie można „zawłaszczyć” tego Dzieciątka: Ono jest darem dla wszystkich.

Także i my, uczyńmy nieco milczenia w naszym sercu,  pozwólmy się oświecić światłością Chrystusa pochodzącą z Betlejem. Nie pozwólmy, by nasze lęki zamykały nasze serca, ale miejmy odwagę otworzyć się na to łagodne i dyskretne światło. Wtedy, podobnie jak Mędrcy, doświadczymy „wielkiej radości” (w. 10), której nie będziemy w stanie zatrzymać dla siebie. Niech nas wspiera w tej drodze Najświętsza Maryja Panna, gwiazda, która prowadzi nas do Jezusa, i Matka, która ukazuje Jezusa Mędrcom, i wszystkim którzy się do niej zbliżają.

[po modlitwie:]

Drodzy bracia i siostry!

Od wielu dni 49 osób uratowanych na Morzu Śródziemnym znajduje się na pokładzie dwóch statków organizacji pozarządowych, w poszukiwaniu bezpiecznego portu, do którego mogłyby zawinąć. Zwracam się z serdecznym apelem do europejskich przywódców, aby okazali konkretną solidarność wobec tych osób.

Niektóre Kościoły wschodnie, katolickie i prawosławne, które posługują się kalendarzem juliańskim, jutro będą obchodziły święta Bożego Narodzenia. Kieruję do nich serdeczne i braterskie życzenia jako znak komunii między wszystkimi chrześcijanami, którzy uznają Jezusa za Pana i Zbawiciela.

Uroczystość Objawienia Pańskiego jest również Światowym Dniem Misyjnym Dzieci, który w tym roku zachęca młodych misjonarzy, aby byli „drużyną Jezusa” aby być świadkami Ewangelii w rodzinie, w szkole i w miejscach rozrywki.

KAI/awo

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Papież: pierwsze miejsce należy oddać Bogu

Do oddania pierwszego miejsca Bogu w naszym życiu zachęcił papież Franciszek w homilii podczas Mszy św., jaką odprawił w bazylice św. Piotra w uroczystość Objawienia Pańskiego, zwaną też świętem Trzech Króli (lub Mędrców).

Polub nas na Facebooku!

Papież: pierwsze miejsce należy oddać Bogu
Do oddania pierwszego miejsca Bogu w naszym życiu zachęcił papież Franciszek w homilii podczas Mszy św., jaką odprawił w bazylice św. Piotra w uroczystość Objawienia Pańskiego, zwaną też świętem Trzech Króli (lub Mędrców).

Publikujemy polskie tłumaczenie papieskiej homilii:

Epifania: słowo to wskazuje na objawienie się Pana, który, jak mówi św. Paweł w drugim czytaniu (por. Ef 3, 6), objawia się wszystkim narodom, reprezentowanym dzisiaj przez Mędrców. W ten sposób ukazuje się piękna rzeczywistość Boga, który przyszedł dla wszystkich: każdy naród, język i lud jest przez Niego akceptowany i miłowany. Symbolem tego jest światło, które dociera wszędzie i wszystko oświetla.

Ale jeśli nasz Bóg objawia się dla wszystkich, to wciąż budzi zdziwienie, jak się objawia. W Ewangelii opowiedziana jest droga – do pałacu króla Heroda, właśnie w chwili, kiedy Jezus został przedstawiony jako król: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski?” (Mt 2, 2) – pytają Mędrcy. Znajdą go, ale nie tam, gdzie myśleli: nie w pałacu królewskim w Jerozolimie, lecz w skromnym mieszkaniu w Betlejem. Ten sam paradoks pojawił się w Boże Narodzenie, kiedy Ewangelia mówiła o spisie ludności całej ziemi za czasów cesarza Augusta i gubernatora Kwiryniusza (por. Łk 2, 2). Ale żaden z ówczesnych możnych nie zdawał sobie sprawy, że Król historii narodził się w ich czasie. I znowu, gdy Jezus w wieku około trzydziestu lat objawił się publicznie, poprzedzony przez Jana Chrzciciela, Ewangelia przedstawia kolejną uroczystą prezentację kontekstu, wymieniając wszystkich „wielkich” tego czasu, władzę świecką i duchową: Tyberiusza Cezara, Poncjusza Piłata, Heroda, Filipa, Lizaniasza, arcykapłanów Annasza i Kajfasza. I konkluduje: „skierowane zostało słowo Boże do Jana (…) na pustyni” (Łk 3, 2). Zatem nie do żadnego z wielkich, ale do człowieka, który wycofał się na pustynię. Oto niespodzianka: Bóg nie staje w świetle reflektorów świata, aby się objawić.

Gdy słuchamy tej listy sławnych ludzi, może pojawić się pokusa, aby na nich skierować światło. Moglibyśmy pomyśleć: lepiej byłoby, gdyby gwiazda Jezusa pojawiła się w Rzymie na Wzgórzu Palatyńskim, z którego cesarz August rządził światem; całe imperium natychmiast stałoby się chrześcijańskie. Albo, gdyby oświeciła pałac Heroda, mógłby on uczynić coś dobrego, zamiast złego. Ale światło Boga nie trafia do tych, którzy świecą własnym światłem. Bóg proponuje siebie, lecz nie narzuca się; świeci, ale nie oślepia. Zawsze istnieje wielka pokusa mylenia światła Boga ze światłem świata. Ileż razy goniliśmy za zwodzącymi przebłyskami władzy i pierwszego planu na scenie, przekonani, że oddajemy dobrą posługę Ewangelii! Ale w ten sposób ustawiliśmy światła po niewłaściwej stronie, ponieważ Boga tam nie było. Jego łagodne światło jaśnieje w pokornej miłości. Ileż razy, jako Kościół, staraliśmy się błyszczeć własnym światłem! Ale to nie my jesteśmy słońcem ludzkości. Jesteśmy księżycem, który, pomimo swoich cieni, odzwierciedla prawdziwe światło, Pana. Kościół jest “misterium lunae“: To Pan jest światłością świata (J 9, 5). On, a nie my.

Światło Boga zmierza do tych, którzy je przyjmują. Izajasz w pierwszym czytaniu (por. 60, 2) przypomina nam, że boskie światło nie przeszkadza ciemności i gęstym mgłom w okrywaniu ziemi, lecz jaśnieje u tych, którzy gotowi są je przyjąć. Dlatego prorok kieruje zaproszenie, które jest dla każdego wyzwaniem: „Powstań, świeć” (60, 1). Trzeba wstać, to znaczy powstać ze swojego zasiedzenia i przygotować się do chodzenia. W przeciwnym razie trwamy w bezruchu, podobnie jak uczeni w Piśmie, których wypytywał Herod, a którzy dobrze wiedzieli, gdzie narodził się Mesjasz, ale nie ruszyli się. Następnie trzeba przyoblec się w Boga, który jest światłem, każdego dnia, aż Jezus stanie się naszą codzienną szatą. Ale by przywdziać szatę Boga, która jest prosta, jak światło, trzeba najpierw pozbyć się szat nadętych. W przeciwnym razie czynimy jak Herod, który nad światło Boże przedkładał światła doczesne sukcesu i władzy. Natomiast Mędrcy wypełniali proroctwo, powstali, aby być przyodziani światłem. Tylko oni widzieli gwiazdę na niebie: nie uczeni w Piśmie, nie Herod, czy ktokolwiek w Jerozolimie. By znaleźć Jezusa, trzeba wytyczyć inną trasę, trzeba podjąć drogę alternatywną – Jego drogę, drogę pokornej miłości. I trzeba jej się trzymać. Istotnie dzisiejsza Ewangelia kończy się stwierdzeniem, że Mędrcy, poznawszy Jezusa, „inną drogą udali się do ojczyzny” (Mt 2, 12). Inną drogą, różną od drogi Heroda. Drogą alternatywną wobec świata, jak ta, którą przebyli ci, którzy byli z Jezusem na Boże Narodzenie: Maryja i Józef, pasterze. Podobnie jak Mędrcy, opuścili oni swoje domy i stali się pielgrzymami na drogach Boga. Tylko bowiem ten, kto porzuca swoje przywiązania doczesne, aby wyruszyć w drogę odnajduje tajemnicę Boga.

Dotyczy to również nas. Nie wystarczy wiedzieć, gdzie urodził się Jezus, jak uczeni w Piśmie, jeśli nie dotrzemy do tego miejsca. Nie wystarczy wiedzieć, że Jezus się narodził, jak Herod, jeśli Go nie spotykamy. Kiedy Jego miejsce staje się naszym miejscem, Jego kiedy staje się naszym kiedy, Jego osoba – naszym życiem, wówczas proroctwa się w nas wypełniają. Wtedy Jezus rodzi się w naszym wnętrzu i staje się Bogiem dla mnie żywym. Dzisiaj, bracia i siostry, jesteśmy zachęceni do naśladowania Mędrców. Nie dyskutują, ale idą; nie pozostają rozglądając się, lecz wchodzą do domu Jezusa; nie stawiają siebie w centrum, lecz upadają na twarz przed Nim, będącym centrum; nie trzymają się sztywno swoich planów, ale przygotowują się do pójścia innymi drogami. W ich gestach jest ścisły kontakt z Panem, radykalna otwartość na Niego, całkowite włączenie w Niego. Z Nim posługują się językiem miłości, tym samym językiem, którym Jezus już przemawia, będąc jeszcze niemowlęciem. Mędrcy idą do Pana, nie po to by przyjmować, ale dawać. Zadajmy sobie pytanie: czy w Boże Narodzenie przynieśliśmy jakieś dary dla Jezusa, na Jego święto, czy też wymieniliśmy jedynie prezenty między sobą?

Jeśli poszliśmy do Pana z pustymi rękami, dzisiaj możemy to naprawić. Ewangelia zawiera bowiem niejako małą listę prezentów: złoto, kadzidło i mirrę. Złoto, uważane za coś najcenniejszego przypomina nam, że pierwsze miejsce należy oddać Bogu. Trzeba Go adorować. Ale aby to uczynić, trzeba wyzbyć się pierwszego miejsca i uważać siebie za potrzebujących, a nie samowystarczalnych. Następnie pojawia się kadzidło symbolizujące związek z Panem, modlitwę, która jak woń wznosi się do Boga (por. Ps 141,2). Ale, ponieważ kadzidło, by wydać woń musi się spalać, tak też i modlitwa musi „spalić” trochę czasu, trzeba poświęcić go dla Pana. I zrobić to naprawdę, a nie tylko słowami. A co do czynów – oto mirra, olejek, który będzie używany do owinięcia z miłością ciała Jezusa zdjętego z krzyża (por. J 19, 39). Podoba się Panu, kiedy troszczymy się o ciała doświadczone cierpieniem, jego najsłabsze ciała, tych, którzy pozostali w tyle, tych, którzy mogą jedynie otrzymywać, nie dając w zamian nic materialnego. Drogocenne w oczach Boga jest miłosierdzie dla tych, którzy nie mają niczego, aby oddać w zamian, bezinteresowność! W oczach Boga bezinteresowność jest cenna! W tym dobiegającym końca okresie Bożego Narodzenia, nie traćmy okazji, aby uczynić piękny dar dla naszego Króla, który przyszedł dla wszystkich nie na wystawnych scenach świata, ale w świetlistym ubóstwie Betlejem. Jeśli to uczynimy, Jego światło zajaśnieje nad nami.

KAI/awo

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7