14 lutego ruszy rekrutacja liderów Ekstremalnej Drogi Krzyżowej

Nawet 100 tys. pątników w 20 krajach weźmie w tym roku udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Nocą, w milczeniu i samotności każdy z nich przejdzie pieszo jedną z kilkuset tras liczących od 40 do 133 km. 14 lutego rusza rekrutacja liderów Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. – EDK to globalny startup religijny i sposób praktykowania duchowości na miarę XXI wieku – mówi ks. Jacek WIOSNA Stryczek, pomysłodawca projektu, twórca SZLACHETNEJ PACZKI.

Polub nas na Facebooku!

Rekrutacja liderów Ekstremalnej Drogi Krzyżowej ruszy 14 lutego. Do zadań lidera będzie należało wyznaczenie rejonowej trasy EDK – zgodnie ze standardami EDK i wytycznymi dla ideodawców, przygotowanie opisu rejonowej trasy EDK dla uczestników, promocje rejonowej EDK w środowisku lokalnym (lokalne media, instytucje, parafie, wspólnoty, znajomi itp) oraz skompletowanie Sztabu Rejonowego EDK i planowanie jego działań.

W Ekstremalnej Drodze Krzyżowej chodzi o wyjście poza strefę komfortu i porzucenie jej na rzecz wyzwania. Nocna wędrówka w trudnych warunkach, fizyczny i psychiczny wysiłek na granicy wytrzymałości, a czasem już poza nią, dają pątnikom doświadczenie przekroczenia siebie, swoich ograniczeń i przyzwyczajeń, a to prowadzi ich do prawdziwej, głębokiej zmiany. – Kiedy człowiek zrobi to raz, wie, że może zrobić to znowu – tłumaczy ks. Stryczek. – To dlatego EDK jest dla wielu ludzi przełomem. Pomaga im „odpalić” w sobie zmianę, otworzyć się na Boga i drugiego człowieka.

Ekstremalna Droga Krzyżowa czerpie z duchowości św. Franciszka – dużo ducha przy pełnym zaangażowaniu ciała. Odbywa się zawsze w Wielkim Poście. W tym roku większość pątników wyruszy w drogę 23 marca. Rozpoczną Mszą św. o godz. 20.00, a potem wyjdą na wybrane przez siebie, wcześniej przygotowane trasy. Na stronie www.edk.org.pl można ich znaleźć ponad 600 – nie tylko w Polsce, ale również w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie.

CISZA I SAMOTNOŚĆ

Podczas drogi krzyżowej obowiązuje zasada skupienia i milczenia. Pątnicy idą samotnie lub w niewielkich grupach. Mają ze sobą aplikację z opisem trasy i śladem GPS, ale z orientacją w terenie muszą sobie radzić sami, sami też troszczą się o swoje bezpieczeństwo. Po drodze zatrzymują się przy wyznaczonych stacjach drogi krzyżowej, gdzie czytają specjalnie dla nich przygotowane rozważania lub słuchają ich, korzystając z urządzeń mobilnych. Wędrówka kończy się zazwyczaj rano dotarciem do punktu docelowego. Z reguły jest to sanktuarium.

– Decydujący jest moment, kiedy zaczyna brakować sił, zwykle nad ranem – tłumaczy ks. Stryczek. – Ludzie zadają sobie wtedy pytanie: Co ja tutaj robię?! Przecież mam wygodne życie, powinienem teraz spać w łóżku, zamiast marznąć i brnąć w śniegu czy błocie. Kto przełamie tę słabość, ma szansę na nowe życie, na zmianę – dodaje.

Organizatorzy EDK podkreślają, że im trudniejsze wymagania stawiają uczestnikom i im są wobec nich bardziej stanowczy, tym więcej osób wyrusza w trasę. – To dowód na to, że ludzie w XXI wieku poszukują prawdziwego, autentycznego wyzwania, pełnego doświadczenia – fizycznego i duchowego zarazem. Chcą prawdy i dla jej odnalezienia są gotowi żyć ekstremalnie – mówi ks. Stryczek.

POWRÓT DO KORZENI

Ekstremalna Droga Krzyżowa to aktualnie jeden z najszybciej rozwijających się ruchów religijnych na świecie. Korzysta z nowoczesnych technologii, a jednocześnie stanowi powrót do korzeni chrześcijaństwa. Pierwsi chrześcijanie, podobnie jak ludzie w XXI wieku, nie mieli czasu w ciągu dnia, dlatego odprawiali Mszę św. w nocy. I dla nich również praktykowanie chrześcijaństwa było inwestycją w nowe życie.

Pomysł na EDK zrodził się w roku 2009 w środowisku duszpasterstwa akademickiego prowadzonego w Krakowie przez ks. Jacka Stryczka. Był odpowiedzią na poszukiwanie dróg pobożności na miarę XXI wieku i sposobem na połączenie Ewangelii i nowoczesności przez ludzi, którzy chcą łączyć życie religijne z rodzinnym i biznesowym. Rozwojowi EDK sprzyjał kard. Stanisław Dziwisz, a uczestnikiem i promotorem wydarzenia został również nuncjusz apostolski w Polsce, abp Celestino Migliore. Projekt wspiera także obecny arcybiskup metropolita krakowski Marek Jędraszewski.

TU ZACZYNA SIĘ MODLITWA

– Musi być ciężko, pod górę i musi boleć. Wtedy zaczyna się modlitwa. Wierzę w taką duchowość, w której, jak powiedział Jezus: „Kto chce zachować swoje życie, ten je straci. A kto straci życie z mojego powodu, ten je znajduje” – zachęca do udziału w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej ks. Jacek Stryczek.

Więcej informacji, trasy oraz szczegóły dotyczące zapisów na www.edk.org.pl


EDK, pgo / Warszawa

KAI


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments

Dobro najpełniej realizuje się w ciszy i skromności!

Jakże aktualne jest Chrystusowe zalecenie ciszy i dyskrecji w naszej epoce medialnego hałasu i licytowania się na zasługi- mówił dziś abp Sławoj Leszek Głódź w trakcie homilii wygłoszonej w trakcie archidiecezjalnych obchodów Światowego Dnia Chorego.

Polub nas na Facebooku!

A oto homilia Księdza Arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, Metropolity Gdańskiego, wygłoszona 11 lutego 2018 w parafii pw. św. Urszuli Ledóchowskiej w Gdańsku Chełmie podczas Mszy św. transmitowanej przez Telewizję Polonia

„Byłem chory, a odwiedziliście Mnie”

Mt 25, 36

Księże proboszczu Kanoniku Adamie wraz z księżmi wikariuszami Andrzejem, Krzysztofem, Karolem i księdzem rezydentem Józefem!

Księże Januszu – Dyrektorze Caritas Archidiecezji Gdańskiej!

Księża Kapelani posługujący w jakże wielu szpitalach, hospicjach, domach pomocy naszej Archidiecezji!

Wspólnoto parafii pw. Świętej Urszuli Ledóchowskiej w Gdańsku Chełmie!

Umiłowani Chorzy, dźwigający krzyż swego cierpienia i boleści!

Drodzy Rodacy, gdziekolwiek jesteście, którzy dzięki Telewizji Polonia uczestniczycie w naszej modlitwie!

Dziś wspomnienie Objawienia Matki Bożej w Lourdes. Wielkiego znaku, który jaśnieje na drodze Kościoła. Sto sześćdziesiąt lat temu, 11 lutego 1858 roku, Bernadetta Soubirous, 13-letnia wiejska dziewczyna, wraz z dwiema rówieśniczkami „szła po drzewo w las. Anioł ją prowadził, Bóg sam wybrał czas” – śpiewamy w znanej Maryjnej pieśni. W nadrzecznej grocie, zwanej Massabielle, ujrzała tajemniczą Panią w białej sukni. Usłyszała jej słowa: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”. Spotykała Ją w ciągu kolejnych kilkunastu widzeń. Słuchała Jej słów. Wezwania świata do nawrócenia, do pokuty, do odmiany życia. To tam, w Pirenejach, Matka naszego Pana, przyszła z pomocą grzesznikom. Ukazała, jak to ujął św. Jan Paweł II, dwukrotny pielgrzym do Lourdes, „nową i nieustanną aktualność pierwszych słów Jezusa w Ewangelii: «Nawróćcie się i wierzcie w Ewangelię» (Mk 1, 15)”.

I. Dar miłości miłosiernej

Lourdes. Miasteczko przy granicy Francji z Hiszpanią. Nawiedzane od lat przez wielkie rzesze pielgrzymów. W ostatnich latach około 6 milionów rocznie. W dużej mierze chorych.

Miejsce nadziei. Miejsce łaski. Miejsce licznych uzdrowień. Zarówno z chorób, które trawią ciało. Także tych, które trawią dusze. Miejsce ufnej modlitwy do Maryi – Pokornej Służebnicy Pańskiej. Uzdrowicielki Chorych. Pełnej chwały Matki Chrystusa. Matki naszej nadziei. Tej, „która w szczególny sposób została złączona z Chrystusem w tajemnicy Odkupienia świata, aby była dla każdego człowieka drogą wiodącą do Jej Boskiego Syna” (Jan Paweł II, Lourdes 1983).

W dzień liturgicznego wspomnienie Matki Bożej z Lourdes w Kościele obchodzony jest Światowy Dzień Chorego. Tak rozrządził św. Jan Paweł II w dniu 13 maja 1992 r. w rocznicę pamiętnego zamachu na Jego życie na Placu Świętego Piotra.

W tym dniu w szczególny sposób mamy pamiętać o chorych, o ich potrzebach. O naszej chrześcijańskiej powinności „pomagania chorym w dowartościowaniu cierpienia na płaszczyźnie ludzkiej, a przede wszystkim na płaszczyźnie nadprzyrodzonej” (Ojciec Święty Franciszek, List na Światowy Dzień Chorych 2018 ).

Światowy Dzień Chorych – w tym roku obchodzony po raz XXVI – przypomina o szczególnym aspekcie ziemskiej misji Kościoła. Posłudze „chorym, cierpiącym, wykluczonym i usuwanym na margines” (Jan Paweł II, Lourdes 1983). Posłudze miłości miłosiernej. Adresowanej ku ludziom oczekującym nie tylko na pomoc medyczną. Także na naszą czułość, bliskość, empatię, zainteresowanie. Na dar miłości miłosiernej. Jej najwspanialszym znakiem stała była odkupieńcza ofiara Jezusa Chrystusa na krzyżu Golgoty.

Ojciec Święty Franciszek w swym orędziu na Światowy Dzień Chorego przywołuje ostatnią godzinę Krzyżowej Męki Syna Bożego. Kiedy Chrystus, zwracając się do swej Matki i do umiłowanego ucznia Jana, przekazał im „swoją ostatnią wolę miłości”. Drogowskaz dla pokoleń chrześcijan idących za Chrystusem: „Oto Syn twój (..) oto Matka twoja”.

Te słowa – ja to ujął Ojciec Święty – stanowią wezwanie do wzajemnej opieki Maryi i Jana, Matki i jej duchowego syna oraz „zapoczątkowują powołanie Maryi jako matki całej ludzkości”. – Ale także adresowane są ku pokoleniom chrześcijan idących drogami wieków za Chrystusem. Także ku nam zgromadzonym w tej świątyni. Także ku wam, Bracia i Siostry, jednoczący się z nami na modlitwie dzięki telewizyjnej transmisji.

Bowiem słowa Jezusowe wypowiedziane z drzewa krzyża, to swoiste wiano miłości, którą jest wypełnione Jezusowe serce. Otwarte dla wszystkich. To polecenie i zadanie skierowane do Maryi, apostołów i do pokoleń, które przyjdą. Ich znaczenie objaśnia Ojciec Święty Franciszek: „Wszystkim musi być głoszona Ewangelia o królestwie i wszystkich, którzy są w potrzebie, musi obejmować miłość chrześcijan, po prostu dlatego, że są osobami, dziećmi Bożymi”.

Wszystkich musi obejmować miłość. Nade wszystko tych, którzy są chorzy, słabi, oczekujący pomocy. To jedna z najważniejszych powinności Kościoła. Usiana licznymi dziełami miłości miłosiernej. Owocem impulsów płynących z otwartego Jezusowego serca – niewyczerpanej skarbnicy miłości.

II. „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”

Umiłowani!

Pierwsze czytanie Mszy św. ukazuje los człowieka chorego, dotkniętego trądem. Surowe przepisy Prawa Mojżeszowego skazywały go na swoistą banicję. Wykluczenie ze wspólnoty. Postawienie poza jej nawiasem. Więcej, człowiek dotknięty chorobą nie mógł zmagać się z nią w ciszy i spokoju. Musiał ostrzegać innych donośnym wołaniem, że jest człowiekiem nieczystym, chorym. Powiedzieć można – za życia martwym.

Jezus nie waha się przełamać społecznego, rytualnego, także religijnego tabu, dotyczącego choroby trądu. Reaguje na prośbę zarażonego: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”. Dotyka trędowatego. Swoją mocą przywraca mu zdrowie. Ale także coś równie ważnego: człowieczeństwo, godność, poczucie wartości, braterstwa z drugim człowiekiem. W wymiarze religijnym dotknięcie przez Jezusa trędowatego – mówił o tym przed kilku laty Ojciec Święty Benedykt XVI – obrazuje wolę Bożą, „aby nas uzdrawiać, oczyszczać ze zła, które nas oszpeca i niszczy nasze relacje”. Ukazać, że „miłość Boga jest silniejsza niż jakiekolwiek zło, nawet to najbardziej zaraźliwe i odrażające. Jezus wziął na siebie nasze choroby, stał się „trędowaty”, abyśmy zostali oczyszczeni” (Ojciec Święty Benedykt XVI, Rozważanie przed modlitwą „Anioł Pański”, 12 lutego 2012).

Umiłowani!

Jakże często chrześcijanie – wzorem Jezusa – wyciągali odważnie swe dłonie do trędowatych swoich czasów: chorych, odrzuconych, napiętnowanych, spychanych na margines życia. Jakże wielu pośród nich było dziećmi naszej polskiej ojczyzny. Powstają monograficzne ujęcia różnych aspektów naszych dziejów: militarnych, politycznych, gospodarczych, kulturalnych, literackich, obyczajowych… Nie trafiłem dotąd na całościowe, syntetyczne, opracowanie dziejów Polski miłosiernej. Wyciągającej, wzorem Jezusa, pomocną dłoń do różnych trędowatych swoich czasów. Przełamującą różnego rodzaju tabu. Podejmującą walkę z moralnym złem przynoszonym na polską ziemie przez jej wrogów i najeźdźców.

Wspomnę o religijnej, kościelnej genezie średniowiecznych szpitali, które nie tylko leczyły, także zapewniały dach nad głową ludzkiej biedzie. O opiece nad sierotami. O błogosławionym o. Janie Beyzymie, posługującym pośród trędowatych na Madagaskarze. O św. Bracie Albercie, który porzuciwszy karierę artysty malarza, poszedł na służbę krakowskich „opuchlaków” z marginesu biedy, fizycznego wyniszczenia i moralnego upadku. Ta nić miłości miłosiernej biegnie przez dzieje ojczyzny. Oplata ściegiem dobra, empatii, poświęcenia także ludzi chorych, samotnych. Tych, którzy niczym ewangeliczny trędowaty wołają – Możesz mnie uzdrowić! Możesz mi pomóc! Możesz mi ulżyć w cierpieniu!

III. Bóg zna imiona wszystkich sprawiedliwych

Umiłowani!

Trzeba o tym powiedzieć. Nagle nasza ojczyzna stanęła w ogniu oskarżeń, pomówień. Bolesnych. Cynicznych. Z gruntu niesprawiedliwych. Uwłaczających naszej godności. Naszej tożsamości, chrześcijańskiej drodze narodu. Stawiających wspólnotę naszego narodu o tysiącletniej chrześcijańskiej tradycji w jednym rzędzie ze zbrodniczą bezbożną ideologią niemieckiego narodowego socjalizmu, która stworzyła odrażający przemysł zbrodni, śmierci, pogardy – obozy masowej zagłady.

To nie myśmy odgradzali drutem znikczemnienia i wyniszczenia tych, których w tych obozach osadzano. To nie myśmy czynili z nich trędowatych naszych czasów. To nie myśmy na ramiona obywateli naszej Ojczyzny z narodu żydowskiego zakładali opaski z gwiazdą Dawida. Znak wyłączenia, pogardy, swoisty stygmat ich nieuchronnej zagłady.

Rzeczywistość była przecież inna. Bóg zna imiona wszystkich sprawiedliwych. Naszych braci i sióstr, także kapłanów, zakonników i zakonnic, tych, którzy nie bacząc na sankcję zagrożenia karą śmierci – jakże wiele razy wykonanej – uczyniło gest Jezusa. Wyciągnęło pomocną dłoń do tych, którym nadano status trędowatych. W imię Dekalogu, w imię lekcji Jezusowej Ewangelii, w imię człowieczeństwa. Także w imię tradycji polskiej ojczyzny. Przez stulecia przestrzeni wspólnoty losu ludzi różnych, narodów, wyznań, religii. Współobywateli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

W dniach 17-19 kwietnia 1948 roku odbyła się pierwsza po wojnie dziękczynna pielgrzymka byłych więźniów obozu w Dachau do Kalisza. Z dziedzińca sióstr nazaretanek wyruszyła procesja z przeszło 300 księżmi, na czele z biskupami: Franciszkiem Korszyńskim, Franciszkiem Jedwabskim i Bernardem Czaplińskim oraz około 200 sióstr zakonnych i świeckich pielgrzymów. Uczestnicy pielgrzymki zostali powitani przez biskupa włocławskiego Karola Radońskiego, który powiedział „Oto kapłani, którzy w obozach koncentracyjnych oczekiwali śmierci, dzięki wstawiennictwu i opiece św. Józefa ocaleli, pielgrzymują, by wykonać swe śluby. Razem z kapłanami liczni wierni (…). Dzisiejsza nasza pielgrzymka nam wszystkim dodaje otuchy i umocnienia w wierze, że pod opieką takiego patrona jesteśmy bezpieczni i my. Kościół św. i nasza Ojczyzna”. Uroczysta Msza św. odbyła się niedzielę 18 kwietnia 1948 roku na Placu św. Józefa. Kazanie wygłosił ksiądz biskup Franciszek Korszyński (były więzień w Dachau). Wspominał tragiczne dni okupacyjnej martyrologii uwięzionych, zwłaszcza zaś znęcanie się nad kapłanami polskimi, ich poświęcenie dla ratowania współbraci.

To co się stało nas boli. To jeden z elementów agresywnej obecność ojca kłamstwa w naszej epoce. Gotowego rozpalić na nowo żagiew misterium nieprawości. Nie szczędzącego wysiłku dla rozrostu cywilizacji egoizmu, duchowego letargu, materialnej wygody, sprzeciwu wobec Bożych praw. Dla kreacji nowych trędowatych naszych czasów. Znamy ich imiona. To dzieci, którym nie pozwolono się narodzić. To ludzie starsi, którym się przedstawia eutanazje jako remedium na ich egzystencjalne trudności. To egoizm życia, który wdziera się do serc ludzkich, czyni z nich serca z kamienia.

IV. Świadectwo naszej miłości i duchowej obecności

Naprzeciw temu światu wychodzi Chrystus, ze swym orędziem pokoju i zbawienia. Ze swą gotowością prostowania powikłanych ścieżek ludzkich losów. Podejmowania wyciągniętej ku niemu ręki, przez tych którzy ulegli różnorodnym trądom naszych czasów. Rozgrzewania ich wystygłych serc. Uświadamia także – mówi o tym św. Paweł Apostoł w drugim czytaniu – ze swym życiem sławimy Boga. Ukazuje także zbawczą moc miłości miłosiernej.

To także droga Kościoła, określanego przez Ojca Świętego Franciszka mianem „szpitala polowego”. Otwartego dla wszystkich zranionych przez życie, także przez chorobę, cierpienie, niepokój o swój los.

Dziś w intencji chorych, wszystkich chorych, ofiarujemy Mszę świętą, nasze modlitwy, serdeczne myśli, słowa empatii. Jako wspólnota wiary, chcemy wobec was, Drodzy Chorzy, zaświadczyć o naszym współczuciu, przekazać wam świadectwo naszej miłości i duchowej obecności, w miejscach waszego chorowania. W rodzinnych domach, szpitalach, domach opieki, hospicjach. Życzyć, abyście tam doznali radości opieki, pochylenia się nad waszym losem, współczucia, a także pociechy.

Odczuli, że ci, którzy się nad wami nachylają, lekarze, pielęgniarki, salowe czynią to z sercem, z zaangażowaniem, aby niczego nie zaniedbać w procesie leczenia. Aby swą posługę motywować nie tylko profesjonalizmem, ale także miłością miłosierną.

Zdajemy sobie wszyscy sprawę jak wiele w służbie zdrowie jest jeszcze do zrobienia. W wymiarze przemian strukturalnych, organizacyjnych. Także dostępności do specjalistycznych badań, skrócenia zmory kolejek, terminów badań, które niekiedy przybierają absurdalny wymiar. Z nadzieją patrzymy na podjęte kierunki zmian, mając przecież świadomość, że to proces długi, najeżony przeszkodami. Ojciec Święty w przywoływanym dziś liście zwraca uwagę na to, „aby ustrzec szpitale katolickie przed niebezpieczeństwem stosowania logiki przedsiębiorstwa, która na całym świecie usiłuje włączyć opiekę zdrowotną w działalność rynkową, czego skutkiem jest odrzucanie ubogich”. To dobrze, że refleksja nad tym obecna jest także w naszej Ojczyźnie. Niechaj przyniesie dobre decyzje i rozwiązania.

V. Dobro najpełniej realizuje się w ciszy

Umiłowani!

W odczytanym dziś urywku Ewangelii, Jezus po uleczeniu trędowatego nakazał mu, aby o tym, co się wydarzyło nie rozpowiadał, zachował to wydarzenie w sercu swoim. Nie usłuchał tego zalecenia, radość jego była większa, niż Chrystusowy zakaz.

Jakże aktualne jest to Chrystusowe zalecenie ciszy i dyskrecji w naszej epoce medialnego hałasu. Licytowania się na zasługi. Ich swoistą miarę wyznacza nie wymiar realizowanego dobra tylko zainteresowanie mediów.

Dobro najpełniej realizuje się w ciszy i skromności. W radości serc, które dotyka. We wdzięczniej modlitwie, której słowa i żarliwość zna tylko Bóg.

Taki jest styl wielu dzieł kościelnych instytucji, które służą dobru, bliźnim w potrzebie, także chorym, cierpiącym. Przykładem tego jest nasze gdańskie Caritas, poprzez które objęto pomocą ponad 800 rodzin w Syrii w ramach programu Rodzina Rodzinie. Caritas towarzyszy człowiekowi od poczęcia do śmierci – wśród wielu działań możemy wymienić prowadzenie Domu Samotnej Matki, szkoła drugiej szansy dla młodzieży wykluczonej, dożywianie w ramach pilotażowego Programu Spiżarnia, integracja środowisk pracujących na rzecz osób niepełnosprawnych czy prowadzenie Hospicjów. To nasz głos w rozwiązywaniu wielorakich problemów, wywołujących często tyle emocji. Konkretny, skuteczny, realistyczny.

Z tego ducha dyskrecji wyrasta też duszpasterstwo służby zdrowia. Niezbędne, skuteczne, wytrwałe, miłujące. Dzięki niej Chrystus towarzyszy szpitalnym dniom. W sakramentalnej posłudze kapelanów wobec chorych. W codziennej Mszy św. sprawowanej w szpitalnych kaplicach. W duchowej opiece, w słowach pocieszenia i umocnienia ofiarowanych chorym. Dziękuje wam za to, Bracia Kapelani, słudzy Chrystusa i Kościoła w społeczności chorych.

Umiłowani!

Wczoraj wspólnota ludzi morza i Pomorza Gdańskiego obchodziła 98 rocznicę zaślubin Polski z morzem. Tamtego dnia, 10 lutego 1920 roku, gen. Józef Haller, dowódca Frontu Północnego utworzonego w celu zajęcia Pomorza i włączenia go w organizm odrodzonego Państwa Polskiego, w wody Zatoki Puckiej wrzucił platynowy pierścień, znak zaślubin Morza Batyckiego z Rzeczpospolitą. Wspominam o tym pamiętnym dniu w gdańskiej świątyni pw. Świętej Urszuli Ledóchowskiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, skupionego na pracy wychowawczej młodzieży. Proszę tych, którzy uczestniczą w naszej transmisji, o modlitwę w intencji naszej pomorskiej, gdańskiej wspólnoty wiary, idącej za Chrystusem drogą, której kierunek wskazuje nam Jego Matka – Gwiazda Morza – Stella Maris.

Drodzy Bracia i Siostry!

Za chwilę, w łączności duchowej ze wszystkimi chorymi, wraz z obecnymi tu kapłanami udzielimy sakramentu namaszczenia chorych. Sakramentu, który udziela specjalnej łaski chrześcijaninowi. Przynosi umocnienie, pokój i odwagę. Otwiera na działanie Ducha Świętego. Obdarza chorego mocą do walki z chorobą. Jednoczy z Chrystusem, który utożsamia się z tymi, którzy cierpią: „Byłem chory, a odwiedziliście Mnie” (Mt 25, 36).

Nie rozstawajcie się z nim, Drodzy Chorzy, także w czasie waszej choroby. Pamiętajcie: „On wziął na siebie nasze słabości i wziął nasze choroby” (Mt 8,17). Dziękuję Wszystkim, którzy pomogli Wam dzisiaj dotrzeć na nasze modlitewne spotkanie. Niech dobry Bóg Wam błogosławi.

Amen!

mp / Gdańsk


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments