ZIEMIA ŚWIĘTA

W drodze do Betlejem

Święta w Betlejem uczą mnie, że wszystko jest ważne, nawet – a może przede wszystkim – drobne, codzienne sprawy, słowa i decyzje, których suma składa się na to, co nazywamy życiem.

ks. Piotr
Żelazko
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pewne schematy powtarzają się rokrocznie: zapalenie choinki, parada, Pasterka i tłumy turystów. Czy warto przeżywać Boże Narodzenie w Betlejem?

O specyficznym rodzaju religijności wyrażanej poprzez konieczność obcowania z materią, przekształcania jej poprzez doświadczenie wiary, które nadaje jej nowy wymiar kontaktu ze światem duchowym, napisano wiele. Liczna obecność pielgrzymów w sanktuariach maryjnych, miejscach cudów eucharystycznych, czy lokalizacjach biblijnych świadczy o popularności tego rodzaju praktyk we współczesnym świecie. Osobiście zawsze starałem się traktować z dystansem pogląd, że gdzieś jest Pana Boga „więcej”. Jako ksiądz powtarzałem często, że Msza święta na stadionie z Papieżem, czy w Bożym Grobie w Jerozolimie, czy w mojej małej kapliczce z kilkoma wiernymi, jest zawsze tą samą Mszą. Jezus przychodzi w znakach chleba i wina tak samo w Łomży, jak i w Watykanie, a sprawa subiektywnych odczuć nie wpływa na owocność przeżywania sakramentu.

Jednak odkąd jestem w Ziemi Świętej, a jest to już okres 11 lat, powoli zacząłem rozumieć, że specyfika tego pustynnego kawałka lądu, wciśniętego pomiędzy trzy kontynenty ma w sobie pewien ładunek czegoś ponademocjonajnego. Sam zakochany w Jerozolimie nieco żartobliwie zacząłem nazywać to miasto „Żoną Pana Boga”, a fakt, że syndrom jerozolimski jest zdiagnozowaną jednostką chorobową, przestał budzić we mnie zdziwienie. Skoro kilka miliardów Żydów, Chrześcijan i Muzułmanów uważa, że właśnie TUTAJ Bóg objawił się człowiekowi, to możliwe, że Jego wolą było, abyśmy nadali temu znaczenie również dla prywatnej pobożności.

Co roku odwiedzamy Betlejem w okolicach Bożego Narodzenia z parafialną pielgrzymką. Dla niektórych jest to jedyna możliwość, żeby wjechać do zamkniętej dla obywateli Izraela Autonomii Palestyńskiej. Na checkpoint podjeżdżamy autobusem i nie wchodząc w szczegóły przedstawiam nas jako grupę chrześcijan jadących świętować. Żołnierze bez problemu podnoszą szlaban, a ja przypominam, żeby nie rozmawiać zbyt głośno po hebrajsku na ulicach.

Zaczynamy od czasu wolnego. Widzę, jak ludzie rozchodzą się po placu, żeby zrobić selfie z choinką, zjeść pieczone jabłko, czy pobiegać po okolicznych sklepikach. Poza Hajfą i Nazaretem takich dekoracji świątecznych w Izraelu nie ma. Także poza Starym Miastem w Jerozolimie, nie można w tym kraju kupić chrześcijańskich dewocjonaliów. Wszędzie światełka, amerykańskie kolędy z obowiązkowym beatem w stylu pop, zapach gorącej czekolady i pieczonych kasztanów. To wszystko jednak, to zbyt mało dla Europejczyków, którzy już od połowy listopada żyją w „Christmas-sferze” podczas zakupów w centrach handlowych. Nieco siermiężny, wręcz kiczowaty nastrój nie jest czymś, co może przyciągnąć zagranicznych turystów. I my też nie po to przyjechaliśmy.

Ruszamy więc na Pole Pasterzy. Miasteczko siostrzane Betlejem – Beit Sachour urzeka widokiem niezabudowanych jeszcze wzgórz. Tak mogła wyglądać ta okolica 2000 lat temu: malownicze pagórki pokryte rozsianymi głazami, stado owiec, zziębnięty beduiński pasterz. Tu jest już bliżej do „prawdziwego Betlejem”. Śpiewamy kilka kolęd, zapalamy świeczki i ruszamy do Bazyliki Narodzenia.

Słucham Ewangelii o Narodzeniu z poczuciem, że stoję w tym samym miejscu, w którym pasterze zobaczyli grotę. Czy my uczestnicząc w Eucharystii, cokolwiek rozumiemy z Tajemnicy Wcielenia, która dokonuje się na ołtarzu?

Wreszcie główny punkt pielgrzymki – Msza święta w miejscu, gdzie narodził się Jezus. Do samej Groty wejść się nie da – kolejka na kilka godzin. Ale w kościele świętej Katarzyny jesteśmy wystarczająco blisko „właściwego” miejsca. Zaczynamy nieco niemrawo, mała grupka tonie w wielkiej kaplicy. Stopniowo przyłącza się coraz więcej gapiów, pielgrzymów i turystów. Większość z nich nie uczestniczyła pewnie w uroczystej, transmitowanej na cały świat Pasterce, ilość biletów jest zawsze ograniczona i już od listopada miejsc po prostu nie ma. Słucham Ewangelii o Narodzeniu z poczuciem, że stoję w tym samym miejscu, w którym pasterze zobaczyli grotę. O czym myśleli przed wejściem? Czy rozumieli cokolwiek z radosnego „Chwała na wysokości Bogu” wyśpiewanego przez aniołów? Czy my uczestnicząc w Eucharystii, cokolwiek rozumiemy z Tajemnicy Wcielenia, która dokonuje się na ołtarzu?

Gdy rozbrzmiewa „Silent Night”, każda zwrotka w innym języku, widzę łzy w oczach wielu ludzi. Sam dzielnie zachowując powagę, usiłuję wydobyć ze ściśniętego gardła kilka słów przed błogosławieństwem. Za chwilę wrócimy każdy do swojego Betlejem, do groty pełnej niepewności o przyszłość, do nocnego nieba, do chłodu, braku poczucia Obecności Bożej. Czy fakt, że odwiedziliśmy to miejsce, gdzie historia świata zaczęła się od nowa, będzie miał znaczenie podczas kolejnych prób i kryzysów wiary? Czy skończy się na wrzuconych na Facebooka fotkach, pełnych podziwu komentarzach znajomych, a gdy nastrój pryśnie, wszystko wróci do normy? A może przez kontakt z tym wybranym przez Boga miejscem i jego „zwyczajnością” lepiej zrozumiemy, że On jest najbardziej obecny w naszej zwyczajności i codzienności. Że nie trzeba szukać Go pod złotymi kopułami, na marmurowych posadzkach świątyń, ale w płaczu dziecka, porannej mżawce i kubku pachnącej kawy, wypitej z rodziną czy przyjaciółmi.

Święta w Betlejem nigdy nie będą dla mnie nadzwyczajne – one uczą mnie, że wszystko jest ważne, nawet – a może przede wszystkim – drobne, codzienne sprawy, słowa i decyzje, których suma składa się na to, co nazywamy życiem. Tak jak dziecko Jezus całkowicie zdane jest na łaskę ludzi, tak Bóg w dzisiejszym świecie nie przeżyje, jeśli nie pomożemy Mu być bardziej obecnym w naszej codzienności.

 

ks. Piotr Żelazko

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

ks. Piotr
Żelazko
zobacz artykuly tego autora >

Ziemia Święta to piąta Ewangelia

"Takie zdanie to często chwyt marketingowy biur podróży. Kiedy tu przyjechałem zrozumiałem, że to nie jest frazes tylko prawda. Kto pozna geografię Ziemi Świętej, lektura Biblii nigdy nie będzie dla niego taka sama". Zapraszamy na drugą część spaceru po Jerozolimie z ks. Piotrem Żelazko

ks. Piotr
Żelazko
zobacz artykuly tego autora >
Marcin Jończyk
Marcin
Jończyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!


Zobacz także:


Pierwszą część spaceru po Jerozolimie:

Jerozolima: żona Pana Boga


Przewodnik po Ziemi Świętej wprowadzający w tajemnice Triduum Paschalnego:

Szlakiem Chrystusowej Męki. Przewodnik


ks. Piotr Żelazko

Zobacz inne artykuły tego autora >

Marcin Jończyk

Marcin Jończyk

Ekspert od form multimedialnych, operator i montażysta, zawsze ma ręce pełne roboty. Samouk, któremu umiejętności zazdroszczą zawodowcy z wieloletnim stażem.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

ks. Piotr
Żelazko
zobacz artykuly tego autora >
Marcin Jończyk
Marcin
Jończyk
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap