Nasze projekty

Niepełnosprawni w walce z „wirusem z China”

Czas przymusowego siedzenia w domach i ograniczenia kontaktów może być szczególnym wyzwaniem dla miejsc opieki nad osobami niepełnosprawnymi intelektualnie, które nie mają swoich rodzin. Sprawdzamy, jak radzą sobie z nim Dom Mocarzy i Dom Chłopaków w Broniszewicach.

„Zaraza z China” – tak wirusa nazywa Krzysiek, bo słowo „koronawirus” jest dla niego za trudne do wypowiedzenia. Krzysiek jest jednym z mieszkańców Domy Chłopaków prowadzonego przez siostry dominikanki. Obostrzenia obowiązujące od 18 marca w całym kraju miejsca takie jak ten Dom dotknęły szczególnie. Przede wszystkim Dom trzeba było „zamknąć” dla wszelkich osób z zewnątrz oraz dla bezpieczeństwa nakazać powroty do własnych domów wszystkim wolontariuszom i pracownikom, którzy pomagają siostrom w opiece i edukacji ich podopiecznych. „Chłopaki” są bowiem niepełnosprawni intelektualnie i całkowicie zdani na opiekę i miłość sióstr. W momencie. gdy premier ogłosił zamknięcie szkół siostry i ich synkowie znaleźli się w trudnej sytuacji. Nie zostały jednak same. Na pomoc ruszyło im osiem sióstr dominikanek z innych domów oraz wolontariuszka, gotowi „zamknąć się” z nimi w Domu Chłopaków aż do odwołania epidemicznych obostrzeń. Jedną z nich jest siostra Benedykta Karolina Bauman, również dominikanka, ale z innego domu. Na swoim blogu notuje:

Czytam post na Facebooku mojej współsiostry z Broniszewic, Elizy Myk: A co z naszymi niepełnosprawnymi chłopcami?! Czy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej myśli o tych ostatnich, bezbronnych, niepełnosprawnych?! Nie ma rozwiązań dla pracowników, którzy przychodzą do pracy z zewnątrz. Rodzi się myśl porażająca jak olśnienie: a co, gdybym pojechała do pomocy w opiece nad niepełnosprawnymi dziećmi do Domu Chłopaków w Broniszewicach? Działam szybko. Na drugi dzień jestem już spakowana i jedziemy naszą szczelnie zamkniętą skodą do Wielkopolski. To najlepsze miejsce na czas kwarantanny. A może w ogóle na każdy czas. Szansa, żeby odkryć na nowo to, co jest najważniejsze w byciu człowiekiem: miłość, czułość, zadziwienie światem. Szansa na niepamięć o wszystkim, co odbiera nadzieję.

Siostry na miejscu są przeogromnie wdzięczne:

Reklama
Reklama

Do Broniszewic na czas kwarantanny przyjechało 8 sióstr do pomocy przy Chłopcach.😍😍😍😍 Dla nas są Bohaterkami. Mogły zostać w swoich klasztorach, a jednak wybrały pomoc w Broniszewicach. 

Od tego momentu na prowadzonym intensywnie koncie na Facebooku siostry dokumentują zwykłą codzienność niezwykłego domu w niezwykłym czasie przymusowego odcięcia od świata. Jest i muzykowanie, są wycieczki na ich własną farmę zwierzaków, są spacery po ich własnym parku. Są też maseczki ochronne i osoby z zewnątrz, które pomagają w zakupie niezbędnych środków dezynfekcyjnych.

Reklama
Reklama

W podobnej sytuacji znalazł się także Dom Mocarzy – ośrodek pomocy społecznej dla niepełnosprawnych intelektualnie, prowadzony przez siostry Zmartwychwstanki na północy Mazowsza. One także musiały zadbać i o bezpieczeństwo podopiecznych i o bezpieczeństwo pracowników. Pracująca u nich pani Kasia tak opisuje to doświadczenie:

Dla osób z niepełnosprawnością intelektualną większość pojęć [związanych z koronawirusem] jest czystą abstrakcją. Tego czego się nie doświadczy albo nie zobaczy nie można ogarnąć słabym umysłem. A mikroskopijnej wielkości cząsteczki wirusa, o którym mówią w telewizji wydają się być całkiem sporym, okrągłym potworkiem z wypustkami, jaki najczęściej jest pokazywany jako symbol jego budowy na ekranach telewizorów. I dopiero taki „potworek” to jest coś. Jakby się naocznie pojawił i zaatakował to by było wiadomo czego się bać. Ale takiego „gościa” nikt w Mocarzewie nie widział. Dziwią więc dzieci przestraszone miny wychowawców i Sióstr, zdających sobie sprawę z realnego zagrożenia. Wiadomości płynące z mediów przerażają i wszystkim udziela się ta atmosfera wyczekiwania na jakieś przesilenie w tej nierównej walce. Z dnia na dzień wszyscy zaczęli się pilnować. We wzajemnych kontaktach zaczęły się pojawiać komunikaty: weź się nie przytulaj, nie pij z mojego kubka, odsuń się ode mnie.

Dzieci, które mają swoje rodziny – na czas przymusowej kwarantanny dla wszystkich wróciły do swoich domów. Nie będą uczestniczyć w niezbędnej rehabilitacji, ale w tej sytuacji ich życie jest najważniejsze. Natomiast są podopieczni, dla których Dom Mocarzy jest jedynym domem i właśnie nimi opiekują się teraz siostry.

Reklama

Wychowawcy pomagają realizować szkolną podstawę programową. Nie ma nudy. Z Siostrami dzieci chodzą do alpak. Karmią, sprzątają, przytulają się. Można na chwilę zapomnieć, że jest gdzieś inny świat, w którym trzeba nosić maseczki i nitrylowe rękawiczki. Zadajemy sobie pytanie, czy koronawirus zwalnia nas z normalnego biegu życiu i daje furtkę do życia byle jak? Trzeba być ostrożnym, ale żyć normalnie – na ile się da. 

pisze pani Kasia.

W jeszcze innej sytuacji znalazły się różne miejsca pomagające osobom niepełnosprawnym „na dochodne”, takie jak świetlice terapeutyczne.

– Istniejemy już od 30 lat, Fundacja prowadzi 35 placówek. Ze względu na decyzję o zbiorowej kwarantannie całego społeczeństwa, trzeba było zawiesić działalność trzydziestu z nich. Są to warsztaty terapii zajęciowej, świetlice terapeutyczne, środowiskowe domy samopomocy, dom seniora i spółdzielnia socjalna – poinformował ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Jednak pracownicy i podopieczni poszczególnych placówek nie chcą czekać bezczynnie na wznowienie zajęć i postanowili włączyć się w inicjatywy wspierania służby zdrowia w tych dniach. Niektóre z tych placówek na przykład zajmują się w domach, w sposób chałupniczy, szyciem masek ochronny dla szpitali.

Tak jest w Świetlicy Terapeutycznej w Otłoczynie k. Aleksandrowa Kujawskiego, która wpadła na pomysł szycia maseczek  ochronnych w walce z koronawirusem. Terapeuci zajęciowi wraz z rodzinami włączyli się aktywnie i szyją maseczki.

Jesteśmy dumni i rośnie nam serducho, że choć w małym stopniu mogliśmy pomóc. Uszyliśmy już ponad 1000 sztuk zgodnie z wymogami sanepidu, które trafiły do Szpitala Kolejowego w Aleksandrowie Kujawskim, ale to kropla w morzu.

mówią pracownicy i wolontariusze Świetlicy. I proszą o pomoc w zdobyciu niezbędnych materiałów:

Chcielibyśmy szyć je zgodnie ze standardami. Maseczki dobrze wykonane i zdezynfekowane są na pewno lepsze niż żadne. Choć wiele jest sceptycznych głosów, to wierzymy, że spełnią swoją funkcję, nie możemy tylko narzekać i czekać bezradnie na bieg wydarzeń. Prosimy chętne osoby, które dysponują materiałami atestowanymi do kontaktu. Potrzebujemy- flizeliny medycznej, włókniny polipropylenowej lub innego atestowanego materiału.

Anna Druś/Stacja7

 

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

SKLEP DOBROCI

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite