Polskie samoloty podbijają australijskie niebo

12 firm z sektora lotniczego chce zdobyć piąty kontynent. Za kilka dni do Canberry udaje się misja biznesowa Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych z udziałem firm z "Doliny lotniczej" z okolic Rzeszowa.

Polski ambasador w Canberze Paweł Milewski podkreśla, że nasze samoloty są znane i cenione w Australii.

51 polskich samolotów już lata na australijskim niebie. 30 z nich to Dromadery, wykorzystywane głównie do gaszenia pożarów, które są bardzo częste na tym kontynencie – wyjaśnia ambasador. Paweł Milewski dodaje, że odległości w Australii są bardzo duże i samolot jest tam zwykłym środkiem lokomocji – to także szansa dla polskich firm. Ogromny rynek jest głównie na małe samoloty, wiele prywatnych osób może być zainteresowanych polskimi maszynami. Jak mówi Milewski, już pojawiły się firmy, które są zainteresowane finalizowaniem kontraktów.

W tej chwili w Australii są przedstawiciele 17 polskich firm w ramach projektu GreenEvo, czyli zielonej energii. Ochrona środowiska to kolejny sektor ważny dla Australijczyków – zaznacza ambasador. Tanie, ale zaawansowane pod względem technologicznym oferty są bardzo atrakcyjne. Już pojawiło się w tej sprawie wiele zapytań i to zarówno ze strony władz stanowych, jak i federalnych – dodaje Milewski.

W lutym w Australii, na największej wystawie na kontynencie, Avalon Airshow, prezentowały się trzy polskie firmy z branży lotniczej. Pokazały dorobek Polskiej Grupy Zbrojeniowej.


Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Edyta Poźniak/Siekaj


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Syria: broń chemiczna nadal w użyciu

Syryjskie wojsko ponownie użyło broni chemicznej przeciwko cywilom - twierdzi organizacja Human Rights Watch. Jej działacze informują, że w marcu miało dojść do co najmniej sześciu ataków za pomocą bomb beczkowych, zawierających trujący gaz.

Syryjskie władze wcześniej zarzekały się, że ani nie stosują w walkach takich bomb, ani też nie posługują się bronią chemiczną. Human Rights Watch twierdzi, że do ataków z użyciem trujących gazów miało dojść w drugiej połowie marca w prowincji Idlib.

Organizacja powołuje się na informacje świadków i miejscowych ratowników, którzy twierdzą, że ze śmigłowców zrzucono co najmniej 14 beczek z chlorinem. Ataki miały w sumie dotknąć ponad 200 osób, a tylko w jednym z nich miało zginąć sześcioro cywilów, w tym troje dzieci. Do wszystkich tych ataków miało dojść na terenach kontrolowanych przez umiarkowaną opozycję.

Lekarze, którzy zajmowali się poszkodowanymi powiedzieli przedstawicielom Human Rights Watch, że ofiary miały trudności z oddychaniem, wypalone oczy i gardła. Wielu świadków mówiło o zapachu chlorinu.

Po ataku chemicznym z użyciem chlorinu z sierpnia 2013 roku na przedmieściach Damaszku syryjskie władze obiecały pozbyć się wszystkich zapasów broni chemicznej. Prezydent Baszar al-Asad podpisał też międzynarodową konwencję, zabraniającą używania takiej broni. Jednak na początku marca tego roku Rada Bezpieczeństwa ONZ wyraziła zaniepokojenie faktem, że broń chemiczna nadal może być używana w Syrii.  

Syryjska wojna domowa trwa od ponad czterech lat i kosztowała życie co najmniej 215 tysięcy osób. Ponad 12 milionów Syryjczyków uciekło ze swoich domów, z czego jedna trzecia – za granicę.


Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Cegielski/HRW/wcześn./dabr


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas