Dentystka z Polski jedzie bezpłatnie leczyć zęby Kameruńczyków

Fundacja Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio” zakłada w Kamerunie kolejny polski gabinet stomatologiczny, tym razem przy polskiej misji w miejscowości Ayos. Jest to możliwe dzięki wsparciu, jakiego udzieliła polska firma w ramach działań CSR, kupując unit stomatologiczny.

Polub nas na Facebooku!

Jako pierwsza będzie w nim leczyć młoda polska dentystka Sonia Janusz, która o działaniach Fundacji i możliwości wyjazdu do Afryki usłyszała od doktora Konrada Rylskiego, który bezpłatnie zęby mieszkańców tamtego kontynentu leczy już od lat. Jeździ on po całej Polsce zachęcając studentów stomatologii, aby po ukończeniu studiów wyjechali do Afryki i pomogli najbiedniejszym mieszkańcom tego kontynentu. Tak do Fundacji trafiła również pani Sonia Janusz. Doktora Rylskiego poznała jeszcze będąc studentką II roku, wtedy też zaczęła przychodzić do zaprzyjaźnionego gabinetu stomatologicznego, aby móc się jak najwięcej nauczyć. Na miejscu Sonia będzie mogła liczyć tylko na własną wiedzę i umiejętności. Najbliższy dentysta przyjmuje w oddalonej 200 kilometrów stolicy.

Powstanie kolejnego gabinetu było możliwe dzięki zaangażowaniu sponsora – prywatnej polskiej firmy MAXIM Ceramics z Maksymilianowa, której właściciel ufundował niezbędny sprzęt w ramach Społecznej Odpowiedzialności Biznesu.

Program „Dentysta w Afryce” istnieje od dziesięciu lat. Jego twórcą i pierwszym wolontariuszem był doktor Konrad Rylski, który do tej pory odbył już kilkadziesiąt wypraw medycznych do Afryki. Sam przestał już dawno liczyć ilu pacjentów przyjął, ale mówi, że było warto wyjechać nawet jeśli miałby wyleczyć tylko jedną osobę. Doktor Rylski nie tylko wyjeżdża z ramienia Fundacji „Redemptoris Missio”, ale również w całej Polsce propaguje ideę pomocy zachęcając studentów stomatologii, aby po ukończeniu studiów wyjechali do Afryki i pomogli najbiedniejszym mieszkańcom tego kontynentu. Tak do Fundacji trafiła również pani Sonia Janusz. Doktora Rylskiego poznała jeszcze będąc studentką II roku, wtedy też zaczęła przychodzić do zaprzyjaźnionego gabinetu stomatologicznego, aby móc się jak najwięcej nauczyć. Na miejscu Sonia będzie mogła liczyć tylko na własną wiedzę i umiejętności. Najbliższy dentysta przyjmuje w oddalonej 200 kilometrów stolicy.

Brak stomatologów to dotkliwy problem w Kamerunie. Osoby cierpiące na ból zęba idą w pierwszej kolejności do szamana, o ile fundusze im na to pozwolą. Niestety ta “pomoc” wygląda najczęściej tak, że zamiast usuwać chore zęby, szamani nacinają skórę swoich pacjentów wcierając w nią sproszkowane rośliny oraz podaje mało skuteczne ziołowe napary.

Jeśli w pobliżu jest przychodnia niektórzy idą do miejscowego felczera i ból zęba leczą antybiotykiem. Jeszcze inni na bolące zęby stosują kwas z akumulatora. Wreszcie mieszkańcy kameruńskich lasów – Pigmeje kładą na zęba rozżarzony węgielek, który powoduje jego rozkruszenie i pęknięcie. Ludzie z bólem zębów żyją w cierpieniu latami, a bywa, że ropiejący ząb jest przyczyną zakażenia ogólnoustrojowego i śmierci.

Do tej pory z ramienia Fundacji do pracy na misje wyjechało już kilkudziesięciu dentystów. 18 września do ogarniętej kryzysem Wenezueli poleciały dwie dentystki Ewa Piosik i Joanna Wojciechowska, tam również Fundacja założyła gabinet stomatologiczny. Na początku listopada do Kenii wyruszy dentystka Katarzyna Bandoch. Do powstających gabinetów poszukujemy drobnego sprzętu stomatologicznego. Zależy nam, aby każde z naszych działań było długofalowe i kontynuowane przez następców. Wierzymy, że nasza praca ma głęboki sens. Dopóki będą ludzie gotowi wyjechać i pomagać innym oraz ludzie którzy chcą ich w tym wspomagać będziemy działać dla dobra innych bez względu na ich płeć, rasę, poglądy polityczne i wyznanie.

ad, mat. pras./Stacja7

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Rosyjscy duchowni prawosławni wstawili się za opozycjonistami

Ponad 120 księży Patriarchatu Moskiewskiego napisało list w obronie zatrzymanych i niesprawiedliwie skazanych przeciwników reżimu Władimira Putina. To pierwsze w historii tak liczne publiczne wystąpienie rosyjskich duchownych w obronie praw człowieka.

Polub nas na Facebooku!

List, noszący datę 17 września, podpisało do tego czasu 124 kapłanów z Moskwy i innych miast Rosji, a także z Białorusi, Ukrainy, Austrii, Belgii, Francji, Hiszpanii i Irlandii. Są wśród nich księża eparchialni (diecezjalni), czyli tzw. białe duchowieństwo, mnisi (czarne duchowieństwo) i diakoni, nie ma natomiast ani jednego biskupa Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego (RKP). List jest dostępny w sieci i otwarty na nowe podpisy.

Jego autorzy nie zajmują stanowiska w sprawach politycznych, nie dociekają, czy protestujący w Moskwie przeciw fałszerstwom wyborczym mieli rację czy nie, wstawiają się jedynie za niesłusznie – ich zdaniem – osądzonymi ludźmi oraz wyrażają nadzieję na przemiany społeczne, zwłaszcza systemu sądowniczego w Rosji.

Przesłanie wymienia dwie osoby jako przykład niesprawiedliwych wyroków: Konstantina Kotowa i Aleksieja Miniajły. W pierwszym przypadku chodzi o skazanego niewinnie człowieka, którego całą winą było to, że w czasie demonstracji w stolicy bronił bitych przez policję manifestantów i trzymał wykonany przez siebie plakat ze słowami zamordowanego 19 lat temu ks. Aleksandra Mienia „Miłosierdzie jest tym, do czego wzywamy”. Mimo to przeszedł brutalne śledztwo i czeka na rozprawę sądową – przypomnieli autorzy listu. Wyrazili też nadzieję, że zostaną wycofane oskarżenia pod adresem Miniajły – prawosławnego działacza społecznego i charytatywnego, a obaj oskarżeni odzyskają wkrótce wolność.

Najważniejszą część tego niezwykłego jak na warunki rosyjskie dokumentu stanowią postulaty i żądania o charakterze społeczno-politycznym, choć o wyraźnym „upolitycznieniu” listu też nie można mówić. Autorzy występują „kategorycznie” przeciw wszelkim przejawom przemocy ze strony zarówno demonstrantów, jak i przedstawicieli władz, których obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa obywateli, łącznie z demonstrantami.

Duchowni wyrazili zdumienie i oburzenie z powodu zbyt surowych, według nich, wyroków wydanych na uczestników protestów „w porównaniu ze znacznie łagodniejszymi wyrokami, jakie sądy rosyjskie orzekły wobec oskarżonych o poważniejsze przestępstwa”. Wyrok winien być proporcjonalny do rozmiarów naruszenia prawa, tymczasem władza nakłada na człowieka dodatkową odpowiedzialność, zamiast uwalniać go od niej – podkreślili autorzy listu.

Wyrazili nadzieję, że obywatele Rosji będą żywić zaufanie do systemu sądowego, który będzie sprawiedliwy i bezstronny i będzie w stanie bronić obywatela przed samowolą władzy wykonawczej i struktur siłowych. „W przeciwnym wypadku samo jego istnienie staje się dekoracją i formalnością” – czytamy w liście.

Autorzy wezwali ludzi „przyobleczonych we władzę sądowniczą i służących w strukturach siłowych” Rosji, z których wielu zostało ochrzczonych w Kościele prawosławnym i uważa się za wierzących, aby rozprawy sądowe nie miały charakteru represyjnego. Sądy bowiem nie mogą być wykorzystywane jako środek tłumienia przeciwników władzy, a stosowaniu siły nie powinno towarzyszyć nieuzasadnione okrucieństwo – przestrzegli księża w swym liście.

Na zakończenie zaapelowali do wszystkich o wzmożoną modlitwę za więźniów i za tych, w których rękach znalazły się ich losy, za Rosję, jej władze, wojsko i naród. „Niech Bóg błogosławi nas wszystkich swym pokojem i udzieli nam sił i zdecydowania do wzajemnego szanowania i miłowania się” – zakończyli swój list duchowni RKP.

Wywołał on duże poruszenie w wielu środowiskach, przede wszystkim w łonie Patriarchatu Moskiewskiego. Wiceprzewodniczący synodalnego Wydziału Stosunków Wzajemnych Kościoła ze Społeczeństwem i Środkami Przekazu Wachtang Kipszydze nazwał ten dokument „próbą udziału w działalności na rzecz obrony praw człowieka, która de facto przekształciła [list] w deklarację polityczną”. Zaznaczył, że Kościół ma i aktywnie korzysta z prawa do wyrażania ubolewania, także niepublicznie i dzieje się to na różnych płaszczyznach, nie podał jednak żadnych konkretnych szczegółów.

Przyznał, że w Rosji, podobnie jak w wielu innych krajach, łącznie z tymi, w których mieszkają niektórzy współautorzy listu, zdarzają się niesprawiedliwe wyroki, „ale gdy wybiera się z nich kilku podsądnych, najbardziej znanych mediom, to jest to polityka, a nie wyrażanie ubolewania”. Dodał, że sygnatariusze tego dokumentu, z których połowa mieszka za granicą, „odczuwają społeczne zapotrzebowanie na sprawiedliwość i spróbowali na to odpowiedzieć, jak umieli (…), ale powinni byli wiedzieć, że deklaracjami politycznymi można jedynie próbować walczyć z władzą, a nie zmieniać świat na zasadach prawdy Chrystusowej, tymczasem chodzi o to, że walka z władzą nigdy nie była i nie będzie misją Kościoła”.

Kipszydze zaproponował też swym oponentom, że „rozsądniej byłoby [zamiast pisać takie listy] zebrać środki na dobrego adwokata, który mógłby rzeczywiście pomóc zatrzymanym”.

Na tę wypowiedź bardzo ostro zareagował znany rosyjski historyk Andriej Zubow, w przeszłości nauczyciel i swego rodzaju przewodnik duchowy Kipszydzego. Przypomniał mu, że w czasie studiów Wachtang był wrażliwym człowiekiem, starającym się zmienić świat na lepszy. Obecnie natomiast, gdy wszedł w struktury Patriarchatu, zdradził swe ideały i uległ pokusom władzy kościelnej.

Profesor zwrócił uwagę, że wśród autorów listu są godni szacunku siwowłosi kapłani, którzy cierpieli za wiarę jeszcze w czasach komunistycznych i dali przykład życia dla prawdy przez całe dziesięciolecia. Są też młodsi, ale już czołowi teologowie, gorliwi duszpasterze, zaangażowani słudzy miłosierdzia. Podjęli oni trudną „w naszych okolicznościach życiowych decyzję napisania i podpisania tego przepięknego listu, sporządzonego całkowicie w duchu prawdy chrześcijańskiej” – zaznaczył Zubow.

„Jak Panu nie wstyd zalecać tym kapłanom wynajęcie dobrego adwokata w celu obrony niewinnie skazanych ludzi? Czyż nie wie Pan, że pasterz ma się zajmować nie wynajmowaniem obrońców sądowych, ale przypominaniem o prawdzie Bożej?” – nie krył swego oburzenia historyk rosyjski, znany ze swego krytycznego stanowiska wobec obecnej władzy na Kremlu i kierownictwa RKP.

Na zakończenie poradził swemu dawnemu uczniowi, aby „nie kupował niesławy za cenę chwilowego dobrobytu już tutaj, w Kościele ziemskim i pozbawienia się chwały w Kościele niebieskim”.

KAI/ad

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap