video-jav.net
ZE ŚWIATA

Dwa lata od “referendum” na Krymie

Dwa lata temu na Krymie niezgodnie z prawem zorganizowano referendum dotyczące dołączenia półwyspu do Rosji. Przebiegło ono z licznymi naruszeniami prawa, a jego wyniki nie zostały uznane przez Stany Zjednoczone, Unię Europejską i organizacje międzynarodowe

Polub nas na Facebooku!

Organizatorzy pseudoreferendum twierdzili, że za dołączeniem do Rosji opowiedziało się niemal 97% głosujących.

Anna Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych podkreśla rozmowie z IAR, że należy przyznać, że na Krymie zawsze dominowały nastroje prorosyjskie. Kijów nie prowadził tam aktywnej polityki kulturalnej, czy gospodarczej. “Nie było próby pokazania, że to Kijów powinien być tym punktem odniesienia, a nie ciągle Moskwa” – dodaje.

 

Nie oznacza to, że wyniki referendum nie zostały w mniejszym lub większym stopniu sfałszowane. Anna Dyner zwraca uwagę, że głosowanie przeprowadzono w momencie, gdy na Ukrainie nie zakończyła się ostatecznie rewolucja godności, a na półwyspie pojawiły się wtedy “zielone ludziki”, czyli rosyjscy żołnierze bez znaków rozpoznawczych.

 

Anastazja Siergiejewa z działającego w Polsce Stowarzyszenia “Za wolną Rosję” powiedziała IAR, że większość mieszkańców Krymu jest i była obojętna politycznie. “Przyszłość sama się wyjaśni, ktoś za nich zadecyduje, na przykład Putin, czy ktoś inny” – dodaje.

 

Przeciwko referendum i późniejszej aneksji opowiedzieli się miejscowi Ukraińcy i Tatarzy. Obecnie aktywni przedstawiciele tych narodowości są prześladowani przez rosyjskie władze.


Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /jj

Liban: Polacy pomagają uchodźcom

Polska pomaga syryjskim uchodźcom w Libanie. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej od czterech lat finansuje syryjskim uciekinierom dach nad głową w północnym Libanie. Pomoc była możliwa dzięki pieniądzom z MSZ a także z międzynarodowych funduszy.

Polub nas na Facebooku!

Jest ich ponad milion. Syryjscy uchodźcy, którzy wyjechali z kraju znaleźli w Libanie schronienie. Tak jak Osama, który z żoną i szóstką dzieci uciekł w 2013 roku z oblężonego miasta Homs. Teraz mieszka w dwupokojowym mieszkaniu w obozie dla palestyńskich uchodźców pod Trypolisem. „Nie możemy wrócić do Syrii, to zbyt niebezpieczne. Tutaj pomagają nam zagraniczne organizacje, takie jak Polska. Moja żona dostaje też pomoc żywnościową z ONZ. Czasami dostajemy też dla niej oferty dorywczej pracy” – mówi mężczyzna w rozmowie ze specjalnym wysłannikiem Polskiego Radia Wojciechem Cegielskim. Osama pomaga w salonie fryzjerskim w Trypolisie. Zarabia 10 dolarów dziennie, ale to za mało, by wyżywić rodzinę i opłacić czynsz za mieszkanie.

 

Polska pomoc trafia nie tylko do muzułmanów, ale także do chrześcijan. Fiodor z żoną i dwójką dzieci uciekał z miejsc, okrążonych przez tzw. Państwo Islamskie w Homs. Najpierw zmieniał miejsca pobytu w samym Homs, ale gdy w 2014 roku zamordowano tam holenderskiego jezuitę Fransa van der Lugta, rodzina zdecydowała, że wyjeżdża z Syrii do Libanu. Dzisiaj wszyscy mieszkają wraz z inną chrześcijańską rodziną w mieszkaniu w Bejrucie.

 

„W Syrii żyliśmy w spokoju, a to, czy ktoś był chrześcijaninem czy muzułmaninem nie miało znaczenia. Mieliśmy dobre relacje z innymi. Ale kiedy wojna się zaczęła, wkrótce potem ludzie zaczęli wzajemnie wytykać się palcami i mówić – ten jest muzułmaninem a ten chrześcijaninem” – mówi Fiodor.

 

Od 2012 roku Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, do niedawna także z pieniędzy MSZ, pomogło trzem tysiącom syryjskich rodzin w Libanie. Dzięki programowi „Cash for Rent” polska organizacja płaci uchodźcom czynsz za mieszkania, domy lub garaże, gdzie mieszkają ci najbiedniejsi.

 

Prezes PCPM Wojciech Wilk argumentuje, że dach nad głową oznacza dla uchodźców przynajmniej namiastkę stabilizacji. Taka pomoc jest też tańzsza i znacznie skuteczniejsza od pomocy dla tych, którzy dostali się do Europy. „Zabezpieczenie uchodźców dachu nad głową kosztuje nie więcej niż 80-100 dolarów miesięcznie. To jest kwota 5-krotnie niższa od kosztów, które należałoby ponosić na przyjmowanie takiego uchodźcy w Polsce. Jest to pomoc lepsza, bo ci ludzie są na Bliskim Wschodzie i kiedyś wrócą do Syrii oraz jest to pomoc tańsza od pomocy dla migrantów w Unii Europejskiej” – wyjaśnia prezes PCPM.

 

Polska i międzynarodowa pomoc dla uchodźców w Libanie to także ulga dla mieszkańcow Libanu. Jak mówi dr Ibrahim Merheb, były burmistrz miasteczka El-Birre na północy kraju, gdzie także pomaga PCPM, sami Libańczycy nie byliby w stanie ponosić kosztów tej pomocy. „To już trwa pięć lat. Libańczycy tutaj w rejonie Akkar są biedni, najbiedniejsi z całego kraju i sami nie są w stanie pomagać. Dzięki Bogu, że ONZ oraz organizacje takie jak polskie PCPM zaczęły tu pracę i bardzo pomogły Syryjczykom” – podkreśla były burmistrz w rozmowie z Polskim Radiem.

 

Wielu syryjskich uchodźców bez międzynarodowej, także polskiej pomocy, nie przetrwałoby w Libanie. Większość z nich jest tam Libanie nielegalnie, bo przeciągająca się wojna sprawiła, że skończyły im się pozwolenia na pobyt. To oznacza m.in. że nie mogą znaleźć pracy.
Syryjska wojna domowa rozpoczęła się przed pięcioma laty i kosztowała życie co najmniej 250 tysięcy osób, choć niektóre źródła twierdzą, że ofiar może być nawet dwa razy więcej. 11 milionów ludzi musiało opuścić swoje domy, z czego co najmniej 4 miliony uciekły z Syrii do krajów ościennych, a część do Europy.


Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Wojciech Cegielski, Kubajat/dyd