Nasze projekty

W drodze do Betlejem

Święta w Betlejem uczą mnie, że wszystko jest ważne, nawet – a może przede wszystkim – drobne, codzienne sprawy, słowa i decyzje, których suma składa się na to, co nazywamy życiem.

Reklama

Pewne schematy powtarzają się rokrocznie: zapalenie choinki, parada, Pasterka i tłumy turystów. Czy warto przeżywać Boże Narodzenie w Betlejem?

O specyficznym rodzaju religijności wyrażanej poprzez konieczność obcowania z materią, przekształcania jej poprzez doświadczenie wiary, które nadaje jej nowy wymiar kontaktu ze światem duchowym, napisano wiele. Liczna obecność pielgrzymów w sanktuariach maryjnych, miejscach cudów eucharystycznych, czy lokalizacjach biblijnych świadczy o popularności tego rodzaju praktyk we współczesnym świecie. Osobiście zawsze starałem się traktować z dystansem pogląd, że gdzieś jest Pana Boga „więcej”. Jako ksiądz powtarzałem często, że Msza święta na stadionie z Papieżem, czy w Bożym Grobie w Jerozolimie, czy w mojej małej kapliczce z kilkoma wiernymi, jest zawsze tą samą Mszą. Jezus przychodzi w znakach chleba i wina tak samo w Łomży, jak i w Watykanie, a sprawa subiektywnych odczuć nie wpływa na owocność przeżywania sakramentu.

Jednak odkąd jestem w Ziemi Świętej, a jest to już okres 11 lat, powoli zacząłem rozumieć, że specyfika tego pustynnego kawałka lądu, wciśniętego pomiędzy trzy kontynenty ma w sobie pewien ładunek czegoś ponademocjonajnego. Sam zakochany w Jerozolimie nieco żartobliwie zacząłem nazywać to miasto „Żoną Pana Boga”, a fakt, że syndrom jerozolimski jest zdiagnozowaną jednostką chorobową, przestał budzić we mnie zdziwienie. Skoro kilka miliardów Żydów, Chrześcijan i Muzułmanów uważa, że właśnie TUTAJ Bóg objawił się człowiekowi, to możliwe, że Jego wolą było, abyśmy nadali temu znaczenie również dla prywatnej pobożności.

Reklama
Reklama

Co roku odwiedzamy Betlejem w okolicach Bożego Narodzenia z parafialną pielgrzymką. Dla niektórych jest to jedyna możliwość, żeby wjechać do zamkniętej dla obywateli Izraela Autonomii Palestyńskiej. Na checkpoint podjeżdżamy autobusem i nie wchodząc w szczegóły przedstawiam nas jako grupę chrześcijan jadących świętować. Żołnierze bez problemu podnoszą szlaban, a ja przypominam, żeby nie rozmawiać zbyt głośno po hebrajsku na ulicach.

Zaczynamy od czasu wolnego. Widzę, jak ludzie rozchodzą się po placu, żeby zrobić selfie z choinką, zjeść pieczone jabłko, czy pobiegać po okolicznych sklepikach. Poza Hajfą i Nazaretem takich dekoracji świątecznych w Izraelu nie ma. Także poza Starym Miastem w Jerozolimie, nie można w tym kraju kupić chrześcijańskich dewocjonaliów. Wszędzie światełka, amerykańskie kolędy z obowiązkowym beatem w stylu pop, zapach gorącej czekolady i pieczonych kasztanów. To wszystko jednak, to zbyt mało dla Europejczyków, którzy już od połowy listopada żyją w „Christmas-sferze” podczas zakupów w centrach handlowych. Nieco siermiężny, wręcz kiczowaty nastrój nie jest czymś, co może przyciągnąć zagranicznych turystów. I my też nie po to przyjechaliśmy.

Ruszamy więc na Pole Pasterzy. Miasteczko siostrzane Betlejem – Beit Sachour urzeka widokiem niezabudowanych jeszcze wzgórz. Tak mogła wyglądać ta okolica 2000 lat temu: malownicze pagórki pokryte rozsianymi głazami, stado owiec, zziębnięty beduiński pasterz. Tu jest już bliżej do „prawdziwego Betlejem”. Śpiewamy kilka kolęd, zapalamy świeczki i ruszamy do Bazyliki Narodzenia.

Reklama
Reklama
Słucham Ewangelii o Narodzeniu z poczuciem, że stoję w tym samym miejscu, w którym pasterze zobaczyli grotę. Czy my uczestnicząc w Eucharystii, cokolwiek rozumiemy z Tajemnicy Wcielenia, która dokonuje się na ołtarzu?

Wreszcie główny punkt pielgrzymki – Msza święta w miejscu, gdzie narodził się Jezus. Do samej Groty wejść się nie da – kolejka na kilka godzin. Ale w kościele świętej Katarzyny jesteśmy wystarczająco blisko „właściwego” miejsca. Zaczynamy nieco niemrawo, mała grupka tonie w wielkiej kaplicy. Stopniowo przyłącza się coraz więcej gapiów, pielgrzymów i turystów. Większość z nich nie uczestniczyła pewnie w uroczystej, transmitowanej na cały świat Pasterce, ilość biletów jest zawsze ograniczona i już od listopada miejsc po prostu nie ma. Słucham Ewangelii o Narodzeniu z poczuciem, że stoję w tym samym miejscu, w którym pasterze zobaczyli grotę. O czym myśleli przed wejściem? Czy rozumieli cokolwiek z radosnego „Chwała na wysokości Bogu” wyśpiewanego przez aniołów? Czy my uczestnicząc w Eucharystii, cokolwiek rozumiemy z Tajemnicy Wcielenia, która dokonuje się na ołtarzu?

Gdy rozbrzmiewa „Silent Night”, każda zwrotka w innym języku, widzę łzy w oczach wielu ludzi. Sam dzielnie zachowując powagę, usiłuję wydobyć ze ściśniętego gardła kilka słów przed błogosławieństwem. Za chwilę wrócimy każdy do swojego Betlejem, do groty pełnej niepewności o przyszłość, do nocnego nieba, do chłodu, braku poczucia Obecności Bożej. Czy fakt, że odwiedziliśmy to miejsce, gdzie historia świata zaczęła się od nowa, będzie miał znaczenie podczas kolejnych prób i kryzysów wiary? Czy skończy się na wrzuconych na Facebooka fotkach, pełnych podziwu komentarzach znajomych, a gdy nastrój pryśnie, wszystko wróci do normy? A może przez kontakt z tym wybranym przez Boga miejscem i jego „zwyczajnością” lepiej zrozumiemy, że On jest najbardziej obecny w naszej zwyczajności i codzienności. Że nie trzeba szukać Go pod złotymi kopułami, na marmurowych posadzkach świątyń, ale w płaczu dziecka, porannej mżawce i kubku pachnącej kawy, wypitej z rodziną czy przyjaciółmi.

Święta w Betlejem nigdy nie będą dla mnie nadzwyczajne – one uczą mnie, że wszystko jest ważne, nawet – a może przede wszystkim – drobne, codzienne sprawy, słowa i decyzje, których suma składa się na to, co nazywamy życiem. Tak jak dziecko Jezus całkowicie zdane jest na łaskę ludzi, tak Bóg w dzisiejszym świecie nie przeżyje, jeśli nie pomożemy Mu być bardziej obecnym w naszej codzienności.

Reklama
Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę