кредиты онлайн в Казахстане кредит на карту онлайн кредит наличными

Spowiedź to olbrzymie wyzwolenie, a nie misterium żalu (wywiad)

"Nie róbmy ze spowiedzi wyłącznie misterium żalu. To przede wszystkim doświadczenie olbrzymiego wyzwolenia, którego człowiek nie jest w stanie otrzymać nigdzie indziej" - mówi w rozmowie z KAI o. Jordan Śliwiński OFM Cap., inicjator kapucyńskiej Szkoły dla Spowiedników.

Polub nas na Facebooku!

Łukasz Kaczyński (KAI): Ojcze, dlaczego tak ważne jest korzystanie z sakramentu pokuty i pojednania?

O. Jordan Śliwiński OFM Cap.: Chciałbym po pierwsze zwrócić uwagę na stwierdzenie “skorzystać z sakramentu”. Bardzo go nie lubię. Kojarzy mi się ze skorzystaniem z szafy grającej. Może nie “korzystajmy z sakramentu pokuty”, ale spotykajmy się z Jezusem, który nam przebacza, który nas przyjmuje i okazuje nam miłosierdzie. Jak będziemy “korzystać” ze spowiedzi, to wtedy w naszym myśleniu ten sakrament będzie się deprecjonował i będziemy mu odbierać wartość osobowego spotkania. I to nie z byle kim, ale z Chrystusem.

KAI: Czy jednak takie podchodzenie do spowiedzi nie wynika z tego, że ludzie często traktują ją jak sąd lub miejsce zwierzeń?

– Czasami tak możemy czuć. Konfesjonał często staje się miejscem, gdzie można opowiedzieć o swoich bólach i żalach. Tak jest w przypadku ludzi samotnych. Wtedy sakrament, który ma być miejscem wyznania grzechów, pojednania z Bogiem i doświadczenia Jego miłosierdzia, może zamienić się w coś w rodzaju poradnictwa społecznego czy psychologicznego. I często kapłan musi przypominać, co jest właściwą treścią sakramentu pokuty i pojednania. Nie zamknie penitenta od razu z jego wyznaniami, ale powinien przypomnieć, że ma się w konfesjonale spotkać z Chrystusem, wyznać Mu grzechy i za nie żałować.

KAI: Czasem pojawiają się głosy, że jeżeli ludzie częściej by się spowiadali, to niepotrzebne byłyby wizyty u psychologów czy psychiatrów.

– To kolejny mit – zderzanie spowiedzi z działaniem psychologa i psychiatry. To działa zresztą w jedną i drugą stronę. Wspomniani specjaliści zajmują się zdecydowanie inną przestrzenią niż ta poruszana na spotkaniu ze spowiednikiem. Dotykają problemów natury psychologicznej i urazów, pomagają je rozumieć i leczyć. A kapłan odpuszcza człowiekowi grzechy, czego nie może zrobić psychiatra czy psycholog, bo nie ma takiej władzy. Myślę, że ten model patrzenia konkurencyjnego na ośrodki rozwiązujące problemy psychiczne, a spowiedź jest niezasadny i jest anachronizmem. Coraz więcej penitentów w dzisiejszych czasach korzysta z pomocy psychologów i jednocześnie przystępuje do sakramentu pokuty i pojednania i nie ma w tym żadnej sprzeczności. Spowiedź to doświadczenie, które wymaga wiary i choć sama w sobie ma działanie terapeutyczne, nie likwiduje urazów psychicznych, dla których potrzeba pomocy specjalistycznej. Co ważne przez pomoc psychologa i psychiatry Bóg także może działać, tylko w inny sposób.

KAI: W jaki sposób w takim razie podchodzić do sakramentu pokuty i pojednania, by dobrze zrozumieć jego istotę?

– Najważniejsze jest to, że Bóg nas przygarnia do siebie i że ja, stając wobec własnego grzechu, który mnie nieraz przeraża i nie jestem go w stanie sobie często przebaczyć, nie jestem sam. Bo to Bóg, ze względu na zasługi Jezusa Chrystusa, udziela mi przebaczenia moich grzechów i zachęca, bym rozpoczął dalej drogę życia w Jego miłości. Tego doświadczenia nic nie zastąpi. Ważne jest to, by nigdy nie zapominać, że klękając w konfesjonale spotykam Boga, który mnie kocha i chce dla mnie dobra. A nie Boga, których chce oskarżać, skazać czy wytknąć człowiekowi palcem, co zrobił niewłaściwego. Owszem, Bóg czeka na prawdę i żal, ale chce nas podnosić z upadku, byśmy dorastali wciąż do godności dziecka Bożego. Dlatego też w tegorocznym Wielkim Poście pamiętajmy o tym wszystkim, bo wtedy nawet nasze trudności i nieumiejętności czy też słabość spowiednika, nie będą mogły zabrać nam radości z tego wielkiego daru.

KAI: Często jednak spowiedzi są w pośpiechu i wierni chyba nie zdają sobie sprawy jak wielki dar otrzymują – co zrobić, żeby tak nie było?

– Spowiedź to nie tylko wyznanie grzechów, ale sakramentalna łaska ich przebaczenia oraz żal penitenta. Myślę, że to, co jeszcze nie domaga to odpowiednie przygotowanie do tego sakramentu. Trzeba mieć zawsze świadomość, że przychodzi się do Boga, by wyznać grzechy i prosić Go o miłosierdzie. A na to potrzeba czasu, bo w biegu nie da się zrobić tego należycie. Łatwo wpaść wtedy w mechaniczne podejście do tego sakramentu i nie otwierać się na Boga i nie dawać Mu szansy na wylanie łaski. Zatrzymajmy się więc, znajdźmy ten czas na rachunek sumienia, przynajmniej 15-20 minut i przystąpmy spokojnie do sakramentu pokuty i pojednania. I nie odkładajmy go na ostatni moment przed Świętami Wielkiej Nocy, kiedy chcą przystąpić do niego wszyscy, bo oczywiste jest to, że mogą być wtedy kolejki. Zaplanujmy go trochę wcześniej, by się dobrze przygotować i zastanowić – doskonałą okazją do tego są rekolekcje parafialne, kiedy przewidziane często jest nabożeństwo pokutne.

KAI: W takim razie, jak dobrze przeprowadzić rachunek sumienia, by nie traktować go tylko jako wyznacznika naszych odstępstw od Bożych zasad?

– Jeżeli mamy problem z rachunkiem sumienia zachęcam do spytania spowiednika, by podpowiedział jaki jego rodzaj szczególnie pomoże. W zależności od wieku spowiadającego się potrzeba różnego podejścia. Często doradzam penitentom, aby robili rachunek sumienia według reguły “trzech palców”. One symbolizują trzy relacje, które należy badać w rachunku sumienia – relację do Boga, relację do drugiego człowieka i relację do samego siebie. W tym się mieszczą spokojnie wszystkie przykazania – i kiedy pomyślimy jak nasze zachowania i postępowanie względem Boga, bliźniego i siebie samego zrealizowaliśmy, to na pewno ten rachunek sumienia będzie spełniony dobrze. Czyli popatrzmy bardziej jak wypełniamy drogę przykazań niż w jaki sposób od nich odstępujemy. Rachunek sumienia nie może być „PIT-em duchowym”, w którym wpisujemy “winien – ma”. Trzy razy zrobiłem to, dwa razy tamto – to nie ma być tylko podejście ekonomiczne, ale dostrzeżenie swoich grzechów i stanięcie z nimi przed Bogiem w prawdzie.

KAI: Czy rzeczywiście spowiedź dwa razy w roku wystarcza, jak to pokutuje w myśleniu wielu wiernych? I czemu ludzie nie korzystają z niej częściej, tłumacząc się, że przecież i tak będą popełniać te same grzechy?

– Wbrew pozorom z badań socjologów religii wynika, że raczej tworzy się model dychotomiczny – wiernych, którzy często przystępują do spowiedzi i chcą od swojego życia duchowego więcej oraz tych, którzy właśnie przychodzili kiedyś raz, dwa razy w roku do spowiedzi, a teraz w zasadzie już odchodzą całkowicie z Kościoła. To smutne, bo jako kapłan chciałbym, aby wszyscy przystępowali do sakramentu pokuty i pojednania i doświadczali nieskończonego miłosierdzia Boga. Z kolei tłumaczenie, że i tak nie poradzę sobie z moimi grzechami i do nich wrócę, więc po co mi częsta spowiedź, jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Oznacza myślenie, że moje grzechy są zbyt duże nawet dla Boga. Ale jest jeszcze gorsza pułapka, która też odciąga od sakramentu pokuty i pojednania – to przeświadczenie w swojej pysze, że kiedyś tam się wyspowiadam i nic mi się nie stanie, ale jeszcze nie teraz. Taka postawa to też grzech przeciw Duchowi Świętemu

KAI: Wiele osób mówi, że łatwiejsza byłaby dla nich spowiedź generalna bez osobistego kontaktu z kapłanem – czy to zasadne założenie?

