Nasze projekty

Wyjątkowe pożegnanie o. Jana Góry OP

Nie myśl o śmierci, a o nieśmiertelności - to były słowa, jakie skierował do o. Jana Góry arcybiskup - seniora Damian Zimoń, gdy spotkali się po raz ostatni w listopadzie tego roku. - Jasio miał taki zwyczaj, że na odchodnym prosił o słowo na drogę. Dopiero później pomyślałem, że były to słowa na pożegnanie na zawsze

Publikujemy wypowiedź abp seniora Damiana Zimonia

Ostatni raz o. Góra był u mnie w listopadzie. Podarował mi książkę „…znaczy ksiądz”, w której odpowiada na pytania p. Joanny Kubaszczyk. W dedykacji napisał: „Kochanemu księdzu Arcybiskupowi z okazji 800-lecia Zakonu Dominikanów. 9. 11.2015.”

Reklama
Reklama

Był z kolegą, jechali z Krakowa do Wrocławia i o. Jan powiedział, że nie mogliby tu nie wstąpić. Zatelefonował z drogi, sprawdził, czy jestem w domu, byłem, więc przyszli znienacka. Chcieli być także u arcybiskupa Wiktora, ale nie zastali go w Katowicach, więc wstąpili do seniora na ul. Francuską. Poczęstowaliśmy ich dobrym obiadem.

Reklama
Reklama

Odjeżdżając, a miał taki zwyczaj, bo to zdarzyło się kolejny raz, poprosił mnie o jakieś słowo na drogę. „Niech ksiądz biskup nam coś powie”. W tym dniu Kościół wspominał męczenników. Zacytowałem słowa św. Cypriana: „Nie myśl o śmierci, a o nieśmiertelności”. On popatrzył na mnie, trwało to dłuższą chwilę. Nie wiedziałem, że to dla niego już słowa pożegnania na zawsze, że to już historia. Jest i kolejne zdanie, bardzo piękne: „Nie myślcie o męce, lecz o chwale wiecznej”. Gdy dowiedziałem się, że o. Jan nie żyje, pomyślałem, że te słowa były prorocze. Od razu odprawiliśmy w jego intencji Mszę św.

Gdy dowiedziałem się o jego śmierci kończyłem lekturę tej książki. I podkreśliłem fragment, który moim zdaniem jest kluczowy – Góra odpowiada na pytanie, jak rozumie sens i promieniowanie ojcostwa, to jest jak testament. „To bardzo pod prąd dzisiaj, gdy wszyscy próbują uchylić się od ojcostwa i najchętniej ogłosiliby wszem i wobec wolność, równość i braterstwo?” – pyta dziennikarka. A Góra odpowiada: „To cholerne partnerstwo demokratyczne, które nie zna autorytetu ojca, jest ogromnie smutne i samotne. Rodzi relacje poziome, a przede wszystkim blokuje rozwój. Wszyscy są równi, wszyscy kolesie, sami bracia. Nie ma tatusia, same sieroty. Każdy ma jeden tylko głos – głupi czy mądry. Taki sam. Tymczasem głosów nie trzeba liczyć, trzeba ważyć. To bardzo niedemokratyczna postawa. Od kolegi nie można wymagać, bo powie: 'Zjeżdżaj'. A ojciec ma prawo wymagać. Stąd też kształty mojej miłości do młodych to stawianie wymagań. A oni odwzajemniają mi się z nawiązką”.

Reklama

aw / Warszawa

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

SKLEP DOBROCI

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite