“Umierałem razem z Chrystusem”. Historia ks. Pawła wyleczonego z COVID-19

Podobno był jedynym takim przypadkiem w Warszawie: młody, zdrowy organizm, bez chorób współistniejących, który po zarażeniu koronawirusem właściwie otarł się o śmierć. - I w życiu i w śmierci należymy do Pana - mówi dziś ks. Paweł Komar z Grójca, wyleczony z COVID-19. 

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wszystko, co go spotkało, niezwykle nałożyło się w czasie na Triduum Paschalne i Wielkanoc. Cały ten czas, gdy Kościół przeżywał umęczenie i śmierć swojego Zbawiciela, on, Paweł, Chrystusowy kapłan, przebywał jakby w otchłani – czarnej dziurze śpiączki farmakologicznej, w którą wprowadzili go walczący z jego krytyczną niewydolnością oddechową lekarze.

– Podłączony do respiratora, pozbawiony świadomości, razem z Chrystusem przeszedłem Jego mękę i śmierć. I to On nie pozwolił mi całkiem umrzeć, wysłuchał tysięcy modlitw, zanoszonych w mojej intencji, których ja – w tej mojej otchłani – nie byłem zupełnie świadom

– mówi dziś ks. Paweł. 

Jego historia zaczyna się ok. 2 tygodnie przed Świętami, kiedy po powrocie z nocnego biegania, które regularnie trenuje, ks. Paweł odczuł pierwsze objawy anginowe: ból gardła, gorączkę. Lekarz przepisał mu antybiotyki, ale nie przynosiły żadnej poprawy, jedynie stan się pogarszał, bo zaczęły pojawiać się trudności z oddychaniem. Nie wyjeżdżał wcześniej za granicę ani z parafii. Pełnił po prostu posługę duszpasterską: odprawiał Msze św., udzielał Komunii, spowiadał, pracował w kancelarii. Prawdopodobnie więc właśnie wtedy się zaraził. Jego parafia leży przecież w “polskim Wuhan”, jak dziś już nazywa się Grójecczyznę. 

Do szpitala trafił w Wielką Środę. Było z nim już naprawdę źle: gorączka, duszności, osłabienie. Ponieważ karetka, po która zadzwonili, zapowiedziała przyjazd dopiero po kilku godzinach, proboszcz zdecydował się swojego księdza zawieźć do szpitala osobiście. I pojechał prosto do Warszawy, do Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego na Woli. 

Już wtedy rodzina, parafia, przyjaciele i ich znajomi szturmowali Niebo z jedną prośbą: aby ks. Paweł z tego wyszedł.

 

 

Po wstępnych badaniach w namiotach przed szpitalem określono jego stan jako ciężki, przeprowadzono testy na koronawirusa i umieszczono w izolatce. W nocy zadzwonił lekarz prowadzący z wynikiem: ma pan COVID-19 i ciężkie zapalenie płuc. Wkrótce potem nadeszła następna wiadomość: księdza stan jest tak zły, że musimy wprowadzić w śpiączkę farmakologiczną, by łatwiej pokonać niewydolność oddechową. To wtedy zaczęła się jego “czarna dziura”, w której ani nie śnił, ani z niczego nie zdawał sobie sprawy. Ani z tego, że lekarze wszelkimi siłami walczą o jego życie; ani z tego, że kard. Kazimierz Nycz – jego biskup – odprawiał w jego intencji Mszę Krzyżma w prawie pustej katedrze; ani z tego, że na kolanach o jego życie błagały tysiące osób, w tym misjonarze w Afryce czy Polacy w USA; ani z tego, że jego rodzice odmawiają teraz koronkę za koronką, różaniec za różańcem i wspólnie z całą rodziną walczą, aby ten ich syn przeżył, bo wcześniej stracili już jego brata. 

Przełom nastąpił w Wielkanocny Poniedziałek. Lekarz powiadomił rodziców: jest z nim kontakt. Ks. Paweł jeszcze tego nie pamięta, ale pamięta, że gdy się obudził nie miał świadomości niczego. Poza tym, że został ocalony. Że Pan Bóg jeszcze zdecydował się go nie zabierać, że pewnie ma jakiś plan, “który będę musiał uważnie odkryć, aby pójść tą wyznaczoną przez Niego na nowo drogą”. 

Czuję, jakbym został ponownie przywrócony z Chrystusem do życia. Że On pozwolił mi – swojemu kapłanowi – przejść z Nim mękę i zanurzyć się w umieranie. Jak pisze św. Paweł “nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie, i w życiu i w śmierci należymy do Pana” – mówi teraz ks. Paweł. 

Obserwuje, że podobnie przeżyła to też jego rodzina, która przez to ciężkie doświadczenie mocniej przylgnęła do Pana Boga. – Wcześniej to się właściwie nie zdarzało, ale teraz, gdy już byłem przytomny i w izolacji, dzwonili do mnie często aby się wspólnie przez telefon pomodlić – mówi. 

Przeżywa też ten czas jako okazję większego zawierzenia Bożej Opatrzności. – Kilka miesięcy temu nadchodząca Wielkanoc kojarzyła się w rodzinie przede wszystkim ze ślubem mojej siostry, który miał odbyć się 1 maja i który miałem błogosławić. Ten czas stał się jednak polem walki o moje życie, a siostra ślub przełożyła. Zobaczyliśmy, że w tym wszystkim Pan Bóg troszczy się o nas jak o dzieci, poważnie podchodzi do naszych modlitw, wysłuchuje ich. Pokazuje też, że wszelkie nasze ludzkie plany mogą być zawodne. 

Na koniec zostaje więc wdzięczność Panu Bogu. – I lekarzom wraz z pielęgniarkami – dodaje ks. Paweł. “Byli moimi Aniołami Stróżami”.

 

 

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor, w latach 2018-20 odpowiedzialna za sekcję news w Stacji7. Wcześniej pracowała w “Pulsie Biznesu”, “Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Ten dzień zmienił świat. Dziś mija 20 lat od kanonizacji s. Faustyny

Zanim została ogłoszona świętą, świat niewiele wiedział o jej orędziu o Bożym Miłosierdziu. Wszystko zmieniło się dopiero 30 kwietnia 2000 r., kiedy to papież Jan Paweł II ogłosił polską zakonnicę s. Faustynę Kowalską świętą Kościoła katolickiego.

Polub nas na Facebooku!

Była to kanonizacja niezwykła, bo uroczystość miała miejsce jednocześnie w Rzymie i Krakowie-Łagiewnikach.

Kult Bożego Miłosierdzia jest dziś najsilniejszy na świecie. Żyjemy w epoce Bożego miłosierdzia – mówi s. Elżbieta Siepak ZMBM – z tego samego zgromadzenia, do którego należała św. s. Faustyna.

Przed kanonizacją św. Faustyny do Łagiewnik pielgrzymowało ok. 1 mln ludzi. Rok kanonizacji był przełomowy, bo od tego czasu liczba pielgrzymujących wzrosła do ok. 2 mln. Wzrosła też liczba krajów, z których przybywają pielgrzymi. Rocznie jest ich 90-100 – mówi s. Elżbieta Siepak. Najwięcej do Łagiewnik przybywa wiernych ze Słowacji, Włoch, krajów anglojęzycznych, Filipin.

Na Filipinach zresztą kult Bożego Miłosierdzia jest rozwinięty chyba najbardziej spośród wszystkich krajów świata – poza Polską. Codziennie o godzinie 15.00 zamiera tam ruch na ulicach i odmawiana jest koronka do Miłosierdzia Bożego.

Do sanktuarium w Łagiewnikach pielgrzymuje też sporo jest młodych ludzi, którzy studiują na uniwersytetach europejskich i przy różnych okazjach przyjeżdżają do Łagiewnik. To specyficzna grupa, która świadczy o tym, że Łagiewniki przyciągają młodzież – dodaje.

Wzrosła także liczba intencji, które napływają na adres klasztoru z całego świata. Do tej pory jest to rocznie ok. 80 tys. podziękowań i 700 tys. próśb. Stale rośnie oglądalność strony faustyna.pl. Dzięki 24-godzinnej transmisji z kaplicy klasztornej z obrazem Jezusa Miłosiernego i relikwiami św. Siostry Faustyny pielgrzymują tu wirtualnie czciciele Bożego Miłosierdzia z całego świata.Do 130 krajów świata i 5600 kościołów na wszystkich kontynentach trafiły relikwie Apostołki Bożego Miłosierdzia. – One mają pobudzać wiarę ludzi, żeby żyli duchowością św. Faustyny i uczestniczyli w jej misji niesienia światu orędzia o Bożym Miłosierdziu na różne sposoby – wyjaśnia s. Siepak.

„Dzienniczek” świętej, w którym objawienia i słowa Jezusa są szczegółowo zrelacjonowane, został przetłumaczony na ponad 30 języków oficjalnych. Są też tłumaczenia nieoficjalne, np. w języku japońskim. Mistyczne dzieło św. Faustyny zostało przetłumaczone m.in. w Chinach, Korei, Malezji, Wietnamie, Indiach, w Rwandzie czy w Indonezji.

Zdaniem gospodarzy Sanktuarium w Łagiwnikach kult Bożego Miłosierdzia jest dziś najsilniejszy na świecie. – Żyjemy w epoce Bożego Miłosierdzia. Nie ma dzisiaj kraju, w którym nie byłoby obrazu Jezusa Miłosiernego – dodaje. Według niej, dzięki orędziu przypomnianego światu za pośrednictwem św. Faustyny, zmienił się w Kościele obraz Boga. – Nie jest On postrzegany tylko jako „Sędzia sprawiedliwy, który za dobro wynagradza, a za zło karze”, ale także jako Bóg miłosierdzia – wskazuje siostra.

 

 

Św. Faustyna Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905 r. jako trzecie z dziesięciorga dzieci w ubogiej wiejskiej rodzinie. Rodzice Heleny, bo takie imię święta otrzymał na chrzcie, mieszkali we wsi Głogowiec. I z trudem utrzymywali rodzinę z 3 hektarów posiadanej ziemi. Dzieci musiały ciężko pracować, by pomóc w gospodarstwie. Dopiero w wieku 12 lat Helena poszła do szkoły, w której mogła, z powodu biedy, uczyć się tylko trzy lata. W wieku 16 lat rozpoczęła pracę w mieście jako służąca. Jak ważne było dla niej życie duchowe pokazuje fakt, że w umowie zastrzegła sobie prawo odprawiania dorocznych rekolekcji, codzienne uczestnictwo we Mszy św. oraz możliwość odwiedzania chorych i potrzebujących pomocy.

Mając 20 lat wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Decyzję wstąpienia do klasztoru podjęła podczas jakiejś zabawy tanecznej. Po latach opisała to w swoim “Dzienniczku”: “W chwili, kiedy zaczęłam tańczyć, nagle ujrzałam Jezusa obok, Jezusa umęczonego, obnażonego z szat, okrytego ranami, który mi powiedział: »Dokąd cierpiał będę i dokąd Mnie zwodzić będziesz«”. To była chwila, która dała jej siłę, by pokonać wszelkie przeszkody: sprzeciw rodziców, brak posagu (dawniej wstępując do zakonu trzeba było wnieść całkiem niemały posag), własny lęk i niezdecydowanie.

Przez 13 lat zakonnego życia wielokrotnie objawiał jej się Jezus przekazując orędzie miłosierdzia, które Faustyna zapisywała w swoim “Dzienniczku”, tłumaczonym dziś na wiele języków. Jedno z tych objawień zaowocowało znanym dziś w całym świecie obrazem Jezusa Miłosiernego. Święta opisuje to pod datą 22 lutego 1931: “Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony a drugi blady (…) Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według wzoru, który widzisz, z podpisem: »Jezu, ufam Tobie«”. Obraz w dwóch wersjach powstał dopiero kilka lat później. Jeden znajduje się w Wilnie, w polskim kościele Świętego Ducha, drugi w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach. Na polecenie Chrystusa przekazane przez Faustynę pierwsza niedziela po Wielkanocy miała być – i obecnie rzeczywiście jest – obchodzona jako Niedziela Miłosierdzia.

Faustyna zmarła 5 października 1938 r. Była prostą, niewykształconą kobietą, najdłużej mieszkała w klasztorze w Krakowie, także w Wilnie, Płocku i Warszawie, pełniąc obowiązki kucharki, ogrodniczki i furtianki. W ostatnich latach życia bardzo cierpiała – trawiła ją gruźlica, była też niezrozumiana przez współsiostry, które czyniły jej wiele przykrości. Doświadczała jako mistyczka cierpień Chrystusa, pisała: “Czuję dobrze, że nie kończy się posłannictwo moje ze śmiercią, ale się zacznie. O dusze wątpiące, uchylę wam zasłony nieba, aby was przekonać o dobroci Boga, abyście już więcej nie raniły niedowierzaniem Najsłodszego Serca Jezusa. Bóg jest miłością i Miłosierdziem”. Beatyfikował ją Jan Paweł II 18 kwietnia 1993 r. w Rzymie, a kanonizował 30 kwietnia 2000 r. też w Rzymie.

Jezus, który wielokrotnie objawiał się Faustynie, kazał jej zapisać takie słowa: “Córko moja miłowana, mów światu o moim miłosierdziu, o mojej miłości. Palą mnie płomienie miłosierdzia, pragnę je wylewać na dusze ludzkie. O jaki mi ból sprawiają, kiedy ich przyjąć nie chcą. Córko moja, czyń co jest w twej mocy w sprawie rozszerzenia czci miłosierdzia mojego, ja dopełnię czego ci nie dostawa. Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego serca mojego, a ja ich napełnię pokojem. Powiedz, córko moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do mnie z ufnością, napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze. Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia mojego, osłaniam je przez życie całe, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im sędzią, ale miłosiernym zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia mojego; szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość. Wszystko, co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach mojego miłosierdzia, głębiej niż niemowlę w łonie matki. Jak boleśnie rani mnie niedowierzanie mojej dobroci? Najboleśniej ranią mnie grzechy nieufności”.

Od Faustyny pochodzi pięć form kultu Bożego Miłosierdzia: obraz Miłosierdzia Bożego – “Jezu ufam Tobie”; Koronka do Miłosierdzia Bożego, Godzina Miłosierdzia (godz. 15, w której Jezus skonał na krzyżu), a także Litania i samo święto – Niedziela Miłosierdzia.


ad, KAI/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap