Dziś pierwszy pielgrzymkowy „szczyt” na Jasnej Górze

Na Jasnej Górze trwa pierwszy tzw. pielgrzymkowy szczyt, związany ze świętem Matki Bożej z Góry Karmel. Do sanktuarium przybyły tysiące pątników: dwie piesze pielgrzymki diecezjalne i kilka mniejszych. Wszystkim towarzyszyła modlitwa o owoce Ducha Świętego, nowe powołania i za Polskę.

Polub nas na Facebooku!

Dziś pierwszy pielgrzymkowy „szczyt” na Jasnej Górze
Na Jasnej Górze trwa pierwszy tzw. pielgrzymkowy szczyt, związany ze świętem Matki Bożej z Góry Karmel. Do sanktuarium przybyły tysiące pątników: dwie piesze pielgrzymki diecezjalne i kilka mniejszych. Wszystkim towarzyszyła modlitwa o owoce Ducha Świętego, nowe powołania i za Polskę.

W 39. pielgrzymce przemyskiej wśród 1,2 tys. osób podążał jak zwykle metropolita przemyski abp Adam Szal, który podkreślał, że czuje wielką potrzebę bycia z ludem Bożym. – Myślę, że pielgrzymka piesza jest pięknym obrazem Kościoła będącego w drodze, Kościoła, który jest nieraz utrudzony, ma przeszkody, ale ma jasno sprecyzowany cel. Dla nas pielgrzymów tym celem jest wspólne przebywanie, wspólna modlitwa, i dojście na Jasną Górę, by uczestniczyć we Mszy św., bo Matka Boża doprowadza nas do Eucharystii. Czuję potrzebę serca, aby iść razem z tym Bożym ludem – mówi.

– Czujemy radość, szczęście i emocje, które są nie do opisania. Taki miesiąc poślubny na pielgrzymce, żeby podziękować Matce Bożej za to, że dała nam siebie – podkreślają nowożeńcy, którzy w ślubnych strojach wkroczyli w progi Jasnej Góry.

W drodze modliliśmy się za Polskę – powiedziała Bożena z Jarosławia. Wyjaśniła, że było np. nabożeństwo za Ojczyznę, bo „w dzisiejszych czasach bardzo ważna jest modlitwa za nasz kraj”. – Mieliśmy też białe koszulki z czerwonymi napisami, by idąc przypominać o Polsce – zauważyła pątniczka.

– Doświadczaliśmy ogromnej życzliwości od ludzi przez wszystkie dni naszego pielgrzymowania – zaznaczył pan Kazimierz. Jak podkreślił „właściwie niczego nam nie brakowało w drodze”.

Dla pani Heleny była to pierwsza piesza pielgrzymka. – Jestem pierwszy raz z trójką dzieci przede wszystkim dlatego, że chciałam moje dzieci zawierzyć Matce Bożej. Było wspaniale – wyznała.

W tym roku na pielgrzymce przemyskiej była nowość. Diecezjalne Radio Fara zainicjowało sztafetę różańcową. – W czasie całej pielgrzymki a więc przez 12 dni, ludzie modlili się na różańcu przez całą dobę – powiedział ks. Zbigniew Suchy, koordynator pielgrzymki. Duchową łączność przeżywało ok. 2 tys. osób.

Pielgrzymi podkreślają, że pogoda w tym roku była wspaniała. – Ani razu nie musieliśmy wyciągać deszczowników – zauważają.

Hasłem pielgrzymki przemyskiej były słowa „W mocy Bożego Ducha”. – Zastanawiamy się nad bardzo ważną tajemnicą naszej wiary, tajemnicą obecności Ducha Świętego w życiu Kościoła i życiu każdego z nas. Rok temu zastanawialiśmy się nad darami Ducha Świętego, które w sposób szczególny otrzymujemy w sakramentach świętych, szczególnie w sakramencie bierzmowania, a w tym roku realizowaliśmy jakby następny etap, zastanawiając się jak przynosić owoce, o których pisze św. Paweł w liście do Galatów – powiedział abp Szal.

Na Jasnej Górze na pielgrzymów oczekiwał pochodzący z arch. przemyskiej bp Jan Ozga, który od 31 lat posługuje na misji w Kamerunie. -Moja obecność związana jest z osobistym doświadczeniem tutaj, na Jasnej Górze – wyjaśnia bp Jan Ozga – W 1988 r. przed wyjazdem na misję w ramach akcji ‘100 misjonarzy jako żywy dar Kościoła polskiego’, byłem tutaj, żeby jasnogórskiej Pani, a przez Nią Bogu zawierzyć posługę w świecie misyjnym i wtedy też powiedziałem, że ‘ilekroć będę w Polce, tylekroć w Twoim domu’. To jest spełnienie słowa, ale i pragnienie serca, bo zawsze znajduję kilka godzin czasu, by tu zawierzyć siebie, swoją rodzinę, Kościół powszechny, misyjny.

85. kompania poznańska szła „Z Maryją w nowe czasy” i wpisywała się w trwający w arch. poznańskiej czas nawiedzenia kopii Cudownego Obrazu.

– Dla wielu jest to czas powitania i zaproszenia Matki Bożej do naszych wspólnot parafialnych. Szczególną intencją, którą powierzamy są nowe powołania, których w naszej archidiecezji brakuje – powiedział jeden z kapłanów.

W pielgrzymce poznańskiej przyszło prawie 1,7 tys. pątników. Pani Elżbieta przyszła czwarty raz z córką i synem. – Było wiele trudności, ale udało się dojść, za co bardzo dziękuję Matce Bożej. Dla mnie jest to czas wyciszenia, zatrzymania się. Oczywiście mam intencje, ale chciałam przez te 11 dni być bliżej Pana Boga, i dziękuję, że mam do Kogo pielgrzymować – powiedziała pątniczka.

Jasnogórskie prymicje witając pielgrzymów odprawiał bp Szymon Stułkowski, od dwóch miesięcy biskup pomocniczy arch. poznańskiej. – Mam duże poczucie wdzięczności za ich świadectwo wiary – mówił i wyjaśniał: „oni omadlają nas, naszą diecezję, Kościół, ofiarują cierpienie, zmęczenie, to jest piękne”. – Z wielką wdzięcznością tu staję, bo też to przeżywałem jako pielgrzym i dziś cieszę się, że jako biskup mogę ich witać – zaznaczył biskup.

– Peregrynacja kopii Cudownego Wizerunku Matki Bożej to dla wielu osób okazją, aby zmobilizować się do tego, żeby wyruszyć na Jasną Górę, o czym świadczy duża liczba pielgrzymów, którzy po raz pierwszy wyruszyli – zauważa ks. Jan Markowski, kierownik pielgrzymki. Dodaje, że „w jednej z grup nawet 1/3 pielgrzymów to pierwszaki, więc należy ich podziwiać i zachęcać do dalszego pielgrzymowania”.

W zależności od miejsca wyjścia pątnicy w ciągu 10-13 dni pokonywali ok. 290 km. Na trasie wspierało ich 32 księży, 13 kleryków, 17 sióstr zakonnych oraz 2 braci.

– Gdy człowiek pójdzie w pielgrzymce pierwszy raz, to potem nie sposób jest się wyrwać. Jesteśmy dla siebie jak rodzina, wspieramy się, wiemy o sobie takie rzeczy, o których normalnie się nie mówi. Przyciąga też to, że ma się poczucie przynależności do jakiejś wspólnoty. Teraz, gdy tu już dotarliśmy, czujemy ogromną radość, że jesteśmy u stóp Matki, ale także smutek, że te 11 dni właśnie dobiega końca – powiedziała Kinga z Grodziska Wielkopolskiego.

Już od wczoraj na Jasnej Górze modlą się uczestnicy 150. pielgrzymki piotrowskiej, ale przybyły także grupy m.in. z Trzebuni, Rozprzy czy Gorzkowic. Większość pozostanie do jutra, by tu przeżywać maryjny odpust. Msza św. odpustowa sprawowana będzie na szczycie o godz. 11.00.

KAI/ad


 

 

Każde są niepowtarzalne. Co robią klerycy w wakacje?

Cały rok jest w seminarium czasem formacji, dlatego klerycy nie przerywają jej wraz z rozpoczęciem wakacji, ale kontynuują także poza wspólnotą seminaryjną. O tym, jak spędzają wakacje opowiadają Paweł Celej i Przemysław Kocik, klerycy IV roku Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie.

Karolina Hołownia
Karolina
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Każde są niepowtarzalne. Co robią klerycy w wakacje?
Cały rok jest w seminarium czasem formacji, dlatego klerycy nie przerywają jej wraz z rozpoczęciem wakacji, ale kontynuują także poza wspólnotą seminaryjną. O tym, jak spędzają wakacje opowiadają Paweł Celej i Przemysław Kocik, klerycy IV roku Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie.

Pomoc w prowadzeniu Domu Pomocy Społecznej w Niegowie, to zadanie, które czeka na kleryków, w ramach praktyk, po pierwszym roku formacji.  – Spędzamy cały dzień z podopiecznymi tego domu i wykonujemy proste prace budowlane lub ogrodnicze, jak na przykład zbieranie porzeczek – mówi kl. Przemysław Kocik. – A ja budowałem kojec dla bażantów, bo była wielka przeprowadzka bażantów z Urli – gdzie spędzamy pierwszy rok – do Niegowa i trzeba było im zbudować dom – dodaje kl. Paweł Celej. Klerycy swojego domu budować nie muszą, ale również się przeprowadzają – po pierwszym roku spędzonym w Seminarium Propedeutycznym w Urlach przenoszą się do seminarium na Krakowskim Przedmieściu. “Dom ma skomplikowaną budowę” – jak podkreślają klerycy – “i wiele korytarzy, w których można się zgubić”, dlatego nowi mieszkańcy poznają go już we wrześniu, przy okazji kursu językowego. – Kurs ma podwójną funkcję: po pierwsze, aby poprawić umiejętności językowe, jeśli chodzi o język angielski lub włoski, a po drugie pozwala poznać dom – mówi kl. Przemysław Kocik, który podkreśla, że to czas, aby po prostu zobaczyć, gdzie co się znajduje w seminarium. – I że “fryzjernia” wcale nie jest związana ze strzyżeniem włosów, ale z przechowywaniem mopów – dodaje z uśmiechem kl. Paweł Celej.

Kolejne lata studiów i formacji klerycy spędzają na Krakowskim Przedmieściu, natomiast każde wakacje na innych praktykach, które – jak podkreśla kl. Przemysław Kocik – “są zawsze odkryciem zupełnie czegoś nowego”. – Każde wakacje są niepowtarzalne, bo po każdym roku czeka nas zupełnie coś innego, jesteśmy zaangażowani w zupełnie inne rzeczy – dodaje. Seminarzystów po drugim roku można spotkać na rekolekcjach oazowych, natomiast po trzecim – jako uczestników pieszej pielgrzymki na Jasną Górę. – Wielu z nas nie znało wcześniej Ruchu Światło-Życie, a tylko nieliczni chodzili na pielgrzymki – mówi kl. Przemysław Kocik. Po takich doświadczeniach – jak podkreślają alumni – niektórzy “łapią bakcyla do tego typu duszpasterstwa” i w kolejnych latach, mimo że nie mają takiego obowiązku, znowu wyjeżdżają na oazę lub pielgrzymują. – Wielu kleryków poświęca swój czas wolny w wakacje, mimo jeszcze podstawowych rzeczy, które wynikają ze wskazań seminaryjnych – dodaje kl. Przemysław Kocik.

Kolejne lata to “zasmakowanie parafialnego życia”, a więc praktyki kleryków zarówno w warszawskich, jak i podwarszawskich parafiach. – Możemy zobaczyć, jak funkcjonuje parafia – mówi kl. Przemysław Kocik, który podkreśla, że to zupełnie co innego niż parafia rodzinna. – To jest pójście do parafii zupełnie innej, do nowych ludzi, więc trzeba się trochę przełamać – dodaje. W tym czasie klerycy uczestniczą również, jako obserwatorzy w lekcjach religii. – Z czasem z obserwatorów staniemy się prowadzącymi zajęcia, natomiast te kilkanaście pierwszych godzin, to przyglądanie się i nauka, jak katecheza powinna w ogóle wyglądać – dodają klerycy.

Co dzieje się w seminarium w wakacje?
Również w wakacje klerycy uczestniczą – mimo że mniej intensywnie – w życiu seminarium. Alumni pełnią dyżury, bo – jak podkreśla kl. Paweł Celej – “ten budynek i dom, niezależnie od pory, musi jakoś funkcjonować”. Podobnie jak w ciągu roku akademickiego, klerycy zapewniają asystę liturgiczną podczas mszy świętych oraz wykonują potrzebne prace w ogrodzie lub w samym budynku, “bo czasami zdarzają się remonty”. – Trwa również życie modlitewne, mimo że w okrojonym gronie, to mamy wspólne modlitwy w trakcie dnia – podkreśla kl. Przemysław Kocik. Klerycy wykonują wszystko co powinno być danego dnia zrobione, ale zdarzają się również “dodatkowe obowiązki”. – Mój pierwszy dyżur był naprawdę bombowy, bo były straszne burze. Siedzieliśmy z kolegą w pokoju na parterze, daleko od kościoła i nagle usłyszeliśmy hałas – wspomina kl. Paweł Celej. Klerycy przypuszczali, że może trzasnęły drzwi lub uderzył piorun, ale rozwiązanie przyszło dopiero w kościele. – Poszliśmy do kościoła i okazało się, że z samej góry wypadło wielkie okno, z ramami. Spadło na ławki, potrzaskało po drodze gzyms, ale samo okno się nie zbiło – dodaje. Kleryk zauważa, że chwilę wcześniej wyszły osoby z ostatniej wieczornej mszy świętej, więc “gdyby to się wydarzyło piętnaście minut wcześniej mogłoby się skończyć o wiele gorzej”. – Taka była przygoda z moim pierwszym dyżurem, także różne rzeczy się dzieją – dodaje.

Wakacyjna praca powołaniowa
– W mojej parafii jest tak, że kleryków nigdy nie brakowało i jest nas obecnie w seminarium trzech – mówi kl. Paweł Celej. Co roku parafia Ofiarowania Pańskiego w Warszawie – zwana “kuźnią powołań – z której pochodzi kl. Paweł Celej, organizuje wyjazdy z młodzieżą, w których uczestniczą również seminarzyści. – Myślę, że te wyjazdy, kontakt z klerykami, sprawiają, że niektórzy zaczynają myśleć o seminarium – mówi kl. Paweł Celej, który podkreśla, że poniekąd również on sam “odkrył w ten sposób swoją drogę”. – Na takich wyjazdach możemy rozwiać wiele wątpliwości, a nawet jeśli nie jesteśmy w stanie tego zrobić, to wiemy, że ktoś rozważa pójście do seminarium i możemy się za niego modlić – dodaje. A rozwiewanie wątpliwości to odpowiadanie na wydawałoby się, z perspektywy alumnów, najprostsze pytania, dotyczące życia kleryka. – Pytają, jak wygląda życie w seminarium, czy dużo się modlimy. Jak znosimy to, że nie będziemy mieli żony. To są też pytania, które ich interesują i otwarcie o to pytają, a my nie kryjemy się z odpowiedziami – podkreśla kl. Paweł Celej. Seminarium to – jak podkreślają klerycy – przestrzeń zamknięta, przez co osoby z zewnątrz wiedzą niewiele o życiu kleryków . – To są chyba najciekawsze rozmowy i taka zaczepka, mam wrażenie, żeby porozmawiać na głębsze tematy, związane z powołaniem. Wychodzimy od takich prostych rzeczy a dochodzimy często do poważniejszych rozmów – dodaje kl. Przemysław Kocik.

Mimo wielu obowiązków klerycy znajdują trochę czasu na realizowanie własnych planów wakacyjnych. – Staramy się, aby mimo tych wszystkich posług, był to również dla nas czas odpoczynku – dodaje kl. Przemysław Kocik.


 

 

Karolina Hołownia

Karolina Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Karolina Hołownia
Karolina
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >