video-jav.net

Arcybiskupi Aleppo wskazują drogę do pokoju w Syrii

Wystarczyłoby przestać sprzedawać broń i wspierać zbrojne ugrupowania z powodu interesów politycznych, uszanować syryjską rzeczywistość, jedność Syrii, legalność władz syryjskich - taka jest „prawdziwa droga do pokoju” w tym kraju według arcybiskupa Aleppo obrządku chaldejskiego, Antoine’a Audo.

Polub nas na Facebooku!

Na peryferiach Aleppo znów trwają walki. Wojska rządowe, osłaniane przez naloty rosyjskie, wypierają rebeliantów z zajmowanych przez nich terenów. Walki toczą się głównie po południowo-zachodniej stronie Aleppo. Mieszkańcy oblężonego miasta żyją w tragicznych warunkach, brakuje im żywności i wody.

Ludzie, którzy z powodu walk opuścili Aleppo teraz nie mogą do niego wrócić. – Wszyscy stali się biedni, ceny wzrosły dziesięciokrotnie, a to wszystko z powodu dewaluacji syryjskiego funta. Poza tym nie ma pracy – opowiada abp Audo. Dodaje, że „cały naród jest zmęczony” tą sytuacją.

Według niego zagrożeniem dla mieszkańców są obie strony konfliktu, gdyż mamy do czynienia ze „spiralą wojny”. – Mądrą postawą Kościoła i Ojca Świętego powinna być pomoc dla Syrii w znalezieniu politycznego, a nie militarnego wyjścia z konfliktu – uważa 70-letni hierarcha.

Z kolei arcybiskup Aleppo obrządku melchickiego, Jean-Clément Jeanbart zauważa, że oprócz śmierci, głodu i zniszczenia części dziedzictwa religijnego, wielkim problemem jest ucieczka chrześcijan z Syrii z powodu zagrożenia utratą życia. Ten exodus jest wspierany przez niektóre zachodnie państwa, które pojmują przyjmowanie syryjskich uchodźców jako „akt miłosierdzia”. Jednak w ten sposób robią „złą przysługę, skazując liczący 2000 lat Kościół, Kościół pierwszych chrześcijan na zniknięcie, co byłoby wielkim dramatem”.

– Moglibyście nam pomóc przez powstrzymanie przemocy, skłaniając państwa, by nie finansowały terrorystów, nie wysyłając broni i najemników. Ale nie zabierając do siebie naszych wiernych… To nam nie pomoże. Jeśli chcecie naszego dobra, pomóżcie nam zostać w domu – apeluje hierarcha na łamach kanadyjskiej gazety „La Presse”.

Jego zdaniem wojna w Syrii wkrótce się skończy, być może nawet przed końcem br. Początkiem końca walk będzie przerwanie oblężenia Aleppo. Po wojnie „będzie dużo pracy, życie będzie inne, wolność większa, będziemy mieli nowy kraj, w którym będziemy mogli żyć razem we wzajemnym szacunku”. – Aż do tej pory żyjemy w miastach z naszymi braćmi muzułmanami. Problemem są muzułmanie, przybywający z zagranicy, którzy nie mają z nami nic wspólnego. Syryjscy muzułmanie przyzwyczaili się do życia z chrześcijanami. Nasze współżycie układa się bardzo dobrze – podkreśla abp Jeanbart.

W 2012 r. wspierał on prezydenta Baszara al-Asada. Dziś uważa, że jego rządy są „rozwiązaniem prowizorycznym”, by uniknąć dezintegracji kraju. Powinien sprawować władzę do czasu utworzenia rządu zdolnego do rządzenia krajem, a potem samemu odejść. Melchicki arcybiskup Aleppo uważa, że Asad nie będzie kurczowo trzymał się władzy. Może się zdarzyć, że sami Syryjczycy będą chcieli go zatrzymać, ale – zdaniem hierarchy – prezydent zdoła się temu oprzeć.


pb (KAI/RV/lapresse.ca) / Aleppo

Policja siłą usunęła wiernych z kościoła w Paryżu

Duże poruszenie w całej Francji wywołała akcja policji, która siłą usunęła ok. 30 osób z zajmowanego przez nich paryskiego kościoła św. Rity. Ma on zostać zburzony a na jego miejsce spółka deweloperska z siedzibą w Belgii ma zbudować dom mieszkalny i parking

Polub nas na Facebooku!

Świątynia ta, wzniesiona na początku XIX wieku w stylu neogotyckim, nie została dotychczas formalnie konsekrowana i od początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku zajmowali ją wierni tzw. „Kościoła gallikańskiego” – niewielkiego i nieco ekscentrycznego ugrupowania tradycjonalistów. Miejsce to było również znane jako stołeczny „kościół zwierząt”, gdyż co roku święcono tam ptaki i zwierzęta.

 

 

W marcu ub.r. władze miasta nakazały miejscowym wiernym i ich samozwańczemu proboszczowi ks. Dominique’owi Philippe’owi opuszczenie świątyni, gdyż wspólnota od wielu miesięcy nie płaciła za nią czynszu. W tej sytuacji właściciel obiektu – Stowarzyszenie Kaplic Katolickich i Apostolskich podpisało porozumienie o jego sprzedaży ze spółką Garibaldi, kierowaną przez grupę Lamotte z zachodniej Francji, handlującą nieruchomościami. Budynek kościelny miał zostać zburzony do fundamentów, a na jego miejsce firma zobowiązała się zbudować parking i mieszkania.

 

Gdy całą sprawę ujawniono, wywołało to ostry sprzeciw nie tylko stosunkowo niewielkiej wspólnoty kościoła św. Rity, ale także dużej części mieszkańców i deputowanego do parlamentu z ramienia Liberałów – Philippe’a Goujona, mera XV dzielnicy Paryża, na której terenie znajduje się sporna świątynia. On sam już raz wraz z grupą przyjaciół stawił czynny opór policji 5 października 2015, protestując przeciw planom rozbiórki obiektu. Później wielokrotnie zabiegał o cofnięcie tych zamiarów.

 

Bardzo szybko do akcji protestacyjnej włączyła się nieznana szerzej grupa „Ruch 14 Lipca”, którego członkowie zajęli kościół, w tym prezbiterium, przekształcając to miejsce w siedzibę rozłamowej części Akcji Francuskiej (skrajnie prawicowego ruchu nacjonalistycznego i monarchistycznego, powstałego na początku XX wieku). Po wypędzeniu 15 listopada ub.r. z kościoła ostatnich „gallikanów” działacze Akcji poprosili opata Guillaume’a de Tanouarn z tradycjonalistycznego Instytutu Dobrego Pasterze o odprawianie tam Mszy w tradycyjnym rycie rzymskim, czyli „przedsoborowych”.

 

6 stycznia br. wierni okupujący świątynię otrzymali sądowy nakaz opuszczenia jej, ale w praktyce nic się nie zmieniło. Podejmowano w tym czasie wiele starań, aby nie dopuścić do zburzenia kościoła. Zaproponowano m.in. zburzenie jedynie górnej części budynku i zbudowanie mieszkań nad kościołem, który znajdowałby się na parterze budynku. Zainteresowanie jego kupnem zgłosiły też liczne wspólnoty prawosławne, zwłaszcza francuska eparchia (diecezja) Patriarchatu Antiocheńskiego. Jednakże grupa Lamotte stanowczo odrzucała jakąkolwiek wolę rozmów na ten temat.

 

5 lipca na wspólną prośbę przedstawioną przez stowarzyszenie, będące właścicielem kościoła i inwestora nieruchomości francuska Rada Stanu (organ opiniujący wszystkie rządowe projekty ustaw i przepisów) upoważniła prefekta policji paryskiej do użycia siły w celu usunięcia „okupantów” ze świątyni. Gdy wierni dowiedzieli się, że 3 sierpnia ma nastąpić eksmisja, od rana zgromadzili się w środku, aby do tego nie dopuścić.

 

 

Prefektura wydała wprawdzie oświadczenie, że 15 jednostek policji przeprowadziło całą akcję „bez zakłóceń”, ale w sieciach społecznościowych pojawiły się bardzo wymowne zdjęcia przedstawiające akcję sił porządkowych, m.in. kapłana ubranego w szaty liturgiczne, którego funkcjonariusz wlecze po ziemi, wyprowadzając go siłą z budynku.

 

Ponadto wielu internautów wyraziło wstrząs z powodu dzisiejszego zdarzeniu, nawiązując zwłaszcza do niedawnego zamachu na kościół w Saint-Etienne-du-Rouvray w Normandii, gdzie dwaj Francuzi o korzeniach islamskich wtargnęło do świątyni w czasie porannej mszy i zamordowali w okrutny sposób sędziwego kapłana ks. Jacquesa Hamela.

 

Oburzenie z powodu całej akcji wyrazili też liczni politycy prawicowi, głównie z Frontu Narodowego i Republikanie. Szefowa Frontu Marine Le Pen zapytała na swym Twitterze: „A może ktoś zechciałby zbudować parkingi na miejscu salafickich meczetów zamiast burzyć nasze kościoły?”.

 

Tymczasem archidiecezja paryska już od dawna dawała do zrozumienia, że nie jest zainteresowana losem kościoła św. Rity; w stolicy Francji czynnych jest obecnie 138 kościołów i kaplic katolickich, z tego 11 tylko w XV dzielnicy.


kg (KAI/LaCroix) / Paryż