– Stolica Apostolska wydała dokument, który jasno mówi, że formą podstawową sakramentu pokuty i pojednania jest jego przeżywanie poprzez wyznanie przez penitenta grzechów i rozgrzeszenie przez kapłana. A forma z rozgrzeszeniem ogólnym jest nadzwyczajna i domaga się szczególnych warunków, np. kiedy występuje zagrożenie życia wielu osób i świadomość, że nie wszystkich zdąży się wyspowiadać osobiście. Sam Chrystus mówi jasno do apostołów, że którym odpuszczą grzechy, będą im odpuszczone. To jest mandat Kościoła do rozgrzeszania grzechów i w związku z tym może on określać jak to powinno wyglądać i wierzę, że to jest zgodne z tym, czego Chrystus od nas oczekuje.

KAI: Jak ucieszyć się z sakramentu pokuty i pojednania?

– Nie róbmy ze spowiedzi misterium żalu. To przede wszystkim doświadczenie olbrzymiego wyzwolenia, którego człowiek nie jest w stanie otrzymać nigdzie indziej. Namawiam często rodziców, by po przystąpieniu przez dziecko do sakramentu spowiedzi po raz pierwszy, zrobili jakąś małą uroczystość, by podzielić się tym, że Bóg przebaczył mu grzechy. Albo inaczej – kiedy jest zwyczaj w rodzinach, by w tym samym dniu chodzić do spowiedzi, to umiejmy po niej usiąść wspólnie, wypić dobrą herbatę, porozmawiać i pobyć radośnie ze sobą. Bardzo istotna w tych rozważaniach jest także wspólnotowa forma przeżywania sakramentu pokuty i pojednania. Kiedy najpierw słucha się czytań, jest specjalne kazanie, przygotowujące do rachunku sumienia, następnie spowiedź indywidualna, po której następuje wspólnotowe uwielbienie i dziękczynienie. To daje przestrzeń do wyjątkowego dzielenia się radością z łaski przebaczenia. Sądzę, że to powinno się stać coraz bardziej powszechną praktyką.

KAI: Jakich spowiedzi Ojciec życzy wiernym w tegorocznym Wielkim Poście?

Na pewno dobrze przygotowanych. Takich, których owocem będzie zmiana życia. Spowiedź to nie tylko spłukanie swoich grzechów, ale początek zmiany w życiu, polegającej na odwróceniu się od grzechów i unikaniu sytuacji do nich prowadzących oraz na większym zwróceniu się ku Bożej drodze. Więc niech ta spowiedź wielkopostna nas zmieni i zbliży zarówno do Boga, jak i drugiego człowieka.

Rozmawiał Łukasz Kaczyński / KAI Kraków


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments
Z KRAJU

Post to nie jest dieta, ani fitness

To jest rezygnacja z czegoś dla kogoś. Coś, co czyni się w jałmużnie dyskretnie i cicho, żeby ktoś, kto ma trudniej, miał lżej. To jest miłość - mówił bp Edward Dajczak podczas Mszy św. z obrzędem posypania głów popiołem w koszalińskiej katedrze.

Polub nas na Facebooku!

– Trudno nam się przyznać, że to, do czego przyzwyczailiśmy się, co jest przeciętną życia współczesnego człowieka wymaga przemiany. Ilu z nas powtarza – tak się teraz żyje, tak ludzie dzisiaj postępują. Te słowa mają oznaczać usprawiedliwienie małości, i często rezygnację z Ewangelii – zauważył hierarcha.

Bp Dajczak podkreślił, że dzisiejszy świat i wszystkie jego zewnętrzne znaki będą odległe od postu. Zachęcał, aby wejść w ten czas osobiście, i tym samym rozpocząć nową drogę.

– Uczniowie Jezusa są narażeni na to, że ostygną. Że zaszczepiony podczas chrztu ogień Ducha Świętego przygaśnie. Że życie stanie się przeciętne. Że Ewangelia gdzieś jest obok. Wszyscy podpisalibyśmy się pod hasłem – człowiek jest grzeszny. Mówimy to, usprawiedliwiając się. W chwili kiedy muszę uznać, że to ja jestem grzeszny, że to moje czyny wymagają przebaczenia, to dotyka mnie, w konkretnej sytuacji życia – mówił bp Dajczak.

Ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej zauważył, że nawrócenie zaczyna się wtedy, kiedy spotykamy Jezusa. Najpierw jest spotkanie, później zmiana życia. Nigdy odwrotnie.

– Gdy usłyszymy wezwanie Jezusa “Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” przyjmijmy je osobiście. Zapytajmy się sami, gdzie nam przygasł ogień, gdzie moglibyśmy być piękniej ludźmi – zachęcał bp Dajczak. – Zaczynamy dziś bardziej intensywną pielgrzymkę w głąb. W jej trakcie spotkajmy Boga w Chrystusie. Wtedy za 40 dni naprawdę świętuje się zmartwychwstanie.

arw / KAI


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments