Kampania śmierci chrześcijan

Dostrzega się coraz większe wysiłki świata zachodniego, by zepchnąć religię do sfery prywatnej i zupełnie wyrugować ją z przestrzeni publicznej

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >
Z każdym rokiem coraz bardziej godzi się w wolność religijną, a prawo do swobodnego wyznawania wiary jest coraz powszechniej łamane – Kard. Jean-Louis Tauran

Przeżywamy jedne z najmroczniejszych momentów historii ludzkości. Nie mija żaden dzień bez tragicznych wydarzeń w różnych krajach. Powołując się na Boga czy religię oprawcy nie oszczędzają nikogo: dzieci, starców, kobiet, cywilów – w tym dramatycznym tonie obecną sytuację na świecie opisuje przewodniczący Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego.

Chrześcijanie wciąż pozostają mniejszością najbardziej prześladowaną na świecie. Szacuje się, że z powodu swej wiary w Chrystusa, w różnej mierze cierpi 250 mln ludzi.

Szybki przegląd mapy prześladowań. Na myśl natychmiast przychodzą Syria, Irak i Nigeria – kontrolowane przez dżihadystów z Państwa Islamskiego, czy też będące w rękach komunistów Chiny, Wietnam i Korea Północna.

Te kraje, to jednak przysłowiowa kropla w morzu cierpienia chrześcijan. W 60 proc. państw świata godzi się w wolność religijną (w 116 na 196), z tego aż w 20 krajach jest ona prawie zupełnie nieobecna; 14 z nich to państwa o większości muzułmańskiej (Afganistan, Arabia Saudyjska, Egipt, Iran, Irak, Jemen, Libia, Malediwy, Nigeria, Pakistan, Republika Środkowoafrykańska, Syria, Somalia, Sudan), a w sześciu są reżimy totalitarne, które przez ścisłą kontrolę dyskryminują i prześladują mniejszości (Azerbejdżan, Birma, Chiny, Erytrea, Korea Płn., Uzbekistan).

Dostrzega się też coraz większe wysiłki świata zachodniego, by zepchnąć religię do sfery prywatnej i zupełnie wyrugować ją z przestrzeni publicznej. Szczególnie widoczne jest to na Starym Kontynencie.

Kampania śmierci chrześcijan

Dane te publikuje Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie od 1999 r. monitorujące stan wolności religijnej na świecie i przygotowujące na ten temat doroczny raport. Z badań wynika jednoznacznie, że z każdym rokiem wolność religijna jest coraz bardziej zagrożona, a tam, gdzie nie jest ona chroniona, nie są też szanowane inne prawa. Nie bez przyczyny św. Jan Paweł II przypominał, że wolność religijna to papierek lakmusowy poszanowania praw człowieka w danym kraju.

Niestety negatywna tendencja wciąż się utrzymuje. Praktycznie z roku na rok coraz bardziej łamie się wolność religijną – podkreśla Marta Petrosillo z włoskiego biura Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Wskazuje, że dzieje się tak na całym świecie, choć w różnych formach – od krwawych prześladowań po dyskryminację o różnej sile.

W Chinach trwa właśnie zmasowana fala niszczenia krzyży. W Erytrei, będącej «Koreą Północną Afryki», ok. 3 tys. osób więzi się i torturuje, by zmusić je do zaparcia się wiary. W Arabii Saudyjskiej za przejście z islamu na chrześcijaństwo grozi śmierć. W Katarze kościoły nie mogą mieć wieży ani krzyża” – wylicza Petrosillo. Przypomina zarazem, że ta sama Arabia Saudyjska, która nie toleruje innych religii u siebie, hojnie wspiera rozwój islamu za granicą, dając pieniądze na budowę meczetów i ośrodków muzułmańskich, wykorzystując do tego liberalne i demokratyczne ustawodawstwo krajów zachodnich.

Kampania śmierci chrześcijan

Najbardziej niebezpiecznym dla chrześcijan kontynentem pozostaje Azja. Odnotowuje się tam wzrost fundamentalizmu islamskiego, ale także coraz mocniej hinduistycznego i buddyjskiego. Dramat wyznawców Chrystusa dokumentuje wydana właśnie „Czarna księga sytuacji chrześcijan w świecie”, która jest wzorowana na „Czarnej księdze komunizmu”, międzynarodowym bestsellerze, który przed 16 laty opisał zbrodnie inspirowane ideologią marksistowską.

fot. Connor Tarter

Samuel Lieven, dziennikarz francuskiej gazety „La Croix” i redaktor „Czarnej księgi” przyznaje, że pomysł na jej wydanie zrodził się spontanicznie, kiedy do jego redakcji coraz częściej i z różnych części świata zaczęły napływać informacje o masowych mordach i prześladowaniu chrześcijan. Zdaliśmy sobie sprawę, że mamy do czynienia ze zjawiskiem ogólnoświatowym – mówi Lieven. – Nie każda z osób, których dotyczy nasza książka, to prześladowani w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ze względu na swą wiarę doświadczają jednak dyskryminacji, jak na przykład Koptowie w Egipcie, którzy nie mogą wykonywać niektórych zawodów. W Pakistanie chrześcijanie są traktowani gorzej niż niewolnicy. Nastoletnie dziewczyny są tam gwałcone i torturowane po to, by przeszły na islam. Podobnie rzecz ma się w Indiach, tyle że tam «jedyną prawdziwą religią» jest hinduizm. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. W wielu zakątkach świata wybranie Chrystusa wciąż oznacza zgodę na stanie się obywatelem drugiej kategorii, pozbawionym jakichkolwiek praw.

Dyrektor międzynarodowej organizacji „Open Doors”, śledzącej sytuację chrześcijan na świecie, zauważa, że w ciągu minionego roku ich los prawie że niedostrzegalnie poprawił się jedynie w sześciu krajach, które i tak nadal znajdują się na liście państw nieprzestrzegających wolności religijnej (Iran, Katar, Kuba, Tajwan, Zimbabwe, Zjednoczone Emiraty Arabskie). Budzi to poważne zaniepokojenie i stawia nowe zadania przed rządami oraz przywódcami religijnymi i przedstawicielami instytucji międzynarodowych – podkreśla Michael Wharton.

Organizacje monitorujące stan przestrzegania wolności religijnej wskazują, że rządom wielu krajów, a także samej wspólnocie międzynarodowej na tym zwyczajnie nie zależy.

Symptomatyczne jest to, że o obowiązku obrony chrześcijan przypomniał ostatnio światu przewodniczący Światowego Kongresu Żydowskiego. Uczynił to na fali zmasowanych prześladowań, do jakich od czerwca 2014 r. zaczęło dochodzić na Bliskim Wschodzie (ogłoszenie islamskiego kalifatu w Syrii i Iraku) i w Afryce (Nigeria, Czad, Kamerun, Republika Środkowoafrykańska, Sudan, Somalia znajdujące się pod wpływem islamskich fundamentalistów).

Dlaczego świat milczy, gdy trwają pogromy chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w Afryce?

– zastanawiał się Ronald S. Lauder, dodając, że znikają tam całe wspólnoty chrześcijańskie, które od stuleci żyły w pokoju. Przywołał m.in. mordowanie chrześcijan przez sektę Boko Haram w Nigerii, pół miliona chrześcijan, którzy uciekli z ogarniętej wojną domową Syrii i podobną do nazistowskiej falę terroru w Iraku. Tymczasem światowi przywódcy wydają się pochłonięci innymi sprawami. Masakry chrześcijan nie aktywują społecznego zmysłu pięknych celebrytów i gwiazd rocka” – wskazywał Lauder, przypominając, że naród żydowski nadto dobrze rozumie, co może się stać, gdy świat milczy. Stąd, jak mówił, trzeba natychmiast powstrzymać kampanię śmierci chrześcijan.

Kampania śmierci chrześcijan

Papież Franciszek i dyplomacja Stolicy Apostolskiej nieustannie apelują o mobilizację sumień rządzących wobec losu prześladowanych chrześcijan i innych mniejszości religijnych. Przypominają zarazem, że nie wystarczy samo tylko obserwowanie przejawów przemocy wobec mniejszości etnicznych i religijnych. Trzeba je potępić, jako rażące naruszenie podstawowych praw człowieka.

Sytuacja na świecie pokazuje jednak, że wciąż brakuje prawdziwej woli politycznej, by naprawdę stanąć po stronie prześladowanych wyznawców Chrystusa. Nie ma żadnych powodów religijnych, politycznych czy gospodarczych, które uzasadniałyby to, co jest obecnie udziałem setek tysięcy niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci na Bliskim Wschodzie – mówił Franciszek nawiązując do krwawych prześladowań na terenie tzw. Państwa Islamskiego.

W minionym roku, to właśnie Syria i Irak były krajami w których najbardziej dramatycznie pogorszyła się sytuacja uczniów Chrystusa. I nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie ich los się poprawi.

Świat zachodni naznacza wysoko rozwinięty totalitaryzm poprawności politycznej. Jego przejawami jest m.in. tworzenie praw faworyzujących mniejszości, napiętnowanie chrześcijańskich postaw i poglądów przez media, nakazy administracyjne zakazujące np. noszenia krzyżyków w pracy, stawiania w miejscach publicznych bożonarodzeniowych szopek, czy zmuszania katolickich ośrodków adopcyjnych do przekazywania dzieci parom homoseksualnym.

Prześladowania chrześcijan na świecie mają bardzo różne źródła. Warto wspomnieć choćby niektóre. Totalitaryzm polityczny, wypływający z ideologii materialistycznej, w szczególności marksistowskiej i ateistycznej. Ponadto totalitaryzm religijny, widoczny szczególnie w państwach islamskich, czy też ekonomiczny, dostrzegalny choćby na Czarnym Lądzie i w Ameryce Łacińskiej, gdzie międzynarodowe organizacje pomocowe prowadzą neokolonializm, uderzając w prawo do życia i starając się wyrugować chrześcijańskie wartości.

Zakazuje się też krytykowanie postaw sprzecznych z chrześcijańskim systemem wartości określając jej mianem mowy nienawiści, a ludzi wierzących w Chrystusa odrzuca i marginalizuje przyczepiając im łatkę zaściankowych.

Wzrostowi liczby chrześcijan na świecie towarzyszy coraz większa fala antychrześcijańskiej przemocy. Założyciel Ośrodka Badań nad Nowymi Religiami i były przedstawiciel OBWE ds. walki z rasizmem, ksenofobią i dyskryminacją prof. Massimo Introvigne mówi wręcz o dokonywanym na naszych oczach ludobójstwie. Trudno się mu dziwić, skoro za swą wierność Chrystusowi, co pięć minut ktoś oddaje życie.

Ci, którzy prześladują Chrystusa w Jego wyznawcach, nie czynią różnic wyznaniowych: prześladują ich po prostu dlatego, że są chrześcijanami. Nic więcej ich nie interesuje. To jest ekumenizm krwi, którym dzisiaj się żyje – Papież Franciszek.

Wiarygodne źródła informują o śmierci ok. 150 tys. chrześcijan każdego roku – podkreśla abp Silvano Tomasi, stały przedstawiciel Stolicy Apostolskiej przy agendach ONZ w Genewie. Męczeństwo i prześladowania łączą chrześcijan. Nie ma już katolików, protestantów czy prawosławnych. Są uczniowie Chrystusa i ich wspólne świadectwo.

Cierpienie naszych braci nie może być dla nas obojętne, ale musi nas interpelować, gdy chodzi o wiarę każdego z nas – zaznacza kard. Gianfranco Ravasi. Nie możemy dać się spychać na margines, pozwalać by nas wyśmiewano i kpiono z ważnych dla nas rzeczy – podkreśla.

Szef watykańskiego ministerstwa zajmującego się kulturą zauważa, że najpilniejszym wyzwaniem dla uczniów Chrystusa jest odzyskanie coraz bardziej rozmydlonej chrześcijańskiej tożsamości. Trzeba wiedzieć, w Kogo i dlaczego wierzymy. I to obowiązuje pod każdą szerokością geograficzną, a świadectwo prześladowanych za wiarę w Chrystusa może nam w tym pomóc.

Już swe szóste Boże Narodzenie w pakistańskim więzieniu spędziła Asia Bibi.

Kampania śmierci chrześcijan

Ta 44-letnia katoliczka, matka pięciorga dzieci stała się wymowną ikoną wszystkich prześladowanych za swą wiarę. Oskarżono ją o obrazę Mahometa, podczas gdy ona tylko mówiła o swej wierze w Chrystusa. Spotykając się ze znajomymi muzułmankami przy studni, spytała: Jezus umarł za mnie na krzyżu, a co zrobił dla was Mahomet? Zgodnie z obowiązującą w Pakistanie tzw. ustawą o bluźnierstwie, stała się pierwszą kobietę w historii tego kraju skazaną na śmierć przez powieszenie.

Drzwi więzienia otworzyłyby się przed nią natychmiast, gdyby tylko zaparła się Chrystusa. Proponowano jej to kilkakrotnie. Zawsze jednoznacznie odmawiała, zdając sobie sprawę, że tą decyzją naraża także życie swych dzieci i męża.

Sądy niższych instancji odrzuciły jej apelację. Oczekuje teraz na ostateczną decyzję Sądu Najwyższego. W wywiadzie udzielonym przed świętami za pośrednictwem fundacji, która zapewnia jej pomoc prawną oraz wspiera jej rodzinę, wyznała, że liczy na cud.

Wspominam los św. Piotra, którego Anioł wyprowadził z więzienia w Jerozolimie. Wierzę, że Jezus Chrystus swą potężną ręką przywróci mi wolność. Modlę się słowami Psalmu 138: «Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty zapewniasz mi życie, wbrew gniewowi mych wrogów; wyciągasz swą rękę, Twoja prawica mnie wybawia. Pan za mnie wszystkiego dokona. Panie, na wieki trwa Twoja łaska, nie porzucaj dzieła rąk Twoich!».



Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Historia kształtowania się święta Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego jest równie fascynująca jak dobry kryminał czytany pośpiesznie z wypiekami na policzkach i z drżącymi dłońmi.

Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Historia kształtowania się święta Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego jest równie fascynująca jak dobry kryminał czytany pośpiesznie z wypiekami na policzkach i z drżącymi dłońmi. Szybkie zwroty akcji. Pytanie nie znajdujące wyczerpujących odpowiedzi. Błędne tropy, niewłaściwe kierunki. Drobne błędy w kluczowych obliczeniach zmieniające całą historię. „Śmierć” w otchłani Jordanu, a chwilę później weselna uczta w Kanie. Wielcy ludzie przybywający ze Wschodu, prowadzeni przez niewyjaśnione zjawiska kosmiczne. Wszystko w otoczce pogańskich festiwali, wina lejącego się strumieniami czy rozpustnych rzymskich Saturnaliów. Nie można również zapomnieć o przemożnych wpływach – Wschodu na Zachód, Zachodu na Wschód. A gdzieś między tym wszystkim leży prawda o Objawieniu. I kiedy wydaje się, że doszliśmy w naszych poszukiwaniach do początków tego święta, że znaleźliśmy rozwiązanie, trafiamy na mur niewiedzy, wątpliwości i pytań, który każe poszukiwania rozpocząć od początku, a w najlepszym wypadku, spojrzeć na problem z nieco innej strony. Do dzisiaj – choć zbadanych zostało „wiele” (wiele z bardzo niewielu, jakie mamy z tamtych wieków) źródeł – raczej stawiamy pytania, niż podajemy ostateczne odpowiedzi. Kiedy jedni tłumaczą powstanie tego święta argumentami o przezwyciężeniu świąt pogańskich, zaraz inni przedstawiają solidne argumenty pozwalające nam uniknąć „chrystianizacji” misteriów pogańskich.

Skąd „pomysł” na święto?

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Mówiąc o święcie Epifanii, nie sposób oddzielić go od Bożego Narodzenia, a przynajmniej w kontekście pierwszych wieków należy omawiać je wspólnie. Wiemy doskonale, że świętowanie Bożego Narodzenia jest wtórne chociażby do Wielkanocy, która jest najważniejszym świętem chrześcijańskim. Na rozwój i potrzebę świętowania tajemnicy Wcielenia wpłynęło wiele czynników wśród których zdecydowanie do najważniejszych należy wzrost zainteresowania tematem dzieciństwa Chrystusa, walka z gnostykami czy obrona realności Jego człowieczeństwa (także istnienia Jego ciała). Przypomnijmy, że tylko dwie Ewangelie opisują narodzenie Chrystusa (Mt i Łk) i poświęcają dzieciństwu Jezusa relatywnie niewiele miejsca. Można nawet – trochę mylnie – odnieść wrażenie, że narodzenie Chrystusa pierwszych chrześcijan nie interesowało. A jednak bardzo szybko zaczyna się pojawiać literatura apokryficzna, próbująca uzupełnić brakujące wiadomości i rozwinąć naszą wiedzę o dzieciństwie i narodzinach Syna Bożego z Maryi Dziewicy. Pod koniec II w. Orygenes podkreślał, że chrześcijanie nie powinni obchodzić Bożego Narodzenia, gdyż tylko poganie i grzesznicy (np. faraon albo Herod) obchodzą uroczyście dzień swoich narodzin. Cóż, to była „teologia” Orygenesa, znacznie większy problemem stanowiła po prostu nieznajomość faktycznej daty narodzin Chrystusa. Chyba nie trudno uwierzyć, że nie zachował się akt urodzenia (dla pewności – po prostu go nie było), który bez wątpienia rozwiązałby sprawę na wieki. A skoro go nie było, chrześcijanie w inny sposób próbowali odkryć tę datę. W miarę precyzyjny sposób możemy stwierdzić, że Chrystus narodził się… przed Chrystusem, tzn. pomiędzy 6 a 4 rokiem przed naszą erą (niejaki Dionizy Exiguus pomylił się „zerując” licznik kalendarza na źle przyjętym roku narodzin Chrystusa). Mniej więcej mamy rok narodzin, a co z datą dniową?

6 stycznia, czyli skąd się wzięło święto Trzech Króli?

Pewne jest to, że już pod koniec II w. i na początku III w Egipcie dzień 6 stycznia stał się świętem zarówno chrztu Jezusa w Jordanie, jak i dniem Jego narodzenia. Święto zaczyna oddziaływać i przechodzić do innych wschodnich kościołów. I tak w Jerozolimie w IV/V w. spotykamy 6 stycznia liturgię Bożego Narodzenia (z procesją z Betlejem do Jerozolimy), o czym informuje nas w swoim dzienniku pątniczka Egeria. Wtedy już święto posiada oktawę. Pod koniec V w. świętuje się tam również chrzest w Jordanie, który to temat powoli staje się centralnym dla całej tradycji wschodniej.

Za sprawą syryjskiego diakona Efrema, w IV w. Epifania zyskała nowy, bardzo ważny element – przybycie mędrców (magów, królów –  ich historia stanowi oddzielny temat) ze Wschodu i złożenie Jezusowi darów. Efrem opisuje Epifanię jako pokłon Magów, symbolizujących cały pogański świat, który w Chrystusie rozpoznał Boga. Bardzo szybko ten temat rozniósł się po całym chrześcijańskim świecie – zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, gdzie do dziś zdominował całe rozumienie święta Epifanii (kto w Polsce mówi na to święto inaczej niż „święto Trzech Króli”?).

W IV w. w Rzymie dzień 25 grudnia staje się oficjalnym dniem święta Bożego Narodzenia. Potwierdzeniem tego jest dokument z 336 r. noszący nazwę Chronograf roku 354 (dla niewtajemniczonych chronograf to po prostu „księga, która mierzy czas”. Za Rzymem datę tę szybko przyjęły inne Kościoły języka łacińskiego, np. w Afryce Północnej. Kościoły wschodnie, które obchodziły Boże Narodzenie 6 stycznia, nie od razu przyjęły rzymską datację. Jednak dzięki autorytetowi Rzymu oraz obecności rzymskich chrześcijan na terenach wschodnich, proces ten zaczął przebiegać dość szybko.

Skoro w IV w. 25 grudnia stało się w Rzymie świętem Bożego Narodzenia i z Rzymu zawędrowało na Wschód, podobny proces dotyczył dnia 6 stycznia, kiedy to święto Epifanii ze Wschodu przybyło do Rzymu. Na Zachodzie znajdujemy potwierdzenie Epifanii już w II poł. IV w. Potwierdza je Ambroży z Mediolanu i Optat z Mileve, a nade wszystko św. Ambroży. Wiążą oni Epifanię z objawieniem Pana, oraz z przybyciem do Jezusa mędrców ze Wschodu. W liturgii rzymskiej najdonioślejszym świadectwem jest 8 mów na Epifanię papieża Leona Wielkiego. Koncentruje się on przede wszystkim na pokłonie Trzech Mędrców.

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Trochę inaczej rzecz się miała na terenie Galii, gdzie święto Objawienia wprowadzono wcześniej niż Boże Narodzenie. Na tych terenach przemożny wpływ na liturgię miały kościoły wschodnie, a tam Epifanię wiązano z chrztem Jezusa oraz weselem w Kanie. Na przełomie VII i VIII w. liturgia galijska zaczyna oddziaływać na rzymską i stąd motywy chrztu i zaślubin w Kanie zostają włączone do liturgii rzymskiej. Później, w czasach karolińskich, pojawia się oktawa Epifanii, analogiczna do oktawy Bożego Narodzenia, a 8 dzień oktawy staje się świętem chrztu Pańskiego. Obecnie obchodzimy to święto – kończące okres Bożego Narodzenia – w niedzielę po święcie Objawienia Pańskiego.

Dziś podkreśla się, że liturgia rzymska, obchodząc te dwie uroczystości, celebruje tę samą tajemnicę Wcielenia i Bożego Narodzenia – akcentuje jednak inny temat: 25 grudnia podkreśla się uniżenie Chrystusa, a 6 stycznia Jego Bóstwo, które staje się widoczne w całym świecie (pokłon Mędrców). W Liturgii Godzin do dzisiaj pozostał jednak ślad jedności tego niezwykłego misterium Epifanii – antyfona Benedictus z Jutrzni i Magnificat z Nieszporów z 6 stycznia poruszają temat tria miracula (trzech cudów): chrztu Jezusa w Jordanie, wesela w Kanie Galilejskiej oraz pokłonu Mędrców.

Tak w olbrzymim skrócie rysuje się niezwykła historia rozwoju święta Epifanii. Teraz należałoby zająć się nieco więcej jej treścią, teologią tego wspomnienia. Nie sposób jednak to zrobić w jednym opowiadaniu, dlatego proszę pozwolić, że podejmę jedynie mały, dziś już mocno zapomniany wątek święta Epifanii: temat chrztu Jezusa w Jordanie.

Epifania – objawienie w wodach Jordanu – chrzest

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Chrzest Chrystusa, Pierro della Francesca, 1420-1492

W dniu Bożego Narodzenia bardzo szybko zaczęto odprawiać trzy Msze, w których ukazywano temat narodzin Syna Bożego w trzech różnych wymiarach: Jego odwiecznych narodzin z Ojca, Jego historycznych narodzin z Maryi Dziewicy w betlejemskiej grocie, Jego narodzin w życiu człowieka. Ten ostatni temat celebrowano w drugiej Mszy Bożego Narodzenia, którą papież odprawiał w Kościele św. Anastazji – był to zatem obchód zmartwychwstania (anastasis = powstanie; zmartwychwstanie). Chrystus rodzi się w naszych sercach przez zmartwychwstanie. W sposób niezwykły zmartwychwstał w nas w czasie chrztu, w którym zanurzyliśmy się w Jego śmierci i zmartwychwstaniu, jak w 6 rozdziale Listu do Rzymian pisze Apostoł Paweł. Epifania zatem odnosi nas do tajemnicy chrztu, a tym samym do tajemnicy chrztu Jezusa w Jordanie. Chrystus – jak komentują Ojcowie Kościoła – nie wszedł do Jordanu po to, aby wyznać grzechy i uzyskać przebaczenie – wszakże żadnego grzechu nie popełnił. Wszedł On jednak do mętnych od grzechu wód Jordanu, w których Jan Chrzciciel obmywał ludzi z ich grzechu. Jednak wtedy Jordan jeszcze nie miał mocy ostatecznego pokonania grzechu – ten pozostawał w otchłani jordańskich wód. Chrystus wszedł do rzeki, zanurzył się w wodzie i wynurzając się wziął cały grzech świata na swoje barki, aby zanieść go na Kalwarię i ostatecznie pokonać w śmierci, zstąpieniu do otchłani i Zmartwychwstaniu. Dlatego właśnie św. Jan Chrzciciel nazywa Chrystusa „Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata”, co równie dobrze można by przetłumaczyć „Oto Baranek Boży, który niesie grzechy świata”. W chrzcie Jezusa w Jordanie, w Jego męce i zmartwychwstaniu, objawiła się prawda o Nim – Epifania Boga, a równocześnie w tych wydarzeniach, i tym samym w święcie Epifanii, objawia się prawda o nas: jesteśmy zanurzeni w czystych wodach chrztu, nasz grzech jest ostatecznie pokonany przez śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa; Chrystus jest z nami w pełni zjednoczony przez chrzest – to w nas i naszym życiu ma się w pełni objawiać Jego Boska chwała. Epifania to święto każdego chrześcijanina, w którym jednocześnie objawia się prawda o naszym grzechu i prawda o zwycięstwie Chrystusa i Jego chwale w nas. Warto ten dzień przeżyć w tajemnicy naszego własnego chrztu.

I co dalej…

Oczywiście temat Epifanii nie został wyczerpany i wypadałoby pociągnąć ten wątek jeszcze dalej –  zapytać o zwyczaje i tradycje, te ludowe i te liturgiczne: wizytę duszpasterską, błogosławienie kredy i domów, znaczenie drzwi napisem C+M+B 2012, czy ogłoszenie daty Wielkanocy. Warto zapytać o to, kiedy magowie (gr. magoi) stali się królami i dlaczego było ich trzech albo dwunastu (tradycja syryjska), skoro Ewangelie milczą o ich liczbie i dlaczego ich imiona tradycyjnie brzmią Kacper, Melchior i Baltazar (zresztą to nie jedyne imiona pojawiające się w tradycji), skoro w Piśmie Świętym ich nie ma. Wypadałoby, ale to nowa, długa i równie fascynująca opowieść, na którą może przyjdzie czas w wigilijny wieczór Epifanii w przyszłym roku…


Opracowano na podstawie:

P.F. BRADSHAW, M. E. JOHNSON, The Origins of Feasts, Fasts and Seasons in Early Christianity, Minnesota 2011, s. 121–157.

J.F. KELLY, Narodziny Bożego Narodzenia, tłum. J. POCIEJ, Kraków 2011, s. 79–102.

Objawienie Pańskie, [w:] Leksykon liturgii, B. NADOLSKI [red.], Poznań 2006, s. 1058–1061.

J.A. JUNGMANN, The Early Liturgy. To the Time of Gregory the Great, London 1976, s. 266–277.

P.F. BRADSHAW, Early Christian Worship. A Basic Introduction to Ideas and Practice, wyd. 2, Minnesota 2010, s. 94–97.

Skrót artykułu opublikowananego pierwotnie w portalu liturgia.pl

Liturgia.pl


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Ks. Krzysztof Porosło

Ks. Krzysztof Porosło

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >