video-jav.net

Rycerze Ducha Świętego

Jak to jest z kolejnością sakramentów? Coś się nie zgadza. Mamy chrzest, długo, długo nic, spowiedź, Eucharystia, bierzmowanie – zupełnie inaczej niż w wyuczonym, klasycznym ciągu. Okazuje się jeszcze, że grekokatolicy dużo wcześniej bierzmowanie mają za sobą, w dodatku wcale nie muszą z tej okazji uczyć się katechizmu. Jaka niesprawiedliwość! Skąd te wszystkie różnice?

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Razem a jednak osobno

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa standardowo bierzmowanie było udzielane przez biskupa razem z chrztem. W obrządkach wschodnich oraz w Kościele łacińskim przy chrzcie dorosłych katechumenów dalej tak to wygląda.

Świadectwa nowotestamentalne wskazują jednak, że nie zawsze jest to możliwe. W ósmym rozdziale Dziejów Apostolskich zapoznać się możemy z historią Filipa. Działał na tyle skutecznie z misją ewangelizacyjną w Samarii, zachwycając jej mieszkańców nauką „o królestwie Bożym i imieniu Jezusa Chrystusa”, że wielu z nich poprosiło o chrzest. Jako diakon nie mógł udzielić im bierzmowania – uczynili to później apostołowie Piotr i Jan (por. Dz 8, 9-18; 19, 5-6).

Późniejsze – powszechne w Kościele rzymskim – rozłączenie chrztu i bierzmowania spowodowane było kwestiami praktycznymi – chrzczono coraz więcej ludzi i biskup po prostu nie nadążał z bierzmowaniem wszystkich. Inną sprawą była rozpowszechniająca się praktyka chrzczenia małych dzieci, z czasem w Europie chrzest dorosłego stanowił wyjątek.

Rycerze Ducha Świętego

Namaścić uszy, nos i piersi

Z opisów biblijnych wiemy, że obrzęd bierzmowania składał się z modlitwy oraz włożenia rąk przez biskupa. Podobne opisy znajdziemy u pisarzy wczesnochrześcijańskich. Wczesne źródła wspominają również o namaszczeniu olejem i znaku krzyża na czole. Oleju nie oszczędzano na Wschodzie, gdzie namaszczano nie tylko czoła bierzmowanych, lecz również uszy, nos i piersi. Tu pojawiają się tajemnicze diakonisy, które z domyślnych względów namaszczały ciała kobiet, by potem biskup namaścił tylko czoło.

Od pocałunku do uderzenia

W XIII wieku pierwszy raz w obrzędach bierzmowania pojawia się uderzenie w policzek. W tradycyjnym rycie rzymskim jest ono używane aż do dzisiejszych czasów.  Co ciekawe, wielu badaczy wskazuje na to, że uderzenie wyewoluowało… z pocałunku.

O pocałunku w obrzędach pierwszy raz wspomina Justyn (ur. ok. 100 r.). Biskup przekazywał pocałunek pokoju w usta. Gdy do bierzmowania zaczęły przychodzić dzieci, pocałunek zamieniono na delikatne głaskanie ręką lub dotykiem policzka. Już na początku III wieku św. Cyprian ganił jednego z biskupów za to, że wprowadzał takie zamienniki pocałunku.

W XI w. powstał obrzęd błogosławieństwa rycerzy. Zawierał on dużo podobieństw do rytuału pierwszych dwóch sakramentów wtajemniczenia, a z czasem jeden z jego nowych elementów przeniknął właśnie do bierzmowania. Mowa właśnie o uderzeniu w policzek, które ostatecznie wyparło pocałunek. Co ono oznaczało? Jedni tłumaczą, że jest oznaką dojrzałości, pełnoletniości. Miał też służyć temu, by bierzmowany o swoich obowiązkach nie zapomniał (podobnie w tym celu w prawie germańskim przewidziano uderzenie młodego świadka).

Rycerze Ducha Świętego

Uderzenie, jako pochodzące z obrzędu błogosławienia rycerza, miało symbolizować, iż bierzmowany staje się rycerzem Chrystusa, mężnie wyznającym wiarę, broniącym jej i zdobywającym dla swojego Pana nowych poddanych (w końcu Ecclesia militans!).

Świadek

Na początku, gdy bierzmowanie było ściślej połączone z chrztem, nie było instytucji świadka. Spełniali ją przez wieki rodzice i rodzice chrzestni. Pierwsze wzmianki o osobnym świadku pojawiają się dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku. Z obrzędów, które zaniknęły, wymienić tu można nakładanie przez świadka na głowę bierzmowanego specjalnej podłużnej chusty, mającej chronić krzyżmo. Podczas obrzędu świadek dotyka bierzmowanego prawą ręką, co ma symbolizować przejęcie go pod opiekę. Dlatego świadek musi być osobą bierzmowaną. Co ciekawe, stare prawo przewidywało możliwość, iż zamiast świadka bierzmowania, to wystawiony zastępca dotyka prawą ręką bierzmowanego…

Rycerze Ducha Świętego

***

Wybiórczo zaprezentowana krótka historia obrzędów bierzmowania wymaga dokończenia. Warte uwagi są dzieje modlitw, porównanie rytów, kwestie doktrynalne, spory z heretykami, poszukiwania i błędy nawet wybitnych teologów, wreszcie kwestie ekumeniczne. Mam nadzieję, że na omówienie tych spraw przyjdzie czas.

Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Wydobyć pojedynczego człowieka

Gdyby sakramenty podzielić na „indywidualne” i „masowe” oraz na „powtarzalne” i „jednorazowe”, bierzmowanie będzie najbardziej pokrzywdzonym: jedyny spośród sakramentów „jednorazowych”, który stał się „masowym”.

ks. Krzysztof Wieczorek
ks. Krzysztof
Wieczorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Chrzest, kapłaństwo, małżeństwo – mają należytą oprawę, a przyjmujący naprawdę jest podmiotem obrzędu. Pierwsza Komunia, pierwsza spowiedź, czy namaszczenie w „dniu chorych” często tracą indywidualny charakter ze względu na liczbę przyjmujących, ale ponieważ są powtarzalne, zawsze istnieje szansa znacznie głębszego przeżycia następnego razu, w bardziej sprzyjających okolicznościach.

Przy bierzmowaniu takiej możliwości nie ma. Spotkanie z Bogiem zbawiającym w tym sakramencie może dokonać się tylko tego dnia albo nigdy więcej. „Cóż więc mamy czynić, bracia?”

Wydobyć pojedynczego człowieka

Był rok 2004 lub 2005. Jako nowy wikary w jednej z krakowskich parafii, nie uczestniczyłem w przygotowaniu młodzieży, więc bierzmowanie przeżywałem jako średnio zaangażowany obserwator. Sakramentu udzielał śp. ks. kard. Stanisław Nagy. Młodzież ustawiona w dwóch szeregach wzdłuż nawy głównej – panie na prawo, panowie na lewo. Wszystko wielokrotnie przećwiczone.

Przyjeżdża kardynał. Rozmowy w zakrystii i konsternacja. Ksiądz kardynał, człowiek wtedy już ponad osiemdziesięcioletni i schorowany, stwierdza, że nie wystoi tak długo, i prosi, by przygotować mu krzesło przed ołtarzem.

Szeregi zmieniają się w rzędy. Kardynał siedzi, a każdy młody człowiek podchodzi do niego i klęka. Szafarz kładzie mu ręce na głowę, wypowiada formułę obrzędu i namaszcza.

I to trwa. Długo, bo bierzmowanych jest prawie setka. Wystarczająco długo, by zacząć odczuwać.

Szybko zabrakło przygotowanych śpiewów, więc w ciszy kolejni ludzie podchodzą do ołtarza i odchodzą ze łzami wzruszenia.

Pamiętam to wydarzenie jak dziś, choć byłem tylko świadkiem. Jak przeżyli je jego uczestnicy, nie wiem. Wiem tylko, że dostali od Pana Boga szansę, by czegoś dobrego doświadczyć.

Wydobyć pojedynczego człowieka

Kluczem w tym wszystkim było wydobycie pojedynczego człowieka z tłumu. I niebagatelną rolę odegrał brak pośpiechu.

Postulat zmieniania formy udzielania sakramentu bierzmowania powinien być kierowany do jego szafarzy. To ich decyzja.

Ale każdy rodzic, inny członek rodziny i sam zainteresowany może sobie zadać pytania:

– Jak wydobyć z tłumu młodzieży tę jedną wyjątkową dla nas osobę?

– Co zrobić, by to było nasze rodzinne święto?

– Jak znaleźć na to czas?

Może warto wziąć urlop, zaryzykować nieobecność na klasówce, odwołać trening? W końcu trzeba mieć jakąś hierarchię ważności…

ks. Krzysztof Wieczorek

ks. Krzysztof Wieczorek

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Krzysztof Wieczorek
ks. Krzysztof
Wieczorek
zobacz artykuly tego autora >