Autentyczna relikwia Krzyża Świętego znaleziona w Końskich

W Końskich, miejscowości w województwie świętokrzyskim, odnaleziono przypadkiem w srebrnym krucyfiksie relikwie Krzyża Świętego. Po potwierdzeniu ich autentyczności w badaniach naukowych, relikwie zostały uroczyście wczoraj wprowadzone do tamtejszej kolegiaty św. Mikołaja.

Polub nas na Facebooku!

Autentyczna relikwia Krzyża Świętego znaleziona w Końskich
W Końskich, miejscowości w województwie świętokrzyskim, odnaleziono przypadkiem w srebrnym krucyfiksie relikwie Krzyża Świętego. Po potwierdzeniu ich autentyczności w badaniach naukowych, relikwie zostały uroczyście wczoraj wprowadzone do tamtejszej kolegiaty św. Mikołaja.

Mszy świętej w kolegiacie św. Mikołaja w Końskich przewodniczył biskup Henryk Tomasik.

– Krzyż w ciągu wieków był źródłem mocy dla męczenników, natchnieniem dla wyznawców, oparciem dla chrześcijanina – mówił ordynariusz radomski. Dalej za Norwidem mówił, że krzyż staje się bramą wówczas, gdy Ewangelię traktujemy jako światło dla własnego życia, gdy słowa Chrystusa są drogowskazem. – Krzyż staje się bramą wtedy, gdy rodzice zatroszczą się poważnie o religijne wychowanie dzieci, młodzieży – dodał biskup.

Relikwie Krzyża Świętego przez przypadek znalezione zostały trzy lata temu w koneckiej kolegiacie. Znajdowały się w srebrnym krzyżu, który był dawany do ucałowania uczestnikom drogi krzyżowej. Dwaj wikariusze rozkręcili go i znaleźli, jak się okazało, cenny dokument z czasów pontyfikatu papieża Klemensa XIV.Relikwie Krzyża Świętego to małe kawałeczki drzewa zatopione w górskim krysztale, umieszczone są one w centrum srebrnego krzyża.

KAI/ad

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Pascha pana Marka

Chwilę przed śmiercią odbył spowiedź z całego życia, przygotowywał się bowiem do uroczystego zakończenia 30-letniej formacji na Drodze Neokatechumenalnej. Pan Marek, mąż, ojciec i dziadek, został 11 kwietnia zamordowany na plebanii w Warszawie.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pascha pana Marka
Chwilę przed śmiercią odbył spowiedź z całego życia, przygotowywał się bowiem do uroczystego zakończenia 30-letniej formacji na Drodze Neokatechumenalnej. Pan Marek, mąż, ojciec i dziadek, został 11 kwietnia zamordowany na plebanii w Warszawie.

Do spowiedzi u jednego z kapłanów parafii św. Augustyna pan Marek przyjechał w czwartek wspólnie z żoną. Oboje byli na Drodze Neokatechumenalnej od 1986 r, byli katechistami. Spowiedź miała związek z zakończeniem przez nich formacji na Drodze Neokatechumenalnej, które polega na uroczystym odnowieniu przyrzeczeń chrzcielnych i dlatego odbywa się podczas Wigilii Paschalnej w miejscowej katedrze, z udziałem biskupa. Ponieważ pan Marek należał do wspólnoty w Marysinie Wawerskim, uroczystość miała odbyć się w katedrze warszawsko-praskiej z udziałem bp. Kamińskiego.

Do tego niezwykłego wydarzenia wiele osób przygotowuje się poprzez odbycie spowiedzi generalnej, czyli z całego życia. Najczęściej przystępuje się do niej po uprzednim umówieniu z kapłanem, w warunkach sprzyjających długiej rozmowie. Stąd właśnie obecność pana Marka na plebanii kościoła św. Augustyna. Jego spowiednikiem był kapłan posługujący w tym kościele.

Po zakończeniu spowiedzi wyszedł z plebanii na chwilę do samochodu, m.in. by uregulować opłatę za parkowanie. Gdy wrócił i znajdował się już w przedsionku, rzucił się na niego dobrze zbudowany napastnik. Prokuratura ujawniła, że człowiek ten trenował sztuki walki. W następstwie zadanych ciosów oraz upadku na posadzkę pan Marek doznał licznych obrażeń głowy. I choć już kilka minut później sprawca został obezwładniony przez policję, a jego ofiara została poddana reanimacji, pana Marka nie udało się uratować. Zmarł w szpitalu.

Od razu na tę niezwykłą koincydencję między spowiedzią a śmiercią zwrócił uwagę kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. – Została tu mocno wyeksponowana ta czujność, że nie znamy dnia ani godziny swojej śmierci. Modlę się za zmarłego Marka, w nadziei, że spotkał już Chrystusa, bo był na to spotkanie gotowy – mówi kard. Nycz.

No właśnie, modlitwa.

Jak relacjonował na Twitterze ks. Przemysław Śliwiński, rzecznik archidiecezji warszawskiej, już niedługo po zdarzeniu, jeszcze w trakcie trwania czynności policyjnych, przy plebanii, na której zginął pan Marek zgromadziła się spora grupa członków Drogi Neokatechumenalnej, aby ogarnąć modlitwą wszystkich dotkniętych tą tragedią. Modlili się jednak nie tylko za ich współbrata, który zginął, za jego najbliższych, ale zwłaszcza za sprawcę jego śmierci. Tego samego wieczoru także wspólnota, do której należał zmarły, zgromadziła się na Mszy św. w jego intencji. Modlitwie przewodniczył ks. Paweł Rogowski, prezbiter należący do Wspólnoty III w Marysinie, gdzie za życia formował się zmarły. – Nie tylko dotknęła nas jego śmierć, jej nagły przebieg, ale przede wszystkim znaki, jakie tu widzimy. Pan Bóg wybrał na moment zabrania Marka do siebie właśnie bezpośrednią chwilę po odbyciu sakramentu pokuty, tuż przed zakończeniem formacji na Drodze. To pokazuje nam, że On sam wie najlepiej, kiedy nasza formacja i nasza droga ma się zakończyć – zauważa ks. Paweł.

Również na to zwraca uwagę Wojciech Jełowicki, współbrat pana Marka ze wspólnoty, jego dobry znajomy, wspólnie posługujący jako katechista. – Śmierć Marka interpretujemy w kontekście Świąt, które są Wielkanocne, czyli Paschalne, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Marek z wielką gorliwością głosił miłość Boga, której doświadczył w całym swoim życiu i jestem przekonany, że ma teraz udział w zmartwychwstaniu Chrystusa. Co nie zmienia faktu, że już teraz nam go brakuje i że bardzo cierpi jego najbliższa rodzina, którą bardzo kochał – mówi Wojciech Jełowicki.

Zmarły tragicznie pan Marek był mężem, ojcem i dziadkiem dwójki wnucząt. Miał 65 lat. Jeden z jego synów jest księdzem, absolwentem seminarium misyjnego Redemptoris Mater, wcześniej pracującym w Libanie, obecnie posługującym na terenie archidiecezji warszawskiej. Sam pan Marek całe życie pracował w zawodzie technicznym. Z usposobienia był skromny, cichy, bardzo łagodny, lubiany przez wielu. Ks. Paweł wspomina go jako człowieka niezwykle mądrego, głęboko przeżywającego swoją wiarę, ale jednocześnie twardo stąpającego po ziemi. – Wydarzenia ze swojego życia przeżywał zawsze w świetle Słowa Bożego, często pytał Pana Boga o zdanie, często dzielił się tym, jak On go prowadzi, pomimo wielu cierpień. Opowiadał, jak Pan Bóg uratował jego samego i jego małżeństwo – mówi ks. Paweł.

We wspólnocie pan Marek pełnił od wielu lat funkcję katechisty, czyli jednej z kilku wybranych świeckich osób, które szczególnie zajmują się ewangelizacją bezpośrednią: głoszą katechezy dla dorosłych w parafiach czy w okresie wielkanocnym – ewangelizują przechodniów na placach. Jego zadaniem było również prowadzenie nowo powstałych wspólnot neokatechumenalnych. Według ks. Pawła słuchacze bardzo lubili sposób, w jaki pan Marek opowiadał o Bogu. – Był bezpośredni, sugestywny, mówił z własnego doświadczenia, nie opowiadał gładkich formułek, to, co mówił, pociągało ich do Pana Boga – zwraca uwagę ks. Paweł Rogowski.

Wygląda na to, że Pan Bóg także poprzez śmierć pana Marka chciał przeprowadzić swoiste rekolekcje. Na to również zwrócił uwagę kard. Kazimierz Nycz odnosząc się do śmierci mężczyzny. – Niewątpliwie jest w tym wydarzeniu pewien mocny kawałek rekolekcji, które dostaliśmy przed Wielkim Tygodniem i starajmy się wyciągnąć z niego wnioski dla siebie. Dla nas wszystkich będzie to próba miłości i próba przebaczenia. Modlę się, abyśmy w przededniu Triduum Paschalnego potrafili to wydarzenie przemyśleć, przemodlić i potraktować jako drogę również naszej Paschy – mówił kard. Nycz.

 

Swoją Paschę pan Marek już przeszedł.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >