Drodzy Kapłani, dziękujemy!

Wielki Czwartek to dzień, w którym wspominamy ustanowienie sakramentu Eucharystii i kapłaństwa. To dzień, w którym mówimy naszym kochanym księżom, ojcom, duszpasterzom "dziękuję".

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kardynał Stefan Wyszyński odnosząc się do swojego powołania, napisał w Prudniku w 1955 roku:

 

Gdybym miał dziś wybrać drogi życia mego na nowo, wybrałbym z najwspanialszych bram tę, która prowadzi do kapłaństwa…

 

Czcigodni Kapłani,

W dniu ustanowienia Sakramentu Eucharystii i Kapłaństwa pragniemy złożyć Wam, Drodzy Kapłani, najserdeczniejsze życzenia.

Byście zawsze mieli pewność wyboru tej najwspanialszej z bram.

Życzymy, abyście czuli naszą wdzięczność za to, że niesiecie nam Światło, które świeci w ciemności.

Niech to Światło, będzie i dla Was wielkim pokrzepieniem na tej pięknej drodze.

Życzymy, aby Wasze powołanie nie przestało nigdy być dla Was źródłem radości, szczęścia i spełnienia.

Zapewniamy o naszej modlitwie, pamięci i wielkiej sympatii.

Niech Wam Pan Bóg błogosławi!

Życzymy Wam pięknych Świąt Wielkanocnych!

 Redakcja portalu Stacja7.pl

 

Wielki Czwartek to dzień, w którym wspominamy ustanowienie sakramentu Eucharystii i kapłaństwa. To dzień, w którym…

Opublikowany przez Stacja7.pl Czwartek, 9 kwietnia 2020

 

Każda osoba może przygotować piękne życzenia od siebie. W czasie, kiedy nie możemy uczestniczyć w liturgii w kościele, bądźmy wdzięczni za to, że kapłani są z nami zawsze, że posługują dla nas sakramentami, że niosą nam Pana Boga. Że w tym bardzo ciężkim także dla nich czasie, podjęli ogromny trud ewangelizacyjny przez Internet, w licznych transmisjach, wspólnych modlitwach, rekolekcjach. Starają się w każdym czasie być blisko nas. Dziś jest dzień, kiedy możemy wyrazić za to wdzięczność i po prostu pokazać im, że jesteśmy. Że pamiętamy. Że tęsknimy. Że zawsze mogą na nas liczyć w modlitwie.

Wdzięczność można wyrazić na różne sposoby, nawet na odległość. Modlitwa, SMS, rozmowa telefoniczna, miły mail, filmik z życzeniami. Dobrym pomysłem może być też jakiś dobry prezent online, np. bardzo przydatny ebook “Jutro Niedziela” czyli analiza czytań mszalnych na cały obecny rok liturgiczny.

Bądźmy dziś z naszymi Kapłanami!

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Czujesz niepokój, lęk, smutek, rozpacz? Zadbaj o ducha

Nie pozwólmy, aby przetrwanie epidemii w zdrowiu fizycznym, zakończyło się obudzeniem się w nowym świecie… z całym szeregiem chorób duszy.

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Test sprawnościowy

W czasie epidemii nie możemy przespać zadbania o higienę ducha – zagrażające mu wirusy także zaczęły się niepokojąco rozwijać. Higiena ducha wymaga w pierwszej kolejności zadbania o świadomość naszej duchowej kondycji. Teraz, gdy „wyjście do kościoła” nie załatwia poczucia „bycia w porządku” względem Pana Boga, każdy powinien zmierzyć się z tym, jak właściwie wygląda jego modlitwa – która jest tak naprawdę nieodłącznym elementem życia chrześcijanina.

Trzeba znaleźć miejsce, czas i sposób na modlitwę – stworzyć przestrzeń, w której On będzie mówił, a my staniemy się aktywnymi słuchaczami. Stałe miejsce modlitwy stwarza poczucie bezpieczeństwa. Choćby myśli były rozbiegane, a w ciągu dnia nic nie układało się według ustalonego porządku – uklęknięcie tam ma sprawić, że czujesz się jak u siebie. Podobnie z czasem. Zaplanowanie konkretnej, niezmiennej pory modlitwy i czasu na nią przeznaczonego jest konieczne, aby ta modlitwa prowadziła do pokoju serca. Wylanie tego pokoju odbywa się przez wierność, regularność. Gdy Pan Bóg może na Ciebie liczyć, Ty też możesz na siebie. Te stałe punkty są ważne w treningu, w diecie, w higienie… i w życiu duchowym również, o ile mamy nadzieję na jakiekolwiek postępy.

Teraz, gdy „wyjście do kościoła” nie załatwia poczucia „bycia w porządku” względem Pana Boga, każdy powinien zmierzyć się z tym, jak właściwie wygląda jego modlitwa

Pozostaje jeszcze kwestia sposobu. Przyglądając się swojej modlitwie trzeba stwierdzić, czy samych siebie poznajemy – czy ten człowiek, który się modli, to ja? Z moim temperamentem, z tym, czym żyję na co dzień, z moimi smutkami i słabościami? Bo jeśli patrząc z boku nie poznaję tego człowieka, który się modli, coś jest do zmiany. Może ta modlitwa została gdzieś z tyłu, utknęła w punkcie mojego życia odległym o kilka lat wstecz? Może to, w jaki sposób się modlę, zupełnie już nie jest… moje? Trzeba spojrzeć z dystansu i zastanowić się, czy rzeczywiście przed Bogiem stajemy z tym wszystkim, co się w nas dzieje w ciągu dnia. Dlatego zawsze w modlitwie musi znaleźć się przestrzeń ciszy, która pozwala stwierdzić, kim ja tu jestem… to właśnie w tej ciszy On najmocniej przemawia. Trzeba dopuścić Go do głosu. Dzięki temu każdego dnia na modlitwie dowiadujemy się o sobie czegoś nowego, a to pozwala później na nawiązanie jakiejkolwiek współpracy z Bożą łaską.

 

Właściwa dieta

Gdy już wiem, w jakiej jestem kondycji duchowej, konieczne jest podjęcie środków, które pozwolą na jej utrzymanie lub poprawę. To najczęściej jakimi warunkowane jest treściami, którymi na co dzień się karmimy. Jeśli jest w kimś dużo niepokoju i strachu, konieczne jest, aby poszukał tego, co da mu choć trochę pokoju serca i wytchnienia. Logiczne, prawda? Niestety, codzienność wcale nie wychodzi tym poszukiwaniom naprzeciw.

Dla niektórych codziennością stał się niepokój, lęk, smutek, może i rozpacz. Musimy szukać w pierwszej kolejności tego, co tych uczuć nie będzie potęgować. Przede wszystkim przez zastosowanie odpowiedniej „diety informacyjnej”

Wybuch epidemii zaskoczył wszystkich i każdy – w mniejszym lub większym stopniu – znalazł się w sytuacji nieprzygotowany. Dla niektórych codziennością stał się niepokój, lęk, smutek, może i rozpacz. Musimy szukać w pierwszej kolejności tego, co tych uczuć nie będzie potęgować. Nie chodzi o ubranie twarzy w sztuczny uśmiech i udawanie, że nic się nie dzieje. Trzeba wpłynąć na stan swojego ducha tak, jak to możliwe. Przede wszystkim przez zastosowanie odpowiedniej „diety informacyjnej”.

Swoistym bożkiem tych dni jest wiedza o epidemii. Odświeżane co 15 minut strony ze statystykami, żeby sprawdzić, czy może ktoś na drugim końcu Polski właśnie się zaraził. Czytanie wypowiedzi specjalistów, którzy mówią, że to niegroźne, i innych specjalistów, którzy prognozują koniec świata. Śledzenie wiadomości w telewizji przez cały dzień, żeby przypadkiem nie stracić ani jednej. Jaki jest efekt? Karmimy się na okrągło tymi samymi informacjami. Powtórzona dwadzieścia razy zła wiadomość wcale nie sprawi, że będziemy wiedzieć więcej lub lepiej, ale gwarantuje dużo większy wzrost stresu, niepokoju i lęku. Ograniczenie dostępu do tych wiadomości do np. jednego momentu dnia, a w pozostałe dostarczenie innych – przede wszystkim modlitwy, rozważania Słowa Bożego, lektury – zaowocuje złagodzeniem objawów paniki, która obecnie nie pomoże  zupełnie w niczym.

 

Jesteśmy odpowiedzialni za to, co dzieje się ze stanem ducha ludzi w naszym otoczeniu. Szczególnie teraz, gdy mamy wiele niepowtarzalnych okazji do budowania relacji rodzinnych i z przyjaciółmi, musimy zadać sobie pytanie, czy w te relacje wnosimy pokój

Wspólny trening

Higiena ma nas chronić przed rozprzestrzenianiem się wirusa, ale żeby działała, muszą się do niej stosować wszyscy – jedna osoba może być zagrożeniem dla całego otoczenia. Tak samo jesteśmy odpowiedzialni za to, co dzieje się ze stanem ducha ludzi w naszym otoczeniu. Szczególnie teraz, gdy mamy wiele niepowtarzalnych okazji do budowania relacji rodzinnych (siedząc w domu) i z przyjaciółmi (za pośrednictwem przeróżnych komunikatorów), musimy zadać sobie pytanie, czy w te relacje wnosimy pokój, czy wręcz przeciwnie. Wystarczy – jak zwykle – poczytać komentarze w sieci, żeby stworzyć długą listę sposobów wprowadzania niepokoju i rozłamów. Narzekanie, nakręcanie się, powielanie niesprawdzonych informacji, obrażanie innych – to tylko wierzchołek góry lodowej. I wiele, wiele osądów – na co wolno dać pieniądze, a na co nie. Kto bardziej teraz zasługuje na docenienie, a kto mniej. Komu wolno prosić o pomoc, a kto powinien radzić sobie sam. Słowa, które sieją pogardę i niepokój, w żaden sposób nie pomagają w przeżyciu epidemii z zachowaniem zdrowia duchowego. Do nich proponuję zastosować nie tyle dietę informacyjną, co konsekwentny post ścisły.

Każdy z nas zda sprawę ze słów, które pisze i wypowiada – każdy z nas jest też odpowiedzialny za treści, które dostarcza swojej duszy. W obliczu zagrożenia dotyczącego nas wszystkich weźmy sobie mocno do serca te Jezusowe słowa: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”. Nie pozwólmy, aby przetrwanie epidemii w zdrowiu fizycznym zakończyło się obudzeniem się w nowym świecie… z całym szeregiem chorób duszy.

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju,
od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży.
Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej
oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych.
Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10,
pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap