Rośnie liczba protestów przeciwko nowej ustawie aborcyjnej w USA

Grupy i stowarzyszenia katolickie w USA protestują po uchwaleniu w stanie Nowy Jork nowego prawa, umożliwiającego dokonanie aborcji do 24 tygodnia ciąży i aż do dziewiątego miesiąca w sytuacji zagrożenia życia matki.

Polub nas na Facebooku!

Rośnie liczba protestów przeciwko nowej ustawie aborcyjnej w USA
Grupy i stowarzyszenia katolickie w USA protestują po uchwaleniu w stanie Nowy Jork nowego prawa, umożliwiającego dokonanie aborcji do 24 tygodnia ciąży i aż do dziewiątego miesiąca w sytuacji zagrożenia życia matki.

Nowe prawo zostało uchwalone 22 stycznia i natychmiast zatwierdzone przez gubernatora stanu Andrewa Cuomo. Nazwał on je „postępowym” i wyraził nadzieję, że zostanie wprowadzone w całym kraju. Decyzja spotkała się z ostrą reakcją amerykańskich biskupów.

Ordynariusz Albany, stolicy stanu Nowy Jork Edward Scharfenberger nazwał nowe prawo skandalicznym. W ostrych słowach upomniał też gubernatora za poparcie tak niszczącego prawodawstwa. Podkreślił, że decyzja ta jest absolutnie nie do pogodzenia z wyznawaną przez niego wiarą katolicką. Z kolei kard. Timothy Dolan stwierdził, że „ustawa narusza prawa najbardziej narażonych na zranienie”. Przypomniał zarazem, że lekarze, którzy z powodów etycznych odmówią dokonania aborcji w tak późnym okresie, w przyszłości nie będą mogli powoływać się na klauzulę sumienia.

Wielu intelektualistów, nauczycieli oraz działaczy pro-life zasugerowało obłożenie gubernatora ekskomuniką. W katedrze Niepokalanego Poczęcia, która znajduje się nieopodal siedziby nowojorskich władz zabrzmiały dzwony, aby przypomnieć o tragedii nienarodzonych i ich matek.

KAI


 

 

FELIETONY

Współcześni Piłaci, czyli aborcyjny “kompromis’ w USA

Współcześni Piłaci nie muszą umywać rąk od aborcji. Ich ona już nawet nie brudzi

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Współcześni Piłaci, czyli aborcyjny “kompromis’ w USA
Współcześni Piłaci nie muszą umywać rąk od aborcji. Ich ona już nawet nie brudzi

Stan Nowy Jork, ręką katolickiego gubernatora, zliberalizował prawo aborcyjne zezwalając na terminację ciąży do szóstego miesiąca na życzenie oraz do momentu narodzin dziecka, gdy jest ono poważnie chore albo poród zagrażżyciu lub zdrowiu matki. Wyrzutów sumienia nie odnotowano.

Stan Nowy Jork, ręką katolickiego gubernatora, zliberalizował prawo aborcyjne zezwalając na terminację ciąży do szóstego miesiąca na życzenie oraz do momentu narodzin dziecka, gdy jest ono poważnie chore albo poród zagrażżyciu lub zdrowiu matki. Wyrzutów sumienia nie odnotowano.

W 1984 roku, goszcząc na katolickim uniwersytecie Notre Dame, były gubernator stanu Nowy Jork Mario Cumo wygłosił następujące przemówienie.

„Możemy być w pełni katolikami; dumnymi, całkowicie zgodnymi ze sobą, ludźmi żyjącymi na tym świecie i zmieniającymi go. Światłem dla tego narodu. Wyciągając z naszych obywateli najlepsze, a nie najgorsze cechy. Przekonywać, nie przymuszać. Prowadzić ludzi do prawdy przez miłość. A jednak przez cały czas szanując i ciesząc się naszą wyjątkową pluralistyczną demokracją. I możemy to zrobić nawet jako politycy”.

 

Rzecz dotyczyła nie tyle rozterek duchowych związanych z kulisami sprawowania władzy, ale dostępu do legalnej aborcji na terenie państwa.  

Polityk, który wywodził swój system wartości z Ewangelii uznał, że w przestrzeni publicznej można zdystansować się od rygoryzmu nauczania o niezbywalnym prawie do życia każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Pragmatyka sprawowania władzy w państwie wielu wyznań i kultur podpowiadała mu, że sprawiedliwie będzie zezwolić na rzecz stojącą w jaskrawej sprzeczności z nauczaniem Kościoła, jeśli korzyścią będzie konsensus społeczny.

 

 

Aborcja – punkt bez odwrotu

Tyle, że w sprawie aborcji kompromis jest zawsze wątpliwy, bo pomiędzy tym co legalne, a tym co zabronione, istnieje przestrzeń na dokonywanie wyborów od których nie ma już odwrotu. Natomiast polityk, który uznaje, że wiara nie zobowiązuje go choćby do czynienia symbolicznych kroków w kierunku zrealizowania swoich ideałów w sposobie funkcjonowania państwa i stanowienia prawa, zasługuje na miano hipokryty, a nie męża stanu. Czym innym jest bowiem obiektywna trudność bądź nawet niemożliwość całkowitego zakazania aborcji, a czym innym konformistyczne założenie, że zezwalając na nią, będziemy w stanie umyć ręce od odpowiedzialności i pozostać w pełni sobą. Tak się nie da.

Da się jednak, jak sądzę nie pierwszy raz w polityce, wejść do tej samej rzeki, ale popłynąć nią nieco dalej. Oto bowiem w 2019 r. syn Mario Cumo – Andrew – również jako gubernator Nowego Jorku wrócił do tematu aborcyjnego. Tyle tylko, że z rozterek ojca przeszedł do stanowiska pełnego zaakceptowania aborcji, 22 stycznia podpisując tzw. „Reproductive Health Act” – ustawę o „prawach reprodukcyjnych”. Poszerzyła ona i tak szerokie możliwości działania w dziedzinie terminacji ciąży, zezwalając na przeprowadzenie procedury do 24 tygodnia przed porodem oraz do momentu porodu, gdy „istnieje brak czynności życiowych płodu”, dziecko jest nieuleczalnie chore, albo „poród zagraża zdrowiu lub życiu pacjentki”.  

 

Do dziewiątego miesiąca

W związku z nowym prawem, państwo i rząd nie są w stanie powstrzymać żadnej kobiety, która zdecydowałaby np. w szóstym miesiącu ciąży, że woli mieć chłopca niż dziewczynkę, i tej pierwszej nie daje szansy na przyjście na świat i adopcję. A co z sytuacjami jeszcze bardziej skrajnymi? Wyobraźmy sobie, że mamy do wyboru, jak choćby w przypadku Alicji Tysiąc na naszym krajowym podwórku, moralny dylemat: wyraźne pogorszenie wzroku kobiety, albo życie dziewięciomiesięcznego dziecka? Właściwie niemal w pełni rozwiniętego fizycznie niemowlaka, zdolnego do samodzielnego funkcjonowania poza organizmem matki.  

To już nie jest kwestia dyskusji o definicji typu „zlepek komórek”, ale przeprowadzenie brutalnej procedury – nie boję się użyć tego słowa – jednoznacznego zabójstwa na czującej już dużo wcześniej istocie ludzkiej. Dlaczego Andrew Cumo arbitralnie uznał, że jej prawo do życia nie jest ważne?

 

„Właściwa strona historii”

Piłat wysyłając Jezusa na śmierć okazywał przynajmniej wyrzuty sumienia, do końca starając się zmienić decyzję „ludu”. Niektórzy współcześni gubernatorzy nie silą się już nawet na gesty.

Prawdziwe ciarki na plecach wywołuje jednak atmosfera ogólnej radości i uniesienia w momencie podpisania dokumentu w budynku senatu stanowego w miejscowości Albany. Ubrane na różowo kobiety ze środowisk feministycznych i pro-choice biły brawo z uśmiechem, przekonane, że stoją po właściwej stronie historii i postępu. W tym samym momencie reprezentacyjne budynki w Nowym Jorku również rozświetlił się jaskrawym różem. Żeby była jasność, podobnie jak ojciec, obecny gubernator stanu również przynależy do Kościoła katolickiego, deklarując przywiązanie do jego nauczania i dekalogu. Pomimo potępienia ze strony lokalnych biskupów (bp Edward B. Scharfenberger nazwał jego czyn „gorszącym” a nowe prawo „destrukcyjnym”), nie zamierza zmieniać swojej decyzji, uważając ją za element docenienia „progresywnych wartości nowojorczyków”.  

 

 

To jest właśnie ten moment w historii rozwoju ludzkości, do którego doszliśmy na własne życzenie kapitulując jako wierzący na polu polityki. Piłat wysyłając Jezusa na śmierć okazywał przynajmniej wyrzuty sumienia, do końca starając się zmienić decyzję „ludu”. Niektórzy współcześni gubernatorzy nie silą się już nawet na gesty.  

 


 

 

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika "Do Rzeczy", publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik "Dziennika Gazety Prawnej" - wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, "Rzeczpospolitej", "Tygodnika Powszechnego" i Stacji7. Prowadzi program "Nocna Zmiana" w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >