video-jav.net

Droga Krzyżowa w Panamie: rozważania 14 stacji

Droga Krzyżowa z młodymi, której na Campo Santa María La Antigua w Panamie, przewodniczył 25 stycznia Franciszek, miała wymiar głęboko międzynarodowy i społeczny. Każda z jej 14 stacji była poświęcona nie tylko poszczególnym etapom Męki Pańskiej, ale także najważniejszym palącym problemom współczesnego świata. Rozważania przygotowali młodzi obywatele różnych krajów Ameryki Łacińskiej.

Polub nas na Facebooku!

Pierwszą stację – Modlitwa Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym – poświęcono ubogim, młodym i powołaniom a autorem przemyśleń był młody człowiek z Hondurasu. Podkreślił, że ogród Getsemani jest zawsze przypomnieniem milczenia, modlitwy, cierpienia i taki jest Bóg: milczący i dyskretny, nienarzucający się naszej wolności, toteż trzeba przygotować się do uważnego słuchania Jego Słowa, uczyć się odczytywania wydarzeń oczami wiary i bycia otwartymi na niespodzianki Ducha Świętego. «Pani z Suyapy z Hondurasu, łagodna, pokorna i mała Panno, naucz nas, że Jezus jest naszym nauczycielem, wolnością i nadzieją i że ci, którzy są prześladowani na wiele sposobów i w wielu miejscach, czują bratnie pocieszenie całej ludzkości» – modlił się autor rozważań.

W stacji drugiej – Jezus zdradzony przez Judasza i aresztowany – modlono się o jedność i w intencji ekumenizmu a przygotował ją Kubańczyk. «Z serca Kuby krzyczymy, że jesteśmy twórcami wspólnoty, życia, radosnej nadziei, aby podarować światu nowy ‘dźwięk’ żywotności, szczęśliwego poszukiwania tego, co nas łączy. Droga Kościoła, który jest budowniczym pokoju, przechodzi przez Getsemani, aby w cierpieniu Jezusa znaleźć poparcie do wytyczania mostów, do łącznie woli, uzdrawiania ran i budowania braterskich wspólnot» – prosił autor rozmyślań. Modlił się następnie do Pani Miłosierdzia z Cobre – Patronki swego kraju – aby nauczyła nas, że «Jezus, Jej Syn i nasz Mistrz, nadal prosi, abyśmy ‘byli jedno’, aby pracować nieustannie na rzecz jedności i braterstwa».

Trzecia stacja – Jezus skazany przez Sanhedryn – to modlitwa za Kościół męczenników, przygotowana przez młodzież z Salwadoru. «Głos męczenników będzie zawsze hymnem nadziei, a głos pasterzy będzie nadal pokazywał swej trzódce drogę życia i nadziei, głos umierających za to, że byli wierni Jezusowi, jest wiecznym krzykiem nadziei i błogosławieństwa» – słyszeliśmy w rozważaniach. «Niech Dziewica Pokoju, Pani Salwadoru, przypomina nam, jak bardzo Bóg kocha krew męczenników, która jest nasieniem nadziei i jakże cenne jest w oczach Pana serce ofiarowane za tych wszystkich, którzy są zjednoczeni z Chrystusem, ofiarowując pokój i błogosławieństwo» – brzmiała modlitwa.

Stację czwartą – Piotr zapiera się Jezusa – poświęcono ludom tubylczym, a przygotowali ją młodzi Gwatemalczycy. Wskutek doznanych cierpień i wykluczenia «Indianie, pochodzący z tej ziemi, stali się bardzo bliscy Jezusowi tak, iż znalazł się On na ich twarzach, to Jego umiłowane oblicze, które wielbimy wyryte i namalowane z miłością; oblicze braci» – głosiły rozważania. A w modlitwie na zakończenie ich proszono Pana, aby wybaczył nam, że «nie umiemy rozpoznać wartości każdego stworzenia, że nadal uważamy je za przedmiot użytkowy i panowania nad nim a nie nauczyliśmy się kontemplować jego piękna, dziękować za jego wspaniałość oraz szanować jego integralności i kultury».

Stacja piąta – Jezus osądzony przez Piłata – to modlitwa w intencji ekologii i wspólnego domu, opracowana przez młodzież z Kostaryki. To typowe, że tak wielu ludzi uważa, iż wszystko należy do nich, do życia, osób, świata. Jezus w obliczu przedstawiciela cesarza proponuje nam wymowny i wspaniały kontrast: jest Panem wszystkich i pewnego dnia całe stworzenie stanie w obliczu Jego chwalebnej obecnością, gdyż to Bóg złożył w ręce ludzkości ten cudowny świat, pełen piękna i harmonii. «Z Kostaryki Madonna Aniołów przypomina nam, że Pan, skazany na niesprawiedliwą śmierć, będzie Panem wszystkiego. i Razem z Nim wołamy: ‘Bądź pochwalony, mój Panie, przez naszą siostrę matkę ziemię, która nas podtrzymuje i wytwarza różne owoce z kolorowymi kwiatami i ziołami” – brzmiała modlitwa końcowa.

W szóstej stacji – Jezus ubiczowany i cierniem ukoronowany – modlono się za migrantów i uchodźców, a przygotowali ją młodzi Wenezuelczycy. Biczowanie i korona cierniowa nadal ranią okrutnie oblicze i ciało Jezusa, który chciał, abyśmy Go znaleźli w bólu migrantów i w niepokoju uchodźców. On sam w dzieciństwie uciekał do Egiptu i słyszał kroki tych, którzy wczoraj i dziś brutalnie prześladują tych, którzy nie tylko stracili wszystko, ale widzą zamknięte granice i bramy. Niech Pani z Coromoto, która wędrowała z bijącym sercem z tak wieloma migrantami i uchodźcami, pomoże nam leczyć, uzdrawiać i napełniać nadzieją ubiczowane i ukoronowane cierniami serca tych licznych ludzi, którzy opuścili swą ojczyznę.

Siódma stacja – Jezus bierze krzyż na ramiona – to modlitwa za ofiary, przygotowana przez młodych Haitańczyków. To św. Jan Paweł II podarował nam transparent nadziei w postaci pielgrzymującego Krzyża Światowych Dni Młodzieży – jest to standard Jezusa, znak poddania się, niosącego zbawienie, miłości obejmującej wszystkich, rozpostartych ramion Zbawiciela, który ze Świętego Drzewa uczynił znak chwały, tron zabitego Baranka, Sąd, na którym jesteśmy sądzeni w miłości. “Niech Pani od Wieczystej Pomocy, czczona z wielką miłością na Haiti, ukaże nam Jezusa, który spotkał Ją na drodze krzyżowej, Ją – Matkę Pocieszenia i siły” – modlili się uczestnicy tej Via Crucis.

Stacja ósma – Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi – jest modlitwą za młodych i o nadzieję, a przygotowali ją wraz z rozważaniami Brazylijczycy. Młodzi znają solidarność, współczucie, dzielone wspólnie życie, spotkania budujące mosty i otwierające drogi braterstwa Na drodze zwycięstwa Jezusa, którą obecnie przemierzamy, Szymon z Cyreny reprezentuje nas, przywołuje nas i nas zachęca, aby wszystkie inicjatywy, zrodzone przez braterstwo i solidarność, znalazły w tej stacji niezawodne uzasadnienie. “Niech Pani Niepokalanie Poczęta z Aparecidy nauczy nas bycia wielkodusznymi i ofiarowania całej naszej solidarności chrześcijańskiej, która w świetle Ewangelii nazywa się miłością i pozwala nam napełniać świat naszą promienną radością, zwaną nadzieją” – modlili się autorzy rozważań.

Stacja dziewiąta – Jezus spotyka niewiasty jerozolimskie – ma za temat przemoc wobec kobiet i przygotowali ją młodzi z Dominikany. Kobiety z Jerozolimy mają odwagę ofiarować nam blask łaski i cnót kobiet biblijnych, które je poprzedziły: Ewy, Sary, Rebeki, Racheli, Judyty, Esery, Noemi czy Rut a w Nowym Testamencie są to m.in. Elżbieta, Maria Magdalena, Salome, a później te, które stały się kamieniami jaśniejącymi na drodze Kościoła: matki, męczennice, lekarki, założycielki, misjonarki… “Niech z Dominikany Nasza Pani z Altagracia, Panna wierna, Pani Chwalebna, która jest pierwowzorem każdej kobiety, przypomina nam miłość, jaką Jezus okazywał kobietom swoich czasów i niech pomoże nam przezwyciężyć wszelką dyskryminację, wszelki handel ludźmi, wszelką przemoc, aby godność wszystkich kobiet zajaśniała w swym blasku” – prosili Dominikańczycy.

Motywem przewodnim stacji dziesiątej – Jezus ukrzyżowany – były prawa człowieka, a modlili się o nie Kolumbijczycy. Z drzewa Krzyża, zasadzonego na Kalwarii, Jezus jawi się jak Pan, a przybity do niego jest ostatecznym znakiem miłości Boga, który wyciąga ramiona, aby objąć nimi i przyjąć wszystkich, aby stać się ołtarzem, na którym życie ofiarowane w ofierze paschalnej staje się Życiem, Światłem i Miłosierdziem dla wszystkich. “Kolumbia, która odczuła w sposób jakże dramatyczny ból przemocy i braku miłości, przypomina nam, że w Ukrzyżowanym świat znajduje prawdziwą miłość, która jedna i zbawia. Niech Maryja Różańcowa z Chiquinquirá przypomina nam, że w radości, świetle, bólu i chwale życia Jezusa dany jest nam prawdziwy pokój”.

Stacja jedenasta – Jezus obiecuje swe Królestwo dobremu łotrowi – ma za temat korupcję, a zajęli się tym młodzi z Portoryko. Jezus na krzyżu ma klucz do drzwi królestwa nadziei i może otworzyć się na wszystkie miłosierne serca Ojca. Wszyscy mamy miejsce tam, gdzie jest miłość i przebaczenie dla wszystkich. Nie możemy zapominać, że pozostaje tajemnicą to, jak ukrzyżowany łotr rozpoznał w swym towarzyszy męki oblicze króla który jest gotów otworzyć mu królestwo życia i pokoju. “Niech Pani Opatrzności Bożej z Portoryko przypomina nam, że Jej Syn Jezus, leżący w Jej łonie, jako jedyny prowadzi nas do Bramy Życia i do świetlistego Królestwa dobra i prawdy”.

Stacja dwunasta – ukrzyżowany Jezus powierza swą Matkę Uczniowi – była poświęcona matkom i przygotowali ją młodzi z Belize. Nie można żyć bez matki, a Maryja, która wydała w Betlejem błogosławiony owoc swego łona, idzie za swym Synem w wielkodusznym i posłusznym milczeniu, pokazuje to w Kanie, a zwłaszcza na Kalwarii. Dniom Młodzieży zawsze towarzyszyła Maryja. Będąc matką uczniów i wiecznie młodą, nadal z macierzyńską dobrocią czuwa nad kruchością młodości, troszczy się o potrzebę czułości i chce bronić młodych przed szałem grzechu i goryczą samotności. “Niech Niepokalanie Poczęta, tak pokorna, prosta, Matka, Patronka Stanów Zjednoczonych, nadal nam towarzyszy na naszej drodze i niech nas broni od surowości rozpaczy, abyśmy stawali się prawdziwymi uczniami Krzyża”.

Reklama

Stacja trzynasta – Jezus umiera na krzyżu – to rozważania i modlitwy wokół terroryzmu i zabójstw, przygotowane przez młodych z Meksyku. Śmierć Jezusa na krzyżu jest jednocześnie poświęceniem, ofiarą, darem i światłem. Niełatwo jest zrozumieć, jak bolesna śmierć może być źródłem życia, ale Baranek złożony w ofierze, Pan życia, na świętym drzewie złożył wszystkie ofiary Starego Przymierza i rozpoczął swoją chwalebną śmiercią nowy czas życia, pokoju i nadziei. W naszym świecie terroryzm zniszczył wiele istnień ludzkich i Jezus, zmarły na krzyżu, staje się głosem licznych ofiar, aby powiedzieć nam, z jaką miłością winniśmy bronić, szanować i troszczyć się o życie. “Pani z Guadalupe, którą męczennicy meksykańscy obejmowali z miłością w chwilach tortur, niech nadal okazuje nam jaśniejące oblicze ukrzyżowanego Pana i niech nas nauczy siać nadzieję tam, gdzie brak miłości przeszył serce ludzkości”.

Stacja czternasta – Jezus złożony do grobu – była poświęcona aborcji i przygotowali ją młodzi Nikaraguańczycy. Według Ewangelii grób Chrystusa znajdował się w ogrodzie i w ogrodzie rozpoczęło się także życie. Życie rozkwita w ciele Jezusa, który namaszczony balsamem, owinięty w całun jednolicie uszyty, czeka świtu paschalnego, aby zmartwychwstać jak zwycięzca. Jest wiele pięknych grobowców, inne niepozorne, ale jest grób, który woła do nieba i demaskuje straszne okrucieństwo ludzkości – grób, który się otwiera w łonach matek, które wyrywają życie niewinnych istot. Jest to grób, do którego wkładają nowych niewinnych męczenników, ofiary aborcji, które – niczym dzieci z Betlejem – nadal krzyczą przed światem, jest to krzyk ich rozerwanych ciałek, głęboki smutek ich złamanych praw, największa niesprawiedliwość, która zaprzecza prawu do życia.

“Przenajczystsza, Niepokalanie Poczęta, która królujesz w Nikaragui, naucz nas świętej wartości życia od jego poczęcia do naturalnego końca, aby nikt nie mógł już tworzyć grobów w świętych łonach matek” – modlili się w ostatniej stacji młodzi z przeżywającego obecnie wielkie trudności kraju środkowoamerykańskiego.

KAI

Reklama

Homilia Franciszka podczas Mszy z konsekracją ołtarza w Panamie

Publikujemy tekst homilii Ojca Świętego Franciszka wygłoszonej w czasie Mszy św. z konsekracją ołtarza w katedrze Matki Bożej Starszej (Santa Maria la Antigua) w Panamie 26 stycznia.

Polub nas na Facebooku!

Publikujemy tekst papieskiej homilii:

„Jezus, zmęczony przebytą drogą, usiadł obok studni, a było to około godziny szóstej. Nadeszła wtedy kobieta – Samarytanka, aby zaczerpnąć wody. Jezus poprosił ją: «Daj mi się napić»” (J 4,6-7).
Usłyszana przez nas Ewangelia nie waha się ukazać nam Jezusa zmęczonego chodzeniem. W południe, gdy słońce daje się odczuć z całą swą siłą i mocą, znajdujemy Go obok studni. Musiał zaspokoić i ugasić pragnienie, odświeżyć swe kroki, odzyskać siły, by móc kontynuować misję.

Uczniowie widzieli na własne oczy, co oznacza poświęcenie i gotowość Pana, aby nieść Dobrą Nowinę ubogim, opatrywać rany serc złamanych, zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę, pocieszać zasmuconych, obwieszczać rok łaski dla wszystkich (por. Iz 61,1-3). Są to sytuacje, które pochłaniają nasze życie i energię; i „nie oszczędzały”, obdarzając nas wieloma ważnymi chwilami w życiu Nauczyciela, w których również nasze człowieczeństwo mogłoby spotkać słowo Życia.

Zmęczony drogą

Dla naszej wyobraźni, kompulsywno-wydajnościowej, stosunkowo łatwe jest rozważanie i nawiązanie komunii z działalnością Pana, ale nie zawsze potrafimy czy możemy rozważać i towarzyszyć „trudom Pana”, jakby to nie była sprawa Boga. Pan się zmęczył i w tym znoju znajdują miejsce liczne znużenia naszych narodów i naszych ludów, naszych wspólnot i tych wszystkich, którzy są utrudzeni i obciążeni (por. Mt 11, 28).

Przyczyny i motywy, które mogą powodować zmęczenie drogą w nas, kapłanach, osobach konsekrowanych, członkach ruchów świeckich są wielorakie: od długich godzin pracy, które pozostawiają mało czasu na jedzenie, odpoczynek, modlitwę i przebywanie z rodziną, po „toksyczne” warunki pracownicze i uczuciowe, które prowadzą do wyczerpania i powolnego osłabienia serca; od prostego i codziennego poświęcenia, aż po rutynowy ciężar osób, które nie znajdują zadowolenia, uznania lub wsparcia niezbędnego do zmierzenia się z codziennością; od zwykłych i możliwych do przewidzenia sytuacji skomplikowanych, aż po koszmarne i stresujące godziny napięcia. Cała gama ciężarów, które trzeba znieść.

Nie sposób ogarnąć wszystkich sytuacji wypalania się życia osób konsekrowanych, ale we wszystkich odczuwamy pilną potrzebę znalezienia studni, która mogłaby zaspokoić i ugasić pragnienie i zmęczenie przebytej drogi. Wszystkie domagają się, jak milczące wołanie, jakiejś studni, od której można zacząć od nowa.

Od jakiegoś czasu, pod tym względem, nierzadko zdarza się, że w naszych wspólnotach gości pewien subtelny rodzaj zmęczenia, który nie ma nic wspólnego ze zmęczeniem Pana. Jest to pokusa, którą moglibyśmy nazwać znużeniem nadziei. To znużenie, które pojawia się wówczas, gdy – jak w Ewangelii – słońce pada jak ołów, a godziny stają się nie do zniesienia, z taką intensywnością, że nie pozwalają iść naprzód czy też spoglądać w przyszłość. Jakby wszystko stawało się zamglone. Nie chodzi mi o „swoisty trud serca” (JAN PAWEŁ II, Enc, Redemptoris Mater, 17; por. Adhort. ap. Evangelii gaudium, 287) ludzi „rozerwanych na strzępy” z powodu pracy, potrafiących pod koniec dnia ukazać spokojny i wdzięczny uśmiech, ale o to inne znużenie, które rodzi się w obliczu przyszłości, kiedy rzeczywistość „wymierza policzki”, i podważa siły, środki i wykonalność misji w tym tak zmieniającym się i stawiającym pytania świecie.

Jest to zmęczenie paraliżujące. Rodzi się z patrzenia w przyszłość, nie wiedząc, jak zareagować na intensywność i niepewność przemian, które przeżywamy jako społeczeństwo. Zmiany te wydają się nie tylko podważać nasze formy wyrazu i zaangażowania, nasze zwyczaje i stosunek do rzeczywistości, ale w wielu przypadkach kwestionować samą możliwość życia zakonnego we współczesnym świecie. I nawet prędkość tych zmian może doprowadzić do obezwładnienia wszelkich decyzji i opinii, a to, co było znaczące i ważne w innych czasach, wydaje się nie mieć już miejsca.

Znużenie nadziei rodzi się ze świadomości Kościoła zranionego swoim grzechem, który wiele razy nie potrafił usłyszeć licznych wołań, w których kryło się wołanie Nauczyciela: „Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46).

W ten sposób możemy przyzwyczaić się do życia ze znużoną nadzieją w obliczu niepewnej i nieznanej przyszłości, a to sprawia, że powstaje miejsce, aby w samym sercu naszych wspólnot zadomowił się szary pragmatyzm. Wszystko wydaje się postępować normalnie, ale w rzeczywistości wiara niszczeje i się rozkłada. Zawiedzeni rzeczywistością, której nie rozumiemy lub w której uważamy, że nie ma już miejsca dla naszego projektu, możemy nadać „obywatelstwo” jednej z najgorszych możliwych herezji naszych czasów: myśleniu, że Pan i nasze wspólnoty nie mają nic do powiedzenia czy dania temu nowemu rodzącemu się światu (por. Adhort. ap. Evangelii gaudium, 83). A wówczas zdarza się, że to, co pewnego dnia zrodziło się jako sól i światło świata, w ostateczności oferuje swoją najgorszą wersję.

Daj mi się napić

Reklama

Utrudzenie drogą się przytrafia i daje się odczuć. Istnieje, czy nam się to podoba, czy też nie, i dobrze mieć tę samą odwagę, jak Nauczyciel, by powiedzieć: „Daj mi się napić”. To co przydarzyło się Samarytance może się przytrafić każdemu z nas i nie chcemy ugasić pragnienia byle jaką wodą, lecz tym „źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu” (J 4,14). Wiemy, podobnie jak dobrze wiedziała Samarytanka, która od lat nosiła puste dzbany nieudanych miłości, że nie każde słowo może pomóc w odzyskaniu sił i proroctwa w misji. Nie byle jaka nowość, niezależnie od tego jak bardzo mogłaby się zdawać uwodzicielska, może załagodzić pragnienie. Wiemy, podobnie jak ona to dobrze wiedziała, że nawet wiedza religijna, usprawiedliwienie określonych decyzji raz tradycje minione i obecne nie czynią nas zawsze płodnymi i zapalonymi „czcicielami w Duchu i w prawdzie” (J 4,23).

„Daj mi się napić” – o to prosi Pan, i chce abyśmy i my powiedzieli te słowa. Mówiąc to, otwieramy drzwi naszej znużonej nadziei, by bez lęku powrócić do będącego u podstaw źródła pierwszej miłości, kiedy Jezus przeszedł naszą drogą, spojrzał na nas z miłosierdziem, poprosił, byśmy za Nim poszli. Mówiąc to, odzyskujemy pamięć tej chwili, kiedy Jego oczy spotkały się z naszymi, chwili, kiedy dał nam do zrozumienia, że nas miłuje i to nie tylko w sposób osobisty, ale także jako wspólnotę (por. Homilia w Wigilię Paschalną 19 kwietnia 2014). To powrócenie do naszych kroków i usłyszenie w kreatywnej wierności, że Duch nie stworzył jakiegoś szczególnego dzieła, planu duszpasterskiego czy jakiejś struktury, którą należy zorganizować, ale za pośrednictwem wielu „świętych z sąsiedztwa (wśród których znajdziemy ojców i matki założycieli waszych instytutów, biskupów i księży, którzy potrafili położyć fundament dla swoich wspólnot), dał życie i tlen dla określonej sytuacji historycznej, która zdawała się tłumić i zniszczyć wszelką nadzieję i godność.

„Daj mi się napić” oznacza mieć odwagę, aby dać się oczyścić i odzyskać najbardziej autentyczną część naszych pierwotnych charyzmatów – które nie ograniczają się jedynie do życia zakonnego ale obejmują cały Kościół – i zobaczyć, w jaki sposób mogą wyrazić się dzisiaj. Chodzi o to, by nie tylko spoglądać z wdzięcznością na przeszłość, ale iść w poszukiwaniu korzeni – źródła inspiracji i pozwolić, by ponownie mocno zabrzmiały pośród nas (por. PAPIEŻ FRANCISZEK – FERNANDO PRADO, „Siła powołania”, Poznań 2018, s. 48).

„Daj mi się napić” oznacza zgodę, aby Duch przekształcił nas w mężczyzn i kobiety pamiętających o pewnym kroku, zbawczym kroku Boga. I z ufnością, że tak, jak to uczynił wczoraj, tak będzie On nadal czynił jutro, „sięganie do korzeni bez wątpienia pomaga nam przeżywać teraźniejszość we właściwy sposób, bez lęku. To ważne, by żyć bez lęku, odpowiadać życiu z entuzjazmem osoby zaangażowanej w historię, osadzonej w niej. Chodzi o entuzjazm osoby zakochanej” (por. tamże, 51).

Znużona nadzieja zostanie uzdrowiona i będzie się cieszyć „swoistym trudem serca” wówczas, gdy nie będzie się bała powrócić do miejsca pierwszej miłości i będzie umiała spotkać na peryferiach i w wyzwaniach, przed którymi stajemy dzisiaj, ten sam śpiew, to samo spojrzenie, które zrodziło śpiew i spojrzenie naszych ojców. W ten sposób unikniemy niebezpieczeństwa wychodzenia od samych siebie i zrezygnujemy z męczącego użalania się nad sobą, aby spotkać oczy, którymi dzisiaj Chrystus nadal nas poszukuje, wzywa i zachęca do misji.

Nie wydaje mi się wydarzeniem nieistotnym, fakt że ta katedra ponownie otwiera swoje drzwi po długim okresie renowacji. Doświadczyła upływu lat jako wierny świadek historii tego ludu, a dzięki pomocy i pracy wielu osób zechciała ponownie obdarzyć swym pięknem. Będąc czymś więcej niż rekonstrukcją formalną, która zawsze stara się powrócić do pierwotnego oryginału, starała się odzyskać piękno lat minionych, otwierając się na przyjęcie wszystkich nowości, które może dać teraźniejszość. Katedra hiszpańska, indiańska i afroamerykańska staje się w ten sposób katedrą panamską, tych dnia wczorajszego ale i tych dnia dzisiejszego, którzy sprawili, że mogła zaistnieć. Nie należy już tylko do przeszłości, ale jest pięknem teraźniejszości. Dziś znów jest łonem, które pobudza do odnowienia i posilania nadziei, odkrywania, jak piękno dnia wczorajszego staje się podstawą dla budowania piękna jutra. Tak działa Pan.

Bracia, nie pozwólmy, by ukradziono nam piękno, które odziedziczyliśmy po naszych ojcach! Niech będzie ono żywym i owocnym korzeniem, który pomoże nam nadal czynić piękną i proroczą historię zbawienia na tych ziemiach.

Tłumaczenie: KAI

Reklama
Share